Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Związek z osobą będącą w związku małżeńskim

     Nie jesteśmy odpowiedzialni za nasze uczucia, ale za to co z nimi zrobimy.

     Każdy człowiek chce odnaleźć swoją drugą połowę i mieć prawdziwą kochającą rodzinę. Czasem znajdujemy miłość - człowieka za którego oddalibyśmy życie....ale...no właśnie jest pewne "ale" - ten człowiek jest w związku małżeńskim. Wiadomość o tym spada na nas jak grom z jasnego nieba. Początkowo nie dowierzamy, potem usiłujemy tłumaczyć sobie, że to jeszcze nie koniec świata. Że takie rzeczy się zdarzają i że ostatecznie rozwody są dla ludzi, a życie to nie bajka. Jednocześnie wiemy, że to nie tak miało być, że miała być piękna, czysta miłość a potem biała sukienka i marsz Mendelssohna. Czujemy żal do Boga, że pozwolił nam spotkać tego człowieka, że tak się to potoczyło. W odruchu rozpaczy zwracamy się o pomoc, w nadziei, że ktoś powie, że miłość przezwycięży wszystko. Czujemy się wewnętrznie rozdarci. Stoimy na drodze na której są dwa drogowskazy: 1) Bóg, wiara, 2) rodzina zbudowana na gruzach innej.

     Jeśli ten człowiek pozostaje w związku małżeńskim a znajomość z tobą traktuje jak przygodę lub odskocznię od szarej codzienności lub rodzinnych problemów sprawa jest w miarę prosta: od razu wiadomo o co mu chodzi. To jednak rzadko się zdarza. Częściej jest gotów (lub przynajmniej tak deklaruje) odejść od rodziny i związać się z tobą. Zanim mu uwierzysz przeczytaj co chcemy ci powiedzieć. Z góry zaznaczamy, że pisząc o związkach z osobą pozostającą w związku małżeńskim mamy na myśli zarówno związki wolnej dziewczyny z żonatym mężczyzną jak i wolnego chłopaka z mężatką, jednak z uwagi na zdecydowanie większą ilość listów pochodzących od kobiet w niniejszym rozdziale częściej piszemy o sytuacji gdzie to mężczyzna jest stroną już zajętą. Jednakże w równym stopniu dotyczy to obu płci!

     Człowiek, który zostawia żonę z dziećmi nie jest wart zaufania, nie daje żadnej rękojmi, że nie zrobi tego powtórnie i nie jest godzien nosić miana prawdziwego mężczyzny. Mężczyzna bierze odpowiedzialność za swoje czyny, za swoją kobietę, za swoje dzieci. Jeśli tego nie robi nie jest wart żadnego zainteresowania. Jeśli nie ma oporów by odejść od kobiety, która poświęciła mu kilka lat swojego życia, być może urodziła jego dzieci, gotowała mu i prała jego brudne skarpetki i ofiarowała mu samą siebie i to co miała najdroższego (nie, nie mówimy tu o dziewictwie, mówimy o sercu i miłości) to nie ma żadnych oporów. Nie daje żadnej gwarancji, że tym razem będzie inaczej. Przeciwnie, swoim postępowaniem daje dowód tego, że jest zwolennikiem łatwych rozwiązań. Pomyśl logicznie: skoro jest gotów zostawić rodzinę, którą założył poprzez sakramentalny związek z kobietą, którą wybrał w wolności to o ileż prościej będzie mu - w razie jakichś trudności - zostawić ciebie, z którą nie wiążą go żadne śluby. Żadne przysięgi i deklaracje nie są w jego ustach wiarygodne. Człowieka poznajemy po działaniu. Można wiele mówić i może z tego nic nie wynikać. Można milczeć a dokonywać wielkich rzeczy. Jezus powiedział: "Po owocach ich poznacie". Jaki owoc wydaje ten człowiek? Który zamiast budować burzy a zamiast wspierać pozostawia? Jakie wydaje o sobie świadectwo? Jeśli myślisz, że z tobą będzie inaczej mylisz się. Pomyśl: gdybyś miała chłopaka, a on by się tak zachowywał w stosunku do innej dziewczyny to chyba nie byłabyś zachwycona, a co dopiero gdybyś miała męża, którego kochasz, za którego wyszłaś za mąż, z którym przeżyłaś swoje życie, któremu oddałaś siebie samą i owocem waszej miłości są dzieci. Jaki to musi być straszny ból dla takiej żony, prawda? Wyobraź sobie jeszcze jak byś zareagowała, gdyby to twój ojciec się tak zachowywał w stosunku do jakiejś kobiety krzywdząc twoją mamę i ciebie? Czułabyś bunt, prawda? A zatem zostaw go po to, by nie dawać mu okazji do grzechu, po to, by dochował przysięgi małżeńskiej, by mógł być mężem i ojcem dla swych dzieci. Nawet jeśli on sam będzie innego zdania twoim obowiązkiem jest odejść.

     Czasem jednak jest tak, że formalnie nie ma żadnych przeszkód aby być razem bo ten człowiek jest już po rozwodzie. Czasem nawet nie ma dzieci, więc wydaje nam się, że nikogo nie skrzywdzimy. Czasem rzeczywiście jest tak, że to on jest stroną pozostawioną przez żonę bez (lub prawie bez) swojej winy. Tłumaczymy sobie, że on przecież też jest człowiekiem, też zasługuje na miłość i ciepło, że to nie jego wina, że żona odeszła. Czasami faktycznie należałoby się zastanowić czy to małżeństwo było w ogóle ważnie zawarte, bo jeśli nie to rzeczywiście nie ma sensu całe życie cierpieć za niedojrzałość drugiej strony. Ale uwaga! Jeśli tak jest w istocie to najczęściej strona poszkodowana już wcześniej ma tego świadomość i podejmuje stosowne kroki zmierzające do stwierdzenia nieważności małżeństwa (nie unieważnienia małżeństwa - jak to się niektórym wydaje). Podejmuje jednak te kroki bo wie, że są ku temu podstawy i robi to dla siebie a nie z powodu kogoś z kim chciałaby się ponownie związać. Jeśli zaś takich kroków przez kilka lat nie podejmuje to jest 99 % pewności, że ma świadomość braku podstaw lub sama przyczyniła się do rozstania. I wtedy jest ogromne prawdopodobieństwo, że to my nie znamy całej prawdy.

     Naturalnie, że on też jest człowiekiem. Często bardzo zranionym, często rozumiejącym gdzie popełnił błąd, ale któremu nie dano szansy by ten błąd naprawić. Czasem ma dwadzieścia kilka lat i "zmarnowane" życie. Pytamy więc siebie, pytamy Boga czy dla niego nie ma już nadziei, czy on nie ma prawa do szczęścia, do rodziny, czy musi już do końca życia być sam. Ten człowiek - jak każdy - zasługuje na miłość. Ma prawo kochać i być kochanym. Ale kochać i być kochanym dla niego oznacza co innego niż dla ciebie. On, przed laty dokonał pewnego wyboru. Świadomie i w wolności ślubował miłość kobiecie, która została jego żoną. W sakramencie małżeństwa Bóg tę ich miłość uświęcił i pobłogosławił. Dał im tę miłość jako dar i zadanie. Dał im też wszelkie potrzebne łaski do wytrwania pomimo trudności, siłę do pokonywania tych trudności i mądrość, by wiedzieli jak się do tego zabrać. Bóg nie obiecał, że zawsze będzie słodko, ale obiecał, że cokolwiek by się działo On zawsze będzie przy nich. I nadal chce przy nich być. Chce im pomóc i chce by nadal byli razem. Dla niego zatem prawo do miłości to - w wymiarze oblubieńczym - prawo kochania swojej żony i uczynienia wszystkiego by oboje znów byli szczęśliwi. Nawet jeśli on jest formalnie "wolny" to wiesz, że dopóki jego żona żyje to nawet żeby byli po dziesięciu rozwodach to ona do końca życia jego żoną będzie. A zatem przynajmniej teoretycznie możliwe jest ich wspólne życie, ich powrót do siebie. A skoro tak jest to jeśli ty się z nim zwiążesz to im ten powrót do siebie uniemożliwisz. Pomijając to czy oni do siebie chcą wrócić czy nie. Ale życie jest długie i niesie ze sobą nieprzewidziane sytuacje. Nawet więc jeśli nie wrócą to ty im tego nie uniemożliwisz.

     Jako osoba wierząca wiesz więc co powinnaś wybrać. To mówi rozum. Z drugiej strony stoi serce, które rozpaczliwie domaga się miłości. I choć przyznajesz rację wszystkim swoim racjonalnym argumentom Twoje uczucia żyją swoim własnym życiem. Mówisz sobie: a jeśli nikogo już nie spotkam? Jeśli zostanę sama? On jest przecież dokładnie takim człowiekiem o jakim marzyłaś. Chcesz potwierdzeń, że możecie być razem pomimo wszystko. Jednak to co w sobie budujesz od lat, twoje zasady, przekonania i wiara nie pozwalają na proste poddanie się uczuciu. Ciągle masz świadomość, że jak wybierzesz jego to będziesz żyć w nieustannym konflikcie sumienia, z nieustannymi wyrzutami i tak naprawdę nie będziesz do końca szczęśliwa, bo jak możemy być szczęśliwym jak coś nas "zżera od środka", gdy targają nami wyrzuty sumienia. Masz pretensje do Boga, że go postawił na Twojej drodze, że Ci go w ogóle dał a teraz nie pozwala z nim być. Ciągle szukasz potwierdzeń u wszystkich, że się uda, że możecie być szczęśliwi. Ale nadal wiesz, że nie można być szczęśliwym bez Boga.

     Jeśli przydarzyła ci się taka miłość, jeśli nie wiesz jak dalej żyć i czujesz się winna posłuchaj co chcemy ci powiedzieć. Jeśli jesteś na rozstaju dróg i nie wiesz co masz zrobić wiedz, że nie jest to sytuacja bez wyjścia. Uwierz, że da się to przeżyć, da się z tego wyjść.

     Przede wszystkim nie możesz się winić za to, że pokochałaś tego człowieka. Tak jak wielokrotnie wcześniej pisaliśmy nie jesteśmy odpowiedzialni za nasze uczucia ale za to co z nimi zrobimy. Sam więc fakt, że do tego doszło nie jest grzechem. Naturalnie jeśli wiedziałaś wcześniej o jego sytuacji nie powinnaś pozwolić na to, by wasza relacja stała się tak bliska. Być może wcześniej należałoby wycofać się z tej znajomości. Czasem jednak na pewne rzeczy nie mamy wpływu, czasem jesteśmy zmuszeni do ciągłego kontaktu z tym człowiekiem np. w pracy lub o fakcie jego małżeństwa dowiadujemy się na takim etapie związku i zaangażowania uczuciowego, że zerwanie kontaktów nie jest już takie proste.

     Bez względu na to jak doszło do tego, że kochasz kogoś kto jest żonaty teraz potrzebujesz pomocy i wskazówek jak uwolnić się z tego związku. Jednocześnie to musi być twoja suwerenna decyzja, twój wybór. Musisz poczuć, że tego chcesz i że to jest najwłaściwsze wyjście.

     Dlatego na początek musisz wyobrazić sobie siebie w obu sytuacjach: jak wygląda twoje życie gdy z nim zostajesz i gdy odchodzisz. Żeby wybrać trzeba dokonać bilansu.

     Musisz wiedzieć, że w przypadku wspólnego życia wcale nie musiałoby być tak, że "za karę" spotkałyby was wszystkie plagi egipskie i to w podwójnym wymiarze. Być może bylibyście ze sobą "szczęśliwi" i żylibyście w zgodzie. Być może mielibyście dzieci, które nie sprawiałyby problemów wychowawczych. Być może nie mielibyście problemów materialnych, a obie rodziny zaakceptowałyby wasz związek. Może rozwinęlibyście się intelektualnie i oboje mielibyście satysfakcjonującą pracę. I oboje dożylibyście w spokoju starości, wspierając się wzajemnie. Może... Ale w tym wszystkim nie byłoby Bożego błogosławieństwa. Być może myślelibyście, że nie robicie nic złego i że to był słuszny wybór, skoro dobrze wam się dzieje. A myślelibyście tak dlatego, że powoli i niepostrzeżenie zmienilibyście swój światopogląd. To zaś wiązałoby się z daleko idącymi konsekwencjami. Najpierw zaczęlibyście tolerować takie związki jak wasz, potem ta tolerancja zataczałaby coraz szersze kręgi, w końcu miałaby wpływ na wychowanie dzieci. A to już byłaby bardzo poważna sprawa, bo tu chodziłoby o kształtowanie sumień i całego życia nowych ludzi. Wy jednak prawdopodobnie nie mielibyście wyrzutów sumienia, bo byłoby ono "znieczulone". Utracilibyście coś bardzo cennego - wiarę. Ten niezasłużony dar, który jesteśmy zobowiązani rozwijać i którym jesteśmy zobowiązani dzielić się z innymi.

     Z kolei w przypadku zrezygnowania z tego związku nikt nie da ci gwarancji, że wszystkie problemy rozwiążą się same i nagle ogarnie cię anielska błogość z dobrze dokonanego wyboru. Nikt nie zagwarantuje, że znajdziesz męża i będziesz miała szczęśliwą rodzinę. Że od tej pory wszystkie twoje troski znikną. Najprawdopodobniej wcale od razu tak nie będzie. Najpierw bowiem będziesz musiała stoczyć ciężką walkę z samą sobą i być może z nim - jeśli on będzie gotowy na każde rozwiązanie albo nawet będzie o ciebie walczył. Będziesz musiała - i to będzie najbardziej bolesne - patrzyć jak wasza miłość umiera, jak to co budowaliście przez czas spędzony razem legnie w gruzach. Wiele razy poczujesz się bezsilna. Będziesz czuła się tak jakbyś stanęła przed ogromnym głazem, którego sama nie ruszysz. Jednak najważniejsze będzie to, że nie będziesz w tym sama. Po twojej stronie będzie Bóg, który będzie Cię wspierał. A jeśli to Bóg będzie z tobą nikt nie będzie przeciwko tobie. Nikt cię nie pokona, nic złego ci się nie stanie. Wylejesz wiele łez i wiele wycierpisz ale zachowasz to co najcenniejsze: swoją wiarę. A jeśli ją ocalisz odniesiesz zwycięstwo. Ten głaz ruszy sam Bóg. On ukoi twoje poranione i rozdarte serce. On sprawi, że te blizny będą dowodem twojej siły i od tej pory nikt nie będzie w stanie cię pokonać. One będą świadczyć o tym, że przeszłaś próbę zwycięsko.

     Jeśli myślisz co zrobić wyobraź sobie te dwa scenariusze, wyobraź sobie was za rok, za pięć i piętnaście lat. Wyobraź sobie codzienność i święta. I zdecyduj co wolisz: czy chwile pozornego szczęścia, zaspokojoną potrzebę ziemskiej miłości ale bez sakramentów czy drogę teraz trochę niepewną, teraz trochę samotną, bez żadnych gwarancji ale z czystym sumieniem, z poczuciem dobrze dokonanego wyboru i z Bogiem na co dzień.

     Sądzeni będziemy z miłości. Ale z miłości prawdziwej. Z miłości do kogoś a nie tylko do siebie. Z tego co dla kogoś uczyniliśmy a nie tylko dla siebie. I teraz Droga dziewczyno przeczytaj uważnie, bo to będzie najważniejszy fragment. To będą najważniejsze słowa, które chcemy ci przekazać.

     Po prostu: jeśli kogoś kochamy to chcemy jego dobra, prawda?

     Największym dobrem jest zaś pragnienie zbawienia dla osoby, którą kochamy. Dlatego właśnie to dobro mu ofiaruj jako swój miłosny dar. Nie ze względu na siebie tylko na niego.

     Jeśli go kochasz to nie możesz przyczyniać się do jego upadku i grzechu. Czyli: nawet gdybyś miała inne zasady, gdyby ci było wszystko jedno i twoje zbawienie byłoby ci obojętne to powinnaś zrobić to dla niego. Ponieważ jednak jako chrześcijance nie powinno ci być to obojętne to tym bardziej musisz być konsekwentna, bo tylko w ten sposób ocalisz siebie i jego. Zrób zatem ostatni i najprawdziwszy gest tej miłości i zostaw go, by to zbawienie sobie i jemu zapewnić, a przynajmniej w tym nie przeszkadzać.

     Jeśli już wiesz, że to jedyna słuszna droga pozostaje ci konsekwentnie realizować to wszystko o czym tu mówiliśmy. Teraz musisz wygrzebać się z dołka i dojść do etapu, kiedy naprawdę będziesz przekonana, że jesteś pełnowartościowym człowiekiem i przestaniesz panicznie bać się samotności. Musisz także zacząć ratować siebie. Musisz być teraz twarda.

     Nie możesz się nad nim rozczulać, nie może Cię wzruszać to, że jest nieszczęśliwy. Nawet jeśli będzie cię błagał o spotkanie, jeśli znajdzie tysiące pretekstów, żeby się z tobą zobaczyć musisz być silna. Nieraz będzie ci serce krwawiło, nieraz będziesz chciała wziąć na siebie cały ten ból, byle tylko on nie cierpiał. Możesz prosić o to Boga, możesz się o to modlić, ale absolutnie nie wolno ci się nad nim rozczulać. Jeśli nie będziesz konsekwentna cały wysiłek pójdzie na marne. Nie bój się, że on będzie cierpiał, że o tobie źle pomyśli, że będzie się czuł odrzucony. Nawet gdyby tak było (a zapewniam cię, że on jako inteligentny człowiek też doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że twoje postępowanie jest jedynym słusznym - choćby temu zaprzeczał) to jedyna droga. Pamiętaj, że kochać dla niego oznacza co innego niż dla ciebie. Być może kilka razy się złamiesz, ale podnoś się i uparcie idź wybraną drogą. Być może on będzie wiedział jak Cię "podejść". Gdy zobaczy, że decyzja jest ostateczna, że ty jesteś pewna tego co robisz będzie próbował różnych sposobów, by cię przy sobie zatrzymać. Będzie brał cię na litość, wzbudzał poczucie winy lub udawał, że cię nie potrzebuje. Nie ulegaj. Po jakimś czasie zobaczy, że zamierzasz trwać w dokonanym wyborze i prędzej czy później da ci spokój. A ty wbrew pozorom zwyciężysz. I tu już nawet nie będzie chodziło o to, że będzie to wygrana walka ze sobą i swoimi słabościami ale o to, że zachowasz wiarę i będziesz mogła spojrzeć w oczy Jezusowi. I co najważniejsze - zrobisz to nie tylko dla siebie, ale dla tego, którego teraz kochasz i dla swojego przyszłego męża, którego Bóg postawi na twej drodze. Bo możesz być pewna, że te cierpienia Bóg - tak jak Hiobowi - wynagrodzi ci w dwójnasób. Nagrodą będzie spokojne sumienie w tym życiu i życie wieczne w przyszłości.

     Jesteś w stanie tego dokonać. Jesteś w stanie tak wybrać. To się nawet po ludzku "opłaci". Pamiętaj: w życiu trzeba dokonywać wyborów słusznych a nie wygodnych.


Kasia i Tomek


Redakcja portalu



   




Wasze komentarze:
 Tna33: 21.02.2017, 09:47
 Witam Jestem w trakcie rozwodu cywilnego ,także chce unieważnić moj ślub kościelny ("przysiegalam"w obcym mi języku ,,mimo tego ze z księdzem umawialiśmy sie inaczej)).W tej chwili mieszkam z moimi dziećmi i nowym partnerem.On jest po rozwodzie 6lat ,,ale niema unieważnionego ślubu kościelnego ,czy to znaczy ze oni nadal są małżeństwem ??
 Ewa : 05.02.2017, 17:14
 Nie mam ślubu kościelnego nie przystępuje do komunii św bo mój mąż wczesniej już zawarł jesteśmy razem poślubię cywilnym 34 lata nie wiem co robić.
 Ewa : 05.02.2017, 17:11
 Nie mam ślubu kościelnego nie przystępuje do komunii św bo mój mąż wczesniej już zawarł jesteśmy razem poślubię cywilnym 34 lata nie wiem co robić.
 Dagmara: 04.02.2017, 02:49
 "Człowiek, który zostawia żonę z dziećmi nie jest wart zaufania" - jakby ten człowiek nie zostawił tej osoby, to nie powstały by 4 boże istnienia dziękuję
 Adaś: 26.01.2017, 11:28
 Przeczytałem artykół i kilka wypowiedzi na jego temat, tragedia polega zawsze na niewiedzy (lub wiedzy fałszywej), miłość jest dana od Boga ja w to wierzę. Nie ma większego daru jak dwoje obdarzeni wzajemną miłością do siebie ludzie, jeśli tak jest i ludzie pasują do siebie własnymi charakterami to z każdym kolejnym dniem może być jedynie lepiej. Niewielu ludzi korzysta z tej łaski dlaczego? Dlatego że dla większości ludzi nie ma to większego znaczenia i kierują się tragicznymi kryteriami wyboru, są też sytuacje bez wyboru i w pewnym wieku przeważająca większość zaczyna zdawać sobie sprawę że zmarnowała sobie całe życie albo prawie całe. Dopełnieniem jest tragiczność w tej materii wszelkich religii, tradycji społecznych a nawet prawa.
 maja: 03.01.2017, 15:06
 Wydaje mi się, że jak facet nie ma rozwodu, a świadomie i oficjalnie mieszka z inną kobietą, to to jest kurewstwo!
 maja: 03.01.2017, 15:05
 Wydaje mi się, że jak facet nie ma rozwodu, a świadomie i oficjalnie mieszka z inną kobietą, to to jest kurewstwo!
 sptunel: 28.11.2016, 20:10
 Każdy człowiek potrzebuje miłości,szacunku i zrozumienia.Jestem po rozwodzie cywilnym i mieszkam z mężczyzną którego bardzo kocham i który dał mi to wszystko czego brakowało mi w małżeństwie (jest wdowcem). Dlaczego Kościół nie pozwoli takim ludziom jak my ,,przynajmniej raz w roku iść do spowiedzi i w czasie Wielkanocnym przyjąć Komunię św." Chodzimy do Kościoła , modlimy się , pomagamy potrzebującym czy to jest złe. Czy nie jest grzechem tkwić w małżeństwie w którym zamiast miłości jest nienawiść , ciągłe kłótnie i wzajemne obrażanie siebie.
 Renatka: 08.09.2016, 15:12
 Przyklad z wlasnego zycia wyjety gdzie tylko diabel mial pocieche z uniesien namietnosci.NIE KAZDY MA ZYCIE,, USLANE ROZAMI,,PONOC WYBRANI.W chwilach samotnosci i rozwazan daje znac sumienie??.BO Kochac a kochac to dwa rozne pojecia.A Kiedys trzeba stanac twarza w twarz..
 Maria: 07.09.2016, 09:13
 Wszyscy piszecie o miłości o waszych przeżyciach w związkach udanych i tych niedanych. Miłość pochodzi od Boga każda jedna jest dana nam zadarmo to odnas zależy czy ja dobrze wykorzystamy czy poddamy się tylko woli uczuciu chwili namiętności i wtedy diabeł nas ma. A co z dziećmi żona wnukami czy tylko ja się liczę i tu właśnie musisz użyć mózgu zobacz ile osób skrzywdzisz a gdy już będziesz umierał wszystko stanie tobie przed oczami całe twoje życie twój egoizm który niepozwala kochać oprócz siebie. Obwiniamy wszystkich a gdzie My nie widzimy nic prócz swojego dramatu. Kochaj kochaj wszystkich ale rozum musi być podstawa w zyciu. Więc twoje żale smutki podaruj BOGU to jest wyzwanie ale się opłaca na wieki.
 veltou: 23.03.2016, 20:03
 Trafiłam na ten artykuł nie przez przypadek... Utwierdził mnie tylko w decyzji o rozstaniu z osobą po rozwodzie cywilnym. On nadal żyje w Sakramentalnym Związku Małżeńskim i mają 10 letniego syna, choć nie mieszkają razem. Sprawy się tak ułożyły, że zamieszkałam z nim w wynajętym lokalu, ale to już przeszłość. Dotarłam do takiego punktu w życiu, gdzie ogromna Miłość Jezusa i tęsknota za Nim nie dają się zagłuszyć mojemu sercu pływającemu aktualnie w błocie grzechów... Dzięki Matce Bożej w Nowennie Pompejańskiej (którą zaczęłam odmawiać 1 grudnia 2015) mam siłę, by zrezygnować z dotychczasowego życia przepełnionego MIMO WSZYSTKO smutkiem, rozpaczą, brakiem sensu. Miłość ludzka jest piękna, ale równie niedoskonała i raniąca... Początki zdawały się cudowne, ale życie to wszystko zweryfikowało. Każdy ma sumienie, ale nie każdy rozumie Miłość Jezusa do Nas... Wiele osób pisze o tym, że każdy pragnie być kochany i że każdy zasługuje na miłość - owszem. Tylko, że pójście za Jezusem daje coś więcej, nieskończone pokłady Miłości i wizja wiecznego szczęścia z Nim. Jakże można przedkładać to wszystko dla tej doczesności i marności? Teraz to zrozumiałam... Piszę to odnosząc to do własnych doświadczeń, przekonań, pogladów. Życie zweryfikowało również moją wiarę, hierarchię wartości. Teraz wiem, że nie mam nic do stracenia. Mogę tylko zyskać. Mam ogromną nadzieję, że wszyscy, którzy się wypowiedzieli pod tym artykułem i którzy dopiero "zahaczą" o temat zaznają szczęścia, jakie przygotował dla każdego z osobna Jezus.
 m: 06.02.2016, 23:26
 Witam po stronie kiedy to kobieta zostawia meza, rozwala rodzine... to boli, bardzo... czy znacie moze jakies grupy wsparcia? Czy mozna przestac czuc? Mozna wymazac pamiec?
 kasia: 12.12.2015, 22:28
 Panie proszę Cię o rozsądek, kocham mojego męża nie wyobrażam sobie życia bez niego,fakt bardzo mało czasu spędzamy ze sobą ponieważ ma taką pracę nie szukam przygód ,romansów nie chcę tego.Jednakże jestem tylko człowiekiem w pracy podrywa mnie kolega który ma rodzinę nie chcę tego nie chcę go widzieć ani krzywdzić jego i moich najbliższych.Boże opamiętaj tego człowieka niech skupi się na swojej rodzinie i da mi spokój.Mi jest tak dobrze nie chcę niczego zmieniać moja rodzina jest dla mnie najświętszą wartością i niech tak pozostanie.Proszę o modlitwę
 Szymon : 10.12.2015, 15:01
 To wszystko jest chore cieżko jest sie po tym podniesc. aktualnie to przechodze bylem z kobieta mezatka i co rozpadlo sie wszystko teraz cierpie moze to jest wskazowka na przyszlosc
 madzia: 26.10.2015, 14:11
 mąż mnie zdradzał z koleżanką z pracy.Po dwudziesty latach spędzonych razem.Zawsze razem mamy dwie córki 15 i 11 lat wspaniałe dzieciaki każda wolna chwila spędzona razem całą rodziną.Dla wszystkich mój mąż był wzorem ojca i męża pomagał ludziom w trudnych sytuacjach sami mieliśmy trudne chwile w życiu.Rozłąka na kilka lat ,choroba dziecka nie złamała nas wszystko dodawało nam wiary i siły do walki.Trudna sytuacja materialna zmusiła nas do rozłąki było mi bardzo ciężko zostać samej z dziećmi .Zaczęłam szukać pracy znalazłam mąż wrócił było jak w bajce.Mąż znalazł pracę zaczął zostawać po godzinach i tam w biurze czekało zło .Mężatka dwoje dzieci mieszkająca z mężem i spotyka się z jeszcze moim mężem.Przeżywam koszmar nie ma zamiaru się wyprowadzić bo twierdzi,że nie ma gdzie iść ona nie może odejść od męża bo postawili dom i nie ma pieniędzy na spłatę męża.Spotykają się codziennie i on wraca do domu jak do hotelu podałam o rozwód.
 seba: 23.10.2015, 21:26
 jesteśmy tylko ludźmi każdy z nas popełnia błędy i musi z tym żyć niektyży z nas wiedzą o tym najlepiej wina nigdy nie leży po jednej stronie tylko po obu
 Anneta: 16.10.2015, 02:43
 A jesli kobieta spotyka sie z zonatym mezczyzna, ktory jest tylko po slubie cywilnym, czy jest to grzech? I nie ma z nia dzieci?
 Malwina : 13.10.2015, 22:56
 Byłam w takim związku on jest moją bratnią duszą nie potrafię zapomnieć i nie rozumiem dlaczego Bóg pozwolił mi pokochać i to w takim momencie życia kiedy prosiłam aby zesłał mi moją miłość.. Postąpiłam słusznie on też zakończyliśmy to.. On jest ze swoją żoną a ja sama... Tęsknota za nim jest silniejsza ... Bol nie do zniesienia.. Czuję się gorsza bo to ona go ma ona ma to wszystko czego ja pragnę.. Modlę się codziennie żeby już nie czuć. I proszę Boga żeby mi nie dawał nie spełnionej miłości.. Mimo młodego wieku duzi już dźwigam.. A to boli najbardziej.. Jednak gdy to się skończyło i widzę ich razem wiem że nigdy nie będę się tak liczyła jak ta której przezd Bogiem ślubowali...
 rrrdf: 04.09.2015, 17:28
 Milosc czym jest
 rrrdf: 04.09.2015, 17:01
 Milosc czym jest
 
(1) [2] [3] [4] [5]


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej