Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Związek z osobą będącą w związku małżeńskim

     Nie jesteśmy odpowiedzialni za nasze uczucia, ale za to co z nimi zrobimy.

     Każdy człowiek chce odnaleźć swoją drugą połowę i mieć prawdziwą kochającą rodzinę. Czasem znajdujemy miłość - człowieka za którego oddalibyśmy życie....ale...no właśnie jest pewne "ale" - ten człowiek jest w związku małżeńskim. Wiadomość o tym spada na nas jak grom z jasnego nieba. Początkowo nie dowierzamy, potem usiłujemy tłumaczyć sobie, że to jeszcze nie koniec świata. Że takie rzeczy się zdarzają i że ostatecznie rozwody są dla ludzi, a życie to nie bajka. Jednocześnie wiemy, że to nie tak miało być, że miała być piękna, czysta miłość a potem biała sukienka i marsz Mendelssohna. Czujemy żal do Boga, że pozwolił nam spotkać tego człowieka, że tak się to potoczyło. W odruchu rozpaczy zwracamy się o pomoc, w nadziei, że ktoś powie, że miłość przezwycięży wszystko. Czujemy się wewnętrznie rozdarci. Stoimy na drodze na której są dwa drogowskazy: 1) Bóg, wiara, 2) rodzina zbudowana na gruzach innej.

     Jeśli ten człowiek pozostaje w związku małżeńskim a znajomość z tobą traktuje jak przygodę lub odskocznię od szarej codzienności lub rodzinnych problemów sprawa jest w miarę prosta: od razu wiadomo o co mu chodzi. To jednak rzadko się zdarza. Częściej jest gotów (lub przynajmniej tak deklaruje) odejść od rodziny i związać się z tobą. Zanim mu uwierzysz przeczytaj co chcemy ci powiedzieć. Z góry zaznaczamy, że pisząc o związkach z osobą pozostającą w związku małżeńskim mamy na myśli zarówno związki wolnej dziewczyny z żonatym mężczyzną jak i wolnego chłopaka z mężatką, jednak z uwagi na zdecydowanie większą ilość listów pochodzących od kobiet w niniejszym rozdziale częściej piszemy o sytuacji gdzie to mężczyzna jest stroną już zajętą. Jednakże w równym stopniu dotyczy to obu płci!

     Człowiek, który zostawia żonę z dziećmi nie jest wart zaufania, nie daje żadnej rękojmi, że nie zrobi tego powtórnie i nie jest godzien nosić miana prawdziwego mężczyzny. Mężczyzna bierze odpowiedzialność za swoje czyny, za swoją kobietę, za swoje dzieci. Jeśli tego nie robi nie jest wart żadnego zainteresowania. Jeśli nie ma oporów by odejść od kobiety, która poświęciła mu kilka lat swojego życia, być może urodziła jego dzieci, gotowała mu i prała jego brudne skarpetki i ofiarowała mu samą siebie i to co miała najdroższego (nie, nie mówimy tu o dziewictwie, mówimy o sercu i miłości) to nie ma żadnych oporów. Nie daje żadnej gwarancji, że tym razem będzie inaczej. Przeciwnie, swoim postępowaniem daje dowód tego, że jest zwolennikiem łatwych rozwiązań. Pomyśl logicznie: skoro jest gotów zostawić rodzinę, którą założył poprzez sakramentalny związek z kobietą, którą wybrał w wolności to o ileż prościej będzie mu - w razie jakichś trudności - zostawić ciebie, z którą nie wiążą go żadne śluby. Żadne przysięgi i deklaracje nie są w jego ustach wiarygodne. Człowieka poznajemy po działaniu. Można wiele mówić i może z tego nic nie wynikać. Można milczeć a dokonywać wielkich rzeczy. Jezus powiedział: "Po owocach ich poznacie". Jaki owoc wydaje ten człowiek? Który zamiast budować burzy a zamiast wspierać pozostawia? Jakie wydaje o sobie świadectwo? Jeśli myślisz, że z tobą będzie inaczej mylisz się. Pomyśl: gdybyś miała chłopaka, a on by się tak zachowywał w stosunku do innej dziewczyny to chyba nie byłabyś zachwycona, a co dopiero gdybyś miała męża, którego kochasz, za którego wyszłaś za mąż, z którym przeżyłaś swoje życie, któremu oddałaś siebie samą i owocem waszej miłości są dzieci. Jaki to musi być straszny ból dla takiej żony, prawda? Wyobraź sobie jeszcze jak byś zareagowała, gdyby to twój ojciec się tak zachowywał w stosunku do jakiejś kobiety krzywdząc twoją mamę i ciebie? Czułabyś bunt, prawda? A zatem zostaw go po to, by nie dawać mu okazji do grzechu, po to, by dochował przysięgi małżeńskiej, by mógł być mężem i ojcem dla swych dzieci. Nawet jeśli on sam będzie innego zdania twoim obowiązkiem jest odejść.

     Czasem jednak jest tak, że formalnie nie ma żadnych przeszkód aby być razem bo ten człowiek jest już po rozwodzie. Czasem nawet nie ma dzieci, więc wydaje nam się, że nikogo nie skrzywdzimy. Czasem rzeczywiście jest tak, że to on jest stroną pozostawioną przez żonę bez (lub prawie bez) swojej winy. Tłumaczymy sobie, że on przecież też jest człowiekiem, też zasługuje na miłość i ciepło, że to nie jego wina, że żona odeszła. Czasami faktycznie należałoby się zastanowić czy to małżeństwo było w ogóle ważnie zawarte, bo jeśli nie to rzeczywiście nie ma sensu całe życie cierpieć za niedojrzałość drugiej strony. Ale uwaga! Jeśli tak jest w istocie to najczęściej strona poszkodowana już wcześniej ma tego świadomość i podejmuje stosowne kroki zmierzające do stwierdzenia nieważności małżeństwa (nie unieważnienia małżeństwa - jak to się niektórym wydaje). Podejmuje jednak te kroki bo wie, że są ku temu podstawy i robi to dla siebie a nie z powodu kogoś z kim chciałaby się ponownie związać. Jeśli zaś takich kroków przez kilka lat nie podejmuje to jest 99 % pewności, że ma świadomość braku podstaw lub sama przyczyniła się do rozstania. I wtedy jest ogromne prawdopodobieństwo, że to my nie znamy całej prawdy.

     Naturalnie, że on też jest człowiekiem. Często bardzo zranionym, często rozumiejącym gdzie popełnił błąd, ale któremu nie dano szansy by ten błąd naprawić. Czasem ma dwadzieścia kilka lat i "zmarnowane" życie. Pytamy więc siebie, pytamy Boga czy dla niego nie ma już nadziei, czy on nie ma prawa do szczęścia, do rodziny, czy musi już do końca życia być sam. Ten człowiek - jak każdy - zasługuje na miłość. Ma prawo kochać i być kochanym. Ale kochać i być kochanym dla niego oznacza co innego niż dla ciebie. On, przed laty dokonał pewnego wyboru. Świadomie i w wolności ślubował miłość kobiecie, która została jego żoną. W sakramencie małżeństwa Bóg tę ich miłość uświęcił i pobłogosławił. Dał im tę miłość jako dar i zadanie. Dał im też wszelkie potrzebne łaski do wytrwania pomimo trudności, siłę do pokonywania tych trudności i mądrość, by wiedzieli jak się do tego zabrać. Bóg nie obiecał, że zawsze będzie słodko, ale obiecał, że cokolwiek by się działo On zawsze będzie przy nich. I nadal chce przy nich być. Chce im pomóc i chce by nadal byli razem. Dla niego zatem prawo do miłości to - w wymiarze oblubieńczym - prawo kochania swojej żony i uczynienia wszystkiego by oboje znów byli szczęśliwi. Nawet jeśli on jest formalnie "wolny" to wiesz, że dopóki jego żona żyje to nawet żeby byli po dziesięciu rozwodach to ona do końca życia jego żoną będzie. A zatem przynajmniej teoretycznie możliwe jest ich wspólne życie, ich powrót do siebie. A skoro tak jest to jeśli ty się z nim zwiążesz to im ten powrót do siebie uniemożliwisz. Pomijając to czy oni do siebie chcą wrócić czy nie. Ale życie jest długie i niesie ze sobą nieprzewidziane sytuacje. Nawet więc jeśli nie wrócą to ty im tego nie uniemożliwisz.

     Jako osoba wierząca wiesz więc co powinnaś wybrać. To mówi rozum. Z drugiej strony stoi serce, które rozpaczliwie domaga się miłości. I choć przyznajesz rację wszystkim swoim racjonalnym argumentom Twoje uczucia żyją swoim własnym życiem. Mówisz sobie: a jeśli nikogo już nie spotkam? Jeśli zostanę sama? On jest przecież dokładnie takim człowiekiem o jakim marzyłaś. Chcesz potwierdzeń, że możecie być razem pomimo wszystko. Jednak to co w sobie budujesz od lat, twoje zasady, przekonania i wiara nie pozwalają na proste poddanie się uczuciu. Ciągle masz świadomość, że jak wybierzesz jego to będziesz żyć w nieustannym konflikcie sumienia, z nieustannymi wyrzutami i tak naprawdę nie będziesz do końca szczęśliwa, bo jak możemy być szczęśliwym jak coś nas "zżera od środka", gdy targają nami wyrzuty sumienia. Masz pretensje do Boga, że go postawił na Twojej drodze, że Ci go w ogóle dał a teraz nie pozwala z nim być. Ciągle szukasz potwierdzeń u wszystkich, że się uda, że możecie być szczęśliwi. Ale nadal wiesz, że nie można być szczęśliwym bez Boga.

     Jeśli przydarzyła ci się taka miłość, jeśli nie wiesz jak dalej żyć i czujesz się winna posłuchaj co chcemy ci powiedzieć. Jeśli jesteś na rozstaju dróg i nie wiesz co masz zrobić wiedz, że nie jest to sytuacja bez wyjścia. Uwierz, że da się to przeżyć, da się z tego wyjść.

     Przede wszystkim nie możesz się winić za to, że pokochałaś tego człowieka. Tak jak wielokrotnie wcześniej pisaliśmy nie jesteśmy odpowiedzialni za nasze uczucia ale za to co z nimi zrobimy. Sam więc fakt, że do tego doszło nie jest grzechem. Naturalnie jeśli wiedziałaś wcześniej o jego sytuacji nie powinnaś pozwolić na to, by wasza relacja stała się tak bliska. Być może wcześniej należałoby wycofać się z tej znajomości. Czasem jednak na pewne rzeczy nie mamy wpływu, czasem jesteśmy zmuszeni do ciągłego kontaktu z tym człowiekiem np. w pracy lub o fakcie jego małżeństwa dowiadujemy się na takim etapie związku i zaangażowania uczuciowego, że zerwanie kontaktów nie jest już takie proste.

     Bez względu na to jak doszło do tego, że kochasz kogoś kto jest żonaty teraz potrzebujesz pomocy i wskazówek jak uwolnić się z tego związku. Jednocześnie to musi być twoja suwerenna decyzja, twój wybór. Musisz poczuć, że tego chcesz i że to jest najwłaściwsze wyjście.

     Dlatego na początek musisz wyobrazić sobie siebie w obu sytuacjach: jak wygląda twoje życie gdy z nim zostajesz i gdy odchodzisz. Żeby wybrać trzeba dokonać bilansu.

     Musisz wiedzieć, że w przypadku wspólnego życia wcale nie musiałoby być tak, że "za karę" spotkałyby was wszystkie plagi egipskie i to w podwójnym wymiarze. Być może bylibyście ze sobą "szczęśliwi" i żylibyście w zgodzie. Być może mielibyście dzieci, które nie sprawiałyby problemów wychowawczych. Być może nie mielibyście problemów materialnych, a obie rodziny zaakceptowałyby wasz związek. Może rozwinęlibyście się intelektualnie i oboje mielibyście satysfakcjonującą pracę. I oboje dożylibyście w spokoju starości, wspierając się wzajemnie. Może... Ale w tym wszystkim nie byłoby Bożego błogosławieństwa. Być może myślelibyście, że nie robicie nic złego i że to był słuszny wybór, skoro dobrze wam się dzieje. A myślelibyście tak dlatego, że powoli i niepostrzeżenie zmienilibyście swój światopogląd. To zaś wiązałoby się z daleko idącymi konsekwencjami. Najpierw zaczęlibyście tolerować takie związki jak wasz, potem ta tolerancja zataczałaby coraz szersze kręgi, w końcu miałaby wpływ na wychowanie dzieci. A to już byłaby bardzo poważna sprawa, bo tu chodziłoby o kształtowanie sumień i całego życia nowych ludzi. Wy jednak prawdopodobnie nie mielibyście wyrzutów sumienia, bo byłoby ono "znieczulone". Utracilibyście coś bardzo cennego - wiarę. Ten niezasłużony dar, który jesteśmy zobowiązani rozwijać i którym jesteśmy zobowiązani dzielić się z innymi.

     Z kolei w przypadku zrezygnowania z tego związku nikt nie da ci gwarancji, że wszystkie problemy rozwiążą się same i nagle ogarnie cię anielska błogość z dobrze dokonanego wyboru. Nikt nie zagwarantuje, że znajdziesz męża i będziesz miała szczęśliwą rodzinę. Że od tej pory wszystkie twoje troski znikną. Najprawdopodobniej wcale od razu tak nie będzie. Najpierw bowiem będziesz musiała stoczyć ciężką walkę z samą sobą i być może z nim - jeśli on będzie gotowy na każde rozwiązanie albo nawet będzie o ciebie walczył. Będziesz musiała - i to będzie najbardziej bolesne - patrzyć jak wasza miłość umiera, jak to co budowaliście przez czas spędzony razem legnie w gruzach. Wiele razy poczujesz się bezsilna. Będziesz czuła się tak jakbyś stanęła przed ogromnym głazem, którego sama nie ruszysz. Jednak najważniejsze będzie to, że nie będziesz w tym sama. Po twojej stronie będzie Bóg, który będzie Cię wspierał. A jeśli to Bóg będzie z tobą nikt nie będzie przeciwko tobie. Nikt cię nie pokona, nic złego ci się nie stanie. Wylejesz wiele łez i wiele wycierpisz ale zachowasz to co najcenniejsze: swoją wiarę. A jeśli ją ocalisz odniesiesz zwycięstwo. Ten głaz ruszy sam Bóg. On ukoi twoje poranione i rozdarte serce. On sprawi, że te blizny będą dowodem twojej siły i od tej pory nikt nie będzie w stanie cię pokonać. One będą świadczyć o tym, że przeszłaś próbę zwycięsko.

     Jeśli myślisz co zrobić wyobraź sobie te dwa scenariusze, wyobraź sobie was za rok, za pięć i piętnaście lat. Wyobraź sobie codzienność i święta. I zdecyduj co wolisz: czy chwile pozornego szczęścia, zaspokojoną potrzebę ziemskiej miłości ale bez sakramentów czy drogę teraz trochę niepewną, teraz trochę samotną, bez żadnych gwarancji ale z czystym sumieniem, z poczuciem dobrze dokonanego wyboru i z Bogiem na co dzień.

     Sądzeni będziemy z miłości. Ale z miłości prawdziwej. Z miłości do kogoś a nie tylko do siebie. Z tego co dla kogoś uczyniliśmy a nie tylko dla siebie. I teraz Droga dziewczyno przeczytaj uważnie, bo to będzie najważniejszy fragment. To będą najważniejsze słowa, które chcemy ci przekazać.

     Po prostu: jeśli kogoś kochamy to chcemy jego dobra, prawda?

     Największym dobrem jest zaś pragnienie zbawienia dla osoby, którą kochamy. Dlatego właśnie to dobro mu ofiaruj jako swój miłosny dar. Nie ze względu na siebie tylko na niego.

     Jeśli go kochasz to nie możesz przyczyniać się do jego upadku i grzechu. Czyli: nawet gdybyś miała inne zasady, gdyby ci było wszystko jedno i twoje zbawienie byłoby ci obojętne to powinnaś zrobić to dla niego. Ponieważ jednak jako chrześcijance nie powinno ci być to obojętne to tym bardziej musisz być konsekwentna, bo tylko w ten sposób ocalisz siebie i jego. Zrób zatem ostatni i najprawdziwszy gest tej miłości i zostaw go, by to zbawienie sobie i jemu zapewnić, a przynajmniej w tym nie przeszkadzać.

     Jeśli już wiesz, że to jedyna słuszna droga pozostaje ci konsekwentnie realizować to wszystko o czym tu mówiliśmy. Teraz musisz wygrzebać się z dołka i dojść do etapu, kiedy naprawdę będziesz przekonana, że jesteś pełnowartościowym człowiekiem i przestaniesz panicznie bać się samotności. Musisz także zacząć ratować siebie. Musisz być teraz twarda.

     Nie możesz się nad nim rozczulać, nie może Cię wzruszać to, że jest nieszczęśliwy. Nawet jeśli będzie cię błagał o spotkanie, jeśli znajdzie tysiące pretekstów, żeby się z tobą zobaczyć musisz być silna. Nieraz będzie ci serce krwawiło, nieraz będziesz chciała wziąć na siebie cały ten ból, byle tylko on nie cierpiał. Możesz prosić o to Boga, możesz się o to modlić, ale absolutnie nie wolno ci się nad nim rozczulać. Jeśli nie będziesz konsekwentna cały wysiłek pójdzie na marne. Nie bój się, że on będzie cierpiał, że o tobie źle pomyśli, że będzie się czuł odrzucony. Nawet gdyby tak było (a zapewniam cię, że on jako inteligentny człowiek też doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że twoje postępowanie jest jedynym słusznym - choćby temu zaprzeczał) to jedyna droga. Pamiętaj, że kochać dla niego oznacza co innego niż dla ciebie. Być może kilka razy się złamiesz, ale podnoś się i uparcie idź wybraną drogą. Być może on będzie wiedział jak Cię "podejść". Gdy zobaczy, że decyzja jest ostateczna, że ty jesteś pewna tego co robisz będzie próbował różnych sposobów, by cię przy sobie zatrzymać. Będzie brał cię na litość, wzbudzał poczucie winy lub udawał, że cię nie potrzebuje. Nie ulegaj. Po jakimś czasie zobaczy, że zamierzasz trwać w dokonanym wyborze i prędzej czy później da ci spokój. A ty wbrew pozorom zwyciężysz. I tu już nawet nie będzie chodziło o to, że będzie to wygrana walka ze sobą i swoimi słabościami ale o to, że zachowasz wiarę i będziesz mogła spojrzeć w oczy Jezusowi. I co najważniejsze - zrobisz to nie tylko dla siebie, ale dla tego, którego teraz kochasz i dla swojego przyszłego męża, którego Bóg postawi na twej drodze. Bo możesz być pewna, że te cierpienia Bóg - tak jak Hiobowi - wynagrodzi ci w dwójnasób. Nagrodą będzie spokojne sumienie w tym życiu i życie wieczne w przyszłości.

     Jesteś w stanie tego dokonać. Jesteś w stanie tak wybrać. To się nawet po ludzku "opłaci". Pamiętaj: w życiu trzeba dokonywać wyborów słusznych a nie wygodnych.


Kasia i Tomek


Redakcja portalu



   




Wasze komentarze:
 Szymon : 10.12.2015, 15:01
 To wszystko jest chore cieżko jest sie po tym podniesc. aktualnie to przechodze bylem z kobieta mezatka i co rozpadlo sie wszystko teraz cierpie moze to jest wskazowka na przyszlosc
 madzia: 26.10.2015, 14:11
 mąż mnie zdradzał z koleżanką z pracy.Po dwudziesty latach spędzonych razem.Zawsze razem mamy dwie córki 15 i 11 lat wspaniałe dzieciaki każda wolna chwila spędzona razem całą rodziną.Dla wszystkich mój mąż był wzorem ojca i męża pomagał ludziom w trudnych sytuacjach sami mieliśmy trudne chwile w życiu.Rozłąka na kilka lat ,choroba dziecka nie złamała nas wszystko dodawało nam wiary i siły do walki.Trudna sytuacja materialna zmusiła nas do rozłąki było mi bardzo ciężko zostać samej z dziećmi .Zaczęłam szukać pracy znalazłam mąż wrócił było jak w bajce.Mąż znalazł pracę zaczął zostawać po godzinach i tam w biurze czekało zło .Mężatka dwoje dzieci mieszkająca z mężem i spotyka się z jeszcze moim mężem.Przeżywam koszmar nie ma zamiaru się wyprowadzić bo twierdzi,że nie ma gdzie iść ona nie może odejść od męża bo postawili dom i nie ma pieniędzy na spłatę męża.Spotykają się codziennie i on wraca do domu jak do hotelu podałam o rozwód.
 seba: 23.10.2015, 21:26
 jesteśmy tylko ludźmi każdy z nas popełnia błędy i musi z tym żyć niektyży z nas wiedzą o tym najlepiej wina nigdy nie leży po jednej stronie tylko po obu
 Anneta: 16.10.2015, 02:43
 A jesli kobieta spotyka sie z zonatym mezczyzna, ktory jest tylko po slubie cywilnym, czy jest to grzech? I nie ma z nia dzieci?
 Malwina : 13.10.2015, 22:56
 Byłam w takim związku on jest moją bratnią duszą nie potrafię zapomnieć i nie rozumiem dlaczego Bóg pozwolił mi pokochać i to w takim momencie życia kiedy prosiłam aby zesłał mi moją miłość.. Postąpiłam słusznie on też zakończyliśmy to.. On jest ze swoją żoną a ja sama... Tęsknota za nim jest silniejsza ... Bol nie do zniesienia.. Czuję się gorsza bo to ona go ma ona ma to wszystko czego ja pragnę.. Modlę się codziennie żeby już nie czuć. I proszę Boga żeby mi nie dawał nie spełnionej miłości.. Mimo młodego wieku duzi już dźwigam.. A to boli najbardziej.. Jednak gdy to się skończyło i widzę ich razem wiem że nigdy nie będę się tak liczyła jak ta której przezd Bogiem ślubowali...
 rrrdf: 04.09.2015, 17:28
 Milosc czym jest
 rrrdf: 04.09.2015, 17:01
 Milosc czym jest
 Wierz acy: 26.08.2015, 09:21
 Witajcie. Dziękuję za artykuł bardzo budujący w moim przypadku ale myślę że za mało miejsca w nim poświecono mężom zostawionym przez żony. Tak jak w moim przypadku świeża sprawa. Żona mówi że mnie kocha ale poznaliśmy wspólnie będąc świeżym szczęśliwym małżeństwem kolegę naszego wspólnego znajomego. I teraz wiem że od tego wszystkiego się zaczęło. Z żoną nigdy się nie inwigilowaliśmy gdyż zawsze wszystko sobie mówiliśmy ale zaczęło się ciągłe siedzenie na telefonie na komputerze ciągle fb i smsy, potem sprowadził się do nas bo chciał zacząć nowe życie w mieście bo na wsi nie było perspektywy. I nie minęły 3 miesiące żona przestała zwracać na mnie uwagę zaczęła brać jego stronę wszędzie chciała brać jego, I wyszło przy jednej z imprez powiedziała że go kocha i to bardziej niż mnie i że on da jej szczęście że w jego towarzystwie się najlepiej czuje. Wpadłem w furię chciałem go zabić nożem i tylko postawa innego kolegi mnie powstrzymała bo mnie zatrzymał. Wyprowadzili się, mieszają razem ja zostałem sam, z żoną mam dobry kontakt ale nadal jesteśmy formalnie w związku. Mam oparcie w mojej i jej rodzinie. 6 lat samej znajomości w tym 1,5 roku małżeństwa, nic nie zapowiadało takiej sytuacji a razem na prawdę wiele ciężkich chwil prześliśmy
 Eliza: 16.06.2015, 13:48
 Witam. Ja znam księdza który namówił swoja własną siostrę do rozwodu. Ma dwoje dziecii męza alkoholika i co z wiarą. A jak ma się zachować kobieta, która pokochała mężyczyzne dała mu wszystko o czym mażył a on ją oszókał gdy mu powiedziała że spodziewa się jego dziecka on wyznał że od 10 lat jest żonaty i nie ma dzieci. Zostawił mnie w piątym miesiącu ciąży człowiek wykształcony, z bardzo dobrą opinią a życiowo do bani. Można to przeżyć jakby nie było dziecka. On nawet go nie widział nie chce. Może go zobaczyc w wieku 18 lat. Gdzie wtedy był Bóg jak mógł na to pozwolić. Mały bardzo tęskni za ojcem chociaż go nie widział.
 monia: 28.03.2015, 21:06
 kazda historia jest inna ,NIE MA SCHEMATOW...nigdy ! jeden zdradza bo zona nie taka inny bo chce doswiadczyc innego rodzaju zblizenia....czy powraca zdradzacz? nie koniecznie chce wolnosci i poczucia ze moze robic co chce nie boi sie starosci ,nie dba o uczucia dzieci ,pieska ,kotka On tyko On sie liczy jego uczucia czytaj egoista od poczatku do konca ryzykuje bycie samym po wygasnieciu jego atrakcyjnosci czytaj konca pieniedzy i braku wzwodu wtedy nawe niebieska mu nie pomoze bo nie utrzyma stanu gotowosci.Oni ryzykuja poswiecaj WSZYSTKO rodzine dziedci stara kiedys kochana kobiete ..dla Nich liczy sie tu i teraz nie mysla na przyszlosc oni zyja dnie kiedy jeszce moga....acha i jeszcze jedno jesli maja -mieli atrakcyjna zone to swoim kochanka chwala sie jej wygladem /to byla moja zona powiadaja/....nie wierzyc nie ufac nie zabiegac jak zdradzi a jesli nie daj Boze mial dlugoletni romans pogonic i nie ogladac sie ...jak chcecie to opisze Wam moja historie to sie w glowie nie miesci ..zycie jest jedno nie warto tracic czasu dla zdradzacza...
 Akinom: 06.03.2015, 21:48
 Byłam z mężem alkoholikiem naście lat, poświęciłam mu życie, starałam się, pielęgnowałam i z każdym dniem byłam ofiarna. Z jego dzienników terapii dowiedziałam się, że między nami od dawna się nie układało i że mój mąż od dwóch lat miał romans z mężatką. Rozstaliśmy się. Po kilku miesiącach wrócił, twierdził, że mnie kocha, a nadal się z nią spotykał. Czuję upokorzenie i wstyd. Kiedy poprosiłam go o prawdę, wyznał, że ją kocha. Teraz sobie myślę, a co ze mną kobietą, która tyle poświęciła. Kim dla niego była. Czuję się strasznie, nie wiem , kiedy zrozumiem takie sadystyczne zachowanie. Po co przyszedł skoro kochał inną. Teraz się z nią nadal spotyka, nie przeszkadza mu to, że ma męża, a mi zniszczył życie i to, w co wierzyłam.
 men: 17.12.2014, 21:35
 a jak po slubie kobieta jest bita i ponizana traktowana jak sluzaca to gdzie przysiega malozenska.? Ja jestem z taka kobieta i mam z nia dziecko choc jestem stanu wolnego bo uwazam ze ona ma prawo do prawdziwej milosci. Nie wszystkich stac na uniewarznienie malozenstwa.
 do xxx: 24.11.2014: 15.12.2014, 14:24
 Bóg jest miłością i chce Twojego szczęścia!On nie potępia nie karze nie trzyma się sztywnych reguł!Został źle przedstawiony. Będziemy sądzeni z miłości!Ten rozwód właśnie jest dlatego żebyś się do NIEGO zbliżył żebyś zobaczył jak ON Cię kocha To jest MIŁOŚĆ BEZWARUNKOWA oddał za Ciebie życie Czy Twoja żona by to zrobiła dla Ciebie?Jeśli nie masz miłości to tak naprawdę nic nie masz...Tak miało być o to mu chodziło Nawet życie Ci rozwali żebyś tylko GO zaczął szukać!Więc na co czekasz?On działa w przeróżny sposób i chce tylko jednego TWOJEJ MIŁOŚCI DO NIEGO I ŻEBYŚ GO ZNALAZŁ w swoim sercu a jak już GO znajdziesz i pokochasz to on da Ci taką miłość ziemską o jakiej marzysz bo ON Ci to marzenie w sercu dał i wtedy spotkasz ją i życie znów nabierze kolorów i spełnią się wszystkie Twoje marzenia czego Ci życzę:)
 Kasia: 07.12.2014, 14:47
 Ja się spotykam z rozwiedzionym człowiekiem cywilnie , ma dziecko , żona zdradziła go i odeszła. Czuję że spotkałam kogoś tylko dla mnie i co z tego , jedna wielka lipa , jak przez to mam być potępiona itd. Jak się spotykaliśmy to był seks teraz też się spotykamy i seksu nie ma on nie chciał bo nie wie jak się ułoży między nami .A ja wiem że nie chce być w związku tylko cywilnym i co mam robić ? Modlę się itd. , ale chyba już tylko o cud ...... , a jak mnie ktoś zdradzi w związku sakramentalnym to co to też będę wyklęta , ta zdradzona ?. Nie chcę takiej próby wiary bo nie wiem czy z niej wyjdę zwycięsko jak tu piszą ,Nie mam aż takiej siły .....ale się nie poddaję i o co mam prosić Pana Jezusa ? żebym ja go zostawiła, on mnie , czy żebyśmy żyli w czystości czy jak ? Niewiem
 xxx: 24.11.2014, 13:51
 Jestem po drugiej stronie. Decyzja wcale nie była prosta. Oddaliliśmy się z żoną i niestety teraz już nie mamy drogi sporotem. Nie umiemy się już w ogóle dogadać. Próbowaliśmy jakieś poradnie i inne ośrodki pomocy ale nic nam nie pomogło. Nie wierze w to, że jeśli odszedłem od żony i jestem teraz sam a kiedyś kogoś jeszcze spotkam i pokocham to, że Bóg mnie za to będzie nienawidzieć. Nie wierzę w to. Nie widzę sensu ciągnięcia małżeństwa jeśli uczucie wygasło wieki temu. Nie widzę sensu ciągnięcia tego tylko dla kościoła i opinii innych. Czasami trzeba spróbować iść dalej. Teraz jestem sam. Nie wiem co mnie czeka i jestem bardzo nieszczęśliwy. Ale podczas mojego małżeństwa czułem to samo. Też byłem bardzo nieszczęśliwy. Nie wiem jak można przeżyć 60 lat i być nieszczęśliwym cały czas z kimś. Można być też nieszczęliwym samemu i wtedy jest szansa że kiedyś kogoś się spotka. Kogoś kogo się pokocha całym sercem. Wiem że jak się żeniłem z żoną to myślałem że ją kocham. Teraz jestem starszy i wiem że wszystko nie jest takie proste. Wiem, że to co wtedy wydawało mi się miłością faktycznie z punktu widzenia czasu nią nie było. Byliśmy niedojżali. Nie poważni. Nie widzieliśmy tak naprawdę o co chodzi w tym wszystkim. Nie chodzi o pieniądze czy mieszkanie na kredyt. Czy też o to że kobieta potrzebuje w pewnym momencie mieć dzieci. Chodzi o coś zupełnie innego. Chodzi o to by znaleźć kogoś kogo się pokocha całym sercem. Z kim będzie chciało się spędzić całą wieczność. Ja kogoś takiego jeszcze nie znalazłem. Mam nadzieje, że Bóg da mi szanse. Że pozowli znaleźć kogoś takiego kto spędzić będzie chciał ze mną wieczność. Kto będzie chiał być ze mną od początku do końca i z kim naprawdę będę bardzo szczęśliwy. Boję się tylko tego, że to nigdy się nie zdarzy. Że przeżyje całe życie sam. Nie boję się samotności. TO nie to. Boję się tego, że nie będę miał nigdy tego cudownego uczucia. Tego jak się kogoś kocha całym sercem. Ponad wszystko.
 xxx: 08.11.2014, 12:47
 w maju 2013 poznałam na portalu społecznościowym faceta, który na wstępie powiedział mi że ma zonę, z którą w danym momencie tworzył wolny związek (tzn byli małżeństwem ale według nich to była już fikcja, ona regularnie spotykała się z innymi facetami i on też stwierdził, że chce z kimś pogadać, spotykać się). Ja wtedy tez nie do końca byłam w czystej relacji i jak najbardziej chciałam się wydostać z takiej relacji. marzyłam ze spotkam faceta z którym tworze wspaniała rodzinne. Poszłam na pierwsze spotkanie, rozmawiało mi się cudownie, pamiętam do tej pory jak czas uciekał, a ja nawet tego nie zauważyłam, niby cały czas miałam z tylu głowy ze On jest zajęty, żonaty. ja wychowana w wierzącej rodzinnie miałam przekonania, ze swojego szczęścia nie można budować z facetem żonaty czy nawet po rozwodzie. jednak fakt, był taki ze połączyły nas wspólne zainteresowania i mogłam z nim spędzać każdy dzień każda minutę i byłam najszczęśliwsza na świecie. natomiast gdy spotykałam się ze znajomymi, rodzicami to wspominałam ze jest sobie ON, ale spokojnie, że ja się nie zakochałam, że wiem ze jest żonaty i nie mogę z nim być. Bo wszyscy byli przeciwko. mimo wszystko spotykam się z nim, bo serce mówiło co innego. często także z Nim nawiązywałam temat jego małżeństwa, że powinien walczyć o swoje małżeństwo. opowiadałam o swojej rodzinnie, że nie zawsze było różowo, ale nigdy w ich głowach nie pojawiło się ze mogą się rozstać. nie wiem dlaczego to mu ciągle mówiłam i wracałam do tematu jego małżeństwa. W tym czasie On wyprowadził się od żony. Spotykałam się z nim, bo czułam, że jest z nim szczęśliwa. w tym czasie Adam złożył wraz z zona złożyli wniosek o rozwód. Podobna to była ich wspólna decyzja. nawet zdarzyło mi nawiązać kontakt z jego żoną i ona tez twierdziła, że nie widziała jeszcze nigdy jego tak szczęśliwego. we wrześniu pojechałam z nim na ślub jego znajomej, jadąc jak zwykle gadaliśmy dużo i ja wspomniałam, że zawsze marzyłam o ślubie białej sukience. Wesele minęło, i nagle po nim wszystko się zmieniło, On nie chciał już ze mną być. Argument iż ja chce być z facetem, z którym pójdziesz do kościoła, na niedzielny spacer, będziecie mieli ślub, dzieci itp. Fatalnie się z tym czułam, nie mogłam się pogodzić z tym, że z dnia na dzień się tak potoczyło. Ja reagowałam na ta sytuacja pijąc alkohol, biorąc przy tym leki, czułam, że tracę bardzo ważna osobę. mój świat się wtedy zawalił, wszystko straciło sens. wiem ze reagowałam zbyt silnie, ale to było poza moja kontrolą. Od tego czasu nie widziałam GO. zmienił numer telefonu, wyprowadził się do żony. od roku piszę do niego wiadomości, (raz one zawierają pretensje, raz kiedyś błagam w nich o litość) raczej nie odpisuje, co najwyżej od czasu do czasu coś napisze, pewnie jest mu wtedy mnie żal. ja w każdym razie mimo że nie widzę go, cały czas wspominam i chciałabym abyśmy się znów spotykali. rozmyślam o tym co było, ,jak mogłoby być gdym jednak posłuchałą swojego serca.próbuje ułożyć sobie inaczej życie, ale nie potrafię, nie potrafię skupić się na niczym innym, cały czas myślę o nim. przez rok brałam leki antydepresyjne. teraz je odstawiłam, bo czuje ze one tylko dusiły moje emocje. co mam zrobić aby stać się szczęśliwa??
 orzeł: 02.11.2014, 23:04
 parę mięsięcy temu zaczęła się nasza miłość ,powiem zakazana miłość ,miłość której nie zaakceptuje jej rodzina ani moja,jak również nasze otoczenie,od czasu do czasu się spotykamy ,piszemy esemesy,meile,rozmawiamy przez telefon.My chcielibyśmy aby ta nasza miłość trwała jak najdłużej i aby nikogo nie ranić ,ale obydwoje mamy tą świadomość że jeśli się to wyda to my nie będziemy mieli wyboru i mimo 24 letniego stażu małżeńskiego {obydwoje mamy podobny staż małżeński,ja pół roku krótszy)przylgnęliśmy ku sobie można powiedzieć jednocześnie to było tak jakby jakaś nadprzyrodzona siła nami kierowała.Często zadajemy sobie pytanie dlaczego mówi się że miłość jest grzechem?przecież my nic złego nie robimy.My tylko chcemy być szczęśliwi.Czy my łamiemy prawo KK?Kto tak naprawdę związał kobietę i mężczyznę Świętym węzłem Małżeńskim?Panowie redaktorzy czytając wasz artykuł miałem wrażenie że tak naprawdę to wy nie znacie życia i nie macie pojęcia jak rodzi się uczucie między dwojgiem ludzi w których co było wcześniej umarło .Czy warto dla pozoru ,dla ludzi dla otoczenia takie związki ciągnąć?Przecież to jest takie zakłamane i sztuczne.tak jest w wielu katolickich rodzinach.Nic nie powinno budować się na kłamstwie.W imię zbawienia wy na to pozwalacie aby tak postępowano.Pan Jezus powiedział:nakazał nam kochać,miłować drugiego człowieka a św Jan pisze :Bóg jest miłością.Czyż każdy z nas nie jest właśnie taką miłością ?Czy miłość musi być złem?Ta nasza miłość tak naprawdę jest czysta i tak od początku do końca prawdziwa i tylko chcielibyśmy oby jak najdłużęj trwała i oby nikt jej nie zniszczył i aby nikogo nie ranić.
 Ja: 30.10.2014, 00:07
 Dziękuję za ten materiał. Od początku naszej znajomości targa mną sumienie. ja jestem osobą bardzo wierzącą i ciężko mi żyć z myślą że grzeszę i nie będę mogła przyjmować sakramentów, Bez Boga to ja nie potrafię żyć. Wszystko mam o co poproszę. Nie potrafiłabym sobie wybaczyć, gdybym wybrała ziemską miłość zamiast boskiej, która trwa wieczność. Poznałam chłopaka po rozwodzie cywilnym, ma dziecko. Dobra na początku zaakceptowałam to bo było mi obojętne wszystko. Po kilku naszych spotkaniach uświadamiam sobie coraz bardziej że oddalam się od Boga. Jest mi z tym ciężko. Podczas każdej modlitwy proszę o pomoc i przebaczenie, ale kiedy go widzę wszystko ucieka na dalszy plan. Zapominam o co prosiłam, liczy się tylko on. Kiedy wracam z naszego spotkania,p rzystępując do modlitwy nie mogę sobie darować że znów "zdradziłam" Boga. Bardzo polubiłam tego chłopaka, ale miłość boska jest silniejsza od wszystkiego. Postanawiam zakończyć ten związek i zawierzyć życie Bogu. Może nie wstąpię do zakonu ale chcę żyć zgodnie z przykazaniami. Będzie mi ciężko i bardzo szkoda tego chłopaka bo naprawdę jest super. Już raz płakałam, powiedziałam mu że nie chcę grzeszyć przeciwko 6 przykazaniu. On mi powiedzial co myśli. I że tak czy inaczj żyć będę w grzechu, gdy będziemy razem. Ale ja bylam głupia i zaczęłam mu mówić że go kocham i nie wyobrażaam sobie życia bez niego. Wróciło do normy. Niestety moje sumienie nie pozwala mi żebym prowadziła taki tryb. Nie wytrzymam napięcia, muzę z nim skończyć, tylko jest problem bo nie wiem jak to zrobić.
 Andrzej: 20.10.2014, 20:08
 W życiu,ba, potrzebujemy wygody;) Samo życie.
 dobra wróżka: 19.10.2014, 00:24
 Nic nie jest czarne albo białe. Artykuł napisane z dużym uproszczeniem. Bóg nie jest perfekcjonistą i pozwala ludziom na błędy.
 
[1] (2) [3] [4] [5]


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej