Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Związek z osobą będącą w związku małżeńskim

     Nie jesteśmy odpowiedzialni za nasze uczucia, ale za to co z nimi zrobimy.

     Każdy człowiek chce odnaleźć swoją drugą połowę i mieć prawdziwą kochającą rodzinę. Czasem znajdujemy miłość - człowieka za którego oddalibyśmy życie....ale...no właśnie jest pewne "ale" - ten człowiek jest w związku małżeńskim. Wiadomość o tym spada na nas jak grom z jasnego nieba. Początkowo nie dowierzamy, potem usiłujemy tłumaczyć sobie, że to jeszcze nie koniec świata. Że takie rzeczy się zdarzają i że ostatecznie rozwody są dla ludzi, a życie to nie bajka. Jednocześnie wiemy, że to nie tak miało być, że miała być piękna, czysta miłość a potem biała sukienka i marsz Mendelssohna. Czujemy żal do Boga, że pozwolił nam spotkać tego człowieka, że tak się to potoczyło. W odruchu rozpaczy zwracamy się o pomoc, w nadziei, że ktoś powie, że miłość przezwycięży wszystko. Czujemy się wewnętrznie rozdarci. Stoimy na drodze na której są dwa drogowskazy: 1) Bóg, wiara, 2) rodzina zbudowana na gruzach innej.

     Jeśli ten człowiek pozostaje w związku małżeńskim a znajomość z tobą traktuje jak przygodę lub odskocznię od szarej codzienności lub rodzinnych problemów sprawa jest w miarę prosta: od razu wiadomo o co mu chodzi. To jednak rzadko się zdarza. Częściej jest gotów (lub przynajmniej tak deklaruje) odejść od rodziny i związać się z tobą. Zanim mu uwierzysz przeczytaj co chcemy ci powiedzieć. Z góry zaznaczamy, że pisząc o związkach z osobą pozostającą w związku małżeńskim mamy na myśli zarówno związki wolnej dziewczyny z żonatym mężczyzną jak i wolnego chłopaka z mężatką, jednak z uwagi na zdecydowanie większą ilość listów pochodzących od kobiet w niniejszym rozdziale częściej piszemy o sytuacji gdzie to mężczyzna jest stroną już zajętą. Jednakże w równym stopniu dotyczy to obu płci!

     Człowiek, który zostawia żonę z dziećmi nie jest wart zaufania, nie daje żadnej rękojmi, że nie zrobi tego powtórnie i nie jest godzien nosić miana prawdziwego mężczyzny. Mężczyzna bierze odpowiedzialność za swoje czyny, za swoją kobietę, za swoje dzieci. Jeśli tego nie robi nie jest wart żadnego zainteresowania. Jeśli nie ma oporów by odejść od kobiety, która poświęciła mu kilka lat swojego życia, być może urodziła jego dzieci, gotowała mu i prała jego brudne skarpetki i ofiarowała mu samą siebie i to co miała najdroższego (nie, nie mówimy tu o dziewictwie, mówimy o sercu i miłości) to nie ma żadnych oporów. Nie daje żadnej gwarancji, że tym razem będzie inaczej. Przeciwnie, swoim postępowaniem daje dowód tego, że jest zwolennikiem łatwych rozwiązań. Pomyśl logicznie: skoro jest gotów zostawić rodzinę, którą założył poprzez sakramentalny związek z kobietą, którą wybrał w wolności to o ileż prościej będzie mu - w razie jakichś trudności - zostawić ciebie, z którą nie wiążą go żadne śluby. Żadne przysięgi i deklaracje nie są w jego ustach wiarygodne. Człowieka poznajemy po działaniu. Można wiele mówić i może z tego nic nie wynikać. Można milczeć a dokonywać wielkich rzeczy. Jezus powiedział: "Po owocach ich poznacie". Jaki owoc wydaje ten człowiek? Który zamiast budować burzy a zamiast wspierać pozostawia? Jakie wydaje o sobie świadectwo? Jeśli myślisz, że z tobą będzie inaczej mylisz się. Pomyśl: gdybyś miała chłopaka, a on by się tak zachowywał w stosunku do innej dziewczyny to chyba nie byłabyś zachwycona, a co dopiero gdybyś miała męża, którego kochasz, za którego wyszłaś za mąż, z którym przeżyłaś swoje życie, któremu oddałaś siebie samą i owocem waszej miłości są dzieci. Jaki to musi być straszny ból dla takiej żony, prawda? Wyobraź sobie jeszcze jak byś zareagowała, gdyby to twój ojciec się tak zachowywał w stosunku do jakiejś kobiety krzywdząc twoją mamę i ciebie? Czułabyś bunt, prawda? A zatem zostaw go po to, by nie dawać mu okazji do grzechu, po to, by dochował przysięgi małżeńskiej, by mógł być mężem i ojcem dla swych dzieci. Nawet jeśli on sam będzie innego zdania twoim obowiązkiem jest odejść.

     Czasem jednak jest tak, że formalnie nie ma żadnych przeszkód aby być razem bo ten człowiek jest już po rozwodzie. Czasem nawet nie ma dzieci, więc wydaje nam się, że nikogo nie skrzywdzimy. Czasem rzeczywiście jest tak, że to on jest stroną pozostawioną przez żonę bez (lub prawie bez) swojej winy. Tłumaczymy sobie, że on przecież też jest człowiekiem, też zasługuje na miłość i ciepło, że to nie jego wina, że żona odeszła. Czasami faktycznie należałoby się zastanowić czy to małżeństwo było w ogóle ważnie zawarte, bo jeśli nie to rzeczywiście nie ma sensu całe życie cierpieć za niedojrzałość drugiej strony. Ale uwaga! Jeśli tak jest w istocie to najczęściej strona poszkodowana już wcześniej ma tego świadomość i podejmuje stosowne kroki zmierzające do stwierdzenia nieważności małżeństwa (nie unieważnienia małżeństwa - jak to się niektórym wydaje). Podejmuje jednak te kroki bo wie, że są ku temu podstawy i robi to dla siebie a nie z powodu kogoś z kim chciałaby się ponownie związać. Jeśli zaś takich kroków przez kilka lat nie podejmuje to jest 99 % pewności, że ma świadomość braku podstaw lub sama przyczyniła się do rozstania. I wtedy jest ogromne prawdopodobieństwo, że to my nie znamy całej prawdy.

     Naturalnie, że on też jest człowiekiem. Często bardzo zranionym, często rozumiejącym gdzie popełnił błąd, ale któremu nie dano szansy by ten błąd naprawić. Czasem ma dwadzieścia kilka lat i "zmarnowane" życie. Pytamy więc siebie, pytamy Boga czy dla niego nie ma już nadziei, czy on nie ma prawa do szczęścia, do rodziny, czy musi już do końca życia być sam. Ten człowiek - jak każdy - zasługuje na miłość. Ma prawo kochać i być kochanym. Ale kochać i być kochanym dla niego oznacza co innego niż dla ciebie. On, przed laty dokonał pewnego wyboru. Świadomie i w wolności ślubował miłość kobiecie, która została jego żoną. W sakramencie małżeństwa Bóg tę ich miłość uświęcił i pobłogosławił. Dał im tę miłość jako dar i zadanie. Dał im też wszelkie potrzebne łaski do wytrwania pomimo trudności, siłę do pokonywania tych trudności i mądrość, by wiedzieli jak się do tego zabrać. Bóg nie obiecał, że zawsze będzie słodko, ale obiecał, że cokolwiek by się działo On zawsze będzie przy nich. I nadal chce przy nich być. Chce im pomóc i chce by nadal byli razem. Dla niego zatem prawo do miłości to - w wymiarze oblubieńczym - prawo kochania swojej żony i uczynienia wszystkiego by oboje znów byli szczęśliwi. Nawet jeśli on jest formalnie "wolny" to wiesz, że dopóki jego żona żyje to nawet żeby byli po dziesięciu rozwodach to ona do końca życia jego żoną będzie. A zatem przynajmniej teoretycznie możliwe jest ich wspólne życie, ich powrót do siebie. A skoro tak jest to jeśli ty się z nim zwiążesz to im ten powrót do siebie uniemożliwisz. Pomijając to czy oni do siebie chcą wrócić czy nie. Ale życie jest długie i niesie ze sobą nieprzewidziane sytuacje. Nawet więc jeśli nie wrócą to ty im tego nie uniemożliwisz.

     Jako osoba wierząca wiesz więc co powinnaś wybrać. To mówi rozum. Z drugiej strony stoi serce, które rozpaczliwie domaga się miłości. I choć przyznajesz rację wszystkim swoim racjonalnym argumentom Twoje uczucia żyją swoim własnym życiem. Mówisz sobie: a jeśli nikogo już nie spotkam? Jeśli zostanę sama? On jest przecież dokładnie takim człowiekiem o jakim marzyłaś. Chcesz potwierdzeń, że możecie być razem pomimo wszystko. Jednak to co w sobie budujesz od lat, twoje zasady, przekonania i wiara nie pozwalają na proste poddanie się uczuciu. Ciągle masz świadomość, że jak wybierzesz jego to będziesz żyć w nieustannym konflikcie sumienia, z nieustannymi wyrzutami i tak naprawdę nie będziesz do końca szczęśliwa, bo jak możemy być szczęśliwym jak coś nas "zżera od środka", gdy targają nami wyrzuty sumienia. Masz pretensje do Boga, że go postawił na Twojej drodze, że Ci go w ogóle dał a teraz nie pozwala z nim być. Ciągle szukasz potwierdzeń u wszystkich, że się uda, że możecie być szczęśliwi. Ale nadal wiesz, że nie można być szczęśliwym bez Boga.

     Jeśli przydarzyła ci się taka miłość, jeśli nie wiesz jak dalej żyć i czujesz się winna posłuchaj co chcemy ci powiedzieć. Jeśli jesteś na rozstaju dróg i nie wiesz co masz zrobić wiedz, że nie jest to sytuacja bez wyjścia. Uwierz, że da się to przeżyć, da się z tego wyjść.

     Przede wszystkim nie możesz się winić za to, że pokochałaś tego człowieka. Tak jak wielokrotnie wcześniej pisaliśmy nie jesteśmy odpowiedzialni za nasze uczucia ale za to co z nimi zrobimy. Sam więc fakt, że do tego doszło nie jest grzechem. Naturalnie jeśli wiedziałaś wcześniej o jego sytuacji nie powinnaś pozwolić na to, by wasza relacja stała się tak bliska. Być może wcześniej należałoby wycofać się z tej znajomości. Czasem jednak na pewne rzeczy nie mamy wpływu, czasem jesteśmy zmuszeni do ciągłego kontaktu z tym człowiekiem np. w pracy lub o fakcie jego małżeństwa dowiadujemy się na takim etapie związku i zaangażowania uczuciowego, że zerwanie kontaktów nie jest już takie proste.

     Bez względu na to jak doszło do tego, że kochasz kogoś kto jest żonaty teraz potrzebujesz pomocy i wskazówek jak uwolnić się z tego związku. Jednocześnie to musi być twoja suwerenna decyzja, twój wybór. Musisz poczuć, że tego chcesz i że to jest najwłaściwsze wyjście.

     Dlatego na początek musisz wyobrazić sobie siebie w obu sytuacjach: jak wygląda twoje życie gdy z nim zostajesz i gdy odchodzisz. Żeby wybrać trzeba dokonać bilansu.

     Musisz wiedzieć, że w przypadku wspólnego życia wcale nie musiałoby być tak, że "za karę" spotkałyby was wszystkie plagi egipskie i to w podwójnym wymiarze. Być może bylibyście ze sobą "szczęśliwi" i żylibyście w zgodzie. Być może mielibyście dzieci, które nie sprawiałyby problemów wychowawczych. Być może nie mielibyście problemów materialnych, a obie rodziny zaakceptowałyby wasz związek. Może rozwinęlibyście się intelektualnie i oboje mielibyście satysfakcjonującą pracę. I oboje dożylibyście w spokoju starości, wspierając się wzajemnie. Może... Ale w tym wszystkim nie byłoby Bożego błogosławieństwa. Być może myślelibyście, że nie robicie nic złego i że to był słuszny wybór, skoro dobrze wam się dzieje. A myślelibyście tak dlatego, że powoli i niepostrzeżenie zmienilibyście swój światopogląd. To zaś wiązałoby się z daleko idącymi konsekwencjami. Najpierw zaczęlibyście tolerować takie związki jak wasz, potem ta tolerancja zataczałaby coraz szersze kręgi, w końcu miałaby wpływ na wychowanie dzieci. A to już byłaby bardzo poważna sprawa, bo tu chodziłoby o kształtowanie sumień i całego życia nowych ludzi. Wy jednak prawdopodobnie nie mielibyście wyrzutów sumienia, bo byłoby ono "znieczulone". Utracilibyście coś bardzo cennego - wiarę. Ten niezasłużony dar, który jesteśmy zobowiązani rozwijać i którym jesteśmy zobowiązani dzielić się z innymi.

     Z kolei w przypadku zrezygnowania z tego związku nikt nie da ci gwarancji, że wszystkie problemy rozwiążą się same i nagle ogarnie cię anielska błogość z dobrze dokonanego wyboru. Nikt nie zagwarantuje, że znajdziesz męża i będziesz miała szczęśliwą rodzinę. Że od tej pory wszystkie twoje troski znikną. Najprawdopodobniej wcale od razu tak nie będzie. Najpierw bowiem będziesz musiała stoczyć ciężką walkę z samą sobą i być może z nim - jeśli on będzie gotowy na każde rozwiązanie albo nawet będzie o ciebie walczył. Będziesz musiała - i to będzie najbardziej bolesne - patrzyć jak wasza miłość umiera, jak to co budowaliście przez czas spędzony razem legnie w gruzach. Wiele razy poczujesz się bezsilna. Będziesz czuła się tak jakbyś stanęła przed ogromnym głazem, którego sama nie ruszysz. Jednak najważniejsze będzie to, że nie będziesz w tym sama. Po twojej stronie będzie Bóg, który będzie Cię wspierał. A jeśli to Bóg będzie z tobą nikt nie będzie przeciwko tobie. Nikt cię nie pokona, nic złego ci się nie stanie. Wylejesz wiele łez i wiele wycierpisz ale zachowasz to co najcenniejsze: swoją wiarę. A jeśli ją ocalisz odniesiesz zwycięstwo. Ten głaz ruszy sam Bóg. On ukoi twoje poranione i rozdarte serce. On sprawi, że te blizny będą dowodem twojej siły i od tej pory nikt nie będzie w stanie cię pokonać. One będą świadczyć o tym, że przeszłaś próbę zwycięsko.

     Jeśli myślisz co zrobić wyobraź sobie te dwa scenariusze, wyobraź sobie was za rok, za pięć i piętnaście lat. Wyobraź sobie codzienność i święta. I zdecyduj co wolisz: czy chwile pozornego szczęścia, zaspokojoną potrzebę ziemskiej miłości ale bez sakramentów czy drogę teraz trochę niepewną, teraz trochę samotną, bez żadnych gwarancji ale z czystym sumieniem, z poczuciem dobrze dokonanego wyboru i z Bogiem na co dzień.

     Sądzeni będziemy z miłości. Ale z miłości prawdziwej. Z miłości do kogoś a nie tylko do siebie. Z tego co dla kogoś uczyniliśmy a nie tylko dla siebie. I teraz Droga dziewczyno przeczytaj uważnie, bo to będzie najważniejszy fragment. To będą najważniejsze słowa, które chcemy ci przekazać.

     Po prostu: jeśli kogoś kochamy to chcemy jego dobra, prawda?

     Największym dobrem jest zaś pragnienie zbawienia dla osoby, którą kochamy. Dlatego właśnie to dobro mu ofiaruj jako swój miłosny dar. Nie ze względu na siebie tylko na niego.

     Jeśli go kochasz to nie możesz przyczyniać się do jego upadku i grzechu. Czyli: nawet gdybyś miała inne zasady, gdyby ci było wszystko jedno i twoje zbawienie byłoby ci obojętne to powinnaś zrobić to dla niego. Ponieważ jednak jako chrześcijance nie powinno ci być to obojętne to tym bardziej musisz być konsekwentna, bo tylko w ten sposób ocalisz siebie i jego. Zrób zatem ostatni i najprawdziwszy gest tej miłości i zostaw go, by to zbawienie sobie i jemu zapewnić, a przynajmniej w tym nie przeszkadzać.

     Jeśli już wiesz, że to jedyna słuszna droga pozostaje ci konsekwentnie realizować to wszystko o czym tu mówiliśmy. Teraz musisz wygrzebać się z dołka i dojść do etapu, kiedy naprawdę będziesz przekonana, że jesteś pełnowartościowym człowiekiem i przestaniesz panicznie bać się samotności. Musisz także zacząć ratować siebie. Musisz być teraz twarda.

     Nie możesz się nad nim rozczulać, nie może Cię wzruszać to, że jest nieszczęśliwy. Nawet jeśli będzie cię błagał o spotkanie, jeśli znajdzie tysiące pretekstów, żeby się z tobą zobaczyć musisz być silna. Nieraz będzie ci serce krwawiło, nieraz będziesz chciała wziąć na siebie cały ten ból, byle tylko on nie cierpiał. Możesz prosić o to Boga, możesz się o to modlić, ale absolutnie nie wolno ci się nad nim rozczulać. Jeśli nie będziesz konsekwentna cały wysiłek pójdzie na marne. Nie bój się, że on będzie cierpiał, że o tobie źle pomyśli, że będzie się czuł odrzucony. Nawet gdyby tak było (a zapewniam cię, że on jako inteligentny człowiek też doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że twoje postępowanie jest jedynym słusznym - choćby temu zaprzeczał) to jedyna droga. Pamiętaj, że kochać dla niego oznacza co innego niż dla ciebie. Być może kilka razy się złamiesz, ale podnoś się i uparcie idź wybraną drogą. Być może on będzie wiedział jak Cię "podejść". Gdy zobaczy, że decyzja jest ostateczna, że ty jesteś pewna tego co robisz będzie próbował różnych sposobów, by cię przy sobie zatrzymać. Będzie brał cię na litość, wzbudzał poczucie winy lub udawał, że cię nie potrzebuje. Nie ulegaj. Po jakimś czasie zobaczy, że zamierzasz trwać w dokonanym wyborze i prędzej czy później da ci spokój. A ty wbrew pozorom zwyciężysz. I tu już nawet nie będzie chodziło o to, że będzie to wygrana walka ze sobą i swoimi słabościami ale o to, że zachowasz wiarę i będziesz mogła spojrzeć w oczy Jezusowi. I co najważniejsze - zrobisz to nie tylko dla siebie, ale dla tego, którego teraz kochasz i dla swojego przyszłego męża, którego Bóg postawi na twej drodze. Bo możesz być pewna, że te cierpienia Bóg - tak jak Hiobowi - wynagrodzi ci w dwójnasób. Nagrodą będzie spokojne sumienie w tym życiu i życie wieczne w przyszłości.

     Jesteś w stanie tego dokonać. Jesteś w stanie tak wybrać. To się nawet po ludzku "opłaci". Pamiętaj: w życiu trzeba dokonywać wyborów słusznych a nie wygodnych.


Kasia i Tomek


Redakcja portalu



   




Wasze komentarze:
 Ja.: 27.09.2014, 22:25
 Zgadzam się z treścią artykułu i ostatnią myslą w pełni choć sama niestety nie stosuję się do tej zasady.
 PP: 22.09.2014, 17:09
 Mnie spotkało coś również przykrego, kiedy moje drugie półroczne dziecko zachorowało na zapalenie oskrzeli i na pierwszy tor przeszły dzieci, mąż oddalił się i zaczął pić.. później doszły inne używki, u boku siebie miałam najlepszą przyjaciółkę której powierzałam swoje tajemnicę, każde sprawy, myślałam, że mogę na nią liczyć. Po czasie zauważyłam, dziwne spojrzenia mojego męża na nią. Myślałam, że to facet.. i że każdy tak ma.. po czasie doszło ukrywanie telefonu.. bardzo wydawało mi się to dziwne.. Za bardzo nie zajmowałam się tym bo najważniejsze były dla mnie moje dzieci i obowiązki domowe.. po jakimś czasie przejrzałam mu smsy.. a tam!!!! Romantyczne smsy do mojej przyjaciółki, do której tak miałam zaufanie.. to po prostu mnie dobiło.. ja zwierzająca się a ona wykorzystująca całą wiedzę o nim. W dodatku grała taką mądrą i inteligentną, a on nie lepszy.. Zgania wszystko na kryzys w związku i zaniedbanie z moje strony i oczywiście narkotyki.. Nienawidzę jej teraz.. a jego sama nie wiem, mamy dzieci.. Czy coś ich łączyło, podejrzewam, że tak bo się spotykali po tajemnie, a mu na czym zależało na rodzinie czy na zaspokojeniu potrzeb mojej pseudo przyjaciółce bo suszyło ją już od roku.. Wszystko to jakieś chore, jestem z nim prawie rok od tej sytuacji ale męczę się psychicznie bo to nie to co ja sobie wyobrażałam i to nie jest zgodne z moją etyką.. Szczerze, prawdy znać nie będę, za rękę ich nie złapałam. ponad 2 miesiące bawiłam się w detektywa i sprawdzałam każde źródła. Najwspanialsze jest to, że on nie chce mnie zostawić.. ironia.. powiedział, że to był błąd a ja chciałam aby nas opuścił. Ta świadomość, że może on z nią to.. po czasie kiedy nie wiedziałam jeszcze o całym tym zajściu ona związała się z moim bratem?? przypadek?? próbowałam mu wybić ją z głowy ale on jest zaślepiony i wierzy jej.. Meczę się w tej psychozie.. i cieszę się tylko z moich dzieci, bo tylko w nich mam nadzieję. Czytałam wszystkie te opowieści i nie wierzę.. Jak faceci mogą się tak zachowywać.. Przykro mi jest z powodu innych kobiet które cierpią.. to brak uczuć ze strony facetów.. myślą tylko dołem..
 Aneta: 19.09.2014, 11:10
 Dziękuję. Z całego serca dziękuję za ten artykuł.
 Paweł: 18.09.2014, 21:04
 Pozdrawiam wszystkich! Opisze Wam sytuację rodem z mojej rodziny. Pewna kobieta,mężatka,z dwójką dzieci uwiodła młodszego od siebie o 11 lat chłopaka (na początku tego związku miał 19 lat). czas spotkań trwał 2 lata,potem chłopak oświadczył rodzinie,że ma zamiar zalegalizować ten związek.Pomimo próśb rodziców doszło do ślubu cywilnego i zamieszkali razem.Minęło 8-10 miesięcy i nastąpił wielki płacz.Chłopak jest załamany.Jest poniżany przez nią,jej dzieci go nie szanują,prawie wszystkie przyjaznie i koleżeństwa się pourywały.Tu nawet nie wspomnę,jak na pewno czuje się on w swojej duszy.Wiem,ze przed tym ślubem miał wyrzuty sumienia.Teraz uświadomił sobie,że rozbił rodzinę.Mój wniosek to taki:takie związki NIGDY NIE WYPALAJĄ.Angażując się w takie coś,pomijając wszelkie aspekty wiary katolickiej,postępujemy bardzo nieodpowiedzialnie i egoistycznie.
 Noo: 02.08.2014, 14:31
 v-tech dasz jej nadzieje a pozniej wycofasz sie, ty slyszysz samego siebie co mowisz? co piszesz.?
 v-tech: 25.07.2014, 11:18
 W życiu trzeba dokonywać wyborów słusznych a nie wygodnych.>> Szanowni redaktorzy...teoria a rzeczywistość to dwie skrajności..Wszystko ładnie i pięknie ujmujecie w słowach.Czy pomyśleliście co czuje i jak bardzo cierpi taka osoba,która tkwi w chorym i udręczonym związku małżeńskim?? Dlaczego kościól nie może pomóc takim osobom? Czy nie należy im się prawo do miłości jak każdemu człowiekowi-sam Bóg wyrył je w sercu,bo stworzył nas do miłości i z miłości.Nie mam tu na myśli łamania 6 przykazania Dekalogu.Znam pewną dziewczynę,mężatkę z synkiem 9letnim,którą zostawił mąż i odszedł do innej.DLACZEGO ona musi cierpiec i nie może sobie ułożyć życia z kimś nowym??? To nie ona odeszła,wiem,wiem...zawarli sakramentalny związek..ale co dalej..tak ma żyć aż do śmierci??? Każdego dnia jest smutna,widzę ,że cierpi,płacze i tak ogromnie pragnie być kochana..gdy to widzę aż serce mi ściska bo jest to wspaniała dziewczyna o ciepłym i miłym charakterze,bardzo mi się ona podoba..pomimo,że mam ziewczynę wciąż o niej myślę..nie macie pojęcia jak chciałbym ją trzymać w swoich ramionach..sama kiedyś mi mówiła,że szkoda,że jestem zajęty..a ja myśle nocami o tym,że to mężatka,że nie warto bo będziemy potępieni....ale i tak serce moje wciąż cierpi bo nie mogę patrzeć jak taka cudowna kobieta jest nieszczęśliwa..Reasumując...redaktorzy,nie znacie jeszcze życia,to nie seria przepisów...nie życzę wam tego co ja czuję.
 Zofia: 14.06.2014, 23:55
 Jestem dojrzałą kobietą,mężatką,matką dorosłych dzieci.Rok temu przytrafiło mi się zauroczenie od pierwszego spojrzenia,w żonatym mężczyźnie.Okazało się,że mamy razem współpracować.Jako osoba wierząca,wiedziałam,że nie mogę sobie na nic pozwolić,trzymałam swoje uczucia pod kontrolą i utrzymywałam dystans między nami.On jednak zaczął mnie uwodzić i to w sposób tak profesjonalny,że momentami traciłam rozum,cierpiałam i toczyłam ze sobą ciężką walkę.Mocno modliłam się o siły i o uwolnienie mnie od tego uczucia.Zwróciłam się w stronę męża,ociepliłam nasze relacje.Po roku mężczyzna ten odpuścił,odszedł,zmienił pracę.Cieszę się,że tak to się skończyło,to była najlepsza decyzja w moim zyciu.Mam spokojne sumienie,jestem szczęśliwą mężatką,Za tydzień będziemy obchodzić naszą 25 rocznicę ślubu.
 Wiktoria: 06.06.2014, 10:52
  Witam. Moja sytuacja jest dziwna, nie rozumiem jej choc bardzo sie staram. Jestem z facetem w 3letnim zwiazku mieszkamy razem. Niestety on jest po przejsciach i do tego czasu sie nie rozwodl kiedy mowilam o rozwodzie zapewnial mnie ze dojdzie do tego. i doszlo aktualnie ma byc rozprawa rozwodowa. maja dwojke synow,lecz jego zona ciagle potrzebuje od niego pomocy jak nie naprawienia czegos to spotkania o rozmowie czegos waznego i tak w kolko. Mowilam mu ze mnie to denerwuje bo niewiem co mam myslec o tym stwierdzil ze z zona sa dzieci i bedzie zawsze pomagal,wczesniej powiedzial ze to sie zmieni i nie bedzie w niczym pomagal ale niestety pomaga. jego dzieci przyjezdzaja co jakis weekend do nas bylam obrazana przez nich ale jakos to przegryzlam ,bo rozumiem nastawienie dzieci do mnie. Mysle ze jestem wyrozumiala. Teraz od paru dni moj facet ma romans z jeszcze jedna kobieta chce mu o tym powiedziec ale chce dostac potwierdzenia. kasuje wszystkie smsy i zabiera telefon wszedzie ze soba gdzie dotad tego nie robil wraca poznymi wieczorami do domu mowiec ze praca sie przeciagla. zdarza sie ze pachnie innymi perfumami. sex uprawiamy ale on robi to automatycznie a nie uczociowo jak przed tem . Co mam zrobic odejsc???? jestem klebkiem nerwow i boje sie co kolwiek zrobic zeby nie urazic jego rodzicow ktorzy sa dla mnie jak wlasni rodzice.
 Andrzej: 24.05.2014, 07:30
 A co jeśli w związku po kilku latach zaczyna panować chłód.Brak miłości, przyjaźni, wzajemnych rozmów a jedynym co łączy małżonków jest przyzwyczajenie i dzieci. A co jeśli (w moim przypadku żona) jedno z małżonków wogóle nie interesuje się tym drugim, jego potrzebami pragnieniami ,tylko żyje swoim chorym wyobrażeniem. Pismo święte twierdzi, że takie związki są nieważne .że nieważne są nawet związki w których nie ma zarówno miłości duchowej jak i cielesnej. Ale Kościół Katolicki postępuje tu inaczej. Ja żyję w związku z kobietą, która po prostu mnie oszukała grając swoją rolę.Mamy troje dzieci ale od lat między nami nic nie ma. Według pisma św mógłbym ją zostawić ale według KK niestety nie. Myślę, że większość przepisów kościelnych znacznie odbiega od prawdziwej wiary i kodeksów wytyczonych przez P Boga. Głównie dla pełnego panowania nad ludźmi oraz zastraszania ludzi wierzących.
 kobieta: 07.02.2014, 14:05
 Wspolczuje tej kobiecie ktora posluguje sie ps Agulenka wiem co czujesz a ten caly Lukasz jakies farmazony ci pisze zamiast pomoc ale tak to juz jest w internecie ze ludzie glupoty odpowiadaja a nic nie wiedza o prawdziwym zyciu:-( pozniej sie wymadrzaja glupotami zrozum kobieto to bez sensu piszc na takich portalach bo nikt ci nie pomorze tylko glupoty bedzie ci odpisywal cos o tym wiem. Pozdrawiam
 do inez: 14.01.2014, 22:56
 Kalendarzyk to metoda z 1920 roku. Dzis nawet kościół juz jej od dawna nie uczy!!!
 inez: 12.01.2014, 00:49
 1.Wieloletnie mażeństwo może się wypalić,w takim związku jest tylko obojętność i chłód ,poczucie że jest się "żywym trupem"2.Skoro w KK małżeństwo jest sakramentem,dlaczego tak łatwo jest zawrzeć związek?(Wystarczy mieć sakrament bierzmowania i uczestniczyć w kilku spotkaniach dotyczących kalendarzyka małżeńskiego)Uważam że jest to poważne zaniedbanie Kościoła.Ponadto do prawdziwego ,dojrzałego związku człowiek jest gotowy nie wcześniej niż ok.30-tki.(inaczej sprawy się mają z urodzeniem i wychowaniem dzieci)W wieku lat 20-30 człowiekiem żądzą hormony które niewiele mają wspólnego z dojrzałością psychiczną i chrześcijańską.
 ola: 28.10.2013, 10:09
 a ja mam gorzej jestem rozwiedziona nadal kocham mojego byłego męża który ma inną i jeden jego gest i spotykamy się znowu pokryjomu przed światem ciężko mi z tym bo kocham go bardziej niż w małżeństwie ale on mieszka z nią i to mnie męczy i cierpie z tego powodu niewiem co mam robić nie umie mu powiedziec koniec :(
 zona zuza: 23.10.2013, 22:09
 A mój mąz Janek się poszczał w necie na portalach z kochankami,wrescie sie zakochał w jednej i bierze rozwód zemną,ale ja nie płacze bo on nie jest wart moich łez..czekam na rozwód i zyczę mu śmierci.
 Agusia: 26.09.2013, 19:44
 Mój chłopak zostawił mnie po 4 letnim związku, oświadczył mu się w marcu, nasz synek urodził się w zeszłym roku w lutym. Niestety nasze kochane maleństwo było wczesniakiem a na domiar złego okazało się żejest chory na białaczkę, czułam się zostawionego z tym sama. W lipcu tego roku mój chłopak, zrobił mi wielkie swinstwo, zdradził mnie z małżeństwem które praktykuje tak zwany cuckolding, kobieta z tego małżeństwa wyznała mu miłość i kazała odejść od nas bo z chorym dzieckiem nie miałby przyszłości... Zostawił nas, podczas czwartej chemii, nasz synek zmarł 22 sierpnia w moich ramionach. Mój ex nawet nie przyjechał na pogrzeb... Nie skontaktowal się ze mną, nie odzywa się ani nic. Nie wiem jak ta kobieta mogła cos takiego zrobić, nie winie tylko jej bo on jest taki sam jak i ona. Ta kobieta ma dwoje dzieci z mężem. Nie wiem do dziś czy mieszkają razem czy to była poprostu z jej strony ciąg dalszy zabawy. Mój były na pożegnanie napisał mi smsa ze mam z synem zdychac, jego marzenie się po połowie spełniło. Nie chce mi się juz żyć bo nie mam dla kogo, mój synek nie żyje, a on zrobił mi największe swinstwo jakie można zrobić. Kobiety apeluje do was, zastanówcie się zanim zrobicie komuś takie swinstwo! Moje życie nie ma już żadnego sensu, jestem samotna i załamana.
 aaange: 06.09.2013, 11:22
 to wszystko nie jest takie łatwe....;(
 JA: 24.08.2013, 18:22
 Bardzo chciałabym się przyjaznic, bo to dla mnie wspanialy czlowiek - takiego w nim widzę. Przypomina mi ojca, najlepszego brata... Chyba nie trzeba bezwzględnie trzymac sie zasady "co z oczu to z serca"... Nie chce żeby mi ktoś go odebrał :-( Ojca.. Bóg mi odebrał.. w styczniu. Mam dopiero 25 lat.
 Agulenka36: 19.07.2013, 00:02
 Łukasz,ale o czym Ty pier..lisz??Ja ma załozoną 3 kartę przemocy !!Czy mam wybaczyc człowiekowi ktory chciał mnie zniszczyć krzywdę i to ze nadal ciągnie do alkoholu i do innych kobie/Czego Ty na Boga ode mnie wymagasz?Czy Ty wiesz co ja przezyłam?dlaczego poslugujesz sie pieknymi teoriami o Bogu i przysiedze malżenskiej probując zmusic mnie do życia i seksu z kims kto mi jest calkiem obcy??To nieprawda ze nie widze w Nim dobrych cech ale to co mi robił przez lata nie pozwala mi odbudowac uczuc którymi Go darzyłam bo On nadal mnie oklamuje a to uniemozliwia wszelkie dobre relacje...A poza tym On był leczony i nie chce wyjsc z nałogu,to ja jako ofiara przemocy zostałam pozbawiona pomocy i wsparcia.A w Boga i Jego milosc jakoś juz nie wierze patrząc na to co sie dzieje na siwecie i w najblizszej rodzinie...katolickiej :/
 Roman: 01.07.2013, 10:46
  Jestem skomplikowanej sytuacji, poznałem starszą od siebie mężatkę która nie mieszka z mężem ileś już lat , jak twierdzi nie kocha go itd. Mają dorosłego syna. na początku była luźna znajomość, żadne z nas nie przypuszczało że coś i tak szybko się rozwinie. Następnie zaczęły się smsy, rozmowy, wywiązała się wieź między nami, potrzeba bliskości. Zwierzaliśmy się sobie staliśmy się przyjaciółmi odkrywaliśmy w sobie to czego nam brakowało. Ona che mojego szczęścia, ale spotkalismy się 3 razy i całowaliśmy się i mam dylemat bo przyjaźn to już nie jest i z 1 strony nie żałuję że się całowałem a z 2 nie daje mi to spokoju i gryzie mnie sumienie że popełniłem grzech. Nie powiedziałbym teraz że ją kocham to pewnie zauroczenie które z czasem minie. Ale czy jeśli ona postara sie o stwierdzenie niewaznosci malzenstwa to czy to bedzie słuszna decyzja? Już wczesniej o tym myślała nim mnie poznała. Czy tak jak co Bóg złaczył cżłowiek niech nierozdziela i powinna zostawćw tym związku aja powinienem to uciąć? Czy można być przyjaciółmi?
 kasia: 24.06.2013, 20:23
 Wybuchłam płaczem teraz,teraz rozumiem,teraz to doszło do mnie.Teraz to doszło do mnie,takich słów trzeba mi było.Cała magia w tych słowach jest taka że gdy je czytając odczułam tak jakby były napisane dla mnie.Jakby ktoś napisał je dla mnie w tym momencie mi wręczył bo w tym momencie przechodzę to,i nie wiem co robić.Ale teraz wiem.Dziękuje Ci Jezu,dziękuje i wybacz moje grzechy.
 
[1] [2] (3) [4] [5]


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej