Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Związek z osobą będącą w związku małżeńskim

     Nie jesteśmy odpowiedzialni za nasze uczucia, ale za to co z nimi zrobimy.

     Każdy człowiek chce odnaleźć swoją drugą połowę i mieć prawdziwą kochającą rodzinę. Czasem znajdujemy miłość - człowieka za którego oddalibyśmy życie....ale...no właśnie jest pewne "ale" - ten człowiek jest w związku małżeńskim. Wiadomość o tym spada na nas jak grom z jasnego nieba. Początkowo nie dowierzamy, potem usiłujemy tłumaczyć sobie, że to jeszcze nie koniec świata. Że takie rzeczy się zdarzają i że ostatecznie rozwody są dla ludzi, a życie to nie bajka. Jednocześnie wiemy, że to nie tak miało być, że miała być piękna, czysta miłość a potem biała sukienka i marsz Mendelssohna. Czujemy żal do Boga, że pozwolił nam spotkać tego człowieka, że tak się to potoczyło. W odruchu rozpaczy zwracamy się o pomoc, w nadziei, że ktoś powie, że miłość przezwycięży wszystko. Czujemy się wewnętrznie rozdarci. Stoimy na drodze na której są dwa drogowskazy: 1) Bóg, wiara, 2) rodzina zbudowana na gruzach innej.

     Jeśli ten człowiek pozostaje w związku małżeńskim a znajomość z tobą traktuje jak przygodę lub odskocznię od szarej codzienności lub rodzinnych problemów sprawa jest w miarę prosta: od razu wiadomo o co mu chodzi. To jednak rzadko się zdarza. Częściej jest gotów (lub przynajmniej tak deklaruje) odejść od rodziny i związać się z tobą. Zanim mu uwierzysz przeczytaj co chcemy ci powiedzieć. Z góry zaznaczamy, że pisząc o związkach z osobą pozostającą w związku małżeńskim mamy na myśli zarówno związki wolnej dziewczyny z żonatym mężczyzną jak i wolnego chłopaka z mężatką, jednak z uwagi na zdecydowanie większą ilość listów pochodzących od kobiet w niniejszym rozdziale częściej piszemy o sytuacji gdzie to mężczyzna jest stroną już zajętą. Jednakże w równym stopniu dotyczy to obu płci!

     Człowiek, który zostawia żonę z dziećmi nie jest wart zaufania, nie daje żadnej rękojmi, że nie zrobi tego powtórnie i nie jest godzien nosić miana prawdziwego mężczyzny. Mężczyzna bierze odpowiedzialność za swoje czyny, za swoją kobietę, za swoje dzieci. Jeśli tego nie robi nie jest wart żadnego zainteresowania. Jeśli nie ma oporów by odejść od kobiety, która poświęciła mu kilka lat swojego życia, być może urodziła jego dzieci, gotowała mu i prała jego brudne skarpetki i ofiarowała mu samą siebie i to co miała najdroższego (nie, nie mówimy tu o dziewictwie, mówimy o sercu i miłości) to nie ma żadnych oporów. Nie daje żadnej gwarancji, że tym razem będzie inaczej. Przeciwnie, swoim postępowaniem daje dowód tego, że jest zwolennikiem łatwych rozwiązań. Pomyśl logicznie: skoro jest gotów zostawić rodzinę, którą założył poprzez sakramentalny związek z kobietą, którą wybrał w wolności to o ileż prościej będzie mu - w razie jakichś trudności - zostawić ciebie, z którą nie wiążą go żadne śluby. Żadne przysięgi i deklaracje nie są w jego ustach wiarygodne. Człowieka poznajemy po działaniu. Można wiele mówić i może z tego nic nie wynikać. Można milczeć a dokonywać wielkich rzeczy. Jezus powiedział: "Po owocach ich poznacie". Jaki owoc wydaje ten człowiek? Który zamiast budować burzy a zamiast wspierać pozostawia? Jakie wydaje o sobie świadectwo? Jeśli myślisz, że z tobą będzie inaczej mylisz się. Pomyśl: gdybyś miała chłopaka, a on by się tak zachowywał w stosunku do innej dziewczyny to chyba nie byłabyś zachwycona, a co dopiero gdybyś miała męża, którego kochasz, za którego wyszłaś za mąż, z którym przeżyłaś swoje życie, któremu oddałaś siebie samą i owocem waszej miłości są dzieci. Jaki to musi być straszny ból dla takiej żony, prawda? Wyobraź sobie jeszcze jak byś zareagowała, gdyby to twój ojciec się tak zachowywał w stosunku do jakiejś kobiety krzywdząc twoją mamę i ciebie? Czułabyś bunt, prawda? A zatem zostaw go po to, by nie dawać mu okazji do grzechu, po to, by dochował przysięgi małżeńskiej, by mógł być mężem i ojcem dla swych dzieci. Nawet jeśli on sam będzie innego zdania twoim obowiązkiem jest odejść.

     Czasem jednak jest tak, że formalnie nie ma żadnych przeszkód aby być razem bo ten człowiek jest już po rozwodzie. Czasem nawet nie ma dzieci, więc wydaje nam się, że nikogo nie skrzywdzimy. Czasem rzeczywiście jest tak, że to on jest stroną pozostawioną przez żonę bez (lub prawie bez) swojej winy. Tłumaczymy sobie, że on przecież też jest człowiekiem, też zasługuje na miłość i ciepło, że to nie jego wina, że żona odeszła. Czasami faktycznie należałoby się zastanowić czy to małżeństwo było w ogóle ważnie zawarte, bo jeśli nie to rzeczywiście nie ma sensu całe życie cierpieć za niedojrzałość drugiej strony. Ale uwaga! Jeśli tak jest w istocie to najczęściej strona poszkodowana już wcześniej ma tego świadomość i podejmuje stosowne kroki zmierzające do stwierdzenia nieważności małżeństwa (nie unieważnienia małżeństwa - jak to się niektórym wydaje). Podejmuje jednak te kroki bo wie, że są ku temu podstawy i robi to dla siebie a nie z powodu kogoś z kim chciałaby się ponownie związać. Jeśli zaś takich kroków przez kilka lat nie podejmuje to jest 99 % pewności, że ma świadomość braku podstaw lub sama przyczyniła się do rozstania. I wtedy jest ogromne prawdopodobieństwo, że to my nie znamy całej prawdy.

     Naturalnie, że on też jest człowiekiem. Często bardzo zranionym, często rozumiejącym gdzie popełnił błąd, ale któremu nie dano szansy by ten błąd naprawić. Czasem ma dwadzieścia kilka lat i "zmarnowane" życie. Pytamy więc siebie, pytamy Boga czy dla niego nie ma już nadziei, czy on nie ma prawa do szczęścia, do rodziny, czy musi już do końca życia być sam. Ten człowiek - jak każdy - zasługuje na miłość. Ma prawo kochać i być kochanym. Ale kochać i być kochanym dla niego oznacza co innego niż dla ciebie. On, przed laty dokonał pewnego wyboru. Świadomie i w wolności ślubował miłość kobiecie, która została jego żoną. W sakramencie małżeństwa Bóg tę ich miłość uświęcił i pobłogosławił. Dał im tę miłość jako dar i zadanie. Dał im też wszelkie potrzebne łaski do wytrwania pomimo trudności, siłę do pokonywania tych trudności i mądrość, by wiedzieli jak się do tego zabrać. Bóg nie obiecał, że zawsze będzie słodko, ale obiecał, że cokolwiek by się działo On zawsze będzie przy nich. I nadal chce przy nich być. Chce im pomóc i chce by nadal byli razem. Dla niego zatem prawo do miłości to - w wymiarze oblubieńczym - prawo kochania swojej żony i uczynienia wszystkiego by oboje znów byli szczęśliwi. Nawet jeśli on jest formalnie "wolny" to wiesz, że dopóki jego żona żyje to nawet żeby byli po dziesięciu rozwodach to ona do końca życia jego żoną będzie. A zatem przynajmniej teoretycznie możliwe jest ich wspólne życie, ich powrót do siebie. A skoro tak jest to jeśli ty się z nim zwiążesz to im ten powrót do siebie uniemożliwisz. Pomijając to czy oni do siebie chcą wrócić czy nie. Ale życie jest długie i niesie ze sobą nieprzewidziane sytuacje. Nawet więc jeśli nie wrócą to ty im tego nie uniemożliwisz.

     Jako osoba wierząca wiesz więc co powinnaś wybrać. To mówi rozum. Z drugiej strony stoi serce, które rozpaczliwie domaga się miłości. I choć przyznajesz rację wszystkim swoim racjonalnym argumentom Twoje uczucia żyją swoim własnym życiem. Mówisz sobie: a jeśli nikogo już nie spotkam? Jeśli zostanę sama? On jest przecież dokładnie takim człowiekiem o jakim marzyłaś. Chcesz potwierdzeń, że możecie być razem pomimo wszystko. Jednak to co w sobie budujesz od lat, twoje zasady, przekonania i wiara nie pozwalają na proste poddanie się uczuciu. Ciągle masz świadomość, że jak wybierzesz jego to będziesz żyć w nieustannym konflikcie sumienia, z nieustannymi wyrzutami i tak naprawdę nie będziesz do końca szczęśliwa, bo jak możemy być szczęśliwym jak coś nas "zżera od środka", gdy targają nami wyrzuty sumienia. Masz pretensje do Boga, że go postawił na Twojej drodze, że Ci go w ogóle dał a teraz nie pozwala z nim być. Ciągle szukasz potwierdzeń u wszystkich, że się uda, że możecie być szczęśliwi. Ale nadal wiesz, że nie można być szczęśliwym bez Boga.

     Jeśli przydarzyła ci się taka miłość, jeśli nie wiesz jak dalej żyć i czujesz się winna posłuchaj co chcemy ci powiedzieć. Jeśli jesteś na rozstaju dróg i nie wiesz co masz zrobić wiedz, że nie jest to sytuacja bez wyjścia. Uwierz, że da się to przeżyć, da się z tego wyjść.

     Przede wszystkim nie możesz się winić za to, że pokochałaś tego człowieka. Tak jak wielokrotnie wcześniej pisaliśmy nie jesteśmy odpowiedzialni za nasze uczucia ale za to co z nimi zrobimy. Sam więc fakt, że do tego doszło nie jest grzechem. Naturalnie jeśli wiedziałaś wcześniej o jego sytuacji nie powinnaś pozwolić na to, by wasza relacja stała się tak bliska. Być może wcześniej należałoby wycofać się z tej znajomości. Czasem jednak na pewne rzeczy nie mamy wpływu, czasem jesteśmy zmuszeni do ciągłego kontaktu z tym człowiekiem np. w pracy lub o fakcie jego małżeństwa dowiadujemy się na takim etapie związku i zaangażowania uczuciowego, że zerwanie kontaktów nie jest już takie proste.

     Bez względu na to jak doszło do tego, że kochasz kogoś kto jest żonaty teraz potrzebujesz pomocy i wskazówek jak uwolnić się z tego związku. Jednocześnie to musi być twoja suwerenna decyzja, twój wybór. Musisz poczuć, że tego chcesz i że to jest najwłaściwsze wyjście.

     Dlatego na początek musisz wyobrazić sobie siebie w obu sytuacjach: jak wygląda twoje życie gdy z nim zostajesz i gdy odchodzisz. Żeby wybrać trzeba dokonać bilansu.

     Musisz wiedzieć, że w przypadku wspólnego życia wcale nie musiałoby być tak, że "za karę" spotkałyby was wszystkie plagi egipskie i to w podwójnym wymiarze. Być może bylibyście ze sobą "szczęśliwi" i żylibyście w zgodzie. Być może mielibyście dzieci, które nie sprawiałyby problemów wychowawczych. Być może nie mielibyście problemów materialnych, a obie rodziny zaakceptowałyby wasz związek. Może rozwinęlibyście się intelektualnie i oboje mielibyście satysfakcjonującą pracę. I oboje dożylibyście w spokoju starości, wspierając się wzajemnie. Może... Ale w tym wszystkim nie byłoby Bożego błogosławieństwa. Być może myślelibyście, że nie robicie nic złego i że to był słuszny wybór, skoro dobrze wam się dzieje. A myślelibyście tak dlatego, że powoli i niepostrzeżenie zmienilibyście swój światopogląd. To zaś wiązałoby się z daleko idącymi konsekwencjami. Najpierw zaczęlibyście tolerować takie związki jak wasz, potem ta tolerancja zataczałaby coraz szersze kręgi, w końcu miałaby wpływ na wychowanie dzieci. A to już byłaby bardzo poważna sprawa, bo tu chodziłoby o kształtowanie sumień i całego życia nowych ludzi. Wy jednak prawdopodobnie nie mielibyście wyrzutów sumienia, bo byłoby ono "znieczulone". Utracilibyście coś bardzo cennego - wiarę. Ten niezasłużony dar, który jesteśmy zobowiązani rozwijać i którym jesteśmy zobowiązani dzielić się z innymi.

     Z kolei w przypadku zrezygnowania z tego związku nikt nie da ci gwarancji, że wszystkie problemy rozwiążą się same i nagle ogarnie cię anielska błogość z dobrze dokonanego wyboru. Nikt nie zagwarantuje, że znajdziesz męża i będziesz miała szczęśliwą rodzinę. Że od tej pory wszystkie twoje troski znikną. Najprawdopodobniej wcale od razu tak nie będzie. Najpierw bowiem będziesz musiała stoczyć ciężką walkę z samą sobą i być może z nim - jeśli on będzie gotowy na każde rozwiązanie albo nawet będzie o ciebie walczył. Będziesz musiała - i to będzie najbardziej bolesne - patrzyć jak wasza miłość umiera, jak to co budowaliście przez czas spędzony razem legnie w gruzach. Wiele razy poczujesz się bezsilna. Będziesz czuła się tak jakbyś stanęła przed ogromnym głazem, którego sama nie ruszysz. Jednak najważniejsze będzie to, że nie będziesz w tym sama. Po twojej stronie będzie Bóg, który będzie Cię wspierał. A jeśli to Bóg będzie z tobą nikt nie będzie przeciwko tobie. Nikt cię nie pokona, nic złego ci się nie stanie. Wylejesz wiele łez i wiele wycierpisz ale zachowasz to co najcenniejsze: swoją wiarę. A jeśli ją ocalisz odniesiesz zwycięstwo. Ten głaz ruszy sam Bóg. On ukoi twoje poranione i rozdarte serce. On sprawi, że te blizny będą dowodem twojej siły i od tej pory nikt nie będzie w stanie cię pokonać. One będą świadczyć o tym, że przeszłaś próbę zwycięsko.

     Jeśli myślisz co zrobić wyobraź sobie te dwa scenariusze, wyobraź sobie was za rok, za pięć i piętnaście lat. Wyobraź sobie codzienność i święta. I zdecyduj co wolisz: czy chwile pozornego szczęścia, zaspokojoną potrzebę ziemskiej miłości ale bez sakramentów czy drogę teraz trochę niepewną, teraz trochę samotną, bez żadnych gwarancji ale z czystym sumieniem, z poczuciem dobrze dokonanego wyboru i z Bogiem na co dzień.

     Sądzeni będziemy z miłości. Ale z miłości prawdziwej. Z miłości do kogoś a nie tylko do siebie. Z tego co dla kogoś uczyniliśmy a nie tylko dla siebie. I teraz Droga dziewczyno przeczytaj uważnie, bo to będzie najważniejszy fragment. To będą najważniejsze słowa, które chcemy ci przekazać.

     Po prostu: jeśli kogoś kochamy to chcemy jego dobra, prawda?

     Największym dobrem jest zaś pragnienie zbawienia dla osoby, którą kochamy. Dlatego właśnie to dobro mu ofiaruj jako swój miłosny dar. Nie ze względu na siebie tylko na niego.

     Jeśli go kochasz to nie możesz przyczyniać się do jego upadku i grzechu. Czyli: nawet gdybyś miała inne zasady, gdyby ci było wszystko jedno i twoje zbawienie byłoby ci obojętne to powinnaś zrobić to dla niego. Ponieważ jednak jako chrześcijance nie powinno ci być to obojętne to tym bardziej musisz być konsekwentna, bo tylko w ten sposób ocalisz siebie i jego. Zrób zatem ostatni i najprawdziwszy gest tej miłości i zostaw go, by to zbawienie sobie i jemu zapewnić, a przynajmniej w tym nie przeszkadzać.

     Jeśli już wiesz, że to jedyna słuszna droga pozostaje ci konsekwentnie realizować to wszystko o czym tu mówiliśmy. Teraz musisz wygrzebać się z dołka i dojść do etapu, kiedy naprawdę będziesz przekonana, że jesteś pełnowartościowym człowiekiem i przestaniesz panicznie bać się samotności. Musisz także zacząć ratować siebie. Musisz być teraz twarda.

     Nie możesz się nad nim rozczulać, nie może Cię wzruszać to, że jest nieszczęśliwy. Nawet jeśli będzie cię błagał o spotkanie, jeśli znajdzie tysiące pretekstów, żeby się z tobą zobaczyć musisz być silna. Nieraz będzie ci serce krwawiło, nieraz będziesz chciała wziąć na siebie cały ten ból, byle tylko on nie cierpiał. Możesz prosić o to Boga, możesz się o to modlić, ale absolutnie nie wolno ci się nad nim rozczulać. Jeśli nie będziesz konsekwentna cały wysiłek pójdzie na marne. Nie bój się, że on będzie cierpiał, że o tobie źle pomyśli, że będzie się czuł odrzucony. Nawet gdyby tak było (a zapewniam cię, że on jako inteligentny człowiek też doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że twoje postępowanie jest jedynym słusznym - choćby temu zaprzeczał) to jedyna droga. Pamiętaj, że kochać dla niego oznacza co innego niż dla ciebie. Być może kilka razy się złamiesz, ale podnoś się i uparcie idź wybraną drogą. Być może on będzie wiedział jak Cię "podejść". Gdy zobaczy, że decyzja jest ostateczna, że ty jesteś pewna tego co robisz będzie próbował różnych sposobów, by cię przy sobie zatrzymać. Będzie brał cię na litość, wzbudzał poczucie winy lub udawał, że cię nie potrzebuje. Nie ulegaj. Po jakimś czasie zobaczy, że zamierzasz trwać w dokonanym wyborze i prędzej czy później da ci spokój. A ty wbrew pozorom zwyciężysz. I tu już nawet nie będzie chodziło o to, że będzie to wygrana walka ze sobą i swoimi słabościami ale o to, że zachowasz wiarę i będziesz mogła spojrzeć w oczy Jezusowi. I co najważniejsze - zrobisz to nie tylko dla siebie, ale dla tego, którego teraz kochasz i dla swojego przyszłego męża, którego Bóg postawi na twej drodze. Bo możesz być pewna, że te cierpienia Bóg - tak jak Hiobowi - wynagrodzi ci w dwójnasób. Nagrodą będzie spokojne sumienie w tym życiu i życie wieczne w przyszłości.

     Jesteś w stanie tego dokonać. Jesteś w stanie tak wybrać. To się nawet po ludzku "opłaci". Pamiętaj: w życiu trzeba dokonywać wyborów słusznych a nie wygodnych.


Kasia i Tomek


Redakcja portalu



   




Wasze komentarze:
 Andrzej: 23.06.2013, 11:40
 Czy cudzołożna miłość jest Bożą miłością? Czy miłość łamiąca Boże przykazania jest Bożą miłością? Czym miłość nie jest? - pięknie o tym mówi ks. Marek Dziewiecki - http://www.youtube.com/watch?v=LHSGEI9mQNo Konferencje ks. Marka nt. przysięgi małżeńskiej i jej konsekwencji, w tym o najtrudniejszych sytuacjach można obejrzeć i wysłuchać na stronie: http://sychar.org/przysiega/
 Z.: 14.06.2013, 15:40
 Czy osoby po rozwodzie nie mają prawa do miłości? Wiem, że robię źle wiążąc się z rozwodnikiem, wiem również, że nie będę mogła przyjmować komunii...jednak chodzić do kościoła i modlić się dalej nikt nam chyba nie zabroni? Ktoś powiedział, że co wybrałaś/eś to teraz masz..Pan Bóg jest miłością w czystej postaci..wiem, że mi wybaczy kiedyś, bo jest łaskawy i dobry. Tylko ktoś, kto nie był w takiej sytuacji nie powinien się wypowiadać, ponieważ są różne odcienie szarości...wiem, powiecie, że źle mówię...kocham Pana Boga...On dał mi miłość...
 Łukasz: 11.06.2013, 03:19
 Agulenka Nie ma w Tobie miłości do Boga więc jak możesz kochać męża. Gdybyś się mu całkowicie oddała, wspierała byś go, pomagała wyleczyć się z tego co złe, walczyłabyś o szczęście dla was obojga. Czy Bóg może przestać człowieka, nawet jak upada, jak grzeszy i sprawia ból? Albo człowiek prawdziwej wiary może przestać kochać Boga nawet jeśli poddaje go próbie, która przekracza jego siły? Odczuwasz smutek bo, nie wiesz o tym, ale brak Ci Boga w Twoim małżeństwie, tego najbardziej Ci brakuje, nie potrafisz dostrzegać dobra w Twoim mężu, widzisz od lat to co najgorsze, i podświadomie cieszysz, się że nie jest doskonały, bo w ten sposób próbujesz oszukać sama siebie, usprawiedliwić się przed złem które czynisz, będąc pod władzą szatana, myśląc o innym, kusi Cię co sprawia że wyobrażasz sobie siebie z nim, w różnych sytuacjach życiowych, wyidealizowanych, tak szatan zawładnął Twoim rozumem, zrozum to, uwolnij się od szatana, mów za każdym razem gdy pojawią się myśli o tym innym, „idź precz szatanie!” Dzieci potrzebują Ciebie silnej, umocnionej przez Boga, przez wiarę, przez trwanie w miłości z własnym mężem. Chcesz być szczęśliwa to szukaj Boga w swoim małżeństwie, a będzie Ci dane prawdziwe szczęście. Módl się o to byś potrafiła kochać, Boga, męża i módl się do Św. Michała Archanioła o uwolnienie od złych duchów i strącenie ich mocą bożą do piekieł. Jeśli kochałaś męża wychodząc za niego, składając przysięgę przed Bogiem to on jest tym właściwym człowiekiem, jemu ofiarowałaś miłość, a Bóg miał Was wspierać, byście mogli trwać w miłości. Jeśli kochałaś męża wtedy, wyrzeknij się szatana, bo jemu się oddałaś, wyrzekłaś się Boga w małżeństwie, poddałaś się łatwo zagrywkom szatana o pięknym, pozbawionym wszelkim trosk związku z Innym, a kim jest tak naprawdę ten INNY? Małżeństwo nie pochodni od ludzi a od Boga, nie myśl w kategoriach urzędowych. Bóg błogosławił Waszą wzajemną miłość, dał Wam cząstkę Bożą podczas zawierania sakramentu małżeństwa, zespolił Was na zawsze, i choć do śmierci macie trwać w małżeństwie i miłości, bo gdyby człowiek nie był grzeszny nie porzucała by dusza ciała, by dopiero po Sądzie Ostatecznym złączyć się ponownie z ciałem, lub trafić do ognia piekielnego na wieki, ale zespolona by była dusza z ciałem na zawsze, ale wtedy by ciało odczuwało miłość na podobieństwo Boga, nie dało by się kusić szatanowi, nie odczuwało by egoistycznego pożądania, nie wyobrażało by sobie czegoś innego z Innym, ciało było by duszą a dusza ciałem. I tak kiedyś będzie. Nie zaprzepaść tej szansy by nie trafić do ognia piekielnego, by Twój mąż udoskonalał się dzięki Tobie, gdy będzie czuł Twa miłość, by dzieci miały obraz prawdziwej miłości i mogły go przekazać w przyszłości. Wypędź z siebie złudne wyobrażenia o Innym, bo to nie miłość a gierki szatana, by zniszczyć to co piękne- węzeł małżeński Twój i Twojego męża, którego kochasz, ale nie jesteś tego świadoma będąc zagłuszaną przez INNEGO!
 ...: 03.06.2013, 09:43
 Też często się zdarza,że żonaty zakochuje się w mężatce,albo odwrotnie i oby dwie rodziny są rozbijane.
 Agulenka36: 16.05.2013, 01:02
 Jestem mężatką i kocham od lat innego.Ten ktos i cala moja rodzina przez lata walczyli o to zebym zostala z mézem.Zrobili to wbrew temu co czulam,wbrew mojej woli.Jestem pewna ze gdyby mi na tym zalezalo uzyskalabym stwierdzenie o niewaznosci mojego zwiazku ale jest mi to dzisiaj obojetne.Rodzina,malzesntwo pochodzi od ludzi,milosc od Boga a ja kocham calym sercem tamtego czliwieka.Nie napisze co wyczynial moj máz ze przestlam Go kochac bo nie mam zamiaru tu wylewac na Niego pomyj mimo ze zasluzyl.Jestem zrozpaczona i mam ogromny zal do tych ktorzy wiedzieli o moje milosci i ktorzy nie pomogli mi sie wyrwac z chorego zwiazku....Stracilam tyle lat a z mézem relacji i tak nie udalo sie naprawic.Dzisiaj mieszkamy oddzielnie ,mimo ze pod jednym dachem,nie sypiamy ze soba,prawei nie rozmawiamy.Czuje ze slabne z dnia na dzien z powodu tesknoty za tamtym,a przeciez dzieci potrzebuja zdrowej silnej,szczesliwej mamy .Uczucie smutku i samotnosci mnie zabija.Nie warto na sile ratowac to czego juz od dawna nie ma,nie mozna zmuszac czlowieka do tego zeby zyl i kochal koogß na sile,tylko ze wzgledu na dobro dzieci bo one sá dobrymi obserwatorami i wyczuwaja wszystkie emocje nieszczesliwej mamy.Jestem zalamana bo juz dawno moglam stworzyc zdrowy,dojrzaly zwiazek z kims kogo kocham nad zycie, a teraz pograzona w depresji nie mam juz sil na nic.Snuje sie tylko z káta w kát,przesypiam po pól dnia i poplakuje.Sama nie wiem kogo prosic o pomoc,komu tlumaczyc ,ze ja juz tak nie potrafie dalej zyc,ze tylko milosc spelniona moze mnie poderwac do zycia,ze dluzej juz nie dam rady.Jestem dobrym czlowiekiem,nie uciekam ze zwiazku kiedy tylko przyjdá trudnosci,wytrzymalam dlugo w beznadziejnej sytuacji a teraz chce po prostu byc szczesliwa.Czy bedzie mi to dane?Zaczynam wátpic:(
 ja: 23.04.2013, 21:39
 jestem w takim samym położeniu 'ja rozwiedziona on jeszcze w związku jeszcze poniewaz mowi ze od niej odchodzi !!!kochamy sie i to bardzo ale niestety ja już mam dosc takiego zwiazku.to wszystko ponad moje siły nie chce już cierpiec byc na rozstaju drog. to ponad moje sily.kocham go bardzo ale wole byc juz sama niz patrzec jak jego zona cierpi' tak ona sie domysla '.miłosc to piekne uczucie najpiekniejsze najczystrze.ta milosc to moje ostatnie i najwspanialsze uczucie ŻEGNAJ! KOCHAM CIE!
 ONA : 25.03.2013, 19:50
 Jak bylam dzisiaj w kosciele to czulam sie szczesliwa. Nie czulam, ze robie cos zlego. Niby bylam skupiona na mszy i wszystko doskonale pamietam ale myslalam o nas, o naszych dzieciach i pomyslalam,ze Bog przeciez pragnie szczescia ludzi. A przeciez kazdy popelnia bledy. A to, ze ktos slubuje w kosciele nie powinno przekreslac calego zycia jesli okazuje sie to pomylka.
 Ela: 24.03.2013, 01:01
 Jeszcze raz ja, w tej ksiazece skierowanej do mlodziezy, ktora szuka u Was porad, w ktorejs odpowiedzi jest stwierdzenie...nie wierze w przyjazn miedzy mezczyzna a kobieta...zaprzeczam, ja jestem tego przykladem, przyjaznimy sie od lutego 2007 roku, nigdy nie bylo miedzy nami zadnych podtekstow seksualnych czy innych, jest czysta prawdziwa przyjazn, nie klamie bo jaki bylby tego cel. Jest mozliwa tylko trzeba szczerych intencji dwoch stron. Przepraszam za bledy, nie polska klawiatura. Moje wpisy mozecie opublikowac lub nie, ale mysle ze jestescie jeszcze stosunkowo mlodymi ludzmi, wiec zycze milej lektury, ta ktora jednak ufa w milosierdzie Boze w sprawach mlosci, jezeli milosc podoba sie Panu.Pozdrawiam serdecznie.
 Ela: 24.03.2013, 00:20
 To wszystko prawda, ale moj przyklad, obydwoje jestesmy zonaci, moj Partner nie zyje z zona od ponad 10 lat, ona go zostawila z chorym dzieckiem i odeszla od innego, ja nie zyje z mezem wogole tez od wielu lat. W swietle Kosciola popelniamy grzech. Paradoks, obydwoje bardzo mocno wierzymy. Powiem tak ja swoja milosc oddalam w rece Pana Boga i wiem ze On wie co dla nas bedzie najlepsze. Nie stawiam zadnych oskarzen tak jak bylo napisane w tym tekscie, dlaczego tak pozno Bog mi go dal, absolutnie, wiecej dziekuje Bogu ze mi go dal. Nie jestesmy dziecmi, lecz ludzmi dojrzalymi, moj Partner, choc nie sakramentalny jest o 15 lat starszy odemnie. Tylko od woli Pana Boga zalezy nasza przyszlosc, jestem tego pewna. Tak naprawde nikt na tym swiecie nie wie do konca, co Bogu jest mile, a co nie. Wszystkie teksty oprocz Biblii sa tylko wytworem ludzkim. Jezeli Panu Bogu nie spodoba sie nasza milosc, odejde z pokora, wedlug jego woli. Jezeli ma inny plan wobec nas na tej ziemi, tez go przyjme. Reasumujac przyjme wszystko to co pochodzi od Boga, to nie moj wlasny dekalog, tylko sumienie...Z Panem Bogiem
 m: 23.03.2013, 13:12
 ja mam do was taka prosbe moj partner jest w zwiazku lecz zona go zostawila 4lata temu wyjechala i nie chce wracac on tez nie chce zeby wrocila ale jesli tak sie stanie to nie bedziemy mogli sie spotykac u niego a tez on nie chce wziasc rozwodu boje sie jak cos mu sie stanie i zona wszystko wezmie chociaz nie interesuje sie nim i woli byc zagranica co radzice pozdrawiam
 unlucky: 09.01.2013, 08:05
 A może spojrzelibyście z drugiej strony medalu. Co z osoba, która zakochała się po raz drugi i jest na rozstaju dróg i nie wie którą wybrać. Zakochała się czuje się dobrze z ta osobą, ale nadal czuje się w obowiązku względem tej pierwszej. Pomimo, że wie iż związek utknął w pewnym miejscu i od lat mimo starań nie jest wstanie pchnąć go do przodu. W pierwszym związku nie ma złości tylko ..... właśnie brak jest czegoś.
 Baśka: 29.12.2012, 22:24
 A u mnie to wytężajcie oczy i ucho nadstawiajcie.Historia jaka zdarza się raz na 100 lat.Mam już wszystko poza sobą i zarazem nic...Nic... .Bo w moim życiu małżeńskim pojawił się niki! czyli nic.. .I macie rację,że jak jeden związek już jest to nie należy szukać nikiego! Baśka
 Ania : 09.11.2012, 13:00
 mnie zdradził mąż ,choć w tej chwili jesteśmy razem ,zostawił tamtą wrócił do mnie ,powiedział że ona nie nadawała się na towarzyszkę życia chciała sie bawić ,a on potrzebuje kobiety na dobre i na złe nie tylko do seksu ,jesteśmy 28 lat po ślubie mamy 4 dzieci ,męża kocham ,jest między nami dobrze ale no właśnie ale, ja nie mogę zapomnieć ciągle to rozpamiętowywuję jak z nia był nie trwało to długo bo 4 miesiące ale miało wpływ na naszą rodzinę dzieci mają do niego żal mało się do niego odzywają a jeden z naszych synów w ogóle się do niego nie odzywa mieszkamy za granicą ja on i nasza 12 letnia córka ale boję sie przyjazdów do kraju bo ona mieszka w naszym mieście i ja juz mu nie wierzę nie umiem moze teraz jest uczciwy wobec mnie ale mu na razie nie potrafię zaufać nie mogę i boję sie że moze sie z nią spotkać gdy przyjedziemy na świeta co robić poradżcie, nie chcę od niego odchodzić , nie wyobrażam sobie życia bez niego a wiem jak to smakuje bo strasznie cierpiałam gdy myślałam że mnie zostawił
 koko: 09.11.2012, 10:34
 A czy utrzymywanie kontaktu z żonatym, raczej też powinno być zakończone ? Jeśli on zapewnia, że jego życiu i szczęściu, to nie zagraża a wręcz przeciwnie daje wiele radości? prosze o odp..
 Ola: 29.10.2012, 22:15
 Trudne jest zycie jak sie kogos kocha poza zwiazkiem,ale po co idzie sie przysiegac przed bogiem?co sie wzielo to trzeba zyc,a pokusy na bok,bo nieda sie budowac na piasku,bo predzej czy pozniej to wszystko runie,i za wszystko przyjdzie zaplacic,badzcie wierni zwiazkom blogoslawionym,a otrzymacie nagrode...;)
 ja: 05.10.2012, 20:44
 ania nie rob glupoty ja tez meza nie kochalam i odeszlam dla innego teraz wiem ze nie warto poniewaz po 3 latach mne zostawil dla innej kobiety
 Irena: 04.10.2012, 14:28
 Jestem w sytuacji w której mąż ma kochankę z którą miał romans już raz 10 lat temu,ale zakończył ten romans ponieważ wiedział,że ma syna którego bardzo kocha,niestety kilka miesięcy temu dowiedziałam się,że mąż ponownie ma z nią romans i che być z nią.Kochanka jest jakieś 2 lata po rozwodzie -stwierdziła,że nigdy nie kochała swojego męża, a teraz poraz drugi weszła z butami w moje małżeństwo.Czy ta kobieta ma jakiekolwiek w związku z tym skropuły-nie bo ona musi mieć to co chce
 Kasia: 23.09.2012, 21:07
 Do Ani: Droga Aniu, ja na podstawie WłASNYCH identycznych jak Twoje doświadczeń napisałam ten artykuł więc WIEM...A za mąż wyszłam kilka lat później... Do :(:( Bardzo współczuję sytuacji. Pisałam o stronie pozostawionej która wie, że ma podstawy do stwierdzenia nieważności a nie o tym, że każdy porzucony ma wystąpić o stwierdzenie nieważnosci bo to przecież nie rozwód.
 (:(: 29.07.2012, 08:14
 czesciowo to prawda, ale pisze ze osoba poszkodowana podejmuje kroki do stwierdzenia nie waznosci slubu, najwieksza bzdura!!!! mnie zostawila zona z dzieckiem dla mlodszego i odeszla zostawiajac mnie z dzieckiem, nie mam zadnych podstaw zeby uzyskac uniewaznienie slubu!!!!!!znam pewnego ksiedza ktory zajmuje sie takimi sprawami i sam powiedzial ze nie uzyskam takiego uniewaznienia!!!! chyba ze klamalbym i stawial falszywych swiadkow! czy do takiego czegos mam sie posunac? czy mam sie tak ponizac? stac sie gorszy niz ona? sami sobie dajcie odpowiec, bo ja swoja znam.
 Ania: 29.06.2012, 17:40
 "zostaw go, by to zbawienie sobie i jemu zapewnić," to ma do mnie...nie potrafię... Oboje po 30, ja panna, on bezdzietny rozwodnik porzucony przez żonę. Żona w drugim związku ma dziecko. Podobno Bóg wymaga heroizmu...Proces kościelny trwa kilka lat. Czekamy. Cieszę się, że Państwo czują błogosławieństwo Boże w swoim małżeństwie. Łatwo Wam tak kategorycznie stawiać sprawę, bo jako syci i szczęśliwi NIGDY nie zrozumiecie jak to jest, gdy się kocha (naprawdę! i ta miłość NIKOGO nie krzydzi), a nie można tego przysiąc przed Bogiem. Gdy się kocha (naprawdę), a mówią, że twoja miłość jest złem i wierzą, że Bóg cię za nią potępi. Bóg zna serce człowieka. Czekam dalej i wiem, że cokolwiek się stanie ta miłość będzie moją ostatnią. Na koniec dwa cytaty: Małżonkowie nie kwestionują niesakramentalnego charakteru ich związku, stają przed Panem Bogiem i mówią mu: „Miłosierdzie przewyższa sprawiedliwość”. Oni pokazują Bogu: „zrozum, to jest ponad nasze siły, żebyśmy się rozstali”. A właściwie oni pokazują coś więcej: „to jest nasza miłość i ona jest dobra”. Dochodzi w ten sposób do sporu miedzy miłością a Miłością. I to jest właściwy spór człowieka z Bogiem. „Pan Bóg Ciebie na pewno nie potępi. Nie potępi! Bo jak ty mu pokażesz siłę twojej miłości, to On jest bezsilny.” – słowa mistrza Eckharta. Pan Bóg daje się przekonać miłości. Miłość nie rozgrzesza, tylko przekonuje Pana Boga. Co to oznacza w praktyce? Daje nadzieję. I przypomina, że o miłość trzeba zabiegać, troszczyć się o nią, trzeba ją pogłębiać, a nie unicestwiać. Ks. J. Tischner Kościół z ufnością wierzy, że ci nawet, którzy oddalili się od przykazania Pańskiego i do tej pory żyją w takim stanie, mogą otrzymać od Boga łaskę nawrócenia i zbawienia, jeżeli wytrwają w modlitwie, pokucie i miłości. (Familiaris Consortio, nr 84) Z Bogiem
 
[1] [2] [3] (4) [5]


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej