Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Jak się rozstać?

     Rozstanie, choć zawsze jest przykrym przeżyciem czasami jest jedynym wyjściem. Czas poznawania się bowiem - jak wielokrotnie mówiliśmy - służy podjęciu decyzji. A ona czasami - z uwagi na dzieląca nas różnice - może być w stosunku do drugiej osoby negatywna. Bez względu jednak na to co nas skłoniło do zerwania na pewno nie można z dnia na dzień kogoś bez słowa zostawić. Niedopuszczalne jest nagłe zniknięcie, nieodbieranie telefonu czy próby unikania kontaktu. Trzeba mieć odwagę cywilną i porozmawiać osobiście, nie przez telefon, nie w liście czy sms-ie bo to tchórzostwo. Trzeba pozwolić komuś zachować twarz. Druga osoba ma prawo zawsze znać powody, dla których zrywamy. Ma prawo przedstawić swoje stanowisko. I nawet jeśli zerwanie nie jest obustronną decyzją to należy potraktować drugiego człowieka z całym szacunkiem jaki mu się z racji jego człowieczeństwa należy. Jak zerwać? No, na pewno kulturalnie, na pewno spokojnie, na pewno bez obwiniania tej drugiej strony. Wszystko zależy też od tego jak długo trwał związek, na jakim etapie zaawansowania był i co jest przyczyną rozstania. Jeśli są to jakieś konkretne, nieprzyjemne wydarzenia np. zdrada to powód jest oczywisty i nie trzeba stosować szczególnych zabiegów. Jeśli jednak po pewnym czasie stwierdzamy, że nie pasujemy do siebie (albo co gorzej - jedna strona tak stwierdza) to już trzeba większej delikatności. Trzeba wyjść od siebie, sobie najpierw odpowiedzieć na pytanie: dlaczego nie? A potem wytłumaczyć tej osobie dlaczego to MY nie możemy z nią być. Bez obwiniania, "zwalania winy". Lepiej szczerze przyznać, że potrzebujemy kogoś o innych poglądach i temperamencie czy systemie wartości niż twierdzić, że to ten drugi nie potrafił się zachować lub nie spełniał naszych oczekiwań. Trzeba generalnie przesunąć ten punkt ciężkości na siebie, na swoją niemożność bycia z tym kimś, nawet jeśli faktycznie większość winy byłaby po tamtej stronie. Oczywiście nie chodzi tu o totalną samokrytykę własnej osoby jako osobnika zupełnie nieprzystosowanego do związku, ale o to, by kogoś nie zdołować, nie zaniżać jego poczucia wartości, bo to może rzutować na jego przyszłe związki i wizję siebie.

     A jak rozstać się skutecznie? Stanowczo. Grzecznie, bez awantur, ale stanowczo powiedzieć, że NIE MA możliwości powrotu, NIE CHCEMY próbować jeszcze raz, nic JAKOŚ nie będzie. Nie dać się przekonać obietnicami zmiany. Jeśli ten ktoś będzie bardzo uparty to oczywiście nie da łatwo za wygraną i to też trzeba mieć na względzie. Ale jak będzie pięć razy dziennie dzwonił i błagał o powrót to niestety ale nie odbierać, nie odpisywać na maile czy sms-y. Generalnie to trudne i nieprzyjemne sprawy. Czasem jednak zerwanie jest jedynym rozwiązaniem. Już Ojcowie Pustyni czasem zalecali ucieczkę jeśli inaczej nie można. Cała sztuka polega na tym, żeby przeprowadzić to tak, by się nie znienawidzić i móc sobie jeszcze w oczy spojrzeć.

     Co zrobić, żeby zapomnieć?

     No chyba najprostsze ale najskuteczniejsze: unikać kontaktów (na ile się da, czasem jest trudność gdy jest się np. w jednej klasie czy razem pracuje), ale nie bywać w miejscach gdzie jest on czy ona, nie dzwonić, nie pisać, nie chodzić w miejsca, w których byliście wspólnie, nie słuchać w kółko tej samej muzyki i nie rozpamiętywać wszystkiego od nowa, czyli nie rozdrapywać ran. Nie udawać na ulicy, że się kogoś nie zna, ale nie pozwalać sobie na telefony, listy. Bo szczególnie w przypadku gdy to zerwanie jest jednostronne dajemy tej osobie złudną nadzieję (utrzymuje kontakt to znaczy, że nie jestem jej/jemu obojętny). Oczywiście nie da się wyrwać drugiego człowieka na siłę ze świadomości, bo trudno wymagać by nagle wymazać ze swej pamięci to co było. Natomiast to co można zrobić, co leży w zakresie naszych możliwości to nie dążenie do kontaktu, nie drążenie tego, nie rozpamiętywanie, generalnie: nie podejmowanie żadnych fizycznych wysiłków by utrzymywać z nim jakikolwiek kontakt. Jak to się uda to już będzie dobrze, to już będzie więcej niż połowa sukcesu. Kiedyś przestaniesz go/ją kochać. Zostanie Ci sentyment, może żywsze bicie serca na dźwięk jakiejś melodii czy widok jakichś rzeczy mających z nim/nią związek. Pozostaną te miłe wspomnienia. Jednak uczucie takie, jakim teraz go/ją darzysz przycichnie, przyschnie. To nastąpi, tylko nie od razu. Możesz sobie w tym pomóc.

     Należy stopniowo, powoli uczyć się żyć bez tego człowieka, powoli zapominać. Zapominać - to proces, dlatego nie piszemy "zapomnieć" tylko "zapominać".

     Jak teraz żyć? Nie musisz odgrywać bohatera gdy zostawiła Cię dziewczyna, ignorować swoich uczuć i "dawać sobie radę". Masz prawo płakać, wyżalić się komuś, ma prawo serce Cię boleć z rozpaczy. Masz prawo do płaczu i "przeżycia żałoby" po nim czy niej. Nie wstrzymywać łez, nie zaciskać zębów, masz prawo wykrzyczeć swój ból.

     Wiemy jak bardzo boli rozstanie i wiemy, że wtedy kiedy choruje dusza choruje też ciało (dlatego nie śpisz, nie jesz, nie chce Ci się ładnie wyglądać, sprzątać w pokoju, nie możesz się skupić na pracy i tak naprawdę nic nie ma głębszego sensu, jest Ci wszystko jedno co jutro się będzie działo i jaka będzie pogoda). Musisz ten stan przeżyć, dlatego nie dręcz się, że zachowujesz się tak a nie inaczej. Powiemy Ci tylko jedno: żyj. Po prostu. Pomalutku zacznij coś robić: najpierw to co musisz (pójść do pracy, myć się, malować się, zmywać), potem to czego nie musisz ale możesz (posprzątaj w kuchennych szafkach czy samochodzie, upiecz ciasto, umów się z kimś zaufanym), potem rób to co kiedyś sprawiało Ci przyjemność i co dobrze Ci wychodziło (może potrafisz robić na szydełku, malować?, pojedź w góry), rozejrzyj się za jakimś zajęciem w parafii, nawet idź tam i zapytaj w czym mógłbyś pomóc (może działa tam Caritas, w każdym razie pewnie będzie trzeba przed świętami nosić paczki dla potrzebujących - zgłoś się), zapisz się na aerobik lub basen - ćwiczenia fizyczne znakomicie wpływają na psychikę. A może to dobry czas, żeby znaleźć swoje miejsce w jakiejś grupie formacyjnej czy wspólnocie? Zwrócenie uwagi na problemy innych pomaga w oderwaniu się od naszych i leczy serce. Wtedy owa radość życia przyjdzie. Pomyśl każdego dnia co mógłbyś dla siebie zrobić przyjemnego: może przeczytanie kilku stron książki, dobra kawa, może zajęcia sportowe czy pogadanie z przyjaciółką, ciepła kąpiel, kupienie gazety...takie małe radości. Musisz sobie uświadomić, że Ty sam jesteś kimś wartościowym, bez względu na to z jakiego powodu nastąpiło rozstanie. I że znajdziesz kogoś kto będzie twoją prawdziwą miłością. Czas leczy rany, także serca. Czas odgrywa tu ważną rolę, pomaga, bo zaciera się pamięć o różnych sytuacjach. Pomaga przebywanie wśród ludzi (choć bardzo się wtedy tego nie chce), znalezienie sobie dającego satysfakcję zajęcia, zajęcie czymś umysłu i rąk. Ale na spokojnie, bo nie możesz nagle rozkazać swojemu sercu przestać czuć. Natomiast trzeba sobie narzucić małą dyscyplinę i nie rozdrapywać ran. Pochować rzeczy od niego czy od niej, nie stawiać na widoku wspólnych zdjęć. Zająć się czymś innym, nawet na siłę. Ot, choćby sprzątać w domu - mówimy serio. Jak tak porządnie się czymś zmęczysz zrobi Ci się lepiej. Będzie tak dlatego, że oderwiesz myśli od tamtej osoby i że się zmęczysz, a potem będziesz marzył o odpoczynku. Naprawdę nie kpimy, mówimy to wszystko z doświadczenia. Należy po prostu znaleźć sobie absorbujące zajęcia pomagające zająć umysł czymś innym.

     Przestać kochać wcale nie jest tak łatwo. Dlatego potrzeba czasu i zabliźnienia ran, potrzeba czasem trochę samotności i wyciszenia. Ale nie można przy tym robić innego błędu: nie można zamykać swojego serca na innych. Nie dążyć oczywiście na siłę do innych kontaktów ale być otwartym, bywać w towarzystwie. Żałoba, o której pisaliśmy też nie może trwać zbyt długo, bo jeśli tak jest to zamyka serce na innych. Dlatego na imieninach u cioci spotykamy czasem zatwardziałych kawalerów i zgorzkniałe kobiety, które rozpamiętują miłość sprzed 30 lat, której nigdy się nie wyrzekły - tak jak Marta z "Nad Niemnem". Musicie pamiętać, że jeśli odejście było dobrowolnym wyborem drugiej strony to nie stało się to po to, byś Ty był nieszczęśliwy, tylko dlatego byście oboje byli jeszcze szczęśliwsi. Nie teraz, ale kiedyś z kimś innym. Bóg ma dla Was inne propozycje. Dlatego przeżyj swoją żałobę ale nie zamykaj na wieki swojego serca. Zamknięte serce umiera za życia.

     Paradoksalnie, pamięć o tamtej osobie zblednie gdy pojawi się ktoś inny w Twoim życiu, choć absolutnie nie namawiamy Was do stosowania metody "klina". Chcemy natomiast Was "pocieszyć", że Wasze obecne uczucia nie będą trwały wiecznie. Dlatego piszemy o otwartości na innych. Tylko nie róbcie przy tym błędu - nie porównujcie każdego chłopaka czy dziewczyny do tamtych, nie doszukujcie się cech tamtych w każdym poznanym, bo każdy jest inny! I tak samo cenny! Jeśli tak będziecie robić będziecie nieszczęśliwi, bo drugiego takiego nie znajdziecie.

     Tym, co jeszcze Wam przeszkadza w dojściu do siebie to wspomnienia, to ciągłe wracanie do tych chwil i wyobrażanie sobie co było gdybyście się nie rozstali. Jest tak, prawda? To wszystko powoduje, że ciągle o tamtej osobie myślisz i że nie chcesz na razie zwrócić uwagi na nikogo innego, bo chcesz właśnie jego! I choć na zewnątrz bylibyście gotowi być z kimś innym to jednak w środku serce macie zajęte. Przestać kochać można wtedy gdy się chce przestać. Dlatego jeśli (choć podświadomie) nie chcesz - nie przestajesz. Pomyśl w ten sposób: on dokonał wyboru. Ty tego nie akceptujesz i czekasz. Długo jeszcze chcesz tak czekać? A jak on nigdy nie wróci to przez niego nie wyjdziesz za mąż i na emeryturze będziesz czekać? Oczywiście możesz, bo jesteś wolna, tylko pytanie po co? Trzeba umieć zamknąć za sobą pewne rozdziały swojego życia, mimo, że to boli. Nie każemy Wam przestać czuć, mówimy tylko, byście się pogodzili z faktami. Nie z uczuciami tylko z faktami. Na razie nie chcesz ich przyjąć do wiadomości i dlatego cierpisz. Dopóki nie będziesz miał wolnego serca (tzn. nie zaakceptujesz faktu, że on czy ona nie chce z Tobą być) to nie będziesz w stanie otworzyć się na nową miłość. Tak, wiemy, nie chcesz innej miłości, chcesz jego. Ale on nie chce. Co więc jest lepsze: katowanie się widokiem jego szczęścia i gorzknienie poprzez pielęgnowanie w sobie bólu czy modlitwa o uzdrowienie? Bóg, który nas zna wie co dla nas jest dobre. On nam chce to dać tylko musimy Go prosić. Módl się zatem o to, żeby zabrał Ci to uczucie, żeby Cię od niego uwolnił. Daj sobie czas, załóż, że to jeszcze może potrwać. Z całych sił wołaj do Boga. On NAPRAWDĘ Cię uleczy. Doświadczyliśmy tego. I wiemy, że da się z tego wyjść. Jezus wszystko może. Może zabrać Ci to uczucie, może uwolnić Twoje serce. Jeśli będziesz tego chcieć.


Kasia i Tomek


Redakcja portalu




Wasze komentarze:
 Kasia: 23.06.2014, 23:27
 Mąż zostawił mnie po 31 latach małżeństwa dla 30 lat młodszej dziewczyny. Mówi mi, że chce być tylko moim przyjacielem. Ja ciągle go kocham, jednak wiem, że już nigdy nie będziemy razem. Były łzy, smutek. Teraz jest pustka. Boże Ty jeden wiesz co dla mnie dobre. Tobie oddaję się w opiekę. Wiem, że każde cierpienie ma jakiś sens. Mocno wierzę, że moje ma.
 Kasia: 23.06.2014, 23:26
 Mąż zostawił mnie po 31 latach małżeństwa dla 30 lat młodszej dziewczyny. Mówi mi, że chce być tylko moim przyjacielem. Ja ciągle go kocham, jednak wiem, że już nigdy nie będziemy razem. Były łzy, smutek. Teraz jest pustka. Boże Ty jeden wiesz co dla mnie dobre. Tobie oddaję się w opiekę. Wiem, że każde cierpienie ma jakiś sens. Mocno wierzę, że moje ma.
 Magdalena F: 23.06.2014, 22:33
 Witam, moja historia jest jak każda inna-o miłości! tylko w starszym wydaniu z młodszym o15 lat facetem, poznaliśmy się kiedy ja miałam 40 lat, on 25, podobno zafascynowałam go. A ponieważ moje małżeństwo przechodziło kryzys, zawsze był obok i mogłam liczyć na niego. Ale jak to bywa miał też dziewczynę i po pół roku wzięli ślub. My już byliśmy ze sobą bardzo blisko, łączył nas seks, dopiero przy nim zobaczyłam, że jest to coś pięknego. Z mężem już nie współżyłam. Po jego ślubie wytrzymał ok. 5 miesięcy i wiem, że pojechaliśmy na przejażdżkę, po powrocie do biuro wszystko wróciło, był znów namiętny seks, mogłam zawsze liczyć na niego, pomagał mi w każdej sytuacji, nawet finansowej, gdy miałam kłopoty, był jedyną osobą przy której czułam się kobietą, i stało się, po 16 latach usłyszałam ,że jego uczucie wygasło, że moje uwagi w stosunku do niego zmieniły go i nastawienie do mnie. Ja jednak podejrzewam, że zakochał się. ostatnio mówił o rozwodzie z zoną, bo nie mają dzieci, ze chciałby mieć kogoś przy sobie, kto kochałby się z nim kiedy się obudzi, że jego związek z zoną to jak z koleżanką, i kiedy już zaplanował sobie ,że uloży sobie zycie zaczynając od zerwania ze mną, dowiedział się ze zostanie ojcem przez podanie spermy do jajowodu. nie przez stosunek. chcieli obydwoje sobie udowodnić, że robili wszystko i nic aż tu za czwartym razem dwie kreski i szok. zerwał ze mną, z koleżanka będzie miał dziecko i zakochał się w młodej 23 letniej dziewczynie, co zrobi nie wiem i nie chcę wiedzieć, szkoda ,że oszukał mnie i porzucił jak worek kartofli. od trzech tygodni moje życie to koszmar, siedzimy razem we dwóch w biurze naprzeciw siebie i patrzę jak pisze sobie z tą młodą, twierdzi ,że widzi jak ja cierpię, ale nie potrafi mi pomóc bo sobie też nie potrafi. a ja? nie jem, nie śpię , płaczę kiedy widzę go codziennie i myślę po co mi to było. a najgorsze w tym wszystkim jest to ze tydzień przed tym jak powiedział ze jego uczucie w stosunku do mnie wygasło połączył nas namiętny seks...pożegnalny? nie wiem. mam tyle nienawiści w sobie, że mogłabym wyć a najbardziej boli mnie to ,że nie mam nikogo bliskiego takim jak on był dla mnie.
 Myszą: 16.06.2014, 14:43
 Witam. Mam taki sam problem nadal go b. Kocham i bardzo mi zależy on twierdzi że nie ma to sensu dalej ciągnąć. Prześlismy tyle razem nie mieliśmy łatwych początków dawaliśmy sobie radę , wszystko było przeciwko nam . Pragniemy siebie za każdym razem kiedy się widzimy. Ostatnio napisał że nie może się powstrzymać przy mnie. Dzwoni tłumaczy mi się co będzie robił cały dzień. Tłumaczy się tym że ma nienormowany czas pracy i nie może być codzieńie razem. Nie wiem czy mu wierzyć tyle razy przyłapałam go jak pisał z inna mi wiem co dalej . Ostatnio napisał mi że się wyprowadza że tak będzie lepiej dla nas a ja sądzę że ucieka od nas bo wie że zawsze będę miała go na oku , a tak to będzie miał swobodę.
 darek: 15.06.2014, 16:27
 Chciałbym z kimś porozmawiać....Mam dylemat...Jestem z kobietą z którą mam dziecko.Nie jesteśmy małżeństwem.Potrzebuję miłości,aby do mnie napisała smsa,aby zadzwoniła,tym bardziej że pracuję zagranicą.Kocham ją bardzo i szkoda mi syna,ale wszystko wygasło....Nie wiem co mam robić.Tłumaczyłem jej że potrzebuję od niej ciepła tego głupiego smsa,ale ona Twierdzi że nie widzi takiej potrzeby mój email dar.kac@interia.pl
 monika: 12.06.2014, 19:04
 niestety zadne porady nie dadza recepty na zycie, ja rozstalam sie z miloscia mojego zycia 4 lata temu,po drodze zrobilam wszystko aby zapomniec , zaden kolejny zwiazek nie przetrwal,wszystkich zostawilam ,po prostu ich nie kochalam chociaz bardzo staralam sie pokochac. czasami milosc jest jak znamie w sercu ,zostaje blizna
 cierpiąca: 01.06.2014, 10:17
 Tak, dokładnie jest tak. Chce tylko jego. Ale nie mogę. Zerwalam z nim tylko dlatego że źle mnie traktował, moi rodzice go nie akceptowali. Klocilismy się.cały czas... Prosił mnie jeszcze o szansę.. odmowilam.. od tej pory się nie odzywa.. brakuje mi go strasznie.. płacze codziennie po kilka razy.. wstaje z zapuchnietymi oczami.. nie chce mi się już żyć.kiedy myślę że już nigdy go nie przytule... Nigdy nie usłyszeć czulego słowa... To tak bardzo boli.. najgorsze jest to że nie wiem czy to dobry wybór.. pewnie nie znajdę już nikogo tak angazujacego się w zwiazek i tak poważnie podchodzaego.. kto na mnie spojrzy..kto się mną zainteresuje.. znowu płacze..
 konsekwencje: 31.05.2014, 22:21
 Chciałabym się zwrócić do wszystkich dziewczyn. Kochane, nie było by tyle ran, rozpaczy i łez gdybyśmy się szanowały i słuchały Bożych przykazań, nie pozwalałybyśmy sobie na współżycie przed ślubem i wykorzystywanie nas, wtedy by mężczyźni nie krzywdzili nas a szanowali tak jak należy. Grzech sprawił że teraz cierpimy i ponosimy konsekwencje naszych działań. Lecz jedynie Bóg zawsze KOCHA, jest stały, jest gotów przebaczyć i uleczyć to co boli, to co zranione i tylko ON może nam pomóc jako dobry i miłosierny nasz OJCIEC, który na nas zawsze CZEKA i przebacza.
 młoda: 31.05.2014, 13:03
 Chłopak zostawił mnie 2,5 miesiąca temu, trzy dni przed powazną rozmowa mówił ze kocha. Podczas tej rozmowy pytałam się dlaczego już mu nie zależy dlaczego jest taki obojętny, jednak on mi nie odpowiedział. Po tym chciałam wracac do domu, chciał mnie odprowadzić ale powiedziałam kategorycznie że chce wracać sama i tak się stało. Potem pisał ze pewnie płakałam, ze przeprasza ale już całkiem nic nie wie. Przez kolejne trzy dni pisał sms typu co słychać, dobranoc, dzień dobry i tak jak normalnie ale ja nie odpisywałam, ignorowałam, uwazałam zę to jest za poważne żeby przejsć do porządku dziennego. Myślałam zę będzie chciał przyjechać, cos zrobić. po trzech dniach kontakt się urwał. Nic nie robił, przestał się odzywać. Potem gdy chciałam wiedzieć czy to ma znaczyć koniec tak bez słowa, powiedział ze tak, że to bezsensu, ze biorę go na uczucia, ze doceniłam dopiero jak straciłam. Minęło już tyle czasu, zerwał ze mną całkowity kontakt już jestem mu obojętna, a ja nadal nie mogę się pozbierać. Tak bardzo go kochałam i jeszcze kocham, nie chce mieć nadziei, wiem ze to niszczy, a cały czas ją mam, to jest takie trudne proszę o modlitwę
 naiwna i głupia: 12.05.2014, 23:50
 Miałam chłopaka, bylismy para 4 lata i w grudniu 2013 roku zaręczyliśmy się. Byłam przeszczęśliwa. Tydzień temu mnie zostawił, nie rozumiem dlaczego, odsuwał się ode mnie, był nie obecny, kiedy pytałam co sie dzieje zbywał mnie. Przestał mnie szanować, liczyć się z moim zdaniem. Łatwo się irytował. Tydzień temu mnie zostawił, dziś powiedział że już się wypalił, że mnie nie kocha. Że nie jest gotowy na poważny związek. Nie potrafię się z tym pogodzić, nie śpię, nie jem, ciągle płaczę. Tak bardzo bym chciała to wszystko naprawić, ale nie da się kochać za dwoje. Proszę was o modlitwę. Nie daje sobie rady.
 tenia: 08.05.2014, 11:31
 dziękuję za artykuł. z autopsji wiem, że tak trzeba, ale wiem również jakie to trudne, gdy się ma rażenie, że Bóg nas nie słyszy, ale wiem i wierzę, że to tylko takie wrażenie związane z walką światła z ciemnością. Jezus słyszy zawsze i zawsze czeka. Pozdrawiam
 zakochana//ad//: 25.04.2014, 14:02
 List,swiadectwa..tajemnice Twojego serca odgadlam ...zrozumialam
 DO zrezygnowana!: 24.04.2014, 02:44
 Kochana wręcz przeciwnie! Nic nie zmarnowałam, płacz ile chcesz, a potem skup się na sobie, na tym czego chcesz, czego pragniesz tak zwyczajnie dla siebie. To żaden koniec to początek!! Najgorszy krok za tobą. Teraz może być już TYLKO LEPIEJ!!!
 do ewa: 15.04.2014, 11:40
 chciałam napisać ale e-mail jest zły. Myślę, że pomoże pogadać z osobą która czyje to samo. pozdrawiam
 zrezygnowana: 10.04.2014, 16:39
 nie wiem jak to się stało, 3 lata temu byłam silna i nie mogłam zrozumieć jak można pozwalać facetowi na pewne zachowania. Też nie byłam święta z racji moich problemów, czasem jestem trudna, nerwowa ale kochałam i mogłam zrobić wszystko, żeby było dobrze. Niestety co chwila dostawałam cegłą w łeb z zaskoczenia kiedy wszystko się układało i znów byłam w dołku. Nie było miesiąca, żebym się wyciszyła, bo znów coś wywijał. Tak w kółko. Wracał zawsze tak od 2 lat, za każdym razem próbowałam zapomnieć. Nie ufałam mu już a nie potrafiłam bez niego. Teraz zostałam porzuconą narzeczoną i zastanawiam się jak mogłam tak zniszczyć swoje życie. I kiedy przestane go kochać i myśleć, bo to ,że ten związek mnie niszczy zrozumiałam dawno temu i żałuję każdego mojego powrotu, bo teraz znów czeka mnie długa droga. Teraz nie mam motywacji ani siły. Ile łez trzeba wypłakać, żeby przestać dawać się ranić? Mam nadzieję, że komuś z nas uda się.
 zakochana//ad//: 03.04.2014, 21:18
 kocha sie naprawde i umiera sie naprawde
 Ewa: 03.04.2014, 01:00
 Moi drodzy,ja już nie mam sił ,jestem z człowiekiem którego bardzo kocham,ale który tak bardzo mnie rani od 2 lat,że to poezja,jest niewrażliwy na to co mówi co robi,od trzech lat jesteśmy razem,rok było idealnie,po roku zaczęły się kłamstwa , sms w nocy od przyjaciółek,które powinnam rozumieć,potem że inne są b.ładne a on ma taką sobie dziewczyne,inne n.du.. a ja nie,ja tak nie wyglądam,gdym lepiej się malowała i krócej ubierała to bym była n. d.,dodatkowo czuje pociąg sex. do innych kobiet i ja powinnam to akceptować,mówi że mnie nie zdradzi nigdy ale ja nie wiem,najgorsze że prostytutki jego zdaniem mają leprze bodzce sex.niż ja(jestm ładną blondynką).Więc jak ja mam być spokojna że mnie nie zdradzi,i oczywiśćie to normalne że tak mówi i myśli. Ja mam33 lata ,nie mam rodziców zmarli mama 5 lat ,tata 7,mam tylko babcie 73 letnią,która też radzi mi abym od niego odeszła ale ja ,nie wiem co się ze mną dzieje ,nie mogę.Miałam b.dobrą pracę zwolnili mnie po 8 latach pracy bo przestałam sobie radzić w pracy (zajełam się naszymi problemami ,serce bolało,że inne ładniejsze,młodsze ładniejsze i mam to wszystko rozumieć,wydałam pieniądze na terapie dla nas na wakacje i td.,mam teraz prace ale z dwóch ost.też mi podziękowali.Ja nie mogę z nim skończyć,a jak kończe to on się nie stara o mnie tylko po 2 tyg nie odzywa,po 4 tyg. aja potem błagam aby wrócił do mnie,bo tak okropnie mnie serce boli że to nie do opisania,może ktoś ma jakąś recepte,ktoś mi mógłby pomóc,jakaś chipnoza,czy już nie wiem co,proszę pomóżcie mi.podaje swojego meila justka123@onet.pl.prosze niech ktoś mi pomoże,dziękuje z góry.
 do zakochana//ad//: 31.03.2014, 23:06
 Tajemnic które trudno odgadnąć...zrozumiec
 aleksandra: 05.03.2014, 10:24
 Witam. Mam 19 lat od 3lat jestem z moim danielem. On ma zaby19 lat w wakacje 2013 pił był agresywny chciałam z nim zerwać ale zawsze mnie szantazowal, że się zabije . Wiecie co przeżywałam? To była tragedia a kochałam go ale bałam się żerwałam z nim gdy mnie pobił pod wpływem alko zastał mnie z kolega jego jak tylko siedziałam z nim na łóżku i wtedy dał mi święty spokój, ją nie wytrzymałam czułam, że siedzi któregoś dnia z inna i się nie myliłam poszłam do niego i całowała się z nim nie wytrzymałam i tamtą dostała w ryj i on byłam taka zazdrośna!:| W ten dzień uświadomilismy sobie, że nie potrafimy bez siebie żyć i jestem z nim od tamtej pory on nie pije uwierzcię ani kropli już pol roku jest super. Ale nie jestem pewną czy będę z nim dalej szczęśliwa boję się, że znowu mnie pobije jak myślicie dobrze zrobiłam dając mu szansę?
 nie do życia: 04.03.2014, 12:39
 MOJA HISTORIA JEST PODOBNA JAK "NICNIEWARTEJ" zatraciłam się w tej miłości porzóciłam wszystko rodzinę przyjaciuł boga dla niego.i chodź wszyscy mi mówili ze on ,mnie zostawi ja nie wirzyłam.teraz on kupił mieszkanie i mi każe zabierać swoje szmaty i wy..ć mieszkliśmy razem 5lat w tym czasie wiele przeszliśmy wiele się zmieniło.ja jestem jego największym błędem w życiu.tyle obelg co pod swoim adersem słyszałam to się w głowie nie mieści,a ja go i tak kocham jaka ja głupia jestem.kkkkk moe wiem jak mam sobie poradzićz pięć razem byłam misiek jestem świnia itp.a teraz jestem odżarzająca nie może na mnie patrzeć.potrzebuje pomocy
 
(1) [2] [3] [4] [5] [6] [7]


Autor

Treść




[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ] Drukuj Wyślij
Trudna miłość. Jak pokonać kryzys? Trudna miłość. Jak pokonać kryzys?
Tonino Cantelmi, Rachele Barchiesi
Dlaczego zbudowanie stałych i silnych związków uczuciowych wydaje się dzisiaj bardzo trudne czy wręcz niemożliwe? Jakie są przyczyny kryzysu panującego w relacjach międzyludzkich? Autorzy niniejszej książki starają się ukazać te przyczyny. Chcą pomóc Czytelnikowi, zwłaszcza młodemu, w budowaniu trwałych relacji z innymi ludźmi.... » zobacz więcej
Zakochanie… i co dalej? Zakochanie… i co dalej?
Jacek Pulikowski
Książka ta jest pierwszym krokiem do szczęśliwego małżeństwa. Pomyśl o radosnym czasie zakochania, chodzenia ze sobą, narzeczeństwa i nie zmarnuj go! Wykorzystaj cenne wskazówki autora dla dobra twojego i przyszłego współmałżonka... » zobacz więcej
O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2013 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej