Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Jak się rozstać?

     Rozstanie, choć zawsze jest przykrym przeżyciem czasami jest jedynym wyjściem. Czas poznawania się bowiem - jak wielokrotnie mówiliśmy - służy podjęciu decyzji. A ona czasami - z uwagi na dzieląca nas różnice - może być w stosunku do drugiej osoby negatywna. Bez względu jednak na to co nas skłoniło do zerwania na pewno nie można z dnia na dzień kogoś bez słowa zostawić. Niedopuszczalne jest nagłe zniknięcie, nieodbieranie telefonu czy próby unikania kontaktu. Trzeba mieć odwagę cywilną i porozmawiać osobiście, nie przez telefon, nie w liście czy sms-ie bo to tchórzostwo. Trzeba pozwolić komuś zachować twarz. Druga osoba ma prawo zawsze znać powody, dla których zrywamy. Ma prawo przedstawić swoje stanowisko. I nawet jeśli zerwanie nie jest obustronną decyzją to należy potraktować drugiego człowieka z całym szacunkiem jaki mu się z racji jego człowieczeństwa należy. Jak zerwać? No, na pewno kulturalnie, na pewno spokojnie, na pewno bez obwiniania tej drugiej strony. Wszystko zależy też od tego jak długo trwał związek, na jakim etapie zaawansowania był i co jest przyczyną rozstania. Jeśli są to jakieś konkretne, nieprzyjemne wydarzenia np. zdrada to powód jest oczywisty i nie trzeba stosować szczególnych zabiegów. Jeśli jednak po pewnym czasie stwierdzamy, że nie pasujemy do siebie (albo co gorzej - jedna strona tak stwierdza) to już trzeba większej delikatności. Trzeba wyjść od siebie, sobie najpierw odpowiedzieć na pytanie: dlaczego nie? A potem wytłumaczyć tej osobie dlaczego to MY nie możemy z nią być. Bez obwiniania, "zwalania winy". Lepiej szczerze przyznać, że potrzebujemy kogoś o innych poglądach i temperamencie czy systemie wartości niż twierdzić, że to ten drugi nie potrafił się zachować lub nie spełniał naszych oczekiwań. Trzeba generalnie przesunąć ten punkt ciężkości na siebie, na swoją niemożność bycia z tym kimś, nawet jeśli faktycznie większość winy byłaby po tamtej stronie. Oczywiście nie chodzi tu o totalną samokrytykę własnej osoby jako osobnika zupełnie nieprzystosowanego do związku, ale o to, by kogoś nie zdołować, nie zaniżać jego poczucia wartości, bo to może rzutować na jego przyszłe związki i wizję siebie.

     A jak rozstać się skutecznie? Stanowczo. Grzecznie, bez awantur, ale stanowczo powiedzieć, że NIE MA możliwości powrotu, NIE CHCEMY próbować jeszcze raz, nic JAKOŚ nie będzie. Nie dać się przekonać obietnicami zmiany. Jeśli ten ktoś będzie bardzo uparty to oczywiście nie da łatwo za wygraną i to też trzeba mieć na względzie. Ale jak będzie pięć razy dziennie dzwonił i błagał o powrót to niestety ale nie odbierać, nie odpisywać na maile czy sms-y. Generalnie to trudne i nieprzyjemne sprawy. Czasem jednak zerwanie jest jedynym rozwiązaniem. Już Ojcowie Pustyni czasem zalecali ucieczkę jeśli inaczej nie można. Cała sztuka polega na tym, żeby przeprowadzić to tak, by się nie znienawidzić i móc sobie jeszcze w oczy spojrzeć.

     Co zrobić, żeby zapomnieć?

     No chyba najprostsze ale najskuteczniejsze: unikać kontaktów (na ile się da, czasem jest trudność gdy jest się np. w jednej klasie czy razem pracuje), ale nie bywać w miejscach gdzie jest on czy ona, nie dzwonić, nie pisać, nie chodzić w miejsca, w których byliście wspólnie, nie słuchać w kółko tej samej muzyki i nie rozpamiętywać wszystkiego od nowa, czyli nie rozdrapywać ran. Nie udawać na ulicy, że się kogoś nie zna, ale nie pozwalać sobie na telefony, listy. Bo szczególnie w przypadku gdy to zerwanie jest jednostronne dajemy tej osobie złudną nadzieję (utrzymuje kontakt to znaczy, że nie jestem jej/jemu obojętny). Oczywiście nie da się wyrwać drugiego człowieka na siłę ze świadomości, bo trudno wymagać by nagle wymazać ze swej pamięci to co było. Natomiast to co można zrobić, co leży w zakresie naszych możliwości to nie dążenie do kontaktu, nie drążenie tego, nie rozpamiętywanie, generalnie: nie podejmowanie żadnych fizycznych wysiłków by utrzymywać z nim jakikolwiek kontakt. Jak to się uda to już będzie dobrze, to już będzie więcej niż połowa sukcesu. Kiedyś przestaniesz go/ją kochać. Zostanie Ci sentyment, może żywsze bicie serca na dźwięk jakiejś melodii czy widok jakichś rzeczy mających z nim/nią związek. Pozostaną te miłe wspomnienia. Jednak uczucie takie, jakim teraz go/ją darzysz przycichnie, przyschnie. To nastąpi, tylko nie od razu. Możesz sobie w tym pomóc.

     Należy stopniowo, powoli uczyć się żyć bez tego człowieka, powoli zapominać. Zapominać - to proces, dlatego nie piszemy "zapomnieć" tylko "zapominać".

     Jak teraz żyć? Nie musisz odgrywać bohatera gdy zostawiła Cię dziewczyna, ignorować swoich uczuć i "dawać sobie radę". Masz prawo płakać, wyżalić się komuś, ma prawo serce Cię boleć z rozpaczy. Masz prawo do płaczu i "przeżycia żałoby" po nim czy niej. Nie wstrzymywać łez, nie zaciskać zębów, masz prawo wykrzyczeć swój ból.

     Wiemy jak bardzo boli rozstanie i wiemy, że wtedy kiedy choruje dusza choruje też ciało (dlatego nie śpisz, nie jesz, nie chce Ci się ładnie wyglądać, sprzątać w pokoju, nie możesz się skupić na pracy i tak naprawdę nic nie ma głębszego sensu, jest Ci wszystko jedno co jutro się będzie działo i jaka będzie pogoda). Musisz ten stan przeżyć, dlatego nie dręcz się, że zachowujesz się tak a nie inaczej. Powiemy Ci tylko jedno: żyj. Po prostu. Pomalutku zacznij coś robić: najpierw to co musisz (pójść do pracy, myć się, malować się, zmywać), potem to czego nie musisz ale możesz (posprzątaj w kuchennych szafkach czy samochodzie, upiecz ciasto, umów się z kimś zaufanym), potem rób to co kiedyś sprawiało Ci przyjemność i co dobrze Ci wychodziło (może potrafisz robić na szydełku, malować?, pojedź w góry), rozejrzyj się za jakimś zajęciem w parafii, nawet idź tam i zapytaj w czym mógłbyś pomóc (może działa tam Caritas, w każdym razie pewnie będzie trzeba przed świętami nosić paczki dla potrzebujących - zgłoś się), zapisz się na aerobik lub basen - ćwiczenia fizyczne znakomicie wpływają na psychikę. A może to dobry czas, żeby znaleźć swoje miejsce w jakiejś grupie formacyjnej czy wspólnocie? Zwrócenie uwagi na problemy innych pomaga w oderwaniu się od naszych i leczy serce. Wtedy owa radość życia przyjdzie. Pomyśl każdego dnia co mógłbyś dla siebie zrobić przyjemnego: może przeczytanie kilku stron książki, dobra kawa, może zajęcia sportowe czy pogadanie z przyjaciółką, ciepła kąpiel, kupienie gazety...takie małe radości. Musisz sobie uświadomić, że Ty sam jesteś kimś wartościowym, bez względu na to z jakiego powodu nastąpiło rozstanie. I że znajdziesz kogoś kto będzie twoją prawdziwą miłością. Czas leczy rany, także serca. Czas odgrywa tu ważną rolę, pomaga, bo zaciera się pamięć o różnych sytuacjach. Pomaga przebywanie wśród ludzi (choć bardzo się wtedy tego nie chce), znalezienie sobie dającego satysfakcję zajęcia, zajęcie czymś umysłu i rąk. Ale na spokojnie, bo nie możesz nagle rozkazać swojemu sercu przestać czuć. Natomiast trzeba sobie narzucić małą dyscyplinę i nie rozdrapywać ran. Pochować rzeczy od niego czy od niej, nie stawiać na widoku wspólnych zdjęć. Zająć się czymś innym, nawet na siłę. Ot, choćby sprzątać w domu - mówimy serio. Jak tak porządnie się czymś zmęczysz zrobi Ci się lepiej. Będzie tak dlatego, że oderwiesz myśli od tamtej osoby i że się zmęczysz, a potem będziesz marzył o odpoczynku. Naprawdę nie kpimy, mówimy to wszystko z doświadczenia. Należy po prostu znaleźć sobie absorbujące zajęcia pomagające zająć umysł czymś innym.

     Przestać kochać wcale nie jest tak łatwo. Dlatego potrzeba czasu i zabliźnienia ran, potrzeba czasem trochę samotności i wyciszenia. Ale nie można przy tym robić innego błędu: nie można zamykać swojego serca na innych. Nie dążyć oczywiście na siłę do innych kontaktów ale być otwartym, bywać w towarzystwie. Żałoba, o której pisaliśmy też nie może trwać zbyt długo, bo jeśli tak jest to zamyka serce na innych. Dlatego na imieninach u cioci spotykamy czasem zatwardziałych kawalerów i zgorzkniałe kobiety, które rozpamiętują miłość sprzed 30 lat, której nigdy się nie wyrzekły - tak jak Marta z "Nad Niemnem". Musicie pamiętać, że jeśli odejście było dobrowolnym wyborem drugiej strony to nie stało się to po to, byś Ty był nieszczęśliwy, tylko dlatego byście oboje byli jeszcze szczęśliwsi. Nie teraz, ale kiedyś z kimś innym. Bóg ma dla Was inne propozycje. Dlatego przeżyj swoją żałobę ale nie zamykaj na wieki swojego serca. Zamknięte serce umiera za życia.

     Paradoksalnie, pamięć o tamtej osobie zblednie gdy pojawi się ktoś inny w Twoim życiu, choć absolutnie nie namawiamy Was do stosowania metody "klina". Chcemy natomiast Was "pocieszyć", że Wasze obecne uczucia nie będą trwały wiecznie. Dlatego piszemy o otwartości na innych. Tylko nie róbcie przy tym błędu - nie porównujcie każdego chłopaka czy dziewczyny do tamtych, nie doszukujcie się cech tamtych w każdym poznanym, bo każdy jest inny! I tak samo cenny! Jeśli tak będziecie robić będziecie nieszczęśliwi, bo drugiego takiego nie znajdziecie.

     Tym, co jeszcze Wam przeszkadza w dojściu do siebie to wspomnienia, to ciągłe wracanie do tych chwil i wyobrażanie sobie co było gdybyście się nie rozstali. Jest tak, prawda? To wszystko powoduje, że ciągle o tamtej osobie myślisz i że nie chcesz na razie zwrócić uwagi na nikogo innego, bo chcesz właśnie jego! I choć na zewnątrz bylibyście gotowi być z kimś innym to jednak w środku serce macie zajęte. Przestać kochać można wtedy gdy się chce przestać. Dlatego jeśli (choć podświadomie) nie chcesz - nie przestajesz. Pomyśl w ten sposób: on dokonał wyboru. Ty tego nie akceptujesz i czekasz. Długo jeszcze chcesz tak czekać? A jak on nigdy nie wróci to przez niego nie wyjdziesz za mąż i na emeryturze będziesz czekać? Oczywiście możesz, bo jesteś wolna, tylko pytanie po co? Trzeba umieć zamknąć za sobą pewne rozdziały swojego życia, mimo, że to boli. Nie każemy Wam przestać czuć, mówimy tylko, byście się pogodzili z faktami. Nie z uczuciami tylko z faktami. Na razie nie chcesz ich przyjąć do wiadomości i dlatego cierpisz. Dopóki nie będziesz miał wolnego serca (tzn. nie zaakceptujesz faktu, że on czy ona nie chce z Tobą być) to nie będziesz w stanie otworzyć się na nową miłość. Tak, wiemy, nie chcesz innej miłości, chcesz jego. Ale on nie chce. Co więc jest lepsze: katowanie się widokiem jego szczęścia i gorzknienie poprzez pielęgnowanie w sobie bólu czy modlitwa o uzdrowienie? Bóg, który nas zna wie co dla nas jest dobre. On nam chce to dać tylko musimy Go prosić. Módl się zatem o to, żeby zabrał Ci to uczucie, żeby Cię od niego uwolnił. Daj sobie czas, załóż, że to jeszcze może potrwać. Z całych sił wołaj do Boga. On NAPRAWDĘ Cię uleczy. Doświadczyliśmy tego. I wiemy, że da się z tego wyjść. Jezus wszystko może. Może zabrać Ci to uczucie, może uwolnić Twoje serce. Jeśli będziesz tego chcieć.


Kasia i Tomek


Redakcja portalu



   




Wasze komentarze:
 zraniona: 27.02.2013, 22:21
 bylam z facetem 5 lat, w miedzy czasie wyjechał za granicę, zostałam sama z problemami, wrocił dla mnie, po jakims czasie okazalo sie ze tam pisal z innymi, zerwalam z nim czułam żal i bół jak przeczytałam wiadomości. Chcial wrocić staral sie 2 tygodnie potem przestał. Mi zaczelo zależec bo zrozumialam ze nikogo takiego nie znajde, on nie jest idealem ale jest czuly kochany i moj... tak mi sie wydawalo, kolezanka z pracy zakochala sie w nim, on twierdzi ze jestem calym jego swiatem, ale nie potrafi jej powiedziec ze ma sie odpier..... lić, nie ogarniam tego, on mowi cos innego a ona walczy, a ja dalam z siebie wszystko, i on chce mnie zostawic, oprocz tego jest chory i chce mi oszczedzić cierpien, ale nie wiem dlaczego czy po to aby sie wyszalec, czy po to aby z nią być?? to tak kuresko boli.....
 drop: 10.02.2013, 01:18
 Ciężko...byliśmy razem 4 lata, ale od jakiegoś roku coś nam nie pasowało, próbowaliśmy wszystko poskładać, aż w końcu postanowiliśmy razem zamieszkać. Mieszkaliśmy razem pół roku.To był mój pierwszy poważny chłopak, moja licealna miłość. Od 2 miesięcy nie jesteśmy razem, ja się wyprowadziłam, a on został na starym mieszkaniu. Kiedyś najważniejsza byłam ja, my, a po pewnym czasie ważniejsi stali się koledzy...lub może ja w końcu to dostrzegłam. Poza tym był taki niedojrzały i cały czas myślała w kategorii ja, a nie my. Problem polega tylko na tym, że czasem nadal się widujemy. Umówiliśmy się nawet, że wrócimy do etapu randek. Tylko, ze ja już tego nie chce. Chce poznać kogoś nowego, chce się zakochać. Jak mu to powiedzieć, żeby go nie zranić jeszcze mieć w nim przyjaciel bo ciężko usunąć kogoś jak było się z nim przez tyle czasu i naprawdę się go kochało.
 madi: 05.02.2013, 02:07
 tyle trudu trzeba żeby się...rozstać...współczuje wszystkim tym porzuconym i tym którzy duszą się w związkach...ja należę do tych drugich...myślę że ci pierwsi powinni się wziąść w garść i pokazać że bez nich też potraficie żyć i brać życie jakie jest....a nam tym duszącym się....brakuje na pewno ODWAGI .......żeby odejść...a może by spróbować????
 Adam12x: 03.02.2013, 16:14
 Ja nie wiem co napisać,jak pomóc ,jestem za głupi...Odsyłam na zakładkę "zakochać się przez internet" jest tam pani psycholog pod nickiem "Taka ona" na pewno pomoże:)
 iwona: 11.01.2013, 23:01
 jestem z sebastianem 10lat mamy 5letniego synka....nie wiem co mam robic mam juz dosc tego zwiasku dusze sie przy nim....ciagle obiecuje ze sie zmieni a ja glupia zawsze daje mu szanse...a problem tkwi w tym ze on nie zdaje sobie sprawy co ja czuje ...wraca w pracy i nagle wychodzi spotyka sie z kolegami rozmawia z nimi a ja sama w tym domu z synkiem ale jesli ja sie go o cos zapytam chce porozmawiac to zawsze slysze nie wiem nie znam sie o ile wogule otworzy buzie nic nie robimy razem....praktycznie mieszkamy razem ale zyjemy osobno....jestem dobra osoba dbam o dom i o siebie i nie rozumie czemu on mnie nie zauwarza jak wielki skarb traci........jestem juz zmeczona ale to uczucie w sercu -milosc to cos okropnego blokuje mnie przed podjeciem decyzji i co tu poczac
 marta: 01.01.2013, 18:35
 jestem z kims ponad rok zalezy mi na nim on mowi ze nie potrafi okazywac uczuc wlasnie przyjechalismy z wisly 2 tygodnie temu mialam robiony laser frakcyjny i dzis wyskoczyly mi plamy po sloncu jestem zalamana rano pakalam caly czas a on nie potrafil mnie nawet przytulic pocieszyc jak wrocilam do domu minelo juz ponad pol dnia i on sie wogole nie odzywal napisalam mu smsa ze sie nie interesuje i ze mnie nawet nie potrafil przytulic rano a on jakis juz swoje argumenty na mnie czuje sie niekochana gorsza czemu tak ciezko jest komus mnie przytulic:( co mam robic
 biedronka: 06.11.2012, 21:23
 To ja postanowilam odejsc.Kocham go ale wiem,ze nic z tego nie bedzie. Przez 9 lat zwiazku robil ze mna co chcial. Nie zwracal w ogole uwagi na moje uczucia. Zostawil mnie z dziecmi na urlopie i wrocil samochodem do domu (800 km),a ja z dziecmi wracalam autobusem. Nie rozumiem jak najblizsza ci osoba moze byc tak nieczula.On nie zna slowa przepraszam,nie uznaje kompromisu, uwaza,ze taki sie urodzil i to ja musze wiedziec czy go chce czy nie.Wiec teraz juz nie chce.To boli,ale musze dalej normalnie zyc.Mam nadzieje,ze odnajde jeszcze prawdziwa milosc.
 pina: 15.10.2012, 12:49
 hej mam ogromny problem jestem z chlopakiem juz ponad pol roku ale czuje ze moje uczucie do niego juz wygaslo a on nadal mnie kocha i to mocno bo jestem jego pierwsza miloscia i to ze mna mial swoj pierwszy raz:( a dodatkowo on wyjezdza w styczniu na szkolenie do wojska na 4miesiace i nie bede go widywac a pozniej juz na sluzbe wojskowa a ja w przyszlym roku wyjezdzam na studia do gdyni wiec to juz nie bedzie zwiazek a nie chce go zranic. A do tego doszlo jeszcze to ze poznalam pewnego mezczyzne narazie tylko rozmawiamy ale on jest zupelnie inny w porownaniu do aktualnego faceta. nie wiem co mam zrobic pomorzcie mi. jak mam zerwac zeby nie zranic i zeby poprostu to zrozumial i pozwolil mi odejsc
 andzela: 30.09.2012, 15:01
 ja cyerpie strsznie boli mnie to ze on mnie nie kocha i czekam nadal a wiem ze na darmo moze z czasem to minie mam, nadzieje
 zraniona: 26.09.2012, 10:14
 To jest piękny i podnoszących na duchu artykuł ! DZIĘKUJĘ!!! :)
 Kasia: 21.09.2012, 22:40
 Dziękuję.... Dziękuje serdecznie z całego serca za ten tekst. Jesteście wspaniałymi ludźmi. Dziękuję.
 kama: 18.09.2012, 10:23
 Panie Boze wybacz mi ostatnie lata mojego zycia. Prosze Cie pomoz mi. Pomoz mi przestac kochac, niech On odejdzie od Nas, niech zostawi Nas w spokoju. Wierzę w Twoją pomoc.Kocham Cię...Kochamy Cię razem z moja jeszcze nienarodzona coreczka.
 hubert: 30.08.2012, 13:15
 pan Jezus przeżył ukrzyżowanie, ludzie przeżyli oświęcim.nie podawajcie sie to jedyne lekarstwo ,które możemy brac i działa wydawane bez recepty.Pan zapala światła w naszym życiu po woli w miare naszego postępowania.2,5 roku chcęsię z nią rozstac ale to nie kamień który się rzuca w wodę.
 hubert: 30.08.2012, 13:03
 jesteśmy razem 5 lat od 2,5 próbuje się rozstac.nie pozwala mi na to dzwoni 200razy dziennie pisze tyle samo.3 razy straciłem przez nią pracę.zablokowałem się na ludzi nie wiem czy popadłem w depresje czy to zmęczenie.ona ma ciężką sytuacje w domu ja też nie najlepszą.spotykamy się w soboty i niedziele to dla mnie najgorsze dni tygodnia,zmuszam się nawet do sexu.ona nie chce odejść.cały tydzien dzwoni i pisze po 200 razy dziennie.jest zazdrosna o wszystko co sie rusza,ale powiem wam że choćby założyła mi gps choćby się zesrała z płaczu i k...a nie wiem co jeszcze to i tak się nie poddam bo ja chce być normalny i żyć w zgodzie ze sobą.pozdrawiam wszystkich którzy się nie poddają...
 BB: 16.08.2012, 14:41
 potwierdzam, miłość to najgorsze uczucie...
 Kajka: 10.08.2012, 08:51
 Był moim pierwszym facetem ,miałam wtedy 17 lat po 30 latach spotkałam go i zrozumiałam że to ten którego kocham
 Justyna: 05.08.2012, 19:36
 Byłam z mężczyzną 6 lat w związku mam 30 lat on 34 on był moją największą miłością ja jego też do czasu, zaczął wyjeżdżać za granicę i rok temu napisał mi w smsie, że w jego życiu jest inna kobieta. miałam głębokiego doła, żal rozpacz tragedia. Gdy tamta go chyba nie chciała on zaczął wkradać się w moje łaski i mojej 9 letniej córki- która jest dzieckiem nie jego razem ją wychowywaliśmy. Błagal prosil ze to ja jestem ta jedyna, uwierzylam mu dalam szanse i co rok niby ok ale na odleglosc, wakacje razem zaplanowalismy a on do nas przed wyjazdem, że to koniec i abyśmy nie przylatywaly i że mi nic nie obiecywal. minelo 2 mce mimo tego co mi zrobił płaczę i jest mi ciężko nie dzwonię jak kiedyś nie proszę taki człowiek bez serca nie ma już po co zawracac mi głowy. Czuje żal
 Kaśka28: 05.07.2012, 15:13
 Moja sytuacja wygląda tak: Jestem ponad rok po rozstaniu,mój zwiazek trwal ponad 8lat,to ja zdecydowalam sie odejść.... Było ciezko wiadomo.... bo bardzo go kochalam:( Problem tkwił w tym ze po jakimś czasie koledzy byli wazniejsi i czasem lubiał sie napić....wierzylam ze sie zmieni....czekalam na to...ale teraz wiem ze bylam glupia :( najgorsze jest to ze nadal mamy ze soba kontakt ale nie widujemy sie, ja nie chcę! Druga sytuacja to taka ze nie dawno ponownie w kims sie zakochalam ,serce bilo mi jak szalone .... ale jak sie okazalo....zostalam oszukana ,uwodził mnie i czarował.... w pore sie ocknelam i zosawilam wszystko...lata leca a a wiem ze juz nikdy nikogo nie pokocham,boje sie ponownie cierpieć!!!!!! Przestalam sie angazować...... :( :( Pozdrawiam i zycze wszystkim powodzenia i wytrwalosci.
 arnika: 01.07.2012, 18:44
 Mój partner po ponad półrocznym byciu razem i deklaracjach do samego końca o ślubie i o tym, że mnie kocha, porzucił mnie zupełnie bez słowa. Zabrakło mu odwagi, żeby powiedzieć wprost, że już mnie nie kocha i że spotyka się z inną. Po prostu zamilkł i nawet nie miał na tyle odwagi, żeby odebrać mój telefon. Najśmieszniejsze jest to, że po kilku dniach nieodzywania się zablokował mnie na facebooku. I tak się zachował mężczyzna, który ma 35 lat. Rozumiem, że uczucie może wygasnąć, to się zdarza. NIe rozumiem tylko, jak można do końca wmawiać partnerowi, że się go kocha? po co te wszystkie słowa? i jak można zostawić tak drugą osobę bez żadnego słowa.
 Ewa: 23.06.2012, 22:29
 Jak to dziwnie czytac tyle bolesnych komentarzy... Mnie rowniez jest ciezko. Kocham i chyba tez jestem kochana jakas "Jego" miloscia. Mogloby byc dobrze gdyby chcial zrozumiec, ale On patrzy tylko na siebie, na swoje potrzeby nie zwazajac na moje uczucia i przezycia, ktore mamy juz za soba. Zastanawiam sie nad przeprowadzka pomimo, ze usilowalam ratowac nasze malzenstwo ze wszystkich sil. kocham Go, cierpie, tesknie nawet gdy jest blisko mnie. Co robic...? Boze pomoz....Blagam bo trwa to juz zbyt dlugo...
 
[1] [2] [3] [4] (5) [6] [7] [8]


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej