Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Nigdy nie doświadczyłam miłości

     Moje życie jest chyba przeklęte. Nigdy nic dobrego mnie nie spotkało. Jestem sama, nigdy nie doświadczyłam miłości i nie wierzę, że jej doświadczę, że będę miała rodzinę i dzieci. Nie ma dla mnie nadziei, bo szczęście jest dla innych. Nie wolno tak dużo narzekać na swoje życie. Trzeba błogosławić Boga i swoje życie. To właśnie takie negatywne stwierdzenia wielokrotnie i często powtarzane sobie samej stają się przekleństwami. Przeklinanie własnego życia i własnej osoby wpływa na nas niczym samospełniające się przepowiednie.

     Pewna część przekleństw została wprowadzona do naszego życia i przekonań w dzieciństwie. Silna krytyka i negacja wartości człowieka w okresie, gdy nie ma on jeszcze zbudowanej samoświadomości i poczucia wartości, tworzy wiele bolesnych i kłamliwych przekonań o sobie. Dzieci z rodzin alkoholowych czy dysfunkcyjnych często czują się niewiele warte, niegodne szczęścia i miłości. Rodzice ich nie błogosławili, bo np. przeważającą ilość czasu zajęci byli alkoholem i oczekiwaniem na kolejne upicie czy trzeźwienie. Przekonania rodziców typu: "Ty się do tego nie nadajesz", "Ty jesteś do niczego", zwłaszcza jeśli były powtarzane, są pewną formą przekleństwa. Także nauczyciele, walcząc z niesfornymi uczniami, mogli kogoś przekląć.

     Kiedy stajemy się dorośli, możemy wybrać błogosławieństwo albo przekleństwo. Księga Powtórzonego Prawa w rozdziale 30. uczy nas: "kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo". Błogosławienie swojego życia, praca nad poczuciem własnej godności i szacunek dla samego siebie jest kwestią naszego wyboru. Święty Augustyn, doktor Kościoła, twierdził, że chrześcijanin ma chcieć być bardzo szczęśliwy. Owszem, nie mamy wpływu na wiele determinantów w naszym życiu, na rodzinę urodzenia, na wypadki losowe. Mamy jednak wpływ na kilka wyborów życiowych, a przede wszystkim możemy wybrać, jak zareagujemy na to, co nas spotyka. Bywają ludzie wiecznie niezadowoleni. Są tacy, bo chcą być niezadowoleni. Mają do wyboru zestaw wielu uczuć i zachowań. Wybierają nawykowo jedno: niezadowolenie.

     Bóg nie daje nikomu samych nieszczęść. Daje różne rzeczy: pogodę i niepogodę, wesele i żałobę. Na wszystko jest czas i wyznaczona godzina - uczy Kohelet. Nie chcę bagatelizować Pani smutku, straty i trudnych doświadczeń. Ale z serca doradzam: warto poprosić kapłana czy jakąś wspólnotę o modlitwę wstawienniczą w intencji odcięcia od Pani wszystkich ewentualnych przekleństw. Proszę też wybrać: błogosławieństwo, życie i szczęście.


ks. Marek Kruszewski

Tekst pochodzi z Tygodnika

20 listopada 2011


   




Wasze komentarze:
 Ola: 25.11.2016, 11:28
 Jakbym czytała o sobie... Mam 29 lat i jestem sama. Kiedy byłam małym dzieckiem porzucił mnie ojciec, mama robiła wszystko, żeby nas utrzymać, było bardzo ciężko. Robiłam wszystko, żeby jej nie zasmucac, uczylam się całymi dniami, żeby mieć jak najlepsze oceny, żeby dostawać się do najlepszych szkół, żeby skończyć dobre studia. Nie miałam czasu na miłość. Owszem była, platoniczna, przyjaciół niewiele, bo kto by lubił kujona. Z biegiem czasu mama zaczęła chorować, poważnie, jedna choroba za drugą. Opieka nad nią była dla mnie priorytetem, do tego praca, nauka, wieczne zmęczenie. I tak mijały lata. Teraz jestem przed trzydziestką, jestem sama, samotna, mama zaczęła mieć pretensje, że nie mam męża, swojego domu, więcej pieniędzy, żeby jej bardziej pomoc. Całe życie poświęciłem ciężko pracując, żeby być jak najlepszą, zasłużyć sobie na miłość, która nie przyszła. Fakt, po historii z ojcem trudno mi zaufać. Boję się. Znam siebie i wiem, że jestem skłonna do wielkich poświęceń, które nie tylko pozostają niezauważone, ale potem mnie niszczą. Chciałabym, żeby był ktoś, komu choć trochę zależałoby na tym co się ze mną dzieje, co czuję, czego potrzebuję. Tak, mam Boga, jedyna osobę, która kocha mnie mimo wszystko, a nie za coś. Jedyna, dla której nie muszę zasłużyć sobie na miłość. Tylko brak tej drugiej osoby, która najzwyczajniej w świecie przytuliłaby mnie, gdy się boję, gdy nie daję rady. Osoby, którą ja mogłabym wspierać, ale działały to w obie strony. Odrobiny czułości i troski...
 Załamany: 28.01.2016, 18:22
 Zawsze trafiam na zdemoralizowane dziewczyny być może to jest powodem mojego nieszczęścia.... a doświadczyć prawdziwej miłości a nie tylko namiastki czegoś co ją przypomina a wcale tak nie jest... po ostatnim moim związku zwątpiłem w miłość..ale często sobie myślę że może wreszcie może wreszcie się uda poznać ułożoną dziewczynę .
 Wojtek Kondrat Zamość: 26.05.2015, 18:45
 Ja w Boga nie wierze,do Kościoła chodzę co tydzień,od 20 lat ministrant,mam28lat miałem ciężkie dziećińśtwo i teraz życie dorosłe też,nie mam matury,studiow,praca byle jaka jako Magazynier zarobki 800złoty miesi ecznie,i pytanie takie zycie ma sens,nie?Na nic mnie nie stać.
 Edyta: 04.07.2014, 22:48
 Mój tato pił, w wieku 20 lat poznałam mężczyznę, z którym tworzyłam destrukcyjny związek, zresztą innego postępowania nie znałam...smutek, złość, żal to były uczucia, które odczuwałam. Podjęłam pracę nad sobą, nie chciałam tak żyć...terapia DDA, współuzależnienie, maratony złości, poczucia wartości, stresu...na nowo odnalazłam Boga...prowadził mnie jak małe dziecko...latami...praca nad sobą...Uczyłam się wszystkich uczuć pozytywnych i negatywnych...dziś potrafię się śmiać, płakać....w wieku 39 lat wiem jak chcę żyć ...potrafię zaakceptować chorobę taty...warto! moje motto:"nigdy nie jest za późno, abyś był tym, kim chciałbyś być". Jedyne co mogę dodać, że czasem powraca dawne myślenie, pracować trzeba nad swoim rozwojem wewnętrznym całe życie, a warto dla chwil, kiedy chce ci się wszystkiego, a przede wszystkim śmiać, ot tak po prostu.
 Pol: 27.01.2013, 06:23
 do ancia 19.01.2013. Miłość to klucz do szczęścia kobiety. Dobrze, że zastanawiasz się nad tym, nad swoim ciałem, nad jego funkcjonowaniem. Zdrowe życie to dbałość o to, by pomagać swojemu organizmowi siłą rozumu i wiedzą w bardzo skomplikowanym systemie procesów chemicznych, biologicznych, psychicznych itd. Im więcej rozumiesz i znasz siebie, tym dłużej i zdrowiej będziesz żyć, a życie to będzie pełniejsze i bardziej wartościowe. Zupełnie nie przejmuj się tym, że nie miałaś dotychczas chłopaka, ponieważ dzięki temu jesteś w doskonałej sytuacji, aby prawidłowo ukształtować swoją kobiecość. Przecież teoretycznie mogłaś spotkać i mieć wielu chłopaków, co oznaczałoby ukształtowanie twojej kobiecości poprzez czyjąś ingerencję w różny sposób, często bezwartościowy lub wadliwy i to dopiero byłby poważny problem jak usunąć to z pamięci i zacząć od nowa. Niewielu jest młodych mężczyzn, którzy na prawdę wiedzą jak przeprowadzić kobietę przez ten trudny dla niej czas pierwszych doświadczeń erotycznych i seksualnych, aby jej nie poranić, a odwrotnie, dać jej szansę pełnego rozwinięcia skrzydeł do lotu przez życie. Nie znam Ciebie, więc przedstawię Ci tylko kilka sugestii, które być może trafnie odniesione będą do Twojej sytuacji, jednak podejdź do nich ostrożnie i z rezerwą. 1) TWÓJ ROZWÓJ. Mała dziewczynka 3-4 letnia już zaczyna rozwijać swoją kobiecą erotykę. W wieku 10-12 lat dużo się zmienia.W wyniku pierwszego jajeczkowania staje się bardzo młodą kobietą, można powiedzieć w 1% kobietą i 99% dzieckiem. Ta proporcja stale się zmienia do 25 roku życia. Twój wiek wskazuje na to, że jesteś w 90% kobietą i 10% dzieckiem. To ważne, by uświadomić sobie tę sytuację. 2)TWOJE DORASTANIE. Wybrałaś typowo męski kierunek studiów, a więc również kierunek myślenia - męski. Jesteś jakby chłopcem w dziewczęcym ciele. Jaki jest tego powód? Może wychowywał Ciebie tylko mężczyzna, może byłaś jedyną siostrą dla wielu braci, może na podwórku nie było koleżanki tylko wielu kolegów, może masz od urodzenia logicznie myślący umysł i dziewczęce towarzystwo było nudne beznadziejnie. Domysłów może być wiele, a powód tylko jeden, dla którego opuściłaś feministyczny klan i przejęłaś męski świat do swojej głowy. Odkryj co się wtedy stało, to ważne. 3) TWOJA OBECNA SYTUACJA. Jesteś fajnym kumplem dla chłopaków i ta bariera damsko-męska zaczyna Ciebie dziwić. Czy jest Ci z tym dobrze? Jeżeli tak, pokażę Ci jak osiągnąć miłość platoniczną pozbawioną pożądania, to wystarczy aby utrzymywać Twoje kobiece ciało w równowadze hormonalnej i mieć doskonałe samopoczucie, bo bez tej miłości będziesz z upływem czasu czuć dyskomfort, ewentualnie zły stan zdrowia, ewentualnie rozdrażnienie i trudności ze stabilnością emocjonalną, ewentualnie obojętność na otaczające życie. Miłość to jakby tętnica dostarczająca energię i tlen do do organizmu. Jeżeli chcesz jednak to zmienić i mieć partnera, to najwyższy czas coś zrobić ze względu na kończący się okres dojrzewania. 4) JAK TO ZMIENIĆ. Najogólniej można stwierdzić, że psychika ludzka jest jak plastelina i daje się dowolnie ukształtować, szczególnie w młodym wieku. Jeżeli wyobrazisz sobie płaszczyznę z układem współrzędnych x/y i założysz że w polu I ćwiartki znajduje się miłość, a w polu III ćwiartki logika, to można zauważyć że logika nie ma nic wspólnego z miłością. To co w Twoim przypadku należy zrobić, to powoli i systematycznie przesunąć się z pola III przez punkt "0" na pole I. Jak to zrobić opiszę kiedy indziej. Istota sprawy leży w tym, że kiedy Ty w okresie dojrzewania ćwiczyłaś logikę, Twoje koleżanki ćwiczyły rozwój kobiecej erotyki. Tu masz lukę i to jest ta bariera. Ten rozwój dotyczy głównie rozbudowy wyobraźni erotycznej, myśli erotycznych, pragnień erotycznych i seksualnych oraz odczuwania miłości erotycznej (ukierunkowanej w stronę płci przeciwnej). Tego swobodnie można się nauczyć przez stały trening i innej drogi nie ma. Prawidłowy rozwój wyobraźni erotycznej, to sedno kobiecości i prawidłowych zachowań seksualnych kobiety. Kobieca seksualność tkwi w głowie i przenika do ciała. Przejawia się to zmysłowymi ruchami, magnetycznym przyciąganiem męskiego wzroku w stronę erotycznie ukształtowanej sylwetki kobiecej. Tego nigdy się nie nauczysz, to przychodzi samo, gdy masz erotyczne myśli. Myśli kształtują nie tylko uczucia i emocje, ale również sposób zachowania i kształt ciała, ponadto kobieca twarz pod wpływem miłości na kilka minut staje się wyjątkowo piękna. Musisz się jednak liczyć z tym, że to ćwiczenie zabiera wiele czasu i przemieszcza Cię w rejon pozbawiony logicznego myślenia. Możesz mieć kłopoty z nauką, możesz mieć obniżoną sprawność intelektualną. Jeżeli identyfikujesz się z powyższym wywodem, odnajdujesz wspólne pola między tą treścią i swoim życiem, bardzo się cieszę, że mogłem Ci coś podpowiedzieć, a ewentualny dalszy ciąg może nastąpić tylko na Twoje wyraźne życzenie. P.S. Chyba nie jest to możliwe jak piszesz, że faceci boją się Ciebie. Raczej, domyślam się, nie jesteś obecnie kobietą silnie pobudzającą męskie zmysły.
 ancia: 19.01.2013, 20:33
 Pol - bardzo ciekawy komentarz. Przeraża mnie tylko stwierdzenie, że mój rak tarczycy mógłby być spowodowany brakiem miłości? Nie wiem, mam prawie 23 i nigdy nie miałam chłopaka. Z reguły chodzi mi po głowie, że mnie nikt nie chce. Ale czy nie tak jest? Podobno się mnie faceci boją. Mam na prawdę dużo kolegów i znajomych (studia technicze - 4 dziewczyny na 85 osob na module) w pracy podobnie. Albo mnie ktoś nie lubi albo traktuje jak kumpelę. I czy tu jest mój problem? Kumpela wszystkich.... ?
 Pol: 04.11.2012, 20:48
 Opisany w liście problem jest bardzo poważny i dotyczy wpływu sposobu myślenia kobiety na zdrowie. Postaram się wykazać, że kobieta + miłość to komplet, natomiast kobieta bez miłości to "samozagłada". Mężczyzn to nie dotyczy. Zrozumiałem to po kilku dniach myślenia, nie było łatwo. Zaznaczam, że nie jestem specjalistą w dziedzinie, którą się zajmę, dlatego należy podejść do tej wypowiedzi z dużym dystansem. Jeżeli przeczyta ją specjalista i będzie krytyka, przyjmę ją z pokorą. Zaczynamy. Najważniejszym celem biologicznym kobiety jest urodzenie dziecka, wyposażona jest we wszystko co niezbędne do osiągnięcia tego celu. Kiedy kobieta jest w ciąży, wszystko optymalnie pracuje w 100% wykorzystania. Co się zatem dzieje z kobietą kiedy nie jest w ciąży? Czy jest z nią wszystko o.k. czy nie? Oto problem do dalszych rozważań. Sposób funkcjonowania organizmu kobiety oparty jest na finezyjnej współpracy myśli, hormonów, uczuć i emocji. Bardzo subtelna jest równowaga tych składników, silnie oddziałujących na organizm kobiety. Hormony mogą wyzwalać pewne myśli, emocje mogą wytwarzać hormony, myśli wzbudzają uczucia itd. wszystko wzajemnie się pobudza i współpracuje ze sobą, a kluczową rolę w tym wszystkim mają hormony płciowe. Może to kobiety potwierdzą, że gdy nie ma w ich życiu partnera, to co pewien czas pojawiają się myśli o miłości. Jest to niezwykle ważny sygnał organizmu, że w układzie hormonalnym kobiety brakuje hormonu płciowego. Organizm przeżywa początek kryzysu, mówi kobiecie "jest źle" i wskazuje jakby "zrób coś" bo będzie bardzo źle (za kilka lat). To zjawisko ma taki sam sens, co odczuwanie głodu lub pragnienia - sygnalizuje ciało zrób coś bo umrzesz (np. bez wody za 3 dni). Rozpatrzmy zatem trzy przypadki A,B,C reakcji kobiety na ten sygnał: A-myśl przykładowa- "miłość do mnie puka, to ślicznie, jest taka piękna, uwielbiam ją", hormon: przedostaje się do krwi z jajników, organizm: układ hormonalny powraca do równowagi. B-myśl przykładowa - "miłość będzie później, teraz nie mam czasu", hormon: nie wydziela się lub może troszkę, organizm: jest coraz gorzej (sygnał miłości będzie niebawem powtórzony). C-myśl przykładowa- "a niech tą miłość cholera zniszczy i przy okazji tych durnych chłopów", hormon: zatrzymują jajniki produkcję hormonu, na długo nie będzie go we krwi, organizm: silnie zachwiana równowaga hormonalna, zła praca organów wewnętrznych, dolegliwości nerwicowe, początek wyniszczania organizmu. Ten przejaskrawiony opis pokazuje z n a c z e n i e sposobu myślenia kobiety na jakość pracy organizmu. Zachwianie tej równowagi powoduje dość szybko stan chorobowy innych gruczołów hormonalnych, zacznie się wszystko od najsłabszego, może tarczycy, może nadnerczy, może przysadki? Po pierwszym gruczole posypią się następne. Organizm przeżywa szok chorobowy. Popatrzmy zatem jeszcze głębiej. Czy dobrze jest czekać, aż organizm da miłosny sygnał, czy lepiej jest częściej myśleć o miłości? To drugie to strzał w 10, a drugi strzał w 10 to uświadomienie sobie, że o miłości koniecznie trzeba myśleć pozytywnie z nieustającą nadzieją. Ten kto pierwszy powiedział "wiara, nadzieja i miłość" dobrze zrozumiał, co się dzieje wewnątrz kobiety. Rozpatrzmy teraz skrajny przypadek, co się dzieje ze zdradzoną kobietą? Jest poniżona i załamana, przeżywa to bardzo ciężko. Prowadziła regularne życie płciowe, więc ma we krwi sporo hormonów płciowych, których z czasem jest coraz mniej. Pojawia się miłosny sygnał o braku hormonu. Ale czy ta kobieta może z uwielbieniem pomyśleć o miłości? NIE. To jest jej podstawowy błąd, wyniszcza się w ekspresowym tempie i swój organizm, rozwija spiralę destabilizacji hormonalnej. Co więc powinna zrobić? Bronić się przed czymś gorszym należy w tym wypadku następująco. Powinna myśleć "mam po prostu pecha, jak ten łobuz mógł zlekceważyć moją piękną miłość do niego, znajdę jeszcze piękniejszą miłość i może dobrze się stało, bo będę miała teraz nową szansę itd." Należy złość wyładować na winnym, a nie na miłości, a ponadto wzmocnić potrzebę nowej miłości i wiarę, że szczęście jej nie opuści, bo potrafi szczerze kochać. Dużo, dużo o nowej miłości i często o nowej miłości, aby zachować równowagę hormonalną i wzmocnić organizm dużą dawką hormonów płciowych? Może dobrze jest wzniecić pożądanie? Drugą połowę napiszę później, bo aktualnie muszę szybko wyjść z domu. Jeżeli to kogoś interesuje, oczywiście napiszę. Jeszcze krótko do autorki listu do redakcji. Widać wyraźnie po Pani złości nawet w treści listu, że ma Pani rozregulowany układ hormonalny. Należy pilnie zdiagnozować które gruczoły są chore i wyleczyć je. Następnie należy zmienić swój stosunek do miłości, dużo czułości i wiary w nią, a wszystkie Pani problemy przestaną istnieć. Pozdrawiam.
 Anna: 24.01.2012, 23:25
 http://www.odnowa.jezuici.pl/szum/prowadzenie-spotkainmenu-33/modlitwa-o-uzdrowienie-mainmenu-60/366-nowenna-uzdrowienia a ja polecam taka mocna modlitwę i życzę uzdrowienia i radości;)
 Rafał,wielkopolska: 06.12.2011, 14:57
 witam i pozdrawiam.Szczescie jest mozliwe,tylko trzeba pozwolic sie Bogu prowadzic,co dziennie trzeba Pana Boga prosic aby kierowal naszym zyciem,naszym cialem i dusza i na pewno po pewnym czasie zycie zacznie sie zmieniac,trzeba rowniez modlic sie za naszych winowajcow,czyli tych ktorzy nas skrzywdzili -Jezus nie odmowi,przekonalem sie sam.Nie zapominajac oczywiscie dziekowac Bogu za wszystko,nawet za dzwiganie krzyza.Trzeba prosic - OJCZE chce Cie poznac i pokochac . Sakramenty,msze o uzdrowienie-mozliwosci jest duzo.Ja chodze do psychiatry,lecze sie na lęki i depresje i to jest złoty srodek,nie mam negatywnych mysli,mysle pozytywnie,polubilem siebie i ludzi i wierze ze wszystko najlepsze jeszcze przedemna choc mam 38 lat,i nie wstydze sie psychiatry,naprawde warto. Jezu szukam Cie,chce Cie poznac,wielbic i oddaje Tobie moje zycie całe i dopiero wowczas mozemy byc szczesliwi nawet w ,,malzenstwie'' Czesto potrzeba dlugiego leczenia ale dla Boga nie ma rzeczy niemozliwych. Ja kocham Boga i wierze ze Tobie rowniez sie uda, czego Ci z calego serca zycze.Zapewne wiesz ze z bólu i grzechu rodzą sie Swieci ludzi,jest wiele wzorow i przykladow. Bóg Cie wybrał,jestes wybrana,wiec do dzieła-odwagi.Jezus jest przy Tobie. Mam nadzieje ze moja pisanina dodala Ci wiary.
 Anuszka23: 02.12.2011, 10:27
 Ja też nie zaznałam miłości w domu rodzinnym. Było koszmarnie, odkąd pamiętam miałam nerwicę natręctw, a już w liceum zaczęła mnie męczyć depresja. Potem na studiach trzeba było wybrać się do psychiatry. A już wtedy chodziłam codziennie na Mszę Świętą...Ale Pan Jezus leczy moje chore i złamane serce. To tylko dzięki codziennej Mszy Świętej i Komunii Św. jestem uzdrawiana...Dobry Bóg wyciąga mnie z ogromnego cierpienia, które mi zafundowali inni. Depresji już nie mam, nawroty są coraz rzadsze. Nerwica natręctw mocno mnie trzyma, ale już widzę, że jest dużo lepiej. Więzy, tak mocno mnie krępujące zostają poluzowane...Coraz bardziej wolna i szczęśliwa :) Cuda się dzieją w moim życiu. Wystarczy tylko przylgnąć do Pana Boga całym sercem, a On wyprowadzi nas z naszego Egiptu... Niech Pan Bóg będzie uwielbiony teraz i na wieki wieków...
 Ja: 26.11.2011, 11:36
 wow! dziękuję! :))))))
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej