Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Różnice temperamentów w zwiazku

      "Czy przeciwieństwa mogą współistnieć ze sobą? Czy dwie osoby o odmiennych temperamentach mogą stworzyć szczęśliwy związek? I czy w codziennym życiu bardziej przeszkadza różnica temperamentów, charakterów czy też inny system wartości? Bo przyjaciół przeważnie dobiera się na zasadzie podobieństw, a partnera?"

      Przeciwieństwa mogą współistnieć, bo przecież każdy człowiek jest inny. Dwoje ludzi w związku nigdy nie będzie identycznych. Zbliżone charaktery ułatwiają życie, ale odmienne też mają swoje plusy. Bo jeśli dwie osoby mają podobny charakter to lepiej im się porozumieć, lepiej rozumieją swoje potrzeby i zachowania, reagują w podobny sposób. A z kolei ludzie o różnych charakterach mogą się wiele od siebie nauczyć, w pewien sposób się uzupełniają. Ale taki związek wiąże się z większą potrzebą kompromisów. Na początku znajomości taka odmienność z pewnością fascynuje, dlatego usprawiedliwia pewne różnice. Druga osoba może wydawać nam się nawet przez to bardziej atrakcyjna. Czy jednak przy zderzeniu z codziennością te różnice nie zaczynają coraz bardziej razić? Czy z czasem nie prowadzą do frustracji i rozczarowania? Czy lepiej jest dobierać się na zasadzie podobieństw czy przeciwieństw?

      Na to pytanie nie ma jednej, właściwej odpowiedzi. Generalnie jest tak, że dobieramy się na zasadzie podobieństw, ale to nie znaczy, że różnice wykluczają udany związek. Możliwy jest związek pomiędzy ludźmi o odmiennych temperamentach, nawet zainteresowaniach, upodobaniach, ale coś ich musi łączyć. Wspólne muszą być rzeczy zasadnicze: zasady, hierarchia wartości. Owszem, istnieją małżeństwa mieszane czy nawet wierzących z niewierzącymi i to całkiem udane, zatem nie zawsze potrzeba jednakowej wiary, by małżeństwo się udało, ale muszą być wspólne poglądy na życie. Zatrzymajmy się jednak na moment nad fundamentem jakim są wyznawane wartości. Może się wydawać, że one wychodzą na wierzch np. tylko w niedzielę kiedy jest kwestia pójścia do kościoła, a na co dzień liczy się charakter ale tak nie jest. Wartości wbrew pozorom rzutują na nasze codzienne zachowanie i to bardziej niżby nam się wydawało. W życiu małżeńskim mają np. wpływ na nasze podejście do współżycia, szczególnie w sytuacji odkładania poczęcia dziecka. Pojawi się wtedy dylemat co zrobić. Czekać kilka dni, kiedy nie można współżyć czy stosować antykoncepcję? Pomiędzy jednakowo wierzącymi tego problemu nie ma. Poza tym kwestia wychowania dzieci. Kwestia przykładu dla nich. Kwestia modlitwy rodzinnej i małżeńskiej. O ile łatwiej przecież jest modlić się wspólnie, powierzać Bogu wspólnie problemy. Kwestia zachowywania postu w piątek. Kupić piracką płytę czy nie? Zrobić zakupy w niedzielę czy nie? Drobiazgi? Może, a jednak potrafią bardzo utrudnić życie. Oczywiście, w ramach wspólnej hierarchii wartości też są różnice. Dotyczą one naszej religijności i duchowości. Może być tak, że jedna strona czuje potrzebę działania w jakiejś wspólnocie, druga nie. Jednej z nich bardzo odpowiada modlitwa brewiarzowa, druga nie może się do tego przekonać. Może się zdziwicie, ale otrzymaliśmy kiedyś list od dziewczyny, dla której w związku dużym problemem była... różnica poglądów co do częstej spowiedzi. To jest właśnie kwestia indywidualnej pobożności. Jeśli czujemy potrzebę spowiedzi raz na tydzień to nie wymagajmy tego samego od chłopaka czy dziewczyny, dla których odpowiednia częstotliwość to może być raz na miesiąc, dwa lub trzy i też jest dobrze. Gorzej gdy on czy ona nie widzi powodu do spowiedzi częściej niż raz na rok i nie traktuje jej poważnie. Wtedy to już jest sygnał, że jednak z tą wspólną hierarchią wartości coś jest nie tak. Każdy jednak ma swoją duchowość, swoją wrażliwość i nic tu nikomu nie wolno narzucać, nawet w małżeństwie. Udowodnione jest ponadto, że religijność kobiet jest inna niż mężczyzn.

      Są i inne dziedziny, też ważne. Taką rzeczą jest np. spędzanie wolnego czasu czy zainteresowania. My w naszym małżeństwie mamy je częściowo wspólne. Lubimy wspólnie poznawać okolicę, organizować wycieczki, czytać przewodniki czy biegać z mapą po chaszczach szukając ruin fortów. Co do wakacji też nie ma dylematu: góry czy morze. I to nam bardzo życie ułatwia. Na pewno dużo gorzej byłoby się nam porozumieć gdyby jedno z nas było bardzo spokojnym domatorem a drugie osobą bardzo towarzyską potrzebującą nieustannie obecności wielu osób i chciało prowadzić "dom otwarty". Byłoby trudno bo mimo kompromisów nie da się zmienić (i nawet nie trzeba) natury człowieka i zawsze jedno z nas albo czułoby niedosyt albo czułoby się do czegoś zmuszane. Z drugiej strony na pewno te różnice w jakimś stopniu by nas ubogaciły, pozwolić spojrzeć na świat inaczej, przełamać się i może zakosztować czegoś odmiennego.

     Mniej istotne jest to jaki mamy styl ubierania, o której wstajemy i co lubimy na obiad. Chociaż - nie ukrywajmy - te drobiazgi też potrafią być przyczyną kłótni, potrafią przeszkadzać.

     KASIA: Ja lubię wstawać rano, a o godzinie 22 już jestem śpiąca. Mój mąż wtedy się rozkręca i najchętniej by popracował przy komputerze. Z kolei rano ja chciałabym zacząć sprzątać, ale nie będę mu w sobotę o 7 rano robić pobudki. Różni nas zatem rytm dnia: ja jestem "skowronkiem", mąż "sową". On uwielbia słodycze i frytki, a herbata mogłaby dla niego nie istnieć (co mi czasem ciężko zrozumieć bo ja uwielbiam posiedzenia przy herbatce; on nie odróżnia smaku żadnej z nich, po prostu "ciecz to ciecz", a szkoda, bo takie posiedzenia nie często zatem się zdarzają).

     A co z różnicami kulturowymi i różnicą wykształcenia? Czy związek chłopaka po zawodówce z dziewczyną po studiach nie ma szans? Absolutnie nie można jednoznacznie powiedzieć, że to jest niemożliwe lub złe. Tak jak powiedzieliśmy wyżej - dużo zależy od ludzi, od ich charakteru, usposobienia, zainteresowań, hierarchii wartości itp. Natomiast w przypadku dużych różnic wykształcenia czy kulturowych będzie po prostu trudniej. Będzie trudniej dlatego, że osoba gorzej wykształcona będzie miała jakiś kompleks w stosunku do lepiej wykształconej. Oczywiście w sytuacji sam na sam to może nie być odczuwalne, ale np. na imprezie organizowanej przez znajomych, na którą pójdzie z chłopakiem czy dziewczyną lub w jej czy jego rodzinie, gdzie wszyscy są lepiej od niego czy od niej wykształceni i o czym innym rozmawiają może się czuć nieswojo. I nie dlatego, że ktoś go/jej nie będzie akceptował czy patrzył z góry, z wyższością, bo wcale może tak nie być. Tylko on czy ona może nie bardzo będzie wiedzieć o czym mówić i będzie się bać, by nie popełnić jakiejś gafy i się nie skompromitować. A drugą stronę może to z czasem po prostu denerwować, że on czy ona nie włącza się w rozmowę tylko się nudzi. A potem zacznie unikać takich spotkań i będą nieporozumienia. Poza tym jeśli to mężczyzna jest tą stroną gorzej wykształconą lub gorzej zarabiającą to problem jest jeszcze większy. Wiąże się to z tym, że on jako przewodnik związku lepiej się czuje jeśli nie tylko lepiej zarabia od kobiety (podkreślmy: chodzi o to, że lepiej się czuje a nie że tak powinno być) ale i jeśli wie, że z powodu niższego wykształcenia, niższego stanowiska nie będzie przez kobietę "dołowany", nie będzie mu to wypominane, nie będzie się czuł gorszy. A będzie tak jeśli albo będzie miał równe wykształcenie albo bardzo mądrą żonę czy dziewczynę i prawidłowe poczucie własnej wartości. U mężczyzny bowiem jest silnie rozwinięte poczucie męskiej dumy. I dla niego upokarzające i godzące niejako w jego męskość są takie sytuacje, o których pisaliśmy wyżej. Tak już skonstruowany jest mężczyzna. On wie, że w zamyśle Boga to Adam jest strażnikiem i opiekunem rodziny, a zatem to on ma się wykazać cechami niezbędnymi do pełnienia takiej roli. Kiedyś było to prostsze, bo role kobiety i mężczyzny były ściśle określone i nikt nie wchodził w niczyje kompetencje. Dzisiejsze czasy dają równy dostęp a wręcz wymuszają konieczność pracy i wykształcenia obojga płci. Dlatego mężczyzna, którego żona pełni wyższą funkcję czy lepiej zarabia może się czuć zagrożony w swojej roli opiekuna rodziny. Może, nie musi, ale może tak być i jak wiemy na przykładzie środowiska, w którym się obracamy - bywa. I dlatego piszemy o mądrości kobiety. Jeśli ona nie da odczuć mężowi czy chłopakowi, że jej praca jest bardziej wartościowa, jeśli nie będzie mu tego wypominać, jeśli będzie podkreślać jego mądrość, kompetencje (to bardzo ważne dla mężczyzny!), jego siłę to on będzie się czuł potrzebny, nie będzie czuł kompleksów. A skoro będzie dowartościowany jako mężczyzna w związku to będzie miał właściwe, nie zaniżone poczucie własnej wartości i nie będzie się źle czuł w towarzystwie osób lepiej wykształconych. Nie będzie się z nimi porównywał, bo będzie wiedział, że owszem, takiego wykształcenia czy stanowiska nie ma ale ma inne zdolności, talenty, umiejętności i cechy, którymi może się pochwalić, a których może inni nie mają. Bo być może o literaturze nie podyskutuje, ale piękne meble zrobi. I nie jest wcale z tego powodu gorszy. Ale do takiej postawy potrzeba dojrzeć. Potrzeba zachęty, wyrozumiałości i akceptacji kobiety i ...miłości siebie. Dostrzegania w sobie wartości, którymi obdarzył go Bóg. Jak ktoś kiedyś powiedział: "Ten kto uważa się za nic niewartego kwestionuje mądrość Boga w stworzeniu".

     Oczywiście nie chodzi nam o to, by z taką sytuacją po prostu zawsze i wszędzie się pogodzić. Bo i owszem, należy mieć poczucie własnej wartości pomimo niższych niż kobieta zarobków, ale to nie znaczy, że ma się spocząć na laurach i w każdej sytuacji czuć usprawiedliwionym. Nie chodzi o to, by mężczyzna był niezaradny. I dlatego kluczową sprawą w takiej sytuacji jest to czy on uważa, że jego zarobki to szczyt jego możliwości? Czy też chce by było inaczej i jako mężczyzna ma ambicje? Jeśli jego praca daje mu satysfakcję to w porządku, ale jeśli chodzi do niej z musu ale nic nie zmienia bo uważa, że i tak niczego lepszego nie znajdzie i nie warto się starać to nie jest dobrze. Jak on wyobraża sobie przyszłość? Jaką ma wizję rodziny? Czy uważa, że to on powinien odgrywać kluczową rolę w utrzymaniu rodziny? Czy też cieszy się, że kobieta zarabia nieźle bo to rozwiąże ich problemy finansowe? Jak się czuje ze swoim wykształceniem? Czy naprawdę nie da rady zrobić studiów (czasem tak jest i wtedy nie jest to powód do wstydu. Lepiej być dobrym fachowcem niż kończyć jakiekolwiek studia na jakimkolwiek kierunku byle mieć jakikolwiek tytuł)? A może po prostu nie wierzy w swoje siły, mimo, że jest zdolny i naprawdę mógłby osiągnąć więcej? Bo czasem to nie jest kwestia zdolności tylko zwykłego lenistwa czy wygodnictwa. I może warto byłoby - nawet dla siebie - jednak choć maturę zrobić. Choćby po to, żeby później własne dzieci nie powiedziały, gdy będzie się ich zachęcać do kształcenia: "A tata się nie uczył i też żyje". I bardzo trudno będzie znaleźć właściwe argumenty, by to zakwestionować. Dlatego mimo wszystko należy zastanowić się czy faktycznie na zawodówce musi się poprzestać. Jeśli jest się młodym, zdolnym, ambitnym to nie powinno się zakopywać talentów.

     Mężczyzna powinien być ambitny. I znów: tu nie chodzi o pracoholizm czy robienie kariery. Mężczyzna powinien mieć wizję przyszłości, którą stale udoskonala. On musi chcieć dążyć do czegoś więcej: rozwoju firmy, budowy domu, samorozwoju. Jeśli mężczyzna uważa że już nic w życiu nie osiągnie i należy się cieszyć z tego co się ma bo mogłoby być gorzej to powinno jego kobietę mocno zaniepokoić. Dlatego Droga dziewczyno, jeśli to Ty jesteś stroną lepiej wykształconą i zastanawiasz się czy związać się z tym chłopakiem postaw sobie kilka pytań. Czy według Ciebie jest silny? Tzn. czy jest pewny siebie, samodzielny i zaradny? Czy czujesz się przy nim bezpiecznie, czy myślisz, że on potrafiłby utrzymać rodzinę, czy gdyby stracił pracę to starałby się znaleźć choć dorywcze zajęcie i szukać innej? Czy tylko narzeka na sytuację w Polsce czy ma plany? Czy daje Ci oparcie? Czy jest opiekuńczy? Czy masz pewność, że ciężar utrzymania i prowadzenia domu po ślubie nie spocząłby tylko na Tobie? Jeśli potrafisz sobie pozytywnie odpowiedzieć na te pytania to dobry znak i Wasz związek może być udany. Tylko musisz być przekonana, że to właściwy człowiek. Jeśli Ty sama poznając go lepiej dojdziesz do wniosku, że ma on cechy, które sprawiają, że czujesz się przy nim bezpiecznie, że czujesz się kobietą, że darzy Cię szacunkiem i możesz na niego liczyć to poczujesz się na tyle pewnie, że nawet negatywne zdanie znajomych o jego wykształceniu - jeśli takie będzie po prostu nie będzie Cię obchodziło. Bo nie zawsze jest tak, że człowiek bez studiów to ciamajda i życiowo sobie nie radzi. Czasem taki ktoś może być bardziej męski i zaradny, może dawać większe oparcie kobiecie i być mądrzejszy niż ktoś z doktoratem, naprawdę. Jeśli będziesz pewna i silna dacie sobie radę, nawet jeśli część znajomych nie zaakceptuje Waszego związku. To co napisaliśmy odnosi się rzecz jasna nie tylko do mężczyzn. Do kobiet też, choć nie w takim samym stopniu. Bo kobieta też nie powinna marnować zdolności, też powinna jeśli tylko ma takie zdolności skończyć studia i rozwijać talenty. Powinna interesować się bieżącymi wydarzeniami w kraju i choć troszkę mieć pojęcie o technice zamiast odżegnywać się od obsługi prostych urządzeń twierdząc, że "ona się na tym nie zna" (a takie myślenie jest niestety jest częste wśród kobiet i to wcale nie z powodu stopnia skomplikowania pewnych przedmiotów tylko z lenistwa; często przecież kobieta, która jest sama z powodzeniem obsługuje komputer, a gdy tylko zwiąże się z mężczyzną nagle "zapomina" jak działa nagrywarka. Naturalnie nie chodzi tutaj o to, by nie dać mężowi się wykazać tylko o to, by nie robić z siebie ciągle "słodkiej blondynki"). Natomiast w jej naturze nie leży dążenie do prześcignięcia męża w zarobkach. Więcej zaś piszemy o mężczyźnie gdyż jak wynika z napływających do nas listów częściej to mężczyźnie w związku takie różnice przeszkadzają. Ostatnie badania wskazują też, że coraz więcej młodych kobiet jest lepiej wykształconych od mężczyzn. To one potem zasilają szeregi "singli" w wielkich miastach, podczas gdy ich rówieśnicy dużo gorzej wykształceni (bo może właśnie spoczęli na laurach...?) pozostają w miejscowościach pochodzenia. A gdy dochodzi do ich spotkania dostajemy listy z takimi właśnie problemami.

     Opisane różnice nie są jedyne. Tym co ma wpływ na związek są jeszcze różnice w psychice między kobietą i mężczyzną i ewentualnie różnica wieku. Miłość na pewno wiąże się z akceptacją drugiego człowieka, takim, jaki jest, również z jego wadami i z odmiennymi cechami charakteru. Naszym zdaniem możliwe jest współistnienie przeciwieństw, tylko pod warunkiem, że ludzie są ich świadomi, akceptują je nawzajem, nie mają o to do siebie pretensji i są na tyle dojrzali, by nie robić z nich wielkich problemów. No i czasami jednak pójść na ustępstwo, jeśli nie da się wypracować kompromisu.

     A chcąc uszeregować w kolejności różnice według ich ważności trzeba jednak stwierdzić, że (przynajmniej według nas) najważniejsza jest wspólnota wartości, po niej charakter, temperament, potem te wszystkie cechy indywidualne, o których pisaliśmy wyżej. Wszystko jednak i tak najbardziej zależy od dobrej woli dwojga. Znane są przecież przykłady szczęśliwych związków osób będących totalnym przeciwieństwem jak i sytuacje, gdzie bardzo zgodne, ciche małżeństwo nagle ni z tego niż z owego się rozwodzi. Podobieństwa zatem ułatwiają nam życie ale nie są jedynym czynnikiem decydującym o szczęśliwym związku.


Kasia i Tomek


Redakcja portalu



   




Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej