Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Kot w worku

     Ja właściwie go nie znałam. Spotkaliśmy się po raz pierwszy na ślubie mojej koleżanki. On od razu rzucił mi się w oczy. Był elegancko ubrany, wesoły, bawił całe towarzystwo, dowcipny. Spodobał mi się. I ja chyba mu się spodobałam. Dosiadł się do naszego stolika. Zaprosił mnie kilka razy do tańca. Przetańczyłam właśnie z nim całe to wesele. Świetnie tańczył. Zauważyłam, że chyba lubi alkohol. Nie, nie był pijany. Ale lekko na rauszu. Może potem się bardziej napił. Znikł. Chyba położyli go spać. Zresztą ja nie byłam do samego końca. Wesele trwało do białego rana. Wyszłam wcześniej.

     Potem do mnie zadzwonił. Spytał, czy byśmy razem nie poszli na disco. Zgodziłam się chętnie. Znowu było świetnie. Tak jak wtedy na weselu. Znowu świetnie tańczył. Trochę się wygłupiał. Podobał się innym dziewczynom. Widziałam, że patrzą na niego. Nawet zagadują do niego. I on to widział, i żartował z nimi, i też je lekko ale prowokował. Potem następnym razem zaproponował mi kino. Też się zgodziłam. Też było przyjemnie. Odprowadził mnie.

     Spotykaliśmy się na kawie po pracy wiele razy. Zaprosił mnie do siebie. Ale ja wolałam, żeby on przyszedł do mnie. Zaczął przychodzić do domu. Rodzicom się spodobał. Chociaż od początku zaczęli się mnie wypytywać: co on robi, gdzie pracuje, z czego żyje, jaki jego zawód, jakie skończył szkoły. Z jakiego środowiska pochodzi. Jacy są jego koledzy. Jaki jest jego dom. Nie bardzo wiedziałam. Powiedziałam, żeby go sami spytali. "Ty powinnaś to wiedzieć". Ale jakoś nie zdążyłam się tego wszystkiego dowiedzieć. Nigdy nie byłam w jego domu. Mówił mi, że mieszka w kawalerce z kumplem.

     Pobraliśmy się. Też było świetne wesele. Dużo tańczył ze mną, choć nie tylko ze mną. I zaczęło się życie wspólne. I dopiero teraz się przekonałam, że nie wiem, za kogo wyszłam za mąż. Nawet nie byłam zorientowana, gdzie pracuje. Często zmieniał pracę, to fakt. Ale poza tym nie chciał mi powiedzieć. Wciąż wszędzie natrafiałam na jego tajemnice, w które mnie nie chciał wprowadzać. Poza tym kłamał na każdym kroku. Na końcu już nie wiedziałam, co jest prawdą, a co kłamstwem.

     Już przed ślubem wiele nie podobało mi się, ale zaszłam w ciążę. Nie było wyjścia. A zresztą. Ja go kochałam. I kocham chyba do dziś. Po co się ze mną żenił? Sama tego nie wiem. Nie chciał mieć drugiego dziecka. Przychodził z pracy, kiedy chciał. Nawet się nie tłumacząc, gdzie był, dlaczego tak późno. Z czasem miał coraz mniej mi do powiedzenia. Brał gazetę, kładł się na kanapie i czytał. Ja milczałam, albo płakałam, albo złościłam się. Potem wychodził. Mówił, że do kumpli. Wracał późno w nocy. Śmierdział prawie zawsze papierosami i wódką. I tak dzień za dniem.

     Tłumaczyłam mu, prosiłam, przywoływałam do rozsądku. Nic nie pomagało. Skutek był przeciwny. Nie znałam nikogo z tych jego kumpli. Proponowałam. żeby ich przyprowadził do naszego domu. Nigdy tego nie zrobił. Nawet imieniny obchodził poza domem. Aż wreszcie donieśli mi ludzie, że widują go z inną kobietą. Jakąś tęgą blondyną. To się powtarzało. Cios był dla mnie straszny. Tego się nie spodziewałam. Myślałam, że zwariuję, że sobie życie odbiorę. Nie wiedziałam, co robić. Wreszcie zdobyłam się na odwagę. Spytałam go o to. Na początku, tak jak to on, wyśmiał mnie, wypierał się . Ale w końcu się przyznał. Okazało się, że to stara sprawa, jeszcze sprzed naszego ślubu, która się ciągnęła. Odszedł. Wziął swoje rzeczy i odszedł. Nie wierzyłam. Myślałam, że wróci. Ale nie wrócił. Przecież ja go kochałam. I go kocham. Został mi Andrzej. Nasze dziecko. Jest dla mnie wszystkim".

     Słucham Barbary i myślę sobie, gdzie był błąd. Był jakoś na samym początku. Zresztą to ona sama przyznała: nie wiem, za kogo wyszłam za mąż. I to było powodem tragedii.

     Poznać drugiego człowieka. To nie wystarczy spotkać się na weselu i przetańczyć całą noc, pić kawę po kawiarniach, chodzić do kina, gdy przyjdzie z oficjalną wizytą przyjąć go w mieszkaniu, do rodziców albo na obiad niedzielny. Oczywiście, to jest już jakieś poznanie. Ale za bardzo jednostronne. Za bardzo wycinkowe. Z pewnością są ludzie, którzy potrafią swoją genialną intuicją "zobaczyć" natychmiast całego człowieka przy pierwszym już kontakcie. "Już wszystko o nim wiedzą". W którymś miejscu swojej książki Za rzekę w cień drzew Hemingway napisał: "Człowiek ma taką twarz, na jaką sobie zarobił". Tam jest dodane: "po czterdziestce", ale chyba również już na wiele lat wcześniej. Zresztą nie tylko twarz jest legitymacją człowieka. Jest cały szereg tego typu trafnych powiedzeń. "Pokaż mi, jak trzymasz filiżankę, a powiem ci, kim jesteś". "Pokaż mi, jakie masz pismo, a powiem ci, kim jesteś". "Pokaż mi, jak schodzisz po schodach. Powiedz mi, jakie książki czytasz". Ale nie każdy jest na tyle genialny, by przy pierwszym kontakcie był w. stanie zgłębić osobowość drugiego. I powiedz sobie od sobie od razu, że nie należysz do grupy tych geniuszy. Do znajomości drugiego człowieka musisz więc iść stopniowo. Oczywiście, człowiek jest i pozostanie tajemnicą. Nawet sam dla .siebie, a co dopiero dla jakiegoś obserwatora. Ale jakąś część prawdy musisz zdobyć o człowieku, z którym chcesz iść przez całe życie.

     Uważam, że człowieka można najlepiej poznać w jego środowisku. Dlatego jednym z trafniejszych powiedzeń na temat sposobów poznania człowieka jest: "Pokaż mi, jak mieszkasz, a powiem ci, kim. jesteś. Pokaż mi twój pokój, a powiem ci, kim jesteś". Co wisi na ścianie. Jak pokój jest wymalowany. Jakie meble. Jakie książki na półce. Jaki porządek. Bo przecież tak to jest, że człowiek organizuje sobie przestrzeń, którą ma do dyspozycji, na miarę swojej osoby. Pokój - jego mieszkanie - jest tworem, dziełem jego własnym, jest wyrazem jego osobowości. Jak z drugiej strony - mieszkanie kształtuje człowieka, tworzy go, oddziałowuje na niego.

     Z kolei równie ważne, a może nawet ważniejsze, jest powiedzenie: "Pokaż mi twoich kolegów, a powiem ci, kim jesteś". Jest ono prawdziwe na podobnej zasadzie jak to poprzednie. Człowiek sobie kształtuje przestrzeń życiową, jaką ma do dyspozycji. Spośród ludzi, którzy się przewijają przez jego życie, przy niektórych się zatrzymuje, łączy się z nimi, nawiązuje bliższy kontakt, przyjaźni się z nimi. Zachodzi do ich domów, lubi przebywać w ich towarzystwie. Jest mu z nimi dobrze, jest mu u nich dobrze. Wszystko to się dzieje na zasadzie jakiegoś podobieństwa, powinowactwa duchowego. Wspólnych cech duchowych. Również zainteresowań. Ale przede wszystkim stosunku do życia, do świata. I dlatego też jeżeli chcesz poznać jakiegoś nowego człowieka, ważne jest, żebyś poznał ludzi, którymi się otacza, z którymi się przyjaźni. Ludzie, z którymi człowiek się wiąże, są jakoś wyrazem jego osobowości, bo wybrał ich dlatego, że jest do nich podobny. Ale prawda jest również i odwrotna. Ludzie, którzy go otaczają, są przez niego jakoś ukształtowani. W nich odbija się on, jak się odbija ręka położona na glinie. Patrząc na nich możesz go zobaczyć. I jeszcze jedna prawda. Ludzie, z którymi on się przyjaźni, kształtują go, czynią go podobnym sobie. Według starego przysłowia: "Z jakim przestajesz - takim się stajesz".

     Gdy tak myślę o Barbarze, która "właściwie nie znała" swojego przyszłego męża i zdecydowała się wyjść za niego za mąż, stają mi przed oczami Mirek i Biedronka - tak ją nazywają, nawet nie pamiętam, jakie ma imię. Byli w tej samej klasie. Przeszli więc razem kilka lat szkolnych. Ale jeszcze się nic nie działo. Dopiero potem, na studiach, "dogadali się". Choć naprawdę poznali się w liceum. Bo gdy chodzi o możliwości poznania się, to nie ma nic lepszego jak szkoła. To przecież kilka godzin wspólnego przebywania razem. To nie tylko słuchanie wykładu. Ale również zabieranie głosu. Odpowiadanie na noty. Klasówki. Godziny w klasie ale i przerwy, w czasie których tyle się dzieje. Pobyt w szkole, ale również kontakty pozaszkolne. Odwiedzanie się na co dzień, żeby pożyczyć książkę, żeby odpisać zapomniany temat, żeby powiedzieć, co było na lekcjach, gdy kolega zachorował. A do tego imieniny, urodziny, prywatki. A poza tym wycieczki parodniowe, obozy wakacyjne, gdzie czasem trudne warunki, prymitywne, gdzie trzeba pomóc dźwigać plecak, bo ktoś "spuchł", ktoś nic nie wziął na drogę pożyczyć pieniędzy. Wtedy się dopiero okazuje, kto księżniczka, malowana lala, a kto równa dziewczyna. Kto urodzony w niedzielę, kto się miga, ma lewe ręce do roboty, kto tchórz, a kto potrafi podjąć decyzję, wziąć odpowiedzialność za całość. Dopiero w takim zwyczajnym, ale przecież trudnym życiu powstają przyjaźnie, tworzą się grupy. Dobierają się ludzie sobie bliscy.

     Od tego ostatniego stwierdzenia: "Pokaż mi twoich kolegów, a powiem ci, kim jesteś", może być ważniejsze jeszcze tylko jedno: "Pokaż mi twoich rodziców, a powiem ci, kim jesteś". To jest sprawa dziedziczenia po pierwsze, a po drugie wychowania. Cechy rodziców są przynajmniej w jakiejś mierze dziedziczone przez dzieci. Dlatego tak często sprawdza się powiedzenie: "Chcesz zobaczyć, jaka będzie kiedyś twoja dziewczyna, to przyglądnij się jej matce". "Chcesz wiedzieć, jaki będzie twój chłopiec, to przyglądnij się jego ojcu". Po pierwsze: cechy dziedziczne, ale po drugie - to sprawa wychowania. Przecież ci ludzie: rodzice, oddziaływali, kształtowali tego człowieka w ciągu najważniejszych lat dla rozwoju osobowości. To nie może zostać .obojętne. Dlatego naprawdę: Jeśli chcesz wiedzieć, jaki będzie - jaki jest - twój chłopiec, jaka będzie - jaka już jest - twoja dziewczyna, przypatrz się rodzicom.

Ks. Mieczysław Maliński


   




Wasze komentarze:
 robak : 03.09.2016, 21:57
 zgadzam zksiedzem malzenstwo moje trwalo dwa miesiace poznanie jedno stronne deklaracje przedslubne wszystkie plany nic dziewictwo dwa dni po slubie ty ku ty szmato na zycie piecset zl malo wiesz jak zarobic wujkowi zrub loda
 Potwierdzone: 19.10.2015, 09:33
 Jak ojciec szanuje matke,tak syn bedzie szanowal zone.
 sławek: 13.11.2014, 05:54
 a jak mąż dobrze traktuje swoja mamę to zona go oskarza ze jest mamin synek a jak zle traktuje to kobieta mysli ze ją tez bedzie tak traktował. DZIWNE SĄ KOBIECE WYMAGANIA
 Małgorzata D.: 23.03.2014, 16:56
 Jakbym czytała swoją historię . Myslałam że tylko ja byłam tak zaślepiona. Zgadzam sie z tekstem w 100%
 Dom...: 30.12.2013, 00:00
  Coś w tym jest na rzeczy.. Że, w jakiejś części idąc po rodzicach-poznajemy "pewną prawdę" o Kimś .. Pewne wartości,zalety ,ale również przywary dziedziczymy po rodzicach.To z domu wynosimy wzorce; wszystko ma wpływ niewątpliwie na nasze przyszłe życie .. Na budowanie naszych relacji w domu - z najbliższą sobie osobą.
 Monia: 12.12.2013, 22:50
 Zgadzam się w 100% i potwierdza się to w moich "przeżyciach". Naprawdę to jak ojciec traktuje matkę, tak potem syn będzie traktował żonę.
 Endriu: 13.08.2013, 21:09
 Artykuł ten pokazuje co należy wziąć pod uwagę aby poznać dobrze tę drugą osobę - to są przykłady, na co zwracać uwagę. Nie można tego traktować dosłownie jak niektórzy piszą, że się nie zgadzają z nim. Nie o to chodzi. Sprawa dotyczy samego faktu poznania tej osoby w taki czy inny sposób. Nie należy opierać się tylko na jednej informacji np. rodzice lub koledzy. Trzeba zebrać więcej danych jaka jest ta osoba, jak się zachowuje w domu, w szkole (pracy) na wycieczce, imprezie itp, do tego potrzeba jest więcej czasu na poznanie się czasem nawet kilka lat, a przynajmniej rok aby później nie zmarnować sobie reszty życia nie wiedząc za kogo się wyszło.
 Endriu: 13.08.2013, 21:07
 Artykuł ten pokazuje co należy wziąć pod uwagę aby poznać dobrze tę drugą osobę - to są przykłady, na co zwracać uwagę. Nie można tego traktować dosłownie jak niektórzy piszą, że się nie zgadzają z nim. Nie o to chodzi. Sprawa dotyczy samego faktu poznania tej osoby w taki czy inny sposób. Nie należy opierać się tylko na jednej informacji np. rodzice lub koledzy. Trzeba zebrać więcej danych jaka jest ta osoba, jak się zachowuje w domu, w szkole (pracy) na wycieczce, imprezie itp, do tego potrzeba jest więcej czasu na poznanie się czasem nawet kilka lat, a przynajmniej rok aby później nie zmarnować sobie reszty życia nie wiedząc za kogo się wyszło.
 Łukasz: 02.07.2013, 21:20
 Co za bzdury, ja głęboko wierzący i tym samym praktykujący nie zgadzam się w te kwestii z Księdzem. Jak można w ten sposób oceniać człowieka przez pryzmat domu i wychowania?
 sucharek: 05.05.2013, 19:36
  czyli według autora ktoś z rodziny dysfunkcyjnej nie może być normalny i nie zasługuje na życie z drugim człowiekiem i na szczęście. Co za bzdura !!! Mam nadzieję , że nigdy nie spotkam na swojej drodze chłopaków o podobnych poglądach.
 tomannek: 26.02.2013, 14:19
 ciekaw jestem czy ks.Maliński w ren sam sposób określa przydatność dzieci dla wspólnoty chrześcijańskiej-jak rodzice wykształceni i na stanowiskach to da mu chrzest a jak z rodziny patologicznej i jego otoczenie jest nie po myśli ks.to mu nie da chrztu bo z tego dziecka i tak nic nie będzie TO ŻENADA i chyba ksiądz pomylił powołanie powinien zostać politykiem a nie duchownym.
 tomannek: 24.02.2013, 16:42
 W żaden sposób nie mogę się z tym zgodzić,znaczyło by to przekreślenie człowieka ze względu na jego pochodzenie,miejsce urodzenia,lub rodzinę,skazanie go za nie swoje winy,trzeba poznać człowieka,a nie jego otoczkę.
 Afrodyta: 03.08.2011, 18:07
 Ja się nie zgadzam, uważam, że niejednokrotnie dzieci znajdują własną ścieżkę życia, często przeciwną niż rodzice. Jeżeli są dojrzali to potrafią wyciągnąć wnioski z błędów rodziców i iść własną drogą niejednokrotnie będąc lepsi silniejsi niż ich rówieśnicy. Jednak to wszystko zależy jak ktoś rozwija się duchowo.
 szukam: 03.07.2011, 16:03
 TO JAKAŚ MŚCIWOŚĆ???? nigdy nie będę miała rodziny, męża, dzieci, przyjaciół, fajnego domu, bo rodzice mi tego nie dali? a jaka w tym moja wina? skoro tak jest to ja nie chce mieć takich rodziców. niech Bóg mi ich zmieni bo ja zamierzam być szczęśliwa! czy ostatni akapit mówi o tym że DDA nie maja prawa zakładać rodziny? jacy Ci duchowni są mądrzy a może jakby prowadzili lepsze nauki przedmałżeńskie opierające się na czymś więcej niż tylko badanie śluzu, to przygotowaliby tych nieszczęsnych ludzi (którzy nie mają super famili) do zakładania rodziny. ta koncepcja kwestionuje rozwój człowieka, jego autonomie, niezależność, indywidualizm, zmianę - a to oznacza że nie mamy najmniejszego wpływu na to kim jesteśmy bo Bóg skazał nas z góry na dana ścieżkę życia. a my z tym nic nie możemy zrobić, albo urodziliśmy się w dobrej rodzinie i jesteśmy ok, albo w złej i jesteśmy patologiczni. autorowi gratuluję pojęcia o rodzinie:)
 Maciek: 13.02.2011, 20:16
 "kot w worku" - tak można nazwać i moje małżeństwo, które się właśnie kończy, może jestem dziwny, ale nie żałuję, że wziąłem "kota w worku", choć podejrzewałem, że nie będzie łatwo, myślę, że każdy człowiek zasługuje na miłość, jeśli się otrzymało ten dar za darmo, to chyba można go darmo podarować, nawet "kotu w worku". Wiem, że Ks. Mieczysławowi nie o to chodziło, ale wyszło jakby twierdził, że darem ,miłości należy się tylko dobrze wymienić jak "Mirek i Biedronka ". Zapewne przeszło 90% ludzi nie miało takiego szczęścia jak "Mirek i Biedronka ", czy to znaczy, że ich miłość to tragedia ?
 Marcin23: 30.04.2009, 22:14
 Ja również nie zgadzam się z ostatnim akapitem. Mój ojciec jest alkoholikiem i przykładem, jakim ojcem i mężem nie należy być. Ja, jak widać nic po nim nie odziedziczyłem. To, że mój tata jest człowiekiem nie do życia, to znaczy, że mi nie wolno mieć żony!? Bo mam takiego ojca?!Bezsens. Bo jeśli postępować zgodnie z zaleceniami, to żadnej dziewczynie NIE WOLNO się ze mną żenić. A to już jest niesprawiedliwe, bo ja nie mam NIC wspólnego z tatą!(Zdaniem innych)!
 vicky: 30.08.2008, 17:47
 Ja również nie do końca zgadzam się z ostatnim akapitem... Mam 20 lat, moi rodzice są 4 lata po rozwodzie... nie chodzą do kościoła, moja mama mając tyle lat co ja miała juz dwójkę dzieci... Ja jak narazie nie mam jeszcze chłopaka, a co dopiero dzieci, jestem osobą religijną, należę do wspólnoty młodzieżowej w mojej parafii... Owszem niektóre cechy charakteru odziedziczyłam po rodzicach, jednak nie jestem taka jak oni i wiem, że nigdy nie będę, bo widzę, jakie błędy popełniają i nie chcę ich powtarzać!!!
 Kamila: 23.09.2007, 11:40
 Z całym szacunkiem dla ks. Malińskiego uważam, że to zbyt pohopne uproszczenie twierdzić, że dziewczyna czy chłopak będą tacy jak ich rodzice.... Trzeba wziąć pod uwagę, że nie wszyscy w decydującym momencie ich wzrastania, rozwoju (adolescencja) przebywają w domu rodzinnym lub conajmniej pod wpływem rodziców czy domu rodzinnego. Mogą wychowywać się w internacie, domu dziecka lub poprostu być wychowywanym przez dziadków. Swiadomość młodego człowieka postawy jego rodziców i ich wyborów może uchronić go od potencjalnych błędów. To jest sprawa indywidualna, skorelowana z kontaktami ze srodowiskiem poza domem oraz z indywidualną dojrzałością młodego człowieka. Znam wiele przykładów na to, że dom i rodzice nie determinują osobowości i charakteru młodego człowieka. Sama się szczęśliwie do takich ludzi zaliczam....
 KRIS: 18.09.2007, 19:24
 RODZICÓW NIKT SOBIE NIE WYBIERA
 ania: 28.05.2007, 17:57
 Nie zgadzam się do końca z tym tekstem. Z własnego doświadczenia i innych osób wiem, że nie można oceniać ludzi kategoriami typu "pokaż mi...a powiem ci, kim jesteś" To się nie zawsze sprawdza i dobrze, bo byłoby to pójście na łatwiznę. Poza tym to "pokaż...." przypomina mi gadanie wróżki-cyganki: "pokaż mi swoją dłoń, a powiem ci kim jesteś i co cię czeka.." Podobno nie powinno się w to wierzyć. A bohaterka tego opowiadania była chyba jakaś szczególnie naiwna i lekkomyślna.
 
(1) [2]


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej