Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Samotnie czy w małżeństwie

     Wielu samotnych bez względu na zdobyte wykształcenie i osiągnięcie dobrych warunków życiowych sądzi, że zmarnowało swoje życie.

     Niektórzy z ogromnym trudem ukrywają swoje rozdrażnienie i bezwiednie próbują mścić się za to na innych i na samym życiu.

     Inni urządzają się możliwie wygodnie w życiu i za wszelką cenę poszukują przyjemności, które mogłyby zaspokoić ich nienasycenie.

     Jeszcze inni czują się zrezygnowani i "obywają się" - nie robiąc problemu ze swej sytuacji życiowej.

     Wypełniają sumiennie swoje obowiązki zawodowe i - jeśli są chrześcijanami zapewniają sobie poczucie bezpieczeństwa przez dokładne przestrzeganie nakazów moralnych i religijnych - lub w bladym "mistycyzmie" znajdują możliwość wyżycia uczuciowego.

    Trzeba umieć zrozumieć rozczarowanie jednych, gorycz drugich, przegrane walki i cierpienia ich wszystkich, by móc im delikatnie dać do zrozumienia, jak bardzo się mylą, jak bardzo zabłądzili.

    Bezżeństwo nie jest niepowodzeniem życiowym, jest powołaniem do pełnego rozwoju ludzkich możliwości, choć na innym niż życie rodzinne terenie.

     Tylko egoista pozostaje bezpłodny.

  • Tak się zdarzyło, że nigdy nie udało ci się spotkać "pokrewnej duszy".
  • Ktoś cię pokochał, ale jego rodzice ze względów materialnych udaremnili wasze planowane małżeństwo.
  • Komuś innemu odmówiłaś, bo był zbyt niepodobny do tego "prawdziwego mężczyzny", którego sobie wymarzyłaś.
  • Ten wreszcie, z którym byłaś zaręczona, zginął tragicznie.
  • A może tak bardzo byłaś zaangażowana w swoje obowiązki rodzinne lub tak czy inaczej pojętemu poświęceniu się pracy społecznej czy zawodowej, że pozostałaś samotna...
     W miarę upływu lat samotność zaczyna ci ciążyć. Widzisz wokół siebie pary ludzi, obejmujących się ramionami, spotykasz dzieci swoich przyjaciółek i cierpisz - na ciele i duszy.

     Kim jesteś właściwie?

     Dla twoich rodziców, jeśli mieszkasz z nimi, stale jesteś dzieckiem.

     Słyszysz:
     Czy pozamykałaś drzwi?
     Tak długo palisz światło wieczorami.
     Jest list dla ciebie od jakiejś przyjaciółki.
     Coś ty zrobiła z twoimi włosami?

     Dla dalszego otoczenia jesteś starzejącą się dziewczyną:
     Szkoda, nikogo nie znalazła.

     Dla siebie samej stajesz się człowiekiem zawiedzionym.

     To prawda, że człowiek samotny w pewnym sensie jest niepełny: "Niedobrze człowiekowi być samemu" mówi Pismo Św.

     Każdy człowiek stworzony na obraz i podobieństwo Boże powołany jest do życia w społeczności i w zjednoczeniu z jedną lub kilku osobami. Jest powołany do twórczej miłości. Każdy ma zostać "zaślubiony". Każdy człowiek ma być "płodny". Do realizacji tego powołania istnieją różne płaszczyzny, różne możliwości zjednoczenia i rodzicielstwa.

      Istnieją inne więzi aniżeli te, które łączą małżonków, którzy "stają się jednym ciałem": duchowe zjednoczenie ze wszystkimi ludźmi, płynące z serc pełnych życzliwości i ofiarności, nadprzyrodzone zjednoczenie z całą ludzkością w Jezusie Chrystusie; powstaje ono w miłości przebóstwionej, miłości dla wszystkich braci.

     Istnieje inna płodność aniżeli cielesna - istnieje płodność duchowa.

     Istnieje płodność nie tylko duchowa - istnieje płodność nadprzyrodzona w Chrystusie.

     Nieprawda, nie zmarnowałaś swojego życia, jeśli samotna, realizujesz swoje oddanie i swoje macierzyństwo na wyższej płaszczyźnie. Jesteś powołana do osiągnięcia takiej dojrzałości i takiej wewnętrznej harmonii, która choć trudniejsza, jest jednak głębsza i bardziej płodna.

     Każde indywidualne powołanie człowieka jest dla niego tym, co najpiękniejsze. W gruncie rzeczy powołanie do szczerze akceptowanego dziewictwa - a bardziej jeszcze - do dziewictwa ślubowanego jest czymś większym niż małżeństwo.

     Ciało bowiem ogranicza człowieka - tylko duchowość otwiera się na wartości nieskończone.

     Tylko ten jest bezpłodny, kto żyje bez miłości. To miłość jest tym, co stwarza i przynosi życie.

     W jakimkolwiek żyjesz stanie - kochaj! - a będziesz dawać życie.

     Żadna forma życia nie może dać człowiekowi pełnych wartości, jeżeli nie zostanie w pełni przyjęta, wewnętrznie zaakceptowana. Każde powołanie jest wolna i świadomą odpowiedzią człowieka na propozycję Boga.

     Ty nie wybrałaś swojej samotności, może narzuciły ci ją warunki życia. Dopóki będziesz ja znosić tylko, jako narzuconą - nie osiągniesz pełni życia. Jeśli chcesz zaznać radości rozkwitu i owocowania, musisz swoje bezżeństwo przyjąć i otwarcie je potwierdzić.

     Tym, co ci tak długo sprawia cierpienie jest niepewność, na czym polega twoje powołanie: "Czy mogę mieć jeszcze nadzieję na założenie rodziny?" Czy muszę ustabilizować swoją samotność? Żadna forma życia nie ustala się od razu. Dopiero dary zamierzonych przez Boga dla ciebie zdarzeń wskażą ci drogę.

     Właśnie w ciemnościach życia trzeba umieć odczytywać miłosne wezwania Boga. Kto czysty, odczyta je łatwiej, kto najmniej związany, najmniej popełni błędów przy ich odczytaniu i przyjęciu. Żyj swoim obecnym życiem i bądź gotowana wszystko.

     Młodzi ludzie niekoniecznie muszą się pobrać, bo się sobie nawzajem podobają lub się pożądają. Zmysłowa miłość nie jest znakiem decydującym o małżeństwie.

     Nie znaczy wcale, że jesteś powołana do małżeństwa, bo pragniesz wstąpić w związek małżeński. Pragnienie, pożądanie jest tylko jednym z elementów powołania człowieka.

     Nie ufaj swojej wyobraźni. W marzeniach łatwo tworzy się rodzinę, w marzeniach dzieci wychowuje się bez trudu.

     Wyrzeczenie wydaje ci się czymś ponad ludzkie siły, bo trzeba by również wyrzec się marzeń. No tak, tylko, że rzeczywistość w każdym wypadku zaprzeczałaby twoim marzeniom.

     Tylko jako możliwość, tylko jako prawdopodobieństwo możesz znać swoją prawdziwą płodność.

     Nie wolno ci rezygnować z dojrzałości tylko dlatego, że nie jesteś zamężna. Być dojrzałym, to znaczy być wewnętrznie samodzielnym.

     Nie wolno ci być niewolnicą błędnie pojętych obowiązków rodzinnych i nie wolno ci całego swojego życia wtłoczyć w rytm życia podeszłych wiekiem rodziców.

     Młody szczep musi zostać odłączony od pnia macierzystego i łączące więzy powinny zostać przecięte. (...)

     Ludzie rodzą i wychowują swoje dzieci nie dla siebie - lecz dla innych i dla Boga. (...)

     Nie uda ci się osiągnąć wewnętrznej samodzielności w stosunku do rodziców, jeśli nie zapewnisz sobie pewnej niezależności zewnętrznej.

     Jeśli tylko możesz, staraj się mieszkać osobno, choćby najskromniej a przynajmniej zapewnij sobie własny pokój...

     Gdybyś nawet w pełni zaakceptowała swoją samotność i ułożyła sobie życie w warunkach, które ułatwiłyby ci zachowanie równowagi, to jeszcze i tak w niczym nie przyczyniłaś się do swego pełnego rozwoju i płodności, jeżeli pozostałaś zamknięta w swej wewnętrznej wieży z kości słoniowej, gdy przede wszystkim zajmujesz się "urządzaniem sobie życia", gdy ociągasz się z podjęciem służby wobec swych braci - ludzi.

     Aby Twoja samotność wydać mogła owoce, trzeba ci zaangażować w swój rozwój wszystkie siły. (...) Uznać całą swoją żywotność, nawet w tym, co cię niepokoi, zebrać wszystkie swe władze, uporządkować je i świadomie skierować wzwyż - do wyższych zadań.

     Samotność nie powoduje skostnienia czy stępienia twoich zdolności uczuciowych - sprzyja natomiast, rozszerzając pojemność twego serca aż do granic świata - ich zwróceniu się ku Nieskończonemu.

     Nie ograniczaj swych kontaktów z ludźmi do jednej tylko przyjaciółki, bo to zuboży twoje serce.

     Nie spotykaj się tylko z ludźmi żyjącymi poza małżeństwem, bo tym ograniczasz swój rozwój. (...)

     Rozejrzyj się wśród ludzi, zainteresuj się ich potrzebami i zacznij od najbliżej się znajdujących: od twojej sąsiadki, od samotnej staruszki, od poszukującej pracy samotnej wdowy, młodego małżeństwa poszukującego mieszkania, zajmij się jakimś młodym stworzeniem, zagubionym w szukaniu samego siebie. Otwórz się szeroko na problemy świata.

     Podejmij bez obawy zobowiązanie do jakiejś konkretnej służby ludziom, np. w rejonie opieki społecznej, w związku zawodowym, w organizacji społecznej. (...)

     Jeśli jesteś kobietą niezamężną, tym bardziej jesteś potrzebna Panu - jako niewiasta zdolna stać się w obecnym nieludzkim świecie matką tego wszystkiego, co prawdziwie ludzkie.

     Nie szukaj ucieczki do jakiejś fałszywie pojętej "pobożności" - takie pragnienie Miłości do Boga byłoby tylko szukaniem osobistego zaspokojenia. (...)

     Gdy przyznasz się przed sobą do swej słabości i pozostaniesz skromna i biedną, odpowiesz na wszystkie Jego wezwania. On sam, cokolwiek się wydarzy, będzie wskazywał ci drogę.

     Obejrzyj się wstecz, na drogę leżącą za tobą. Prześledź ją w pamięci raz jeszcze. Może zrozumiesz dlaczego zachował cię samotną - i bez oporów, bez wymuszenia - będziesz mogła podziękować właśnie za to.


Michel Quoist


   




Wasze komentarze:
 Pani Filozof 24: 08.12.2008, 02:43
 Być może treść mojej opinii spotka się z pewnymi zarzutami, więc dla jasności zaznaczam, że mam dobre intencje pisząc te słowa.Zgadzam się z treścią artykułu i uważam, że samotność może być czasem dobrze wykorzystanym, owocnym dla osoby samotnej.Samotność rzeczywiście mobilizuje do angażowania się w pomaganie innym, wychodzenia im naprzeciw.WAŻNE TYLKO BY NIE ROZMYŚLAĆ WCIĄŻ O POMAGANIU INNYM ALE WPROWADZIĆ TO JUŻ DZIŚ W CZYN.To daje poczucie,że człowiek jest potrzebny i motywuje do dalszego rozwoju-dla siebie i dla innych.Ponadto jeśli ktoś bardzo pragnie spotkać tą JEDYNĄ OSOBĘ to przecież ten czas gdy jej jeszcze nie ma ma do wykorzystania na swoj rozwoj,rozwijanie zainteresowan,rozwoj duchowy.Pomyśl sobie naprzykład, ze dajesz sobie najblizszy rok na intensywny rozwoj-wyznacz dobre cele realizuj je konsekwentnie.Przez ten rok możesz bardzo sie rozwinac, odkryć piekno życia tam gdzie nie spodziewalas sie go znalezc.TRzeba tylko poszukac i pracować.I pomysl tez o ile wiecej bedziesz mial/miala do zaoferowania tej osobie.To sie wiaze tez jeszcze z jedna sprawą-satysfakcjonujacy zwiazek mogą zbudowac tylko osoby ktore umią być same.Wiadomo, ze to nie jest proste, ale mozna sie tego nauczyc.Bo jesli juz spotka sie tą drugą osobę,to bedzie chciala bys mial/ miala swoje pasje, troche niezaleznosci, abys byl czlowiekiem ktory bedzie motywowal,pomoze sie rozwijac , isc w gore do Boga a nie będziesz tylko jego uczepiony/-a.Dlatego moze pomysl czy naprawde w tym momenicie moglbys stworzyc dobry zwiazek, moze wlasnie teraz bys zniszczyl cos pieknego i Bog Ci daje tą samotność abyś zbudował siebie aby pozniej o wiele wiecej moc dac komuś i być szczesliwym.
 Dawid: 19.11.2008, 04:14
 Artur z calym szacunkiem tobie wspolczuje, samotni maja przekichane - dobrze cos o tym wiem
 Adrian Wr: 13.11.2008, 18:33
 Kurcze, czy tu sąsame dziewczyny, czy tylko one sa same? Ja sięnie godzę że jestem sam, że to jest powołanie. Zemną było tak: na początku (końcówka 8 klasy - początek Technikum) twierdziłem, że mam czas na dziewczyny, że nauka jest ważna, ponieważ żadna dziewczyna nie chce głupiego chłopaka. Sam się zakochałem wcześniej w 7 klasie szkoły podstawowej, w klasowej koleżance - bardzo ładna, mądra. Nigdy nie powiedziałem jej co czuje do niej, w 8 klasie wyprowadziła się czułem pustkę jeszcze bardzo długo. Dlatego stwierdziłem, ż e najpierw nauka. Minoł jakiś czas matura zdana, ja dalej bez osoby, która by mi powiedziała, że mnie kocha i że ja ją kocham. Na studniówkę "załatwiana" dziewczyna na szybcika przez znajoma mojej mamy. OK. Powiedziałem sobie matura zdana, studia, juz sie wciągnołem w naukę i jak nie popuszczę za bardzo, to będę dobry w tym co robię i jednocześnie będe mógł mieć "tę jedyną". Tylko, jakoś tak nie wyszło, jestem bardzo nieśmiały i nie ufny, trochę trwa zanim zaufam danej osobie. Jak widzę dziewczynę któr mi się podoba (podoba a nie zakochuję się) to nawet nie mam odwagi, żeby na nia dłużej patrzeć a co dopiero podejść i zagadać. Żyłem w odosobnieniu od dziewczyn, w tym sensie, że podstawówka - no nie wypadała za bardzo kręcić się z dziewczynami, bo koledzy się śmiali. Szkoła średnia, ja miałem pecha, bo trafiłem do Technikum gdzie byli sami "faceci". Tak samo studia. Na dyskoteki nie chodzę bo nie lubię takiej muzyki, a w mojej okolicy nie ma fajnych klubów. Tłumaczyłem sobie swoją samotność, że nie mam cierpliwośći do dzieci. I tu błąd. Wróciła koleżanką ze swoją córką (trochę ponad półtorej roczku) i stwierdziłem, że jednak mógłbym byc ojcem. Ale co z tego, że mam tak pokręcona psychikę? Rocznik 82
 Zbyszek: 04.10.2008, 13:33
 Jestem samotny z daleka od mojego domu, na dodatek jestem chory a lekarze przyjmują dopiero za 2 dni. Tak bardzo tęsknię
 sax: 28.09.2008, 18:25
 czasami wybor samotnego zycia jest jedynym rozwiazaniem .tylko wtedy mozemy byc naprawde wolni, lecz nie znaczy to ze nie pragniemy miec partnera .ale po latach zycia z nieodpowiednimi partnerami wymagania staja sie wysokie .moze to nawet nie to pragniemy spotkac kogos kto by do nas pasowal ,ale czy to mozliwe .szanse nie sa duze
 Milady: 12.03.2008, 20:59
 Samotna.pl, brawo za komentarz. Nikt nie ma prawa mówić nam, samotnym, co mamy robić i jak żyć. Wszędzie gadanie o małżeństwach, mężach, żonach, itd itp, na rekolekcjach, w kościele, wszędzie a samotni jakby nie istnieli. Bo po co o nich mówić, skoro przecież samotni nie mają problemów i żyją sobie wygodnie, prawda?
 ula: 09.02.2008, 23:44
 Ten artykuł tylko dobija człowieka. Żyję cała dla innych, pomagam i wspieram ich jestem lubiana i nie czuje się samotna ale jednak mam ogromne pragnienie aby miec przy sobie człowieka być może gderającego i ze swoimi humorami, ale niesamowicie pragnę kochąc miłoscią małzeńską i mieć kolejne dzicko bo jednowspaniałe już mam ale niestety jestem sama tylko z córeczką
 anna: 17.11.2007, 22:14
 Ale mozna byc samotna i w malzenstwie. moze jest radoscia same poczucie samotnosci. Casami nasza samotnosc - to nasz wybor. Ukladamy swoje zycie jak chcemy i w tym problem...
 kate: 08.09.2007, 19:58
 a ja mysle ze samotna osoba bedzie nieszczesliwa sama jeszcze nie spotkalam bliskiej osoby i ciezko jest tak zyc jestem nieszczezliwa jest mi zle gdy widze zakochane pary a ja ide sama dlaczego ak jest???? nmie wiiem
 AS: 29.08.2007, 14:01
 Napisałam kiedyś kilka smutnych słów, o stracie osoby ukochanej, ale zycie płynie, trzeba sie starac walczyc ze swoim smutkiem, wychodzic do ludzi, wtedy jest szansa spotkania kogos sympatycznego i to wlasnie mi sie udalo, spotkalam fajnego czlowieka i mam nadzieje, ze ta znajomosc ma szanse przetrwac. Zycze wszystkim samotnym optymizmu, wiary w siebie, otwarcia na innych, a stad juz krótka droga do szczescia osobistego.
 Alicja: 28.08.2007, 10:43
 Może warto być otwartym na ludzi i świat, i jeśli jest się samotnym "w danym momencie", to warto sie rozejrzeć i szukać kogoś bliskiego, a nie zamykac sie w swojej samotności. Po prostu powiedzieć życiu "tak".
 mii: 20.08.2007, 20:35
 może to zabrzmi dziwnie ale... ja chce być samotna. Mam dopiero 16 lat ale.... czuje że nie byłabym dobrą żoną, matką. Nie potzrebuje chłopaka do szczęścia. Wiem że Bóg mnie kocha i to mi wystarczy. Nie pójde też raczej na pewno do zakonu. nie czuję powołąnia i nic nie zapowiada żebym je poczułą. I chce być samotnym człowiekiem. I jakoś... nie traktuje tego jako cierpienia. Jedynę co chciałabym robić w życiu to pomagać ludziom potrzbującym, na chwałę Boga. I czuje że nie potrafiłabym się związać z żadnym chłopakiem na stałe. co o tym sądzicie??
 ja: 20.08.2007, 20:05
 ten artykul zalamal mnie do reszty. pozdrawiam Cie Jolu i powiem Ci ze czuje to samo bardzo mi z tym ciezko.
 przyjaciel: 01.08.2007, 20:54
 Samotność jest szczególnym i trudnym powołaniem, ale osoby które uważają się za "samotne" powinny się rozejrzeć wokół siebie. I nie chodzi tylko o szukanie "drugiej połówki". Wokół nas są inni ludzie być może również "samotni". Dwoje "samotnych" ludzi razem już nie jest samotnych. Ludzie którzy doświadczyli samolnosci mają zazwyczaj więcej serca dla innych. To serce można ofiarować tym którzy na nie czekają.
 Agnieszka: 22.07.2007, 21:39
 tak bardzo chciałabym kochać i być kochaną ...
 margolcia: 17.07.2007, 23:04
 najbardziej samotna ...
 becia: 07.07.2007, 17:05
 samotność boli...i to bardzo :(
 samotna.pl: 02.06.2007, 15:02
 Skoro samotność jest tak wspaniałym darem, to dlaczego poświęcono jej tylko dwa artykuły, a zakochanym, kochającym i małżonkom nieporównywalnie więcej. Poza tym, jeśli samotność jest tak płodna, to dlaczego w ogóle propagować małżeństwo, niech wszyscy zaznają darów płynących z braku miłości jedynego mężczyzny, bądź jedynej kobiety. Bądźmy samotni!!! Artykuł jest żałosny pod każdym względem, pełen naciąganych teorii, jak gdyby ktoś bał się przyznać, że Bóg dopuszcza zło, jakim jest samotność, tak samo, jak dopuszcza inne nieszczęścia w życiu ludzi. Jestem samotna, choć kochałam i starałam się tę miłość ocalić, niestety nie udało się. Uważam, że samotność to koszmar. Bóg ma jakiś cel w tym, że dopuszcza, aby człowiek był samotny, ale taka świadomość nie czyni bólu mniejszym. Ponadto, niech nikt nie daje sobie prawa do mówienia samotnym, jak powinni żyć i że są egoistami.
 monika: 31.05.2007, 22:51
 Artykuł dodał mi otuch. Dziękuję.
 biedronka: 05.05.2007, 20:08
 Och SAMOTNOŚĆ!!!! towarzyszy mi od niedawna. Jestem 43 letnią kobietą - rozwódką. Mam 20 letnią córkę Po osmiu latach od rozpadu mojego małżeństwa poznałam człowieka z którym spotykałam się przez pół roku. Po jakimś czasie okazało się, że oczekiwania wobec siebie mieliśmy różne. Ja szukałam uczucia, mój partner skupiał się na zaspakajaniu swoich potrzeb seksualnych. Spotykając się z nim miałam nadzieje, że przegonię ze swego zycia samotność i pokocham z wzajemnością kogoś kto potrzebuje również czułości i miłości. NIestety nie udało się, znów jestem sama, czasami wracam myślami do tych spotkań. I mam nadzieje, że spotkam kogoś wartościowego , któ mnie pokocha i sprawi, ze nie będę samotna
 
[1] (2) [3] [4]


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej