Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Czym jest miłość?

Miłość jest uczuciem pozytywnym, uczuciem silnym, uczuciem tak prawdziwym, że dla kogoś kto kocha, wyzbycie się miłości jest tak samo niemożliwe, jak zamach na własne życie - powiedział Van Gogh, patrząc na delikatny woal fioletowych wzgórz, które błyszczały jak śniedź w porannej poświacie słońca. - A zatem czym jest miłość? - zapytał Mistrza młody uczeń. - Całkowitą nieobecnością lęku - odpowiedział Mistrz, nie odrywając wzroku od płótna. - A czego w życiu najbardziej się lękamy? - Miłości - odparł ponownie Mistrz, dając tym samym młodemu adeptowi sztuki wiele do myślenia.



   




Wasze komentarze:
 Anna: 12.02.2013, 22:27
 Panie proszę nie karz mnie brakiem miłości, tak chciałabym aby mnie też ktoś pokochał i okazał uczucie
 kamila : 25.12.2012, 03:29
 Miłośc to najpiękniejsze uczucie, w zyciu ale tez trzeba myslec zeby nie zranic kogos ani siebie <33 nie raz som kutnie ,nie raz jest przyjadzini ,a nie raz jest milosc to jest zycie : pamietajcie najlepszy pszyjaciele tylko jest 2 bog i ty sam jestes swojm pszyjacielm zawsze licz tylko na siebie i suchaj sie swojego serca :) wiem tylko ze nikt nie zapomni swojej milosc piersze wielkiej milosc jest tylko raz w zyciu <33 nie patrz na kogos czy jest szczesiliwy wazne ze ty jestes szczesiliwa :) bo ty tylko ty kochasz i nikt iny twoje serce kocha a nie twoje pszyjaciel albo rodzina
 Słynny Filozof: 10.12.2012, 23:00
 ROZMYŚLANIA O MIŁOŚCI w kontekście skrajnego paraobiektywizmu teoretycznego „Kiedy mówisz do kobiety: „Kocham cię”, masz na myśli: Twoje ciało mnie nie oszuka, widziałem Cię. Twoje ciało może się zestarzeć, ale Ja widziałem Ciebie bezcielesnego. Widziałem Twoje wnętrze, wnętrze, które jest boskie”. Lubienie kogoś jest powierzchowne. Miłość wnika głęboko i dociera do wnętrza osoby, dotyka jej dusz y” OSHO „PESYMISTYCZNA” HIPOTEZA GRUP RÓWNOLEGŁYCH – teoria przyciągania Zanim zacznę rozprawę nad tym bardzo trudnym tematem (Boże co Ja w ogóle mogę wiedzieć o miłości?), chciałbym zwrócić uwagę na pewne przemyślenie, które „wpadło” mi jakiś czas temu do głowy. Dla jego lepszego zobrazowania posłużę się tu liniami równoległymi i teorią przyciągania. Obserwując ludzi i relacje jakie między nimi zachodzą może być tak, że ludzie podzieleni są na kilka/kilkanaście grup. Grupy te, w sensie – nazwijmy to – nawiązywania głębszych relacji działają wobec siebie równolegle. Oznacza to, że nie jest możliwe, a przynajmniej nie jest takie łatwe nawiązanie głębszych relacji między „członkami” różnych grup – będą w życiu po prostu się mijać. Te wzajemne relacje na głębszym poziomie, a więc: koleżeństwa, przyjaźnie, miłości itd. mogą odbywać się tylko w obrębie jednej grupy. Na czym polega różnica pomiędzy poszczególnymi grupami? Różnica może polegać na diametralnie innym światopoglądzie i np. osoba z innej grupy – załóżmy tej „lepszej” niż ta w której Ja się znajduję, może zupełnie nie rozumieć, a nawet uznać moje przemyślenia za kompletne brednie, bo ona np. czuje się szczęśliwa, a działa w zupełnie inny sposób. Jednak w myśl hipotezy grup równoległych, osoba ta nie przeczyta tego, bo musiałby wskoczyć na moją linię, czyli do mojej grupy, a to jest nie możliwe, bo ciągle się mijamy. Chodzi o to, że światopogląd jest tak różny, że nie ma nawet możliwości dojścia do konfrontacji poglądów. Różnice są tak wielkie, że w intuicyjny sposób się „odpychamy”. Więc ludzie o zupełnie innym zapatrywaniu na świat nie czytają tego po prostu. Członkowie tych grup żyją od siebie „bezpiecznie” z dala (poniższe przykłady to wyjaśnią). Więc żyjemy sobie obok siebie w tych równoległych grupach nie mając możliwości poznania innych „systemów” działania/życia. Przykład 1. Każdy z nas ma jakiś określony status społeczny i przeważnie bywa tak, że relacje jakie nawiązujemy (oczywiście te głębsze) powstają w obrębie danej warstwy społecznej. I tak np. Słynny Filozof ma znajomych i przyjaciół, którzy mają podobny status finansowy; nie mam kolegów super bogaczy, a także nie rozumiem się, ani nie chcę mieć do czynienia za wiele z ludźmi biednymi (proszę mnie dobrze zrozumieć, nie mam nic do ludzi biednych, ale życie nauczyło mnie, że fajnie będzie jeśli nie będziemy wchodzić sobie w drogę). W sensie społecznym poruszam się w obrębie grupy o pewnych, ustalonych kryteriach ekonomicznych. Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że on sam żyje w klasie średniej, a ma wielu kolegów bogatych; posłów, artystów itd. Może i ma, Ja też mam, ale czy nawiązuje z nimi głębsze relacje? Zaznaczam, że głębsza relacja to nie jest wspólna wódeczka raz na rok. Większość ludzi porusza się właśnie w obrębie własnej grupy i tą grupę zna i jeśli jest przedstawicielem klasy średniej, nie wie co się dzieje u biednych i u super bogatych, nie zna relacji tam panujących; tzn. może mu się wydawać, że wie, ale to będą tylko subiektywne przemyślenia z pozycji obserwatora (nie będzie wewnątrz tej grupy, więc nie ma możliwości dogłębnego poznania). Dlatego celebryci wiążą się z celebrytami, szaraczki z szaraczkami, naukowcy z naukowcami, a patologia z patologią. Cały świat dla danej jednostki, to tak naprawdę tylko jego grupa, a inne tylko „widzi z daleka”. Oczywiście od reguły zdarzają się wyjątki i bywają mezalianse. Przykład 2. Drugim przykładem, że członkowie poszczególnych grup nie są w stanie się porozumieć, będzie przykład wybitnego sportowca i teoretyka sportu. Wybitny sportowiec, to człowiek, który został obdarzony pewnymi zdolnościami i rozwinął je ciężką (aczkolwiek przyjemną, bo widać efekty) pracą podczas treningu. Sportowiec, nie analizuje dlaczego jest dobry, tylko gra i cieszy się ze zdobytych bramek, podobnie jak przystojny i błyskotliwy chłopak z miłych chwil z dziewczyną. Teoretyk, psycholog, fizjolog sportu to przeważnie byli sportowcy niskiej i średniej klasy, którzy nie zrobili kariery sportowej i skompensowali to pracując naukowo. Teoretyk pragnie poznać sekret sukcesu, stworzyć model działania, który będzie pomocny w treningu innych sportowców. Gdyby wybitny sportowiec został zapytany przez teoretyka: jak to robi, że tak fajnie gra, to nie wiedziałby za bardzo co odpowiedzieć – zresztą to głupie pytanie i potem są głupie odpowiedzi. Wybitnego sportowca można przyrównać do człowieka szczęśliwego, który nie zawraca sobie głowy rozmyślaniami, a przede wszystkim działa. Gdy człowiek działa, ale tak prawdziwie działa, to znaczy, że jest w pełni z tym co robi! Jest skoncentrowany wyłącznie na wykonywanej czynności. Nie ma żadnych zakłóceń; nie interesuje go w tym momencie wynik, który ma nastąpić za jakiś czas, nie myśli o problemach prywatnych itd. Wyrobił w sobie nawyk głębokiego bycia w tu i teraz już od małego, a inni niestety muszą się z tym męczyć i dopiero się tego nauczyć. Ten nawyk to automat, więc o nim nie myśli, zapomina o nim. Dlatego sportowiec nie potrafi odpowiedzieć na pytanie teoretyka, bo jego umiejętność działania jest automatyczna; nie potrafi jej zanalizować i rozbić na części pierwsze, a to interesuje teoretyka. Z takiego podejścia wynikać może, iż ludzie szczęśliwi, potrafiący doskonale działać, żyją gdzieś obok tych, którzy cały czas obracają się we własnym kręgu myślicieli. Ci myśliciele nie mają nawet szansy zadać tym szczęśliwym pytania, bo Ci w intuicyjny sposób ich omijają. Gdy jednak już uda się jakimś cudem taką osobę spotkać i chcemy się czegoś dowiedzieć, to może okazać się, że Ci ludzie zupełnie nie zrozumieją o co właściwie pytamy – ich stan jest dla nich tak normalny/naturalny, że w ogóle się nad tym nie zastanawiają. Nie potrafią nam udzielić teoretycznej odpowiedzi, której oczekujemy, a jedynie taką jesteśmy w stanie zrozumieć. Taki właśnie człowiek z innej równoległej grupy, może zdawać sobie sprawę z istnienia np. buddyzmu, czy jakiejś innej filozofii, albo innego „klucza do szczęścia”, ale zupełnie nie odczuwa potrzeby poznawania, zagłębiania się w to, bo jest na tyle zadowolony ze swojego życia, że mu to po prostu niepotrzebne. Jeśli jest tak jak w tych przykładach, to może być tak, że w sensie duchowym także jesteśmy na różnych liniach. Zatem Ja i do mnie podobni, obracamy się jedynie w obrębie własnej grupy, a wyjście z niej to coś niesamowicie trudnego. Zygmunt Freud pod koniec swojego życia, po tylu latach żmudnych badań doszedł do wniosku, że człowiek nie może być szczęśliwy. Może cały czas obracał się tylko w obrębie tej jednej, swojej, nieszczęśliwej grupy? Oby tak było, bo jeśli hipoteza grup równoległych jest prawdziwa, to może być też możliwe przemieszczanie się do innych grup. A dlaczego nie? Bo napisałem wcześniej, że to niemożliwe? A może jest to niemożliwe tylko dla zdecydowanej większości? A dla tych chcących i poszukujących już jest możliwe? Prawdopodobieństwo przejścia do lepszej grupy można przyrównać do wystąpienia mutacji genetycznej, ale będzie jednak możliwe. Dlaczego w ogóle pisałem w o tych grupach na wstępie? Bo to co będzie zaraz, będzie zrozumiałe dla mojej grupy, choć mogą się pojawić wątpliwości, ale służę w razie czego wyjaśnieniami. Dla innej grupy będzie to całkowicie niezrozumiałe, a inni nie będą nawet w ogóle wiedzieli o istnieniu tego tekstu. Dobra, koniec tego ciężkiego i długiego wstępu, przechodzimy do spraw lżejszych (hahahaha) MIŁOŚĆ Człowiek zakochuje się w życiu przynajmniej kilka razy. Dzieciaki w szkole przeżywają bolesne łamanie serc już w podstawówce, a nawet w przedszkolu. Sam pamiętam jak kochałem się mocno w pięknej Hani już w zerówce. Chciałem ją całować, nosić jej plecak. Niestety moja miłość została brutalnie zniszczona przez dorosłych – rodzice Hani wyjechali do Rajchu w poszukiwaniu lepszego życia i zabrali moją Hanię ze sobą. To było straszne przeżycie. Kolejne miłości przychodzą w wieku młodzieńczym, gdy człowiek ma głowę wypełnioną ideałami bardzo ładnie podanymi przez różnych „specjalistów” od mówienia jak żyć, ale sami nawet nie widzą jak żyją. I też jest przy tym sporo problemów. MIŁOŚĆ NIGDY NIE USTAJE Samo słowo miłość jest w bardzo rożny sposób rozumiane. „Miłość nigdy nie ustaje” można na przykład rozumieć jako bycie ze sobą aż do śmierci na dobre i na złe, gdzie dobro i zło przybiera niezliczone formy i niekoniecznie zło, to będzie opieka nad mężem inwalidą, ale na przykład mąż i ojciec alkoholik katujący fizycznie i psychicznie całą rodzinę. Niektórzy rozumieją miłość właśnie jako bycie z kimś w myśl przysięgi bez względu na to, co ten człowiek później robi. Czy to jest miłość? „Miłość, która nigdy nie ustaje” może być również rozumiana jako konsekwentne bronienie swoich granic w związku; jesteśmy UCZCIWI wobec partnera i SIEBIE PRZEDE WSZYSTKIM. Przez cały czas pokazujemy partnerowi na co się godzimy, a na co nie – chcemy być razem, to bądźmy, ale nie zmuszaj mnie do niczego! Czy to jest miłość? Tą nieustającą miłość można także rozumieć – i tu paradoks nie do pojęcia przez wielu ludzi – jako rozstanie. Jak to jako rozstanie? Ano tak to, że niektórzy ludzie dostrzegają w pewnym momencie zbyt wielkie różnice i się czasem w całkiem dobrym stylu rozchodzą (ale to tylko nieliczni tak potrafią). Dostrzegają, po przeminięciu ok. dwuletniego „narkotykowego szału”, że dalsze bycie razem będzie destrukcyjne dla obojga, a przecież nie o to w życiu chodzi. Ludzie Ci pozwalają sobie wzajemnie na bycie sobą w innym lepszym związku, albo bycie sobą samemu. Jest przy tym trochę bólu, ale czasem zdarza się, że dobro rodzi się w bólu; sam przeszedłeś na świat w potwornym bólu, który towarzyszył Twojej Matce. Może to jest właśnie prawdziwa nieustająca miłość; pewna mądrość i zrozumienie? NARYSUJ MI MIŁOŚĆ Każdy ma swój obraz miłości w głowie zbudowany przez lata doświadczenia i obserwacji. Niektórzy za miłość uznają pożądanie, które pojawia się po okresie dojrzewania fizycznego. Facet widzi młodą, piękną dziewczynę i chce ją zdobyć; chce w ten sposób „zgromadzić” różne przyjemności: wspólne przebywanie, czułości, seks. Są też ludzie, którzy za miłość uznają działalność na rzecz innych; działalność charytatywną, pracę w hospicjach, domach dziecka itd. Jeśli sprawia im to rzeczywistą, wewnętrzną przyjemność i czerpią z tego życiową radość, i sami przed sobą potrafią przyznać, że daje im to energię i siłę do życia, to zgadzam się z tym, że jest to prawdziwa miłość. Bo miłość daje siłę i człowiek po prostu czuje się genialnie. Jeśli jednak robią to z poczucia winy, bo coś kiedyś źle zrobili i tą działalnością chcą odkupić swoje winy, to miłości w tym nie ma żadnej. Niektórzy ludzie, którzy pracują w takich miejscach, za wszelką cenę chcą czuć się potrzebni i na zasadzie tej ceny, podejmują się tej misji. Na podobnej zasadzie swoje związki budują mało atrakcyjne osoby z partnerem, który jako pierwszy zwrócił na nie uwagę, a te brały co jest. Są to przypadkowe relacje, czy jest tam miłość? Niektórzy miłość rozumieją jako „monopol na swoją osobę”. Przykładowo mamy małżeństwo i facet widzi, że kobieta na zabawie tańczy sobie z innym facetem i doskonale się bawi; śmieje się, rozmawiają sobie... i nagle facet podejmuje działania, by to zniszczyć i mówi do niej: możesz się śmiać, być szczęśliwa, ale tylko ze mną. Czy to jest miłość? Miłość nie zazdrości, prawda? Spokojnie, nie bój się facet (miłość nie zna lęku), jeśli to Ciebie kocha, to wróci szybciutko do Ciebie, a jeśli nie, to odejdzie i też dobrze, bo będziesz miał szansę przeżyć miłość z kimś innym. Chcesz mieć kochającą kobietę czy więźnia? MIŁOŚĆ JEST DLA BOGACZY, DLA NIEBOGACZY SĄ PROGNOZY ZŁE Jeśli przyjmiemy, że miłość to najlepsza i najpiękniejsza rzecz na świecie, to zgodzą się Państwo, że za najlepsze rzeczy się płaci i to słono. Miłość podobnie jak pogoda w piosence Pana Andrzeja Rybińskiego jest dla bogaczy, a dla niebogaczy są prognozy złe. Tylko człowiek bogaty może tą miłość mieć. Bogactwo człowieka przejawia się w jego sile, odwadze, wrażliwości, mądrości i współczuciu dla innych. O jaką siłę, odwagę, wrażliwość i mądrość mi chodzi? Przykładowo mamy wspomnianą wcześniej rodzinę w której mąż i ojciec znęca się nad rodziną. O ile dzieci nie mają tutaj żadnej możliwości działania, to żona i matka taką możliwość już ma. Kobieta, silna, mądra i wrażliwa i przede wszystkim kochająca, nie pozwoli na to, by jej mężczyzna robił jej i dzieciom krzywdę, bo to nie mężczyzna tylko łajza. Łajzę można czasem zmienić, ale przeważnie się nie da. Prawdziwa kobieta odejdzie od łajzy i znajdzie sobie mężczyznę, a łajzę pozostawi innej łajzie. Tym prostym radykalnym ruchem upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu; po 1. ma szansę znaleźć miłość gdzieś indziej, a po 2. łajza może się obudzić i może spróbować stać się mężczyzną. Jest wtedy szansa, że oboje Ci ludzie wygrają życie. Taka prawdziwa kobieta da łajzie gorzką, ale bardzo wartościową lekcję. Oczywiście to są bardzo trudne wybory i wiele kobiet się zwyczajnie po ludzku boi, że sobie nie da sama rady z dziećmi, no ale cóż..... miłość jest dla bogaczy, a człowiek lękliwy to niestety biedak. Ta teoria może wydawać się niesprawiedliwa dla tych krzywdzonych kobiet, ale nie Ja wymyślałem zasady tego świata. Wiele kobiet po przeczytaniu tego, może z oburzeniem zarzucić mi, że nie mam pojęcia jak czują się maltretowane kobiety, które nie wiedzą dokąd pójść. Ok, zgadzam się, ale wtedy Ja odpowiem tym oburzonym kobietom, że nie mają pojęcia co czują dzieci, gdy na to patrzą latami! I czego uczą się te dzieci! Na pewno nie jest to miłość. Kto wygrał? Wygrywają jak zawsze; najlepsi, najodważniejsi i najsilniejsi. Na miłość trzeba zasłużyć, zapracować na nią, nie dostaniesz jej za darmo, a czasem cena jest bardzo wysoka i ryzykowna. Miłość jest zarezerwowana dla ludzi silnych i rozwijających się, a rozwój to nieznane. Jeśli nieznane powoduje w Tobie paraliżujący lęk, który nie pozwala Ci na radykalną zmianę, to miłość nie jest dla Ciebie. Stabilizacja, której pragniesz to fałszywa moneta, nie ma jej. Stabilizacja to iluzja. Niektórzy ludzie zachowują się jak gracze w totolotka; wypełnili raz kupon i żądają wygranej. Czasem trzeba wypełnić tych kuponów dużo więcej i stracić przy tym dużo kasy. O ile kobietę, która w totolotku nie trafiła za pierwszym razem, potem pojawiły się dzieci i sprawy zaszły dosyć daleko, mogę w jakimś stopniu jeszcze zrozumieć, to kobiety, która przed ślubem zostaje pobita, a mimo to wychodzi za łajzę, to tego nie potrafię zrozumieć, choć pewnie znajdą się wyrozumiali i na takie decyzje, bo przecież takie rzeczy się zdarzają i znam je nie tylko z teorii. Miłość jak widać zarezerwowana jest dla twardzieli, silnych ludzi, a kto ma miękkie serce i jest uległy na pseudoprzepraszający płacz łajzy, musi mieć twardą d......! A kto ma twardą dupę zamiast serca w tym akurat przypadku – miłości nie pozna. STABILIZACJA oraz PZPN i DWA BETONIKI, CO PRZY OKNACH MAJĄ STOLIKI Stabilizacja, jak kiedyś napisałem to: ciągła oscylacja wokół punktu 0. To tak jak wahadło, które nigdy się nie zatrzymuje. Stabilizacji nie ma, a gdy pragniesz by się pojawiła w zamian powstaje nieprzyjemny stan, który Cię niszczy. Przekonało się o tym wielu małżonków, kochanków, przyjaciół... Przekonali się o tym również zwykli ludzie, np. wypaleni pracownicy w państwowych zakładach pracy, którym brak miłości, nie są mobilni i którzy od lat wykonują te same czynności, a pojawiające się nowe warunki są przez nich traktowane jak intruz! Ci ludzie w dużej mierze nie zdają sobie sprawy, że ta „stabilizacja” ich niszczy, ale może się dowiedzą, gdy stan będzie już do tego stopnia nieprzyjemny, że będzie po prostu nie do wytrzymania. Nauczyli się oni kiedyś jednej rzeczy i myślą, że do końca ich życia, będą one potrzebne i spokojnie będą sobie pracować. Otóż nie! To co kiedyś było potrzebne, dziś może nie być i trzeba będzie się przekwalifikować lub bez żalu podziękować za współpracę „trybom” zwanych dalej dyrektorami, wykonującymi jedynie swoje mechaniczne zadania wymuszone przez sytuację. Ludzie Ci mają pewną ofertę, ale ta oferta okazuje się już być coraz mniej potrzebna. Nie potrafią pogodzić się z prostym faktem, który mówi, że to zmieniający się rynek dyktuje warunki podaży i popytu. Jeśli prywatne firmy robią badania wśród potencjalnych klientów i przynosi to efekt, to znaczy, że tak można i należy robić. Dlaczego więc np. w szkole nie zrobić rozeznania faktycznych potrzeb uczniów i w ten sposób uatrakcyjnić ofertę zajęć pozalekcyjnych? „Nie, nie można, bo nie będzie gówniarz mi mówił, co Ja mam robić na zajęciach dodatkowych, bo to Ja wiem lepiej”! Aha, to dlaczego uczniowie przychodzą do tych nauczycieli, którzy są otwarci na nowości, a do Ciebie nie? Argumentami betoników, było tutaj np. to, że warsztaty – załóżmy – taneczne dobrze poprowadzi jedynie profesjonalny tancerz, albo dziennikarz w przypadku zajęć dziennikarskich. A może nie trzeba będzie profesjonalnego tancerza i uczniowie sami zorganizują sobie ten czas – niektórzy mają taneczne zainteresowania i potrzebują jedynie miejsca do rozwijania ich, a rola opiekuna ograniczy się wyłącznie do sprawowania opieki, czyli po prostu bycia tam (tak jak to się teraz dzieje np. u mnie). Gdybym miał takie podejście, to całe moje życie zawodowe wypełniałby tylko wf i uciekałbym do domu kiedy zadzwoni dzwonek, tak jak robią to niektóre moje koleżanki i koledzy. Nie mam prawa wyprodukować filmu promocyjnego o szkole, bo przecież nie jestem filmowcem, montażystą, dźwiękowcem, a jednak film powstał. Nie mam prawa prowadzić szkolnego konta na fejsie, bo przecież nie jestem specem od marketingu i promocji, a jednak konto hula (niektórym moim kolegom i koleżankom nawet nie chce się zrobić paru fotek z interesujących wydarzeń szkolnych i przesłać to później na maila, żebym to umieścił na FB). Nie mam prawa prowadzić warsztatów dj-skich, bo przecież nie jestem zawodowym dj-em, a jednak takie zajęcia prowadziłem. Niestety nie było talentu, który by to łapał i zawiesiłem zajęcia. A może źle je prowadziłem i nie umiałem fajnie przekazać tych umiejętności? Mogło tak być, ale przynajmniej spróbowałem. Gdybym miał takie podejście to nie komponowałbym sobie różnych melodii, bo przecież nie skończyłem akademii muzycznej, nie znam nut i nie mam możliwości stworzenia muzyki, bo ta jest zarezerwowana tylko dla wykształconych muzyków. Mój kolega jakiś czas temu zrobił bardzo fajną debatę przedwyborczą do samorządu szkolnego. Wszyscy byli zadowoleni, a w szczególności – i to najważniejsze – dzieci. Była fajna oprawa, pytania, wymiana opinii itd. Kto był nie zadowolony? Betoniki oczywiście, a „najlepszym” argumentem, było to, że dzieci nie potrafiły się elegancko wysłowić! No i co z tego, że nie potrafiły? A kiedy się mają tego nauczyć? Taka debata, to właśnie doskonały moment na naukę wysławiania się. Hamulce kompletnie puściły i zabierali głos również Ci, którzy na j. polskim siedzą cicho jak mysz pod miotłą. Gdybym był złośliwy zadałbym wtedy pytanie: a kto ich uczy tego polskiego, że się nie potrafią elegancko wysłowić? (Na szczęście ugryzłem się w język, bo prawdopodobnie wywołałbym tylko awanturę, a Ja bardzo nie lubię awantur – naoglądałem się już ich wystarczająco dużo). Pani niestety strzeliła sobie gola do własnej bramki, ale chyba nie zdaje sobie z tego nawet sprawy. Niech PZPN i betony zastanowią się nad tym, bo do tej pory potrafią tylko krytykować czyjeś działania. Ja nie twierdzę, że wszystko jest dobrze i pozamykane na ostatni guzik, ale tylko ten, który nie robi nic, nie popełnia błędów. Nie potrzeba nam w szkole profesjonalistów, przecież część z tych nauczycieli ma swoje jakieś zainteresowania – nie są profesjonalistami i można się przecież tymi zainteresowaniami podzielić. Można? Pewnie, że tak, tylko trzeba chcieć. Gdy któraś z tych betonowych pań (daj Boże) jakimś cudem to przeczyta, założę się, że jedno z uderzeń będzie dotyczyło mojej pisowni :) A w dupie mam pisownię, bo dla mnie ważne są rzeczy ważne i to, że tych kilka osób, które mnie czytają, rozumieją o co mi chodzi, a formy, czyli pisownia, jest w moich życiowych priorytetach na 96 miejscu, a na 95 jest łupież. Jeśli się nie podoba, to pokaż jak zrobić to lepiej i po prostu zacznij działać, a nie kieruj uwagi na rzeczy najmniej istotne i nie krytykuj za plecami. Nawet nie masz odwagi powiedzieć tego w twarz. Jak mówi Ferdynand Kiepski: gadać, to każden jeden potrafi, ale robić to nima komu! Trochę się zagalopowałem w prywatny kąt ;) musiałem to z siebie wyrzucić, a na awantury z betonami twarzą w twarz nie mam siły i ochoty. Wróćmy do stabilizacji, która jest przyczyną opisanego wyżej braku działania. Stabilizacja to zżerający powolutku rak! A widzę to każdego dnia po rozdrażnieniu i narzekaniach moich „słodkich” betonów! Stabilizacja to zżerający powolutku rak, a zauważyłem to również u siebie, kiedy to skończyłem studia, zacząłem pracę i trafiłem do szkoły, gdzie nic nie robiliśmy. Potem na szczęście przeniosłem się do dobrej szkoły w której teraz pracuję i jest kupę fajnych nauczycieli, którzy chcą coś od siebie dać i to od nich można się uczyć. Stabilizacja usypia. Stabilizacja sprawia, że człowiek czuje się bezpiecznie, ale to bezpieczeństwo jest tylko pozorne. Ta pozorna stabilizacja powoduje, że człowiek nie spodziewa się zagrożenia; można go bardzo łatwo zaskoczyć. Niepewność, która jest w opozycji do stabilizacji wcale nie musi być przekleństwem, a może okazać się sprzymierzeńcem. Niepewność będzie Twoim przyjacielem i towarzyszem w „życiowej walce”, którą toczysz każdego dnia. Jak? Już tłumaczę. Człowiek niepewny swojej sytuacji, to człowiek sfrustrowany. Frustracja motywuje do rozwoju; ciągle trzeba adaptować się do nieustannie zmieniających się warunków. To sprawia, że działasz; przewidujesz, kalkulujesz, obmyślasz. Człowiek będący w działaniu, jest zakorzeniony w chwili, jest mocno w tu i teraz. Zauważyłeś, że gdy działasz, ale tak prawdziwie działasz i jesteś w pełni z tym co robisz, to nieustający potok głupich myśli znika? W ogóle go nie ma! Jednak muszą to być rzeczy, które sprawiają Ci radość – nie mogą to być przypadkowe działania. Gdy nie przechodzisz do działania, bo utknąłeś na etapie „za, a szczególnie przeciw” jesteś nikomu niepotrzebnym i wręcz przeszkadzającym chwastem. Gdy pozostajesz na etapie „za, a szczególnie przeciw” unieszczęśliwiasz siebie, a człowiek nieszczęśliwy unieszczęśliwia innych. Jeśli frustracja nie przejdzie w działanie, to ona Cię zniszczy. Są tylko dwie drogi przeobrażenia się frustracji; jedną jest działanie, a drugą Twoja powolna śmierć jeszcze za życia. Tą powoli postępującą śmierć, widać szczególnie u ludzi starych, którzy ciągle tylko narzekają na wszystko. Nie wszyscy oczywiście, bo są też tacy, którzy w jesieni życia sobie podróżują, zajmują się jakimś hobby, albo chociaż kupią sobie rower. Tą powoli postępującą śmierć widać u najstarszych pracowników sfery budżetowej. Dlaczego? Bo jest pewniakiem; kryteria zwolnień go nie obejmują, więc nie musi się dokształcać, kończyć kursów itd. Dyrektor wtedy, gdy przychodzi do zwolnień, jest zmuszony w myśl przepisów zwolnić dobrego pracownika, bo ma krótki staż, a leń zostaje. Leń tylko cały czas narzeka i wspomina czasy, że kiedyś to było inaczej. Było i niestety już nigdy tak nie będzie! O podstępnej naturze stabilizacji przekonało się już wielu np. taki Goliat był pewniakiem; był silny, a jego rozwój utknął, bo był pewien, że nic mu nie grozi ze strony słabego Dawida, a Dawid załatwił osiłka kamieniem. Był zmuszony do znalezienia innego sposobu, bo był fizycznie słabszy. W takim ujęciu można powiedzieć, że człowiek słabszy, będzie miał zawsze przewagę nad tym silniejszym, bo musi znaleźć sposób i znajdzie go. Gdy jesteś pewien, że nic Ci nie grozi, bądź pewien, że niebezpieczeństwo czai się i tylko czeka na najmniej spodziewany moment. Drastycznym przykładem z życia, bardzo często powtarzającym się jest zdrada małżeńska. Kobieta bezgranicznie ufa swojemu mężowi – powstała pewna stabilizacja – a tu nagle świat się wali; co teraz? Rozwód? Samobójstwo? Co z dziećmi? Bezgraniczne zaufanie to stabilizacja, nie ma to nic wspólnego z miłością. Bezgraniczne zaufanie, o którym ktoś Ci kiedyś powiedział, a Ty w to uwierzyłeś to kłamstwo! Ludzie, którzy znają się raptem chwilę, obiecują sobie bezgraniczne zaufanie – oddają całe swoje życie innemu człowiekowi. W jednej chwili ten drugi człowiek może to życie zmieszać z błotem. Jeśli dalej wierzysz w te brednie o bezgranicznym zaufaniu, to co powiesz, o coraz większej rzeszy rozwodników? Co powiesz o zdradach, które według badań pojawiają się już chyba w co drugim, a na pewno w co trzecim związku? Wszyscy oni przysięgali sobie bezgraniczne zaufanie i co? Zaraz podam Ci kolejny dowód na to, że bezgraniczne zaufanie nie ma nic wspólnego z miłością. Jeśli założymy, że miłość matki do dziecka jest jedną z tych najczystszych miłości, to jak wytłumaczyć kontrolowanie dziecka przez matkę? Właśnie kontrola jest tutaj wyrazem tej miłości i obawy matki o własne dziecko. Nawet, gdy relacja rodzic – dziecko jest dobra i rodzice rozmawiają ze swymi dziećmi, to ta kontrola i tak się pojawia. W dobrej relacji rodziców z dziećmi jest zaufanie, ale nie bezgraniczne, bo jest również kontrola. Podobnie może być w związkach dorosłych i przykładowo, gdyby Słynny Filozof się z kimś związał, to od czasu do czasu przeprowadzi spontaniczną kontrolę. Kontrola, to też sposób poznawania drugiej osoby, ale i tak pamiętaj, że nigdy nie poznasz drugiej osoby tak do końca, niezależnie jak długo będziecie razem. Każdy człowiek, to w jakiejś części samotnik i ma rzeczy które zachowa tylko dla siebie. Jedyną istotą, której możesz bezgranicznie zaufać to Bóg, oczywiście jeśli istnieje. Człowiekowi nigdy nie wolno bezgranicznie zaufać, bo jego prawdziwa natura jest przesłonięta rozwojem cywilizacyjnym i tak naprawdę nie znamy nawet samych siebie. Stabilizacja to wróg miłości nr 1. I tym oto optymistycznym akcentem przejdę do puenty. Więc czym jest miłość Słynny Filozofie? Zanim odpowiem na to pytanie chciałbym dokonać trudnej interpretacji cytatu OSHO z początku tekstu. „Kiedy mówisz do kobiety: „Kocham cię”, masz na myśli: Twoje ciało mnie nie oszuka, widziałem Cię. Twoje ciało może się zestarzeć, ale Ja widziałem Ciebie bezcielesnego. Widziałem Twoje wnętrze, wnętrze, które jest boskie”. Lubienie kogoś jest powierzchowne. Miłość wnika głęboko i dociera do wnętrza osoby, dotyka jej duszy” Kobieta i jej ciało w mojej interpretacji symbolizuje to, co widzisz na pierwszy rzut oka, gdy patrzysz na świat i odbierasz go przez pryzmat tego co Ci naopowiadano w dzieciństwie. Kiedy dorastasz i zaczynasz zderzać się z rzeczywistością, zaczynasz na nowo rozumieć świat, wtedy widzisz go bezcielesnego, dotykasz duszy, wnikasz głęboko, by próbować go zrozumieć. Więc czym jest miłość? Tak dokładnie to nie wiem, ale moim zdaniem jest ona w wielkim stopniu powiązana z wiedzą i zrozumieniem. Czy czułeś taki lekki powiew miłości, gdy czytałeś? Mam nadzieje, że tak :) Niewiele mam, nie wiele wiem, ale tym co wiem mogę się z Tobą podzielić:) Miłość to nie jest gromadzenie, a dzielenie się. Jednak żeby się podzielić musisz coś mieć. Inwestuj więc w siebie, rozwijaj się, a potem podziel się tym z innymi.
 Do Aniol: 16.11.2012, 10:09
 Bog jesli kogos doswiadcza to tylko dla jego dobra czyni to bo pragnie zbawienia szczesci kazdego czlowieka, czlowiek tylko nie zawsze rozumie powinien zaufac Bogu a zaufa jesli kocha lub pragnie kochac.Krzyz jest zawsze zbawieniem i wybawieniem dla czlowieka, nie kara bez krzyza jestesmy prozni i nadeci egoistyczni zimni pyszni wszystko co czyni Pan czyni z Milosci do czlowieka dajmy mu sie prowadzic a nie zaznamy rozczarowania chocbysmy po ludzko przegrali to i tak wygralismy Milosc nic ponad to nie istnieje dla Tego warto poswiecic wszystko nie ma wiekszej wartosci Bog nas powolal do wielkich dziel nie do malych chce nam dac wiele za tak niewiele.
 Do Dudio: 16.11.2012, 09:48
 Piszesz ze nie umiesz Kochac dudio, powiem Ci ze najwazniejsze zeby pragnac kochac, pragnij tego z calych sil i nie poddawaj sie kolacz do drzwi a otworza w zyciu po prostu trzeba umiec czekac i miec ufnosc w Bogu im dluzej bedziesz czekac im dluzej wytrwasz w dobrym tym bardziej sie do dobra zblizysz gdyz dasz swiadectwo ze naprawde zalezy Ci na Milosci, Kazdy kto pragnnie otrzyma miej ufnosc w Bogu. Pamietaj Bog Cie kocha bo On kocha kazdego czlowieka nie tak po ludzko czyli za cos Bog kocha Cie nie za to jak jestes dobry tylko daletgo ze to ON jest Dobry i pragnie bys Ty tez tego doswiadczyl tak bezinteresowanie, jesli kaze czekac nie wlamuj sie do domu Pana ale pros i czekaj i nie trac wiary, Bog wie co robi jest Miloscia, przyjmij ten pewnik, jak w matematyce, ale sercem nie umyslem,Amen
 Do Dudio: 16.11.2012, 09:39
 Piszesz ze nie umiesz Kochac dudio, powiem Ci ze najwazniejsze zeby pragnac kochac, pragnij tego z calych sil i nie poddawaj sie kolacz do drzwi a otworza w zyciu po prostu trzeba umiec czekac i miec ufnosc w Bogu im dluzej bedziesz czekac im dluzej wytrwasz w dobrym tym bardziej sie do dobra zblizysz gdyz dasz swiadectwo ze naprawde zalezy Ci na Milosci, Kazdy kto pragnnie otrzyma miej ufnosc w Bogu. Pamietaj Bog Cie kocha bo On kocha kazdego czlowieka nie tak po ludzko czyli za cos Bog kocha Cie nie za to jak jestes dobry tylko daletgo ze to ON jest Dobry i pragnie bys Ty tez tego doswiadczyl tak bezinteresowanie, jesli kaze czekac nie wlamuj sie do domu Pana ale pros i czekaj i nie trac wiary, Bog wie co robi jest Miloscia, przyjmij ten pewnik, jak w matematyce, ale sercem nie umyslem,Amen
 Karol: 14.11.2012, 00:17
 Jezu zabierz mnie do siebie...nie karz mi cierpieć.
 karolina: 13.11.2012, 13:06
 kocham michała ale on nie a do mie zwoni
 Paulina: 30.10.2012, 21:37
 Miłość to najpiękniejszy stan. Gdy kogoś kochasz wszystko jest takie piękne, chce się żyć, być lepszym dla drugiego człowieka, pomagać innym. Człowiek jest milszy, weselszy, ma ochotę śpiewać, tańczyć, krzyczeć jak bardzo kocha drugiego człowieka. Boi się, że mogłaby stać się krzywda tej drugiej połowie. hmmm coś pięknego zycze każdemu takiego uczucia, to naprawdę wielkie błogosławieństwo Bóże móc kogoś naprawdę pokochać. Niestety druga osoba mnie zawiodła - zdradziła, ale nie czuje żalu i nienawiści, wręcz odwrotnie jestem szczęśliwa, bo gdy będę umierać to przeświadczać mi będzie myśl, żę dane mi było kochać. Kochać miłością szczerą i prawdziwą ;)*
 AGA: 12.10.2012, 19:37
 Tak bardzo chciałabym,aby ktoś mnie pokochał..............
 on: 11.10.2012, 15:24
 Ja kocham... Choć moja dziewczyna już mnie nie , pytanie czy kiedyś kochała, czy tylko była zauroczona...
 Agata: 27.09.2012, 18:05
 Boże spraw abym była kochana i miała chłopaka a potem męza
 pawel: 24.09.2012, 00:10
 tez chcialbym miec kogos kogo kocham ale nie kazdy dostapi tego zachwytu...ehh
 Tadeo: 02.09.2012, 17:54
 Lena juz moze nie musisz szukac? napisz 662 390 127
 lena: 01.09.2012, 13:17
 a gdzie szukać i jak poznać tego jedynego?
 Agnieszka: 31.08.2012, 22:10
 Boże spraw żebym doświadczyła miłości odwzajemnionej.
 ona...: 28.08.2012, 21:37
 ...nie znam tego uczucia i zawsze zabraniano mi kochać...czy kiedyś poznam ten stan wzniesienia? to dziwne uczucie, gdy w sercu czuje się ukłucie? kto ma być winny?...kilka chwil i jesteś już inny...
 Marcin: 26.08.2012, 22:22
 Miłość to więzy doskonałości.
 Anioł: 01.08.2012, 16:54
 Bóg sprawia często również wrażenie złośliwego. Sprzyja bowiem niegodziwcom. To wielki uczony w doświadczeniach.
 (:(: 29.07.2012, 10:59
 Kogo Bóg darzy wielką miłością, w kim pokłada wielkie nadzieje, na tego zsyła wielkie cierpienie, doświadcza go nieszczęściem.
 
[1] [2] [3] [4] [5] (6) [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30]


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej