Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
List do chłopców IX
czy da się zachować przedmałżeńską czystość?

     Cześć! Jak Ci się podoba tytuł dzisiejszego listu? Da się zachować czystość przedmałżeńską? Żadnych uczynków nieczystych, żadnego oglądania pornografii ani pornografii w myślach, ani pożądliwego patrzenia na dziewczyny, nawet na te, chodzące pół nago, bo taka moda. Jest to możliwe?

     Na początek opowiem Ci krótką historyjkę. W pewnym miasteczku żył młody człowiek. Nazwijmy go Casanovą, nie należał bowiem do najbardziej cnotliwych jego mieszkańców. Skończył już szkołę. Udało mu się dostać pracę na kilka miesięcy za 600 zł miesięcznie, ale i tę wkrótce stracił.

     Pewnego wieczoru zadzwonił do niego znany w mieście businessman - bogaty, bardzo bogaty. Mówi:

     - Wiem, że przydałoby ci się trochę pieniędzy, Casanovą. Mam dla ciebie pracę. Dobrze płatną. Za pół roku możesz zarobić 60.000 zł, czyli 10.000 na miesiąc. Płatne na końcu, pod warunkiem, że spełnisz wszystkie zobowiązania. Praca nie wymaga specjalnych kwalifikacji. Każdy może ją wykonać, ale wymaga niewątpliwie pewnej mobilizacji. W twoim przypadku chyba nawet sporej. Musisz też dowiedzieć się kilku rzeczy. Żadna filozofia. Zgłosisz się do swojego proboszcza i jak powiesz, o co chodzi, w ciągu 10 minut wszystko ci wyjaśni.

     Casanovą słuchał z coraz większą uwagą, tylko myśl, że miałby spotkać się z proboszczem, wydała mu się nieco nieprzyjemna.

     - Chodzi o to - kontynuował businessman - że chcę ci zapłacić za zachowanie czystości. Masz się powstrzymać od nieczystych uczynków, myśli i słów. Rozumiesz? Do proboszcza idź po poradę. On ci wyjaśni, co zrobić, aby dobrze wykonać zleconą pracę, a więc zarobić trochę pieniędzy. Bez niego nie poradzisz sobie, uwierz mi. Jeśli dobrze ci pójdzie, zatrudnię cię w moim przedsiębiorstwie na stałe. Wiesz, że jestem bogaty. Niczego nie będzie ci brakowało. Raz w miesiącu - dodał - będę musiał cię skontrolować. Zgłosisz się wtedy do mojego biura i podłączymy cię na chwilę do wykrywacza kłamstw. Mamy wykrywacze najnowszej generacji - super czułe. Prawdziwe cacka high-tech... I co, zgadzasz się?

     - Rozpocznijmy już od jutra rana - odparł Casanovą.

     - Spokojnie, spokojnie, musisz się przygotować - usłyszał. - Wyrzuć najpierw te wszystkie świństwa, które trzymasz w pokoju. Żeby cię nie kusiło. Wiesz, co to jest pokusa?... Obawiam się, że i internet będziesz musiał wyłączyć na stałe. Telewizor przenieś do pokoju rodziców. Zrób to dla swojego dobra. Zależy ci przecież, żeby trochę zarobić? Albo uważasz to za ograniczanie wolności?

     Casanovą milczał.

     - Swoim dziewczynom - ciągnął dalej głos w słuchawce - powiedz, że od dzisiaj interesują cię tylko poważne związki. A kumplom, że na piwo nie chodzisz, bo masz ważne sprawy na głowie. Bo masz, prawda? Ale będą się z ciebie śmiali, już to widzę! To są między innymi twoje koszty własne. Wybieraj. Z nimi będziesz klepał biedę. Ja ci płacę. Zrobisz jak zechcesz.

     Casanovą nie wahał się ani przez chwilę... Rano ledwie wstał, mknie do kościoła jak strzała. Zupełnie zapomniał, co dotąd mówił o swoim proboszczu. Tak pozytywnego nastawienia do niego i księży w ogóle nigdy dotąd nie miał.

Trudne nie oznacza niemożliwe

     Przerwijmy na chwilę opowiadanie. Gdyby zapytać czytelników, czy da się zachować czystość przedmałżeńską w czynach, słowach, myślach, co by odpowiedzieli? Część powiedziałaby: No, jasne, cóż za problem. Inni zawahaliby się (to chyba ci, którzy muszą staczać ciężkie boje o czystość). Jeszcze inni zaprzeczyliby: Nie da się. Nie ma wyjścia.

     W pewnym gimnazjum na Śląsku przeprowadzono ankietę, w której jedno z pytań brzmiało: Czy popęd seksualny jest: a) łatwy do opanowania, b) trudny do opanowania, c) nie można nad nim zapanować. Chłopcy odpowiedzieli w następujący sposób: 24 % - łatwy, 58 % - trudny, 18 % - niemożliwy do opanowania.

     To, że jedni zachowują czystość (choć inni nie) świadczy o tym, że jest to możliwe. Oczywiście! Pan Bóg nie dał nam przykazań niemożliwych do zachowania. Czy powiedziałby: Nie cudzołóż, Nie pożądaj... albo O nierządzie zaś i wszelkiej nieczystości niechaj nawet mowy nie będzie wśród was... (Ef 5,3), gdyby niemożliwe było osiągnięcie tego?... Nieczystość jest ziem, a czystość dobrem. Każde dobro jest trudne. Im większe, tym trudniejsze. Trudne nie oznacza jednak niemożliwe. Nieprawdą jest stwierdzenie: Nie da się zachować czystości. Lepiej powiedzieć: Mam trudności.

     Skąd te trudności? Wielkim ich źródłem jest "popularna kultura", tworzona przez media. Nagość, pornografia, zmysłowa moda, zachęta do życia na luzie, przykłady z życia gwiazd ekranu i sceny stale natarczywie atakują skromność i wstydliwość młodych, pobudzają zmysłowo, kuszą do nieczystości. Dla kogoś, kto chce zachować czystość, środowisko kulturowe jest niezwykle agresywne. Dorośli, którzy je tworzą, nie pomagają młodym, przeciwnie.

     Podstawową jednak rolę w zachowaniu czystości odgrywa osobista motywacja lub jej brak. Trzeba po prostu chcieć. Za 10.000 zł na miesiąc nie tylko Casanovą, ale każdy by się pewnie wysilił, każdy byłby gotów zrezygnować z tego czy tamtego: złego towarzystwa, interne-tu, telewizji. Każdy byłby gotów poszukać środków pomocnych do jej zachowania i stosował je gorliwie, prawda? Pewnie nawet ci, którzy mówili: Nie da się, uwierzyliby, że jednak się da. Wytrwać pół roku w czystości oznaczałoby zdobycie samokontroli, ale oczywiście obrona czystości wymagałaby czuwania.

     Wielu nie zachowuje czystości, ponieważ nie wiedzą, jaka jest zapłata za pracę nad sobą w tej dziedzinie (a praca nad sobą jest zawsze najlepiej płatną ze wszystkich). Ani też nie wiedzą, ile będą musieli sami zapłacić za trochę grzesznej przyjemności.

     Ci, którzy zachowują czystość przedmałżeńską otrzymują znacznie więcej, niż to, co miałby zarobić Casanovą. Otrzymują dobra bezcenne! Powiedz, jaką wartość ma szczęśliwe małżeństwo i kochająca się rodzina? Nie dałbyś każdej ceny? Oczywiście, jest bezcenna. Jaką wartość ma zdolność kochania prawdziwą miłością i bycia kochanym prawdziwą miłością? Mędrzec Syrach pisze, że miłość żony dobrej i mądrej jest cenniejsza niż złoto (Syr 7,11). Czyż nie tak? W ogóle jaką wartość ma Twoja przyszłość? Bo może mieć sens albo nie. Może być udana albo nie. Szczęśliwa albo nie. Prawdziwe szczęście i poczucie sensu życia płynie przede wszystkim ze zdolności miłowania prawdziwą Bożą miłością. Takiej miłości trzeba się uczyć.

     A jaka jest cena szczęścia, o którym Pan Jezus mówi: Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą (Mt 5, 8) Twoje życie wieczne jest warte więcej niż wszystkie pieniądze we wszystkich bankach świata. Nawet nieskończenie więcej.

Największe zło

     Myślisz, że można mieć jedno i drugie: nieczystą młodość, a potem i tak -jak gdyby nigdy nic - szczęśliwe, wierne małżeństwo? Myślisz, że można najpierw pielęgnować swój egoizm, a potem umieć kochać? Albo oglądać pornografię, a potem szanować swoją żonę? Jak się sieje oset, to wyrośnie pszenica? Nie, co się sieje, to się zbiera. Logiczne. Sieje się zło, zbiera się zwielokrotnione zło. Sieje się dobro, zbiera się zwielokrotnione dobro. Zasieje się jedno ziarenko pszenicy w dobrą glebę, wyrośnie 30, 60 albo nawet 100 nowych. Młodość to czas czynienia zasiewów. Plony zbiera się później.

     Albo użyjmy innego porównania. Jaki będzie skutek, jeśli wirus dostanie się do Twojego komputera i nie podejmiesz środków zaradczych? Popatrz, są ludzie, którzy zajmują się rozsyłaniem wirusów, niszczących komputery. Znacznie jednak więcej jest takich, którzy chcieliby nie tyle zniszczyć Twój komputer, ale Ciebie samego. Wystarczy się tylko otworzyć i przyjąć wirusy zła, które Ci posyłają zwłaszcza przy pomocy środków masowego przekazu. Zainfekujesz się i nie podejmiesz środków zaradczych w postaci spowiedzi, zło zacznie Cię niszczyć. Taka jest natura zła - rani, degraduje, pomniejsza, niszczy.

     Oficjalny Katechizm Kościoła mówi: W świetle wiary nie ma większego zła niż grzech i nic nie powoduje gorszych skutków dla samych grzeszników, dla Kościoła i całego świata (KKK 1488). Nic nie powoduje gorszych skutków niż grzech... Pan Jezus porównuje człowieka żyjącego w grzechu do gałązki odciętej od krzewu: marnieje, obumiera, nie ma szans na wydanie owoców. Święci woleli umrzeć niż zgrzeszyć. Królowa Blanka mawiała do swego syna Ludwika: Synu mój, wolałabym cię raczej zobaczyć na katafalku niż w grzechu śmiertelnym.

Burek wzorem "wolnej miłości"

     A teraz przedstawię Ci małą ilustrację tego, jak trwanie w grzechu niszczy człowieka w jego najgłębszej istocie. To nie jest całość obrazu, a tylko fragment.

     Kiedyś pisałem na przykładzie pewnego znanego seksuologa, że zwolennicy i propagandziści rozpusty, tzn. grzechu śmiertelnego (sami nazywają go "wolną miłością") nie używają takich słów jak: małżeństwo, rodzina, żona, mąż, dziecko poczęte itp. Dlaczego?... Równocześnie są oni zwolennikami legalizacji związków homoseksualnych i związków "na kocią łapę", antykoncepcji, aborcji, pornografii i wszelkiego pokrewnego zła. Kiedy słyszy się, co mówią i co piszą, łatwo zobaczyć, jacy są. Czyli, jakimi uczyniła ich propaganda i praktyka wyżej wymienionego zła.

     Stawiają np. na równi związek małżeński i związek homoseksualistów. Jeden dla nich tak samo dobry jak drugi. Tak samo stawiają na równi małżeństwo i życie "na kocią łapę". Zacierają się różnice najbardziej oczywiste. Wszystko zlewa się w jedno: mąż i żona, homoseksualiści, "kociołapy"... Przypominają się słowa Jezusa: ...otwartymi oczami nie widzą i otwartymi uszami nie słyszą, ani nie rozumieją (Mt 13, 13). Czy niewidomy mógłby się zachwycić malarstwem wielkich mistrzów - fizyczną rzeczywistością kolorów, kształtów, harmonii? Nie, jest to rzeczywistość dla niego zupełnie obojętna, bo niedostępna. Ale Pan Jezus mówi o innej ślepocie - ślepocie na rzeczywistość duchową. Zwolennik wolnej miłości nie może zachwycić się pięknem i wartością małżeństwa, rodziny, pięknem miłości wyłącznej, jedynej, wiernej. To należy do rzeczywistości niedostępnej dla niego. Zniszczył sobie zdolność widzenia. Dopiero nawrócenie przywróciłoby mu zdolność widzenia, słyszenia i rozumienia.

     Nie tylko nie pojmują, czym jest małżeństwo, ale nie są zdolni do miłości, której ono wymaga. Miłość - twierdzą - trwa najwyżej 5 lat. Nie potrafią być kochającymi, odpowiedzialnymi mężami, żonami, ojcami, matkami. Potrafią jedynie zakochiwać się i żyć jakiś czas bez odpowiedzialności i zobowiązań. To jest maksimum, na które ich stać. Urodzili się takimi? Nie! Grzech najpierw niszczy miłość, bo miłość jest z Boga (1 J 4, 7), a potem zdolność miłowania. Miłość normalnych małżonków nie ustaje, a przeciwnie stale ubogaca się, pogłębia, rozwija, pokonuje wszelkie trudności.

     Czy myślisz, że ci zwolennicy tzw. "wolnej miłości" potrafią pięknie, satysfakcjonujące współżyć, jak normalni małżonkowie? Ani w 5 procentach. Wiesz, co o tym świadczy? Stale mianowicie w tej sferze utożsamiają ludzi ze zwierzętami. Dziwne, prawda? Nawet czołowi seksuolodzy z profesorskimi tytułami tak robią. Nie widzą różnicy!... A jest ona mniej więcej taka, jak między ucztą weselną w królewskim pałacu a chłeptaniem przez Burka zupy z miski przy budzie. Ktoś, kto wie, na czym polega współżycie seksualne małżonków, nie będzie nigdy dokonywał takich porównań. Kto zaś potrafi tylko kopulo-wać jak zwierzątko czyli bez miłości, z każdą, która przytrafi się po drodze, o ile zaczną tylko działać hormony powodujące erekcję, ktoś taki będzie oczywiście myślał, że porównanie z Burkiem jest zawsze słuszne. I rzeczywiście jest ono słuszne, ale w niektórych tylko przypadkach. Burek jest doskonałym wzorem postępowania dla wszystkich zwolenników "wolnej miłości". Tyle tylko, że ludzie na ogół mają inne wzory... Co się stało? Gwiazdy zadecydowały, że są tacy upośledzeni i prymitywni? Bynajmniej. Po prostu z własnej i nie przymuszonej woli "zeszli na psy". Uprawianie "wolnej miłości" na wzór Burka doprowadziło ich w końcu do jego poziomu.

Ocalić i dziecko, i matkę

     To, jak zło niszczy, najpełniej obrazuje nastawienie zwolenników "wolnej miłości" do dzieci. Pierwsza reakcja normalnego, dorosłego człowieka wobec bezbronnego dziecka, któremu coś zagraża, to przygarnąć je, ochronić, otoczyć opieką, nawet narażając siebie. Dzieci szczególnie łatwo budzą miłość i współczucie normalnych, dorosłych ludzi. Nawet bezwzględni tyrani, bywało, litowali się nad dziećmi... Najbardziej bezbronnym dzieckiem jest to jeszcze nienarodzone. Nie może nawet krzyczeć, czy prosić o litość. Zwolennicy "wolnej miłości" są oczywiście za aborcją. Gdyby rodzice chcieli zabić swoje dziecko - twierdzą - trzeba im to umożliwić. Niech nawet państwo zapłaci za tę "usługę". A skąd wziąć pieniądze dla killera? Z Narodowego Funduszu Zdrowia... Czy jakiś pisarz wpadłby na podobny pomysł - jakiś mistrz groteski czy surrealizmu? Zupełnie niesłychane scenariusze - rzeczywiste, realne - piszą ludzie, którzy są pod władzą diabła (Dz 10, 38). Kto jest pod władzą diabła? Kto grzeszy, jest dzieckiem diabła (1 J 3, 8).

     Nie ma w nich nie tylko miłości do bezbronnego dziecka, ale nawet litości - jak u diabła. Uważają, że skoro nie słyszą płaczu i prośby o litość, to nie jest człowiekiem? Jest to mądre? Kiedyś sami byli takimi bezbronnymi dziećmi. Powinni być wdzięczni rodzicom, że nie dokonali na nich "zabiegu przerwania ciąży".

     Mam następujące pytanie do zwolenników aborcji: Czy chciałbyś, żeby Twoja matka kierowała się w swoim postępowaniu "prawem do własnego brzucha" - jak mówią uroczo feministki? To byłeś Ty w jej łonie, w pierwszej fazie życia, czy jakaś niepożądana narośl w jej brzuchu? "Rzecz", "coś" czy Twoje życie?... Małe dzieci są przez niektórych traktowane jak rakowa tkanka, którą trzeba chirurgicznie usunąć, póki nie urośnie.

     Brak wszelkich wyższych uczuć? Nie trzeba miłości, wystarczyłaby litość, żeby powiedzieć: pozwólmy żyć tym dzieciom, jak i nam pozwolono. Stwórzmy ustawy, które zagwarantują pomoc matkom w trudnej sytuacji materialnej, aby mogły urodzić. A później móc oddać je w adopcję. Tyle małżeństw nie może mieć dzieci i chciałoby je adoptować. Propagatorzy aborcji mówią inaczej: Stwórzmy ustawy, żeby każdy kto chce, mógł zabić.

     Wiesz, kto pierwszy raz wydał takie ustawy? Komunistyczni ludobójcy w ZSRR w latach 20. XX w., a potem Hitler. Pełno osobników o podobnej wrażliwości wokół nas - wykształceni, na stanowiskach, elokwentni, wybrani w wolnych wyborach.

     Nazywają to pomaganiem kobietom w trudnej sytuacji socjalnej, czy jakoś tak. Ciekawe, nie sądzisz? Unicestwić dziecko, czyniąc równocześnie matkę dzieciobójczynią, tzn. i ją unicestwić psychicznie. To nazywają "pomocą". Kto by wpadł na taki pomysł?... Przez pomoc rozumiałbym wsparcie matki materialnie, psychologicznie, duchowo i ocalenie dziecka. Ocalić i matkę i dziecko.

     Jeżeli matka zabije swoje dziecko legalnie - myślą - wszystko będzie w porządku... A co z sumieniem tej matki?... Nie wiedzą, że człowiek ma sumienie! A więc sami są bez sumienia. Zło degeneruje, odczłowiecza. Po dłuższym trwaniu w grzechu czyli destruktywnej rzeczywistości zła, zanika miłość, szacunek dla drugiej osoby, wdzięczność, lojalność, wierność, uczciwość, przyzwoitość. Pozostają instynkty, niepokój, złość, doraźny spryt. Zło atakuje i niszczy sferę wartości, wypiera ideały, ambicje, skrupuły.

     Wirus zła atakuje i niszczy przede wszystkim duchową sferę. Człowiek zmysłowy bowiem nie pojmuje tego, co jest z Bożego Ducha. Głupstwem mu się to wydaje... - pisze św. Paweł (1 Kor 2, 14). Przekonanie kogoś, kto pozwolił, by wirus grzechu zniszczył jego sferę duchową o tym np. że jest życie wieczne i nasze życie na ziemi rozstrzyga o nim, jest chyba trudniejsze niż przekonanie aborcjonisty, że nie wolno zabijać dzieci nienarodzonych. Po prostu NIE POJMUJE, głupstwem mu się to wydaje.

     Można doprowadzić się przez grzech do takiego stanu, że przestaje się widzieć, słyszeć, pojmować i wtedy rzeczy najważniejsze - miłość, życie ludzkie, małżeństwo, rodzina, Bóg, wieczność i wiele innych - zaczynają wydawać się głupstwem. Najwyższą "wartością" staje się zaspokojenie instynktów, egoizm, cwaniactwo, pieniądze, władza itp.

Casanovą u proboszcza

     A teraz dalszy ciąg opowiadania.

     Nazajutrz po ważnym telefonie, skoro świt, Casanovą mknie na spotkanie ze swoim proboszczem. Zapukał do drzwi.

     - O, Casanovą - zdziwił się proboszcz. - Dobrze, że jesteś. Dawno cię nie widziałem. Chodzenie na dyskoteki nie idzie chyba w parze z chodzeniem do kościoła. Wiadomo: "Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca" - zacytował. - Co mogę zrobić dla ciebie? Mów śmiało, co ci leży na sercu.

     Casanovą opowiedział o swojej nowej pracy. Ksiądz proboszcz słuchał uważnie.

     - Ciało - powiedział - do czego innego dąży niż Duch, a Duch do czego innego niż ciało. Tylko przy pomocy Ducha można zwyciężyć cielesne pożądliwości, to znaczy z Bożą pomocą. Rozumiesz teraz, dlaczego twój pracodawca wysłał cię do mnie. Potrzebujesz przede wszystkim sakramentów i modlitwy. Najpierw spowiedź. Jak najszybciej, najlepiej dzisiaj. Komunii św. potrzebujesz teraz bardziej niż codziennego pożywienia. Modlitwy bardziej niż powietrza. Nie myśl, że jedno "Ojcze nasz" i "Zdrowaś Maryjo" przed spaniem wystarczy. Rozpocznij od dziesiątki różańca rano i dziesiątki wieczorem.

     Casanovą skrzywił się nieco.

     - Masz pewnie lekką awersję do modlitwy - ciągnął ksiądz proboszcz. - Nie może być inaczej po kilku latach życia "za pan brat" z diabłem. Początki będą trudne. Nie myślałeś chyba, że zapłatę otrzymasz bez wysiłku. Polubisz modlitwę, jak zobaczysz jej efekty. "Kto się modli, ten się zbawia" - mówili święci. Wiesz, co to znaczy "zbawia"? To znaczy uwalnia między innymi od duchowej ślepoty, głuchoty, tępoty, nałogów i diabła.

     - Jak mam się modlić, skoro ja chyba w ogóle nie wierzę? - powiedział nieśmiało Casanovą.

     - To też nic dziwnego - odpowiedział proboszcz. - Żyłeś jak ateista, więc czego się spodziewasz. Módl się, nawet jeśli nie wierzysz, aby uwierzyć. Przez martwotę trzeba przebić się do Życia. A potem pozostanie jeszcze powalczyć z ateistycznymi przyzwyczajeniami, sposobem myślenia, jak gdyby Pana Boga nie było, nałogami i z diabłem, który ma cię teraz w swoich łapach. Będzie kręcił się wokół ciebie. Przez modlitwę mówisz Jezusowi, że On jest twoim Mistrzem i Panem. Wzywasz Go i otwierasz się na Niego. On cię będzie bronił, umacniał i przemieniał. Nie myśl jednak, że wszystko zrobi za ciebie - to po pierwsze. A po drugie - nie pomyśl, że dasz sobie radę sam bez Niego. Proś o dar czystości, bo czystość to dar Pana Boga, a równocześnie zabiegaj o nią, jakby wszystko zależało od ciebie. 50 procent wysiłku na przebijanie się do wiary i budowanie przyjaźni z Chrystusem, 50 procent wysiłku na unikanie okazji do grzechu. Program prosty, ale trudny - nie ukrywam. Musisz być jak żołnierz Chrystusa. Bierzesz udział w duchowej wojnie między dobrem a złem. Twoja przyszłość zależy od tego, po której stronie się opowiesz. Zły chce zagarnąć cię dla siebie. Jego atak skierowany jest na najsłabszy punkt młodych - seksualność. Zły jest potężny. Ma w swoich rękach media i bardzo wpływowych ludzi. Robią wszystko, co on chce. Ale z Jezusem nie musisz się niczego bać. Jest Miłością. Jak naturą ptaka jest latać, a naturą drzewa rosnąć w górę, tak naturą Jezusa jest ochraniać, umacniać, ocalać, uzdrawiać, prowadzić, przepędzać Złego. Na tym polega Miłość, zgodzisz się? I ma tę Miłość do wszystkich, nawet największych grzeszników. Oby tylko chcieli się na nią otworzyć.

     Tak zakończyła się pierwsza rozmowa Casanovy z proboszczem. I tak kończy się mój dzisiejszy list.

     Cześć! Do następnego razu.


Twój starszy brat, Jan Bilewicz


Publikacja za zgodą redakcji

nr 1-2004


   




Wasze komentarze:
 kotek: 03.06.2015, 12:11
 Mi się nie podoba, jeżeli którykolwiek partner przy swoim (pierwszym) małżeństwie nie jest dziewiczy. Nie chciałbym być nie-dziewiczy przy ślubie czy też żenić się z nie-dziewiczą kobietą. To bardzo dobra postawa, dla mnie to jest, potocznie mówiąc, "sexy". Sprawia, że docenia się cnotliwość. Z płciowości czyni się "dzieło sztuki", zaprowadza się porządek, wyciąga się walory "artystyczne", estetyczne i duchowe. Dla mnie czystość jest "sexy". A nieczystość rujnuje, niszczy piękno płciowości i nie tylko, spłyca nawet przyjemności seksualne... Moi rodzice poczęli mnie przed ślubem niestety, ale kilka miesięcy potem pobrali się i mieli jeszcze dwójkę dzieci. Nie zarabiają najwięcej, ale mi się dużo rzeczy u nich podoba - nie czekali z małżeństwem (w moim obecnym wieku byli po ślubie i narodzinach dziecka...), zdaje się, że rodzina jest dla nich ważniejsza od kariery... Mnie "karierowictwo" nie pociąga. Rodzice mają swoje ewidentne wady (agresywność, wulgarność), nie żyją ze sobą zbyt dobrze, ale należy im się szacunek za to, że wcześnie wzięli ślub, mają troje dzieci i utrzymują je. To mi może imponować.
 Rafał: 13.04.2009, 13:56
 Dziekuje za te słowa...
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej