Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
List do chłopców XII
o tym, jak postanowiłem pójść na wojnę

     Drodzy braciszkowie! Cześć! Tu Wasz starszy brat. Pozdrowienia. Piszę ten list w połowie października, miesiąc po straszliwych atakach terrorystycznych na Nowy Jork i Waszyngton. Zginęło w nich - jak pamiętacie - ok. 6,5 tys. ludzi... To tyle, co ludność małego miasteczka. Pytam samego siebie, dlaczego doszło do tego. Dlaczego!? Szukam odpowiedzi... Nie zadowalają mnie wyjaśnienia w prasie. Chyba są jeszcze inne mechanizmy, które spowodowały tę tragedię.

     W niedzielę 7 października rozpoczęła się - jak to ktoś określił - "I światowa wojna przeciwko terroryzmowi". Sekretarz obrony USA stwierdził, że nie będzie ona toczyć się tylko w górach Afganistanu. Front jest wszędzie: w Berlinie, Londynie, Warszawie. Jej żołnierzami będziemy my wszyscy zagrożeni plagą terroru obywatele "demokratycznego świata", broniącego się przed "dyktatem szaleńców i fanatyków"... Zgoda! Idę na wojnę. Trzeba bronić się przed dyktatem szaleńców i fanatyków.

     Pierwszego dnia wojny przeciwko terroryzmowi Amerykanie wystrzelili 50 rakiet Tomahawk na cele w Afganistanie. Równocześnie czytam, że FBI ostrzega przed możliwością kolejnego ataku terrorystów na skalę tego z 11 września. Patrole policji, kontrole budynków użyteczności publicznej, na lotniskach, dworcach. Chronić trzeba elektrownie atomowe, a także zbiorniki wody i zakłady produkujące żywność, ponieważ terroryści posługują się bronią biologiczną.

     Toczy się wojna psychologiczna. Zainstalowano przy granicy afgańskiej silną rozgłośnię radiową, zrzuca się z samolotów ulotki... Chodzi o zmianę świadomości ludzi, wyprostowanie wypaczonych sumień. Zostali uformowani przez propagandę w kłamstwie. Zabić Amerykanina to dla nich żadne przestępstwo, żadne zło... Ale nie wolno przecież zabijać. Jasne! Oczywiste! Człowieka można jednak kształtować... jak glinę, przemilczając fakty, mówiąc część prawdy, chwaląc zło, ośmieszając dobro, powtarzając wielokrotnie kłamstwa, aż w końcu zacznie się je przyjmować za prawdę.

     Czy wszystkie te podjęte środki wystarczą? Czy uda się wszystkiego upilnować? Czy uda się wszystko kontrolować tak, aby bieg wydarzeń toczył się po myśli Amerykanów? Czy rakiety, bombowce, lotniskowce, komandosi wygrają konfrontację z terrorystami? Wszystko zależy od naszych własnych uzdolnień, inteligencji, siły - myśli się dosyć powszechnie. Ameryka jest potężna! Czy rzeczywiście potrafimy w 100% pokierować swoją przyszłością? Pomyśl... Czy potrafią to zrobić Amerykanie? Dlaczego w takim razie była klęska w Wietnamie, dlaczego różnego rodzaju kryzysy społeczne, gospodarcze, dlaczego zatonął Titanic, rozbił się Apollo? Dlaczego w ogóle doszło do ataku na Nowy Jork i Waszyngton? Nie, nie potrafimy wszystkiego przewidzieć, wszystkim pokierować.

     Co poza akcją militarną? Słychać głosy, że Ameryka i inne kraje zachodnie muszą dzielić się swoim bogactwem, że skrajna bieda wielu i bogactwo nielicznych rodzi desperację. Jakże słuszne projekty! Właśnie! Zaprosić przedstawicieli najuboższych państw i powiedzieć: "Bracia, czyniliśmy niesprawiedliwość wobec was. Bo niesprawiedliwym jest wydawać miliardy dolarów na kosmetyki, najnowszą modę, karmę dla psów, pornografię itp., kiedy wy umieracie z głodu. Wybaczcie nam to zło. Chcemy je teraz naprawić..." Przypominają mi się słowa mędrca Syracha: Komory swoje napełnij jałmużną, a wyrwie cię ona z każdego nieszczęścia; skuteczniej niż mocna tarcza i włócznia będzie o ciebie walczyła przeciw nieprzyjaciołom (Syr 29, 13). Zastanawiające słowa.

     Szukam dalej światła. Pan Jezus mówi: Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie (Mt 7, 12). Jest to tzw. "złota zasada" postępowania. Widzę gdzie indziej sprecyzowanie, ilustrację tej zasady: Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią (Mt 5, 7). Czyli: czyńcie innym miłosierdzie, aby samym dostąpić miłosierdzia. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone... Dawajcie, a będzie wam dane... Odmierzą wam taką miarą, jaką wy mierzycie (Łk 6, 37-38). Podsumować można w ten sposób: Kto czyni dobro, spotka je na swej ścieżce (Syr 3, 31). Kto czyni zło, sam je na siebie sprowadza... (Syr 27, 27). Uczynione dobro w taki, czy inny sposób powraca do nas, uczynione zło także.

     Ameryka ma niestety swoich własnych terrorystów, mordujących z zimną krwią bezbronnych ludzi. Co gorsza ich działalność została zalegalizowana przez państwo. Jednego z nich dobrze znamy; nazywa się dr B. Nathanson - nawrócony terrorysta. Poczuwa się do odpowiedzialności za śmierć 75 tys. ludzi (to średniej wielkości miasto). Jak można się spodziewać, że państwo, które legalizuje zabijanie bezbronnych dzieci będzie żyło w pokoju? To byłoby po prostu nielogiczne... Logiczne wydaje mi się twierdzenie: państwo, które legalizuje i czyni barbarzyństwo, doświadczy barbarzyństwa, zaś państwo, które czyni miłosierdzie, dostąpi miłosierdzia i pokoju...

Myślę, że dobrze by było, gdyby władze amerykańskie rozpoczęły wojnę przeciwko terroryzmowi światowemu od swojego kraju. Do tego nie potrzeba nawet armat, rakiet i czołgów... To jest podstawa. Jeśli tego nie zrobią, nie zapewnią im pokoju - obawiam się - ani najlepiej wyszkoleni komandosi, ani FBI, ani CIA (choćby zwiększyć jej budżet o następne 30 mld dolarów), ani najnowocześniejsze rakiety, czołgi i samoloty. Tak myślę.

     A w Polsce są terroryści? Niestety! Wszelkiego rodzaju. Na wojnę właśnie z nimi się wybieram. Trzeba walczyć "z dyktatem szaleńców i fanatyków". Nie będę walczył "mieczem", bo którzy za miecz chwytają, od miecza giną (Mt 26, 52), ale modlitwą, postem, ofiarą, słowem. To jest najskuteczniejsza broń. Tego, a nie rakiet, najbardziej boi się szatan, źródło wszelkiego zła.

     Oto np. znajdują się w naszym kraju ludzie potężni, wpływowi, bogaci, posiadający w swych rękach środki propagandy, którzy zamierzają na nowo wprowadzić prawo umożliwiające zabijanie dzieci nienarodzonych. Już kiedyś istniało u nas takie prawo. Po raz pierwszy wprowadzili je hitlerowcy w 1943 r., po raz drugi stalinowcy w 1956 r. Chcą, na naszych oczach, włączyć się w ten łańcuszek. Jeżeli ustawa zostanie wprowadzona, będzie ginęło każdego roku kilkadziesiąt, może kilkaset tysięcy Polaków. Stoimy wobec szczególnego "zagrożenia plagą terroryzmu".

     Nie nazywają tego zabijaniem dzieci. Oczywiście, że nie. Rozumiem. Zło ubiera się zawsze w ładne słówka. Zły zawsze coś podpowie. Podam kilka autentycznych przykładów. Zamiast "zabić" można powiedzieć "poszerzać swoją przestrzeń życiową", "wyeliminować wrogów ludu", "rozprawić się z przeciwnikami sprawiedliwości i równości społecznej" itp. Obóz śmierci można nazwać "obozem rehabilitacyjnym" albo "obozem pracy" i umieścić nad bramą napis "Praca czyni wolnym". Zakład uśmiercania dzieci można nazwać "kliniką aborcyjną" albo gabinetem ginekologicznym z "pełnym zakresem usług" i umieścić nad nim odpowiedni szyld z godzinami "przyjęć"... Ale co z tego, że coś się nazwie tak czy inaczej. Ładne słówka nic w istocie nie zmieniają. Zło i tak pozostaje złem. Fakty pozostają faktami.

     Jakie są te fakty? Nauka wie z całą pewnością, że życie człowieka rozpoczyna się w chwili poczęcia. Zwróć uwagę, że nie chodzi o czyjeś poglądy, o jakąś ideologię, filozofię, nawet nie o teologię. Chodzi o potwierdzone empirycznie fakty.

     Zresztą wystarczy trochę zdrowego rozsądku. Pomyśl: gdyby Twoi rodzice zdecydowali się kiedyś na tzw. "zabieg przerwania ciąży", nie byłoby Ciebie teraz na świecie... Byłby to raczej "zabieg przerwania Twojego życia", prawda? Twojego życia, bo to byłeś Ty! Ty, tam pod sercem Twojej mamy. Pozwolono Ci żyć, choć nie wszyscy mieli to szczęście. W Twojej klasie, na podwórku brakuje sporo osób. Oni już żyli, byli na świecie, ale zostali zabici w okrutny sposób: rozczłonkowani, a następnie ich szczątki wyssane przy pomocy chirurgicznego urządzenia i wyrzucone na śmietnik... A mogliby być, żyć. Znałbyś ich. Może byś się nawet z nimi przyjaźnił. Zabito niektórych Twoich kumpli, kompanów do gry w piłkę, sympatyczne dziewczyny. Zresztą nie o to chodzi: po prostu zginęli ludzie. Mieli otwarte wszystkie możliwości. Całe życie było przed nimi...

     Dorośli o normalnych, zdrowych sumieniach, boleśnie przeżywają podjętą kiedyś straszliwą decyzję. Podjętą pośpiesznie, pod wpływem chwili, czyjejś rady, pod wpływem prawa, które na taką decyzję pozwalało, kamuflując w ten sposób jej powagę, pod wpływem propagandowych kłamstw. Wydawało się, że słusznym jest najpierw urządzić się, że nie ma dość pieniędzy, że nie ma dość miejsca w mieszkaniu... Ale co położyć na drugiej szali, kiedy na jednej leży życie człowieka... I teraz np. 7 lat po tym fakcie każde spotkane na ulicy dziecko z tornistrem przypomina, że to moje rozpoczęłoby właśnie szkołę... Ale nie ma go! Mogłoby żyć, ale nie żyje!

     Oczywiście, że nie wszyscy przeżywają dokonaną aborcję głęboko. Dla niektórych to nie jest żadne przestępstwo, żadne zło. Powtarzają oni bezmyślnie propagowane slogany. Można dokonać strasznych rzeczy i nic specjalnego nie czuć... Można nawet dokonać straszliwych zbrodni i cieszyć się z tego. Pamiętasz te tańce radości na ulicach niektórych miast 11 września? A jak musieli świętować sami terroryści? Chciałbyś być taki?

     O zbrodniczych planach można mówić ze spokojem, nawet pisać o nich w swoich programach wyborczych otwarcie, bez mrugnięcia okiem, bez cienia wątpliwości. Chyba nawet wystrzelą korki szampanów w niektórych domach, kiedy wreszcie przegłosuje się długo oczekiwaną ustawę.

     Nauka udowodniła, ze życie człowieka rozpoczyna się w chwili poczęcia, psychologia mówi o katastrofalnych konsekwencjach aborcji dla tych, którzy jej dokonują. Ojciec Święty, Jan Paweł II, największy autorytet współczesnego świata, największy Polak w dziejach naszego narodu, woła, że nie wolno zabijać ludzi i nie wolno legalizować zabijania. Powtarza to od 23 lat, Kościół od 2 tysięcy... A oni piszą w swoich programach wyborczych, że pozwolą na zabijanie. Wbrew faktom, wbrew zdrowemu rozsądkowi, wbrew powszechnie uznawanym autorytetom. Czysty fanatyzm, czyste szaleństwo.

     Mówi się u nas dużo o fanatyzmie religijnym Talibów. A może mamy u siebie równie, albo bardziej fanatycznych ateistów. Czy dla Talibów bin Laden jest fanatykiem? Ależ skąd! Raczej bohaterem. Chętnie wybraliby go na prezydenta... Świadomość ludzi można przez propagandę kształtować, sumienia wykoślawiać, deformować. Nie zawsze są one kształtowane w prawdzie... A jaka jest prawda? Bóg, który jest Prawdą, mówi: "Nie zabijaj".

     Czy państwo, które sankcjonuje zabijanie swoich najsłabszych, najbardziej bezbronnych, najbardziej potrzebujących ochrony obywateli, może spodziewać się pokoju, pomyślności, szczęścia? To byłoby zupełnie nielogiczne oczekiwanie. Pragnienie "gwiazdki z nieba". Tylko miłosierni dostępują miłosierdzia. Co byłoby tym miłosierdziem? Ustawowo zagwarantowana pomoc matkom oczekującym dziecka, w trudnej sytuacji, tym zdesperowanym i samotnym. Zapewnienie im warunków do urodzenia i wychowania go, albo oddania w adopcję. Proste?... Dla niektórych prostsze jest zabijanie. Dla fanatyków.

     Kończę. Do następnego razu! Trzymaj się. I kochaj dzieci, broń dzieci, broń bezbronnych. Bądź zawsze myślą, słowem i czynem po stronie cywilizacji życia, a nie cywilizacji śmierci. Tę wojnę z terroryzmem wobec nie narodzonych musimy wygrać także dlatego, aby bez lęku patrzeć w przyszłość. Rozumiesz?... "Kto czyni zło, sam je na siebie sprowadza" - powiedziane zostało. Cześć.


Twój brat, Jan Bilewicz


Publikacja za zgodą redakcji

nr 11-12/2001


   




Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej