Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Pozwolić Bogu się zaskoczyć

Wywiad z wolontariuszką Zosią Wróbel,
która 29 lipca br. wróciła z pracy misyjnej na Madagaskarze

Zosia Wróbel pochodzi z Raszyna koło Warszawy. Jest absolwentką Wydziału Lingwistyki Stosowanej UW. Pracowała przez rok na placówce sióstr salezjanek w Manazary na Madagaskarze.
     Jak doszło do Twojego wyjazdu na misje?

     Bardzo pokrętną drogą. O wolontariacie misyjnym dowiedziałam się tylko dlatego, że szukałam taniego kursu języka egzotycznego, najlepiej suahili. Moja siostra przekazała mi błędną informację, że salezjanie uczą takich języków. I tak poznałam salezjanów i salezjanki. Zajrzałam na ich stronę internetową i zobaczyłam link do wolontariatu, napisałam list motywacyjny i wysłałam CV. Potem sprawy potoczyły się już same...

     Dlaczego właśnie Madagaskar?

     To zupełny przypadek, jeśli w planach Bożych można mówić o przypadkach. Pół roku przed decyzją o pracy na misjach żartowałam wprawdzie, że kiedyś wyjadę na Madagaskar, ale absolutnie nie myślałam, że kiedyś do tego dojdzie. Ot tak, spodobała mi się nazwa kraju i pewnie urzekła mnie zabawna kreskówka filmowa, o której było głośno wtedy.

     Pod koniec grudnia 2006 zgłosiłam księdzu koordynatorowi wolontariatu chęć wyjazdu na rok na misje. Nie określałam kraju, zastrzegłam tylko, że chcę jechać do ciepłego klimatu. Bardzo nie lubię zimna. Miesiąc później ksiądz zapytał mnie czy pojechałabym na Madagaskar, natychmiast powiedziałam, że tak.

     Jaka była reakcja Twoich bliskich na tę decyzję?

     Najpierw myśleli, że tylko żartuję. Na początku nie podobał im się ten pomysł, ale mój upór i stanowczość sprawiły, że w końcu pogodzili się z moją decyzją. Potem bardzo mnie wspierali w przygotowaniach do wyjazdu.

     Pierwsze wrażenia po wylądowaniu na Czerwonej Wyspie.

     Byłam zachwycona zestawem kolorów: intensywny błękit nieba, zieleń krzewów i czerwona ziemia. Urzekła mnie też uroda ludzi, zwłaszcza dzieci. A z samolotu podziwiałam pofałdowaną rzeźbę terenu i meandry rzek. Madagaskar jest naprawdę przepiękny!

     Pracowałaś z siostrami salezjankami w Manazary. Co siostry tam robią i jakie były Twoje zadania?

     Siostry katechizują w Manazary i pomagają księżom zanosząc Najśw. Sakrament do kilku z 16 kaplic należących do parafii. Oprócz tego prowadzą szkołę podstawową, gimnazjum i szkołę zawodową krawiecką dla dziewcząt, oratorium oraz punkt opieki medycznej. Ja uczyłam języka angielskiego w szkole podstawowej i gimnazjum.

     Jacy są Malgasze i jak żyją na co dzień?

     Są bardzo podobni do nas Polaków, ale ich życie jest dużo trudniejsze od naszego. Zwłaszcza na wsi. Ludzi nie stać na prąd i gaz. Po wodę nawet w stolicy trzeba iść do studni. Ale są tam też ludzie zamożniejsi, którzy chodzą w nowych ubraniach, mają komórki i telewizory. Na wsi dużo pracuje się w polu, jeśli się je ma, dzieci pilnują młodszego rodzeństwa i pomagają rodzicom w pracy.

     Jak wygląda edukacja w tym kraju, co jest problemem dzieci i młodzieży?

     Nie wszystkie dzieci są wysyłane przez rodziców do szkoły, nawet jeśli siostry oferują im pomoc w postaci projektu Adopcji na odległość. Często młodzież i dzieci nie mają możliwości, żeby się uczyć – książki są drogie, rodzice nie potrafią im pomóc w nauce albo nie dostrzegają wartości edukacji. Ponadto Madagaskar jest wyspą, stąd można się wydostać tylko drogą morską albo lotniczą, a to jest niezwykle kosztowne i bardzo wpływa na ich motywację do nauki, a właściwie na brak motywacji. Jest tam też młodzież głodna wiedzy i ciekawa świata, ale jest im trudniej...

     Czym było dla Ciebie doświadczenie wolontariatu misyjnego?

     Wielkimi rekolekcjami i szkołą pokory. Zobaczyłam jak wiele posiadam tu w Polsce i co jest dla mnie najważniejsze – Bóg i moi bliscy. Nauczyłam się, że w porozumiewaniu z ludźmi często wystarczą najprostsze gesty i uśmiech. Tam przez długi czas nie mogłam porozumieć się z ludźmi, bo oni nie znali francuskiego, a ja nie znałam malgaskiego. I nauczyłam się bardziej odpowiadać na potrzeby uczniów na lekcjach. Musiałam zupełnie zmienić mój sposób nauczania, dostosować go do tamtejszych warunków.

     Co chciałabyś powiedzieć młodym ludziom, którzy pragną wyjechać na misje?

     Że każdy wyjazd jest inny i nie ma reguły, jakim będzie doświadczeniem. Trzeba dobrze rozeznać czy na pewno chce się jechać na misje, by później nie było żadnej wątpliwości... Resztę należy oddać Bogu i pozwolić się zaskoczyć. Mój wyjazd był ciągiem wielu zaskakujących niespodzianek. Chciałabym powiedzieć wolontariuszom, aby dobrze przygotowali się na tą niezwykłą przygodę!


Rozmawiała: s. Grażyna Sikora CMW


Tekst pochodzi z Pisma
Przyjaciół i Sympatyków Misji

wrzesień-październik 2008



Moja piękna Afryka Moja piękna Afryka
Ks. Hieronim Siwek
Opowiadania, szkice, myśli i refleksje spisane w wolnych chwilach na misjach w Tanzanii, w Afryce Wschodniej.... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej