Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki

Smutno... trochę czarno

List wolontariuszki Międzynarodowego Wolontariatu Don Bosco Karoliny Kalaty
pracującej na misjach w Zambii.

Smutno...trochę czarno
Trwać w codziennej, niecodzienności
W oczekiwaniu na nieskończone, niepoznanie
W prostocie dnia codziennego, umorusanej w czerni Twoich oczu
Szukając banalnej miłości - anioła o połamanych skrzydłach...

     Nie zawsze jest tak, że to co dla mnie wydaje się dobre okazuje się dobre dla ogółu...że okazuje się w ogóle jakieś.

     Zapach bananowców może wcale nie istnieć, a jeśli gwiazdy święcą na tym niebie, to nie wszyscy musimy widzieć je tak samo. Jest jednak coś, co dla wszystkich tu jest oczywiste, a co mnie samej nie mieści się w głowie. Być może jestem zbyt zamknięta, może zbyt europejska, a może po prostu nasze światy nigdy nie spotkają się na rozstaju dróg.

     Tradycja, słowo zatopione w goryczy i żalu, w niezrozumieniu i ciągłym pytaniu dlaczego? Choć tyle razy obiecywałam nie pytać... Ale czy nie warto pytać, jeśli za wszelka cenę pragnie się znaleźć odpowiedz?

     Wyobraźmy sobie taką sytuację... jest sobie chłopak i dziewczyna, maja nieco ponad 20 lat, młodzi, pełni życia, związani tradycja. Nawet jeśli czują, że chcieliby się poznać, że mają pragnienie stworzenia czegoś trwałego, prawdziwego nie będzie się to działo tak jak w Polsce. Nie pójdą na pierwszą randkę do kina, nie zjedzą razem kolacji, nawet nie pójdą na spacer, on nie będzie jej prawił komplementów, a ona nie będzie mogła zapytać o tysiące spraw...nie dlatego, że nie ma takiej fizycznej możliwości, ale z powodu tradycji. Tutaj, jeśli chłopak rozmawia z dziewczyna jest to jednoznaczne - ma w stosunku do niej złe zamiary, a i ona nie jest bez winy. Łańcuch wydarzeń i nieporozumień... domysłów, plotek i koniec. Nie ma nic...nic nie zdążyło się nawet wydarzyć. A teraz pytanie - jeśli nie damy im szansy na zwyczajne zawiązanie znajomości, na spotkania, rozmowy, na nauczenie się bycia obok siebie, szanowania swojej seksualności, to jak skończy się ta historia? Smutno... podobno zakazany owoc smakuje najlepiej... a potem przechodzi z rąk do rąk, bo nikt nie wie, że trzeba go pokochać, przytulić, otoczyć opieką. Przechodzi rzucany, szargany, pozbawiony godności.... większość z nich zachoruje na AIDS, jeśli zwiążą się z partnerem "pozytywnym" Będą żyli krótko, jeśli uda im się żyć w czystości maja szanse na kilka lat więcej. Powszechnie uznawany za temat TABU sex jest tu powszedniejszy niż dwa posiłki dziennie, a jednak tak bardzo nie taki jak być powinien.

     Czasem wydaje mi się to absurdalne. Nieumiejętność myślenia przyszłościowego, niejako prognozowania skutków pewnych zachowań. Złapany w kłusownicze wnyki... z poraniona łapą, pod rozłożystym drzewem siedzi wilk. Codziennie rano z domu na przeciwko wychodzi człowiek, który siada na werandzie i patrzy na cierpiące zwierze. Jedyna rzeczą o której myśli wilk, który nie ma nic do roboty, prócz zatapiania wzroku w zielona przestrzeń jest pożarcie tego, który patrzy beznamiętnie na jego męczarnie. Zaspokojenie instynktu, korty karze mu zabijać. Może gdyby człowiek spróbowałby go oswoi, nie byłby tak dziki... może gdyby opatrzył jego rany, nakarmił....pozwolił sobie zaufać...mogliby nawet zostać przyjaciółmi, ale człowiek niewzruszenie siedzi na werandzie domu patrząc w smutne oczy wilka. Nie jest chyba zaskoczeniem, że kiedy łańcuch się urywa zwierze natychmiast rzuca się z wściekłością na człowieka. Jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś... jesteś odpowiedzialny za to, czego oswoić nie chciałeś, a co bez Twojej pomocy nigdy nie przybierze postaci róży.

     Głosy młodych Zambijczyków zdają się mówić : zabrania się nam tego co jest tak naturalne, więc na przekór wszystkiemu będziemy dążyć do tego co daje choć namiastkę prawdziwości. Do zaspokojenia pożądania, które jest marna kopia pragnienia, do chwili zadowolenia, która nie ma nic wspólnego ze szczęściem, do uczucia bliskości, które do miłości ma się nijak. Oczywiście nie odnosi się to do 100% tutejszej młodzieży, mówię natomiast o tych, którzy każdy wieczór spędzają w okolicy miejscowego rynku, o tych, którzy odurzeni narkotykami, alkoholem chcą dać upust nagromadzonym w sobie emocjom i też o tych, którzy choć chcą żyć inaczej boja się szykany, oddają siebie w tak banalny sposób... bo tutaj to wstyd być czystym do ślubu. Presja. Trudno jest jednak wejść głębiej, poznać bardziej, jeśli samemu jest się ograniczonym schematami i zakazami... kiedy nie można przystanąć, porozmawiać, bo będzie to odebrane jednoznacznie, bo pociągnie za sobą lawinę niepotrzebnych zdarzeń.

     Może warto by się skupić na edukacji tych młodych? Nie tej szkolnej, ale tej moralnej, czysto ludzkiej...uczyć ich codzienności i tego, że bycie w pobliżu drugiej osoby nie musi być nastawione tylko na czerpanie fizycznych korzyści... Jesteśmy odpowiedzialni za to, czego nie oswoiliśmy, a co bez naszej pomocy nigdy nie rozkwitnie.

     I życie. Dar i zadanie. Odpowiedzialność, dojrzałość, ciepłe od łez oczy uradowanej matki, że już jest, że ten upragniony cud wreszcie się wydarzył. Nie tutaj, a przynajmniej nie wśród tych setek 16-letnich dziewczyn, które same jeszcze są dziećmi i nie wśród tych nastoletnich chłopaków, którzy niespodziewanie okazują się ojcami, choć sami jeszcze są dziećmi. Urodzą te, których nie stać na aborcje, te które nie maja o niej pojęcia i ten niewielki odsetek, który urodzi, bo tego naprawdę chce.

     Ksiądz Kazimierz grzmi z ambony, to co raz prosząc, to żądając, to próbując przemówić do serc zgromadzonych w kościele ludzi.....pada pytanie: czy tego Bóg od nas chce? Czy tego oczekuje? Ludzie spuszczają wzrok, bo cóż więcej mogą zrobić? Co mogą odpowiedzieć na te dziesiątki poczętych żyć, które już zawsze będą pozbawione ojców i matek, a które idąc za przykładem rodziców będą popełniać te same błędy.

     Czasem zastanawiam się, jakie tutejsze kobiety mają nastawienie do rodzicielstwa. Pewnie większość z nich nie skorzysta nigdy z ultrasonografu, nie zobaczy swojego dziecka na małym ekranie, nie dowie się, że już 21 dnia po poczęciu zaczyna bić jego spragnione miłości serce. Kazanie dobiega końca, rozlegają się gromkie brawa.... i znów pojawia się myśl - czy ktokolwiek z tu zgromadzonych będzie umiał wcielić w życie to co usłyszał? Czy matka usiądzie na progu chatki ze swoją nastoletnią córką i wytłumaczy jej czym jest czystość i jak się nią posługiwać, że tak naprawdę wartość kobiet wzrasta wraz z szacunkiem, który ona sama okazuje swojej kobiecości. Czy ojcowie porozmawiają ze swoimi synami o dojrzewaniu do małżeństwa, o czekaniu na kobietę z którą spędzi się resztę życia? O wstrzemięźliwości seksualnej? ...przecież tabu...

     Zatrzymają to w sobie, wychodząc z kościoła będą kiwać przytakująco głowami. Owszem niektórzy z nich nawet się z tym zgodzą, a potem wrócą do swojego życia z dnia na dzień i niewiele z tej płomiennej mowy zostanie w nich samych. W drzwiach kościoła pojawia się młoda rodzina. Ojciec tuli w ramionach małą dziewczynkę, zaraz za nim ze starszym synkiem podąża jego żona. To jest odpowiedz na pytanie odbite echem w cichej świątyni. Można żyć sakramentalnie. Można być szczęśliwym budując na skale, próbując wyrwać się ze schematów codzienności, zmienić panujący model rodziny rozbitej, niedojrzałej, cierpiącej. Można, choć nie znaczy to, że będzie łatwo.

     Potrzeba jeszcze wielu lat, wielu wylanych łez, przemodlonych godzin, wyrzeczeń i płomiennych kazań by zmienić w tych ludziach mentalność ukrytą głęboko na dnie czarnych serc. Ale warto....bo jeśli my nie weźmiemy odpowiedzialności za życie ono samo zbyt słabe by walczyć, nie upomni się o siebie...


Paulina Łokaj
MWDB


Salezjański Ośrodek Misyjny


Moja piękna Afryka Moja piękna Afryka
Ks. Hieronim Siwek
Opowiadania, szkice, myśli i refleksje spisane w wolnych chwilach na misjach w Tanzanii, w Afryce Wschodniej.... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 Olga: 17.04.2008, 21:42
 To niezwykle poruszający list... Bardzo chciałabym nawiązać z Tobą jakiś kontakt, czy jest to możliwe? mój adres e-mail: olga.jozwik@gmail.com byłabym bardzo wdzięczna pozdrawiam:)
 ...........................: 13.04.2008, 12:58
 Pomodlę się za Ciebie, Paulino. Dziękuję za ten list... podziwiam Cię.
 AN: 13.04.2008, 10:14
 UCZUCIA POWINNY BYć CZYMś PROSTYM I DOSTęPNYM, jak mówienie, jedzenie itp. żYCZMY SOBIE JAK NAJWIęCEJ SłOńCA!
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej