Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Droga Krzyżowa w intencji powołań

     Kiedyś bł. Jan Paweł II powiedział: Nieść Krzyż za Jezusem oznacza być gotowym do wszelkiej ofiary z miłości do Niego oraz nie stawiać nikogo i niczego przed Niego, nawet najdroższych osób, nawet własnego życia. Wiecie, że przylgnięcie do Chrystusa jest wymagającym wyborem. Jednak to nie sami niesiemy krzyż. Przed nami idzie On...

     Panie Jezu, powiedziałeś: Kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje (Mt 16, 24). Pragniemy to czynić szczególnie teraz, rozważając Twoją Drogę Krzyżową, na której objawiła się najbardziej miłość wobec każdego człowieka – przez niepojęte cierpienie, ból, zadane rany... aż po śmierć męczeńską na krzyżu.

     Pragniemy złączyć w tym znaku zbawienia swoją codzienność, życiowe powołanie. Pragniemy również złączyć z Twoją Drogą Krzyża wszystkich, którzy odkryli w wolności DAR Twój – powołanie do kapłaństwa, życia konsekrowanego, do małżeństwa, życia rodzinnego i stanu wolnego oraz młodych ludzi, stojących przed wyborem drogi życiowej.

     Spraw Panie, aby każdemu z nas obecnych dzisiaj na tej kalwaryjskiej drodze, wszystkich których powierzamy naszej modlitwie, duchowe wsparcie. Panie Jezu, ufamy i wierzymy, że przed Nami idziesz Ty i twoja Matka Maryja. Prowadź nas i błogosław!

o. Zefiryn Mazur OFM, Kraków


     STACJA I Pan Jezus skazany na śmierć

     Tekst rozważań tej stacji został zaczerpnięty z książki „Tajemnica miłosierdzia Bożego" napisanej przez sługę Bożego, O. Jacka Woronieckiego, dominikanina, założyciela Zgromadzenia Sióstr Dominikanek Misjonarek Jezusa I Maryi.

     „Chrystus cierpiał za was i wzór wam zostawił, byście szli Jego śladami..."

     Nigdzie moc miłosierdzia Bożego nie zajaśniała w takiej pełni jak w tym cudownym rozwiązaniu na Golgocie, rozpoczętej w raju tragedii...

     Żadne najcięższe kary poniesione przez ludzi, nie były w stanie wyrównać nieskończonej obrazy wyrządzonej majestatowi Bożemu przez grzech pierwszych rodziców. Nasz dług wobec Boga spłaca ktoś, kto Mu jest równy, a jednocześnie spłaca go jeden z nas, zdolny cierpieć i ofiarować dla wyrównania sprawiedliwości Bożej to, co ludzie mają najcenniejszego - cześć i życie. Wziąwszy na siebie nasze grzechy i zadośćuczyniwszy za nie, Chrystus udziela nam własnej swej sprawiedliwości, wlewając do naszej duszy łaskę uświęcającą, która nas czyni synami Bożymi.

     "Przeto przypatrzcie się powołaniu waszemu..."

     Teraz sam Chrystus siedzący na prawicy Boga Ojca nie może cierpieć we własnej swej Osobie rozważanej w oddzieleniu do Ciała, jakim jest Kościół, ale cierpi dalej jako Głowa tego cierpiącego ciała, a to cierpienie ponoszą z Nim niezliczone jednostki, do których spływa jak sok życiodajny łaska uświęcająca, które w ten sposób „dopełniają, czego nie dostawa utrapieniom Chrystusowym za Ciało Jego, którym jest Kościół". Biorą one przez to udział w tym miłosierdziu, które cierpienie Chrystusa przynosi światu i nieraz, gdy spłaca już Bogu dług należny za własne winy, dopuszczone zostają do wielkiego zaszczytu cierpienia z Chrystusem nadal, już tylko za winy cudze. Dla takich czyśćca nie będzie, bo go już w tym życiu doczesnym doskonale odcierpiały. Jest ot zastęp wybranych, których nigdy na świecie nie brak i którzy swym życie modlitwą, umartwieniem, działalnością chrześcijańską i cierpieniem uśmierzają gniew Boży nad światem i zyskują mu miłosierdzie Pańskie.

     „Chrystus cierpiał za was i wzór wam zostawił, byście szli Jego śladami..."



oprac. SS. Dominikanki Misjonarki, Zielonka k. Warszawy


     STACJA II Jezus bierze na ramiona krzyż

     Z orędzia Jana Pawła H na XVI ŚDM: „Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i nich Mnie naśladuje" (Łk 9, 23). Słowa te wyrażają pewien radykalizm wyboru, który nie dopuszcza zwłoki i odwrotów (...). I dzisiaj słowa te wydają się być jeszcze skandalem i szaleństwem. A jednak to z nimi należy się skonfrontować, skoro droga, którą wyznaczył Bóg dla swojego Syna, jest tą samą, którą winien przebyć uczeń decydujący się Go naśladować. Nie ma dwóch dróg, ale tylko jedna: ta przebyta przez Mistrza. Uczniowi nie wolno wyszukiwać innej.

     Wziąłeś go Panie na ramiona Bez słowa skargi. Jak zawsze - cicho i pokornie. Musiał być ciężki, ciężka belka gniecie ciężarem wbija drzazgami. A mimo to niosłeś. Nie zepchnąłeś go do przydrożnego rowu nie zrezygnowałeś ze zobowiązań i nie uciekłeś. Dlaczego niosłeś? Gdybyś go porzucił miałabym wytłumaczenie, że czasem chcę porzucić mój własny. Ale zawstydzasz mnie i niesiesz go cierpliwie. Boję się krzyża Panie - krzyża mijającego czasu, choroby i pustego miejsca przy stole; boję się krzyża nieporozumień, niedomówień. Boję się krzyża trudniejszej miłości, nauki, wiary, krzyża podejmowania decyzji. Wybieram drogę łatwizny, która czyni mnie słabą, bezwolną - w sumie - żadną. I zawstydzasz mnie, bo Ty nie odrzucasz ciężaru od którego ja uciekam. A przecież siłę kształtuje przyjmowanie, anie odrzucanie ciężaru - krzyża. Ty niesiesz krzyż, by mój strach zamienić w zaufanie, bym uczyła się przyjmować ciężar nauki, miłości, wiary i nie dała się oszukać pokusie łatwizny. Niesiesz krzyż, by uratować we mnie człowieka. Panie - nie pozwól mi porzucić krzyża, nie pozwól mi stać się nikim.

     Panie Jezu Chryste daj łaskę odważnego wzięcia mojego życia w swoje ręce. Daj łaskę bym umiała brać każdego dnia na nowo krzyż dnia codziennego, codziennych wyborów Ciebie. Daj mi usłyszeć Twój głos i dostrzec z odwagą wielkość mojego powołania. Daj siłę pójścia za twoim głosem, bym nie lękała się Tobie zawierzyć i bym szła za Tobą każdego dnia i w każdej sytuacji. Amen.



oprac. SS. Urszulanki Unii Rzymskiej, Kraków


     STACJA III Pan Jezus upada pierwszy raz pod krzyżem

     Stajemy Panie Jezu przy Tobie w momencie Twojego pierwszego upadku. W patrzącym na Ciebie człowieku mogą budzić się różne refleksje. Czy Ty naprawdę jesteś taki słaby? Przecież Ty jesteś Stwórcą, jesteś wszechmocny, podtrzymujesz cały świat w istnieniu, anie mo-żeś przejść tej drogi bez jednego upadku? A może zło jest silniejsze od Ciebie? Może stworzyłeś świat i teraz nad nim nie panujesz dlatego tyle w tym świecie zła, cierpienia i śmierci? To częste pytania współczesnego człowieka. Może i we mnie rodzą się czasami takie wątpliwości.

     Kiedy jednak spoglądam na Twoją drogę krzyżową oczami wiary widzę, że uczyniłeś to wszystko dla mnie, dla każdego człowieka. Przyjmując ludzką naturę przyjąłeś ją z wszelkimi ograniczeniami, słabościami - odczuwaniem bólu, granicami wytrzymałości. Pokazałeś mi, że chciałeś mnie zrozumieć do końca w tym czego mogę doświadczyć w swoim życiu - przyjaźni, radości ale i bólu, cierpienia, odrzucenia Stajesz przede mną w słabości abym nie bał się przychodzić do Ciebie ze swoją słabością, swoimi upadkami. Tak naprawdę upadając widziałeś upadki wszystkich ludzi i podnosiłeś się z każdego upadku człowieka Widziałeś upadek kapłana osoby konsekrowanej, małżonka osoby młodej wiekiem i starszej - wszystkich.

     Patrząc więc na ciebie dostrzegam swoje słabości i swoje upadki. Wobec tego wszystkiego doświadczam czasami zwątpienia. Jak Ty możesz mnie kochać pomimo moich upadków? Na początku idąc za tobą jak św. Piotr chciałem uczynić wszystko. Jednak szybko przekonałem się że nie jestem w stanie tego uczynić. Św. Piotr gdy znalazł się w godzinie próby usłyszał słowa: "Czy może i ty jesteś jednym z pośród uczniów tego człowieka?" (J18,17) i wtedy nie przeszedł tej próby. Jak wyglądają moje próby? Piotr spotkał się z miłującym spojrzeniem Jezusa i zrozumiał że iść za Mistrzem to podnosić ze swoich upadków. Zarówno św. Piotr jak i św. Paweł stwierdzają swoją niegodność wobec powołania którym zostali obdarzeni. Jednak Bóg zawsze odpowiada podobnymi słowami „Wystarczy Ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali." (2 Kor 12,9). Panie Jezu Ty mnie wybrałeś i powołałeś daj mi siłę i mądrość zrozumieć Twoją miłość i nieustannie podnoście się z moich upadków Twoją mocą, mocą Twojej miłości.

     Założyciel Misjonarzy Klaretynów - św. Antoni Maria Klaret - odczytał swoje powołanie jako posłannictwo głoszenia Słowa Bożego jako Syn Niepokalanego Serca Maryi. W swoim życiu był świadkiem tego z jaką łatwością człowiek upada, mówił: „widząc z jaką łatwością ludzie grzeszą, z taką samą co wypicie szklanki wody, dla śmiechu i zabawy, widząc tłum ludzi w stanie grzechu ciężkiego przybliżających się do śmierci i piekła, nie mogę zostać bezczynny, muszę biec wołać." (Święty Antoni Maria Klaret, Autobiografia p. 11). Był niestrudzonym misjonarzem apostolskim we wskazywaniu na osobę Jezusa Chrystusa i podnoszeniu człowieka z jego upadku w grzech. Otrzymał miano św. Pawła XIX wieku i jak św. Paweł ubolewał nad swoimi ograniczeniami i mówił: „Boże mój, jak dobry jesteś! Jak bogaty w miłosierdzie byłeś dla mnie! O, gdybyś komu innemu udzielił tych łask, którymi mnie obdarzyłeś, jakże lepiej on odwzajemniłby się! Zmiłuj się, o Panie, gdyż teraz zacznę być dobry z pomocą Twojej Boże łaski" (j.w. p.20).

     Prośmy abyśmy poznając swoje ograniczenia, doznając upadku potrafili się z nich podnosić i świadczyć o ogromnej miłości Boga do człowieka większej niż wszelki grzech. Abyśmy stawali się takimi świadkami miłosierdzia Bożego jak święty Antoni Maria Klaret.



oprac. Księża Klaretyni Kraków


     STACJA IV Jezus spotyka swoją Matkę

     Wśród krzyczącego tłumu na ulicy jerozolimskiej Maryja odszukała swojego Syna. Jezus z krzyżem na ramionach, otoczony przez katów, zatrzymał się na chwilę i popatrzył na Matkę. On Ją zawsze kochał Jezu, nie możesz odjąć rąk Swych od Krzyża, by dotknąć Matki, Człowieka najbliższego Ci na ziemi... Krzyż jest ciężki i trzeba go dźwigać oburącz, a utrzymać go trzeba, bo wielkie sprawy zależą od tego krzyża...

     A Ona jedna jedynie nigdy Go nie opuściła. Matka Jezusowa jest zawsze ze swoim Synem pomóc.

     Ta, która zrodziła Zbawiciela świata, patrzyła na Jego straszliwe cierpienia i nie mogła Mu Podczas jego publicznej działalności musiała usunąć się na bok, zrobić miejsce dla powstającej nowej rodziny Jezusa, rodziny Jego uczniów. Musiała słyszeć i te słowa: „Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi? Kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką" (Mt 12,48-50). Teraz widać, że ona nie tylko ciałem, ale i sercem jest Matką Jezusa. Jeszcze zanim poczęła go wcielę, dzięki swemu posłuszeństwu, poczęła go w sercu. Zostało jej powiedziane: „Oto poczniesz i porodzisz Syna... Będzie On wielki... a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida" (Łk 1,31n). Niedługo potem usłyszała jednak z ust starca Sy-meona inne słowo: „A Twoją duszę miecz przeniknie" (Łk 2,35).

     To wszystko staje się teraz rzeczywistością. W swym sercu zawsze zachowywała słowo, które wypowiedział do niej anioł, gdy wszystko się zaczynało: „Nie bój się, Maryjo" (Łk 1,30). Uczniowie uciekli, ona nie ucieka. Stoi z odwagą matki, z wiernością matki, z dobrocią matki i z wiarą, która trwa w ciemnościach:

     Maryja od początku wiedziała, że chce całym sercem wypełnić Boże zamysły, nie zastanawiała się jaki sens mają te plany, uwierzyła i zaufała - takie było Jej powołanie.

     Ona jest Matką każdego powołania, jej życie to wzór dla każdego z nas, przypatrzmy się Maryi a znajdziemy sens własnego powołania, a odkryjemy własną drogę, po której prowadzi nas Ojciec Niebieski., odkryjemy Bożą Miłość.

     Spotkanie Jezusa z Matką na Kalwaryj-skiej Drodze to spotkanie jedynie Miłości, nie było nic gwałtownego w tym spotkaniu, Ona po prostu stała na boku drogi i patrzyła na Niego, a On na chwilę stanął i popatrzył na Nią., nie, trzeba było słów i gestów, wystarczyło spojrzenie oczu. My też możemy dziś stanąć przed Matką na kalwaryjskiej drodze i spojrzeć w Jej oczy.

     Przychodziło tu tak wielu ludzi i pytało matki czego pragnie Jej Syn, pytało o swoje życie. Przychodził tu tak często jak tylko mógł nasz Papież, dziś Sługa Boży Jan Paweł II i On Też spoglądał w oczy Maryi zawierzając Jej własne życie i powołanie. Tak jest nasza droga, popatrzmy w oczy Maryi i zapytajmy o własną drogę, po własne powołanie...

     Jezu stojący na Kalwaryjskiej drodze, naucz mnie mądrości i daj mi moc, bym zdołał utrzymać w rękach swój krzyż, choć serdeczne sprawy i dobra wołają, by je zabrać z sobą na drogę życia... Matka, z którą spotkałeś się tylko spojrzeniem, przyszła z Tobą pod Krzyż... Wszystko, co naprawdę jest moje i dla mnie przeznaczone, przyjdzie ze mną. To bowiem, co Ty, Panie, powiązałeś Twą wolą, pozostanie sobie wierne... Choć wiele rzeczy i spraw trzeba będzie w życiu opuścić na czas niejaki, to przyjdą one wszystkie za nami... Spotkamy je u kresu drogi, u kresu własnego powołania.

     Modlitwa

     Święta Maryjo, Matko Boża, pozostałaś wierna, kiedy uczniowie uciekli. Tak jak uwierzyłaś, gdy anioł zwiastował ci to, co było niewiarygodne - że staniesz się Matką Najwyższego - tak samo uwierzyłaś w godzinie Jego największego poniżenia. Właśnie tak, w godzinie krzyża, w godzinie najciemniejszej nocy świata, stałaś się Matką wierzących, Matką Kościoła. Prosimy cię: naucz nas wierzyć i pomóż, aby wiara stała się odwagą służby i gestem przychodzącej z pomocą miłości, zdolnej współuczestniczyć w cierpieniu.

oprac. SS. Jadwiźanki od Niepokalanej, Katowice


     STACJA V Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi

     Szymonie, czy do miłości można zmusić? Czy miłości możesz żądać? Czy można miłość udowodnić? Szymonie zobacz, posłuchaj, pomóż, zostań, chodź... Jeśli chcesz... Do miłości Cię zapraszam...

     Wyrok zapadł - na Jezusa zostaje wtoczona ciężka poprzeczna belka krzyżowa. Śmierć krzyżowa była najokrutniejszą karą i to nie tylko w wymiarze fizycznym, ale też moralnym. To, że Jezusa prowadzono w towarzystwie dwóch innych złoczyńców świadczy, że ich śmierć miała być ostrzeżeniem dla całego ludu. Rzymianie byli w tym bezwzględni. Jezus nie wytrzymał - rany zadane przy biczowaniu, ból od cierni wbijających się w głowę, wymęczenie ciągłym staniem w upale i bezwzględne obchodzenie się z Nim przez oprawców spowodowało, że upada pod ciężarem krzyża, zabrakło już sił. A wyrok musiał zostać wykonany: „Przymusili więc niejakiego Szymona z Cyreny, aby niósł krzyż". Szymon wracał z pola - został wybrany i zmuszony do dźwigania belki za Jezusa. Szymon nie miał wyjścia; musiał pomóc skazańcowi. Jakie były wówczas myśli tego człowieka, co czuł? Być może ogromną niechęć, gniew i złość, nie tylko wobec oprawców, ale również wobec Skazańca. Skończył pracę, udawał się na zasłużony odpoczynek, a tu jeszcze zmuszają go do wysiłku ponad miarę. Dlaczego? Za co ma znosić takie upokorzenie? Mimo zmęczenia nie odmówił. Miłość pomaga. Zwłaszcza w obliczu śmierci jest chętna. Jakby bardziej wrażliwa i ma więcej czasu.

     Spotkanie z Jezusem musiało jednak coś zmienić w życiu Szymona.

     Szymon nie zdawał sobie sprawy, że chociaż pod przymusem stał się współpracownikiem Jezusa w dziele odkupienia. Byłeś zmuszony udzielić pomocy. Nie miałeś innego wyjścia. Musiałeś dźwigać wespół z Nim. Po chwili poznałeś, za Kogo niesiesz krzyż na Golgotę... Chciałbym być, Panie, Szymonem z Cyreny... Jestem nim? Tak, to prawda, że bronię się przed krzyżem jak on. Każdy z nas, Panie, ma swoją drogę. Każdy ma swoich Cyrenejeczyków. Któryś za nas spotkał się z Szymonem...

     A gdzie byli ci, którym pomógł, których uzdrowił i nakarmił? A gdzie jesteśmy dziś my młodzi, silni, energiczni? Czy dostrzegamy potrzebujących, płaczących i biednych? A może jak tamci pozostajemy głusi i ślepi na ludzką krzywdę? Może sami nie chcemy lub nie umiemy skorzystać z pomocy?

     Przypatrzmy się postawie Cyrenejczyka. Zauważmy Chrystusa w potrzebujących braciach. Nauczmy się im pomagać, współczuć i służyć.

     Wzorem zapewne jest Św. Brat Albert. On niejednokrotnie musiał podejmować trudne decyzje, decyzje, który wymagały silnej woli i zupełnego zdania się na Boga. W posłudze człowiekowi słabemu, zależnemu od nasze troski i dobrej woli, nie przyjmuje rozwiązań piłatowych... Albert idzie sam i posyła siostry i braci do strapionych, bezradnych, chorych i słabych, biednych i zagubionych... choć miał swoje plany, swoją wizję życia, świata..., miał do pamiętnego dnia, kiedy pierwszy raz przekroczył próg ogrzewalni...,ja ich tak nie zostawię..." teraz już jego plany realizują plany Boże. Zostawia malarstwo..., zostawia studia..., zostawia przyjaciół..., Mówi: „Dla zjednoczenia z Bogiem należy wszystko poświęcić. W tej i każdej rzeczy „bądź wola Twoja. Czy dla wywdzięczenia się Panu Jezusowi za Mękę i Śmierć dla mnie mógłbym, czego odmówić, o czym bym pewno wiedział, że chce tego? Krzyż jest tajemnicą wymaga wiary, krzyż jest światłem, które oświeca umysł, szczęśliwy kto mu odda serce i dostanie łaskę miłowania."

     Pan przyjmuje nasze poświęcenie. On udziela nam łaski, abyśmy w momencie próby wiernie wytrwali Kiedy oddanie się Bogu wymaga zrezygnowania z własnej woli, w małych lub wielkich rzeczach, jest to chwila, aby nie uciekać od Krzyża lecz objąć go z mocnym przekonaniem, że to nie my robimy Bogu przysługę, lecz że On nam jej udziela.

     Panie, naucz nas być przy Tobie zawsze - gdy pracujemy, i gdy odpoczywamy. Bo tylko wtedy Ty będziesz zawsze z nami, tylko wtedy możemy liczyć na Twoją pomoc w każdej chwili, tylko wtedy będziemy korzystali z Twojej miłości. Ty przychodzisz do nas, oddałeś za nas swoje życie, a nam tak trudno oddać choć kawałek, zrobić choć mały krok. Panie, naucz nas przypatrywać się powołaniu naszemu i z wiarą na nie odpowiedzieć.



oprac. SS. Albertynki, Kraków


     STACJA VI Św. Weronika ociera twarz Panu Jezusowi

     Św. Weroniko z krzyżowej drogi mego Pana, obieram cię za patronkę mojej modlitwy. Modlitwa bowiem to miłość tak dobra, łagodna i potrzebna, jak gest otarcia pokrwawionej, oplutej Świętej Twarzy.

     Ilekroć gromadzimy się wspólnie, ilekroć zgodnie, jednym sercem zanosimy modlitwy, tyle razy nową mocą i blaskiem może jaśnieć wśród nas Oblicze Pana. Do nas przychodzą ludzie z krętych dróg tego świata i proszą: chcemy ujrzeć Jezusa. Pokażcie Go nam! Jeśli w naszych sercach nie będzie odciśniętej ikony Boskiego Oblicza, ikony wymodlonej na kolanach, to jak pokażemy drugim Chrystusa? Jeśli zaś ludzie nie ujrzą w nas Chrystusa, przeklną nas i odejdą.

     Jednak wiemy, że do pełnej kontemplacji Oblicza Pańskiego możemy dojść jedynie poddając się prowadzeniu łaski. W milczeniu i modlitwie możemy poznać tajemnicę Słowa, które stało się Ciałem.

     Św. Weroniko, podaj mi, proszę chustę, na której twój dobry czyn wypisał ikonę Cierpiącej Miłości. Niech uklęknę pokornie na ziemi i niech się uczę tego Oblicza na pamięć, by moje serce przemieniało się w Miłość. Dzięki temu moja wspólnota, moja rodzina, moja parafia będzie stawała się coraz bardziej ikoną Trójcy Św. by ludzie mogli mówić o nas: Jak dobry jest Bóg, skoro oni są tak dobrzy! Jak piękny jest Bóg, skoro oni są tak piękni!

     Módlmy się o głębokie życie duchowe dla nas, naszych rodzin i wspólnot.



(Rozważanie na podstawie książki „Droga Krzyżowa - stacje sióstr" Z. Szymanek FDC), oprac. SS. Felicjanki, Kraków


     STACJA VII Pan Jezus drugi raz upada pod krzyżem

     Upadł w pył jerozolimskiego traktu śmierci, który tym razem, zapewne wbrew zamierzeniom oprawców, stawał się z każdym krokiem traktem wiodącym ku życiu.

     Upadł w połowie drogi, jakby chciał przypieczętować swymi kolanami wielką prawdę, że bolesne upadki są częścią życia. Upadł, lecz nie pozostał leżąc na bruku, w pozycji pokonanego. Upadł, lecz raz jeszcze powstał mimo bólu, wziął na ramiona ciężar krzyża. Powstał, gdyż czekała Nań droga ku ostatecznemu TAK dla woli Ojca, TAK dla nieskończonej miłości ku człowiekowi. Chrystus - upadające i powstające TAK dla życia świata.

     Wielu ludzi upada na swej drodze. Przygniata ich słabość, grzech, nieznajomość Chrystusa i Jego Ewangelii. Czasami powodem jest choroba, brak pracy, zła sytuacja materialna, ciężar wieku, samotności. Nieraz zdarza się i tak, że to drugi człowiek - najbliższy - wyrzucając z serca odpowiedzialność za wymagającą ofiary z siebie miłość, rzuca na bruk traktu życia niepełnosprawne lub niechciane dziecko, starca, młodą matkę. Dzieje się tak niezależnie od upływu wieków i epoki, w której danejestnamżyć.

     Blisko 130 lat temu Apostoł Bożego Miłosierdzia, lwowski Ksiądz dziadów, Św. Zygmunt Gorazdowski wyczulonym przez łaskę wzrokiem serca dostrzegł i wziął pod opiekę tych wszystkich, którzy upadli, których odepchnięto, lub którym groził upadek na drodze życia W swym „testamencie miłości" to samo zadanie pozostawił swym duchowym córkom, siostrom z założonego przez siebie Zgromadzenia Św. Józefa, "Być okiem ślepemu, nogą chromemu...", „Być wszystkim dla wszystkich...".

     Powstający z upadku na Drodze Krzyżowej Chrystus i dziś wzywa wybranych uczniów oraz uczennice, by pomagali po-dźwignąć się tym, którzy sami nie potrafią lub nie chcą już wstać. Wzywa ludzi, którzy nie własną mocą, lecz umocnieni łaską Ducha Świętego, mają za zadanie nieść na swych ramionach ciężar miłości bliźniego, ubogiego każdym rodzajem ubóstwa. Wzywa tych, którzy nawracając się każdego dnia, mają być przez przykład życia poświęconego Bogu wyraźnym znakiem, że to Stwórca, Odkupiciel i Uświęciciel jest ostatecznym celem każdego ludzkiego istnienia.

     Panie Jezu Chryste prosimy Cię: otwórz serca wielu młodych, by odważyli się swym życiem dać odpowiedź Miłości wzywającej, by będąc wszystkim dla wszystkich podnosić tych, którzy upadli na drodze życia.



oprac. SS. Józefitki, Tarnów


     STACJA VIII Spotkanie Pana Jezusa z niewiastami

     Jezu, powstałeś po upadku i na nowo wyruszasz w drogę, na którą się dobrowolnie zgodziłeś. Wszak powiedziałeś znamienne słowa, które stały się pieczęcią Twojej Męki: „Niech się stanie Twoja wola mój Ojcze."

     Niekiedy cierpienie i niesprawiedliwość są tak wielkie, że człowiek czuje się bezradnym wobec zła, a łzy same napływają do oczu...

     Niewiasty z Jerozolimy też płakały. One nie potrafiły zrozumieć dlaczego musisz tak okrutnie cierpieć - dlaczego ludzka nienawiść nałożyła na Twoje ramiona krzyż...

     Wyszeptałeś wtedy: Nie płaczcie nade Mną...

     Ten cichy, ponaglający głos usłyszała nasza Założycielka, Służebnica Boża Matka Franciszka Lechner. Pisała ona: Jesteście Córkami Tej cierpiącej Miłości, dlatego musicie uczynić wszystko, by była Ona przez wszystkich ludzi poznana i odwzajemniona.

     Panie, Ty wiesz, że każdego dnia staram się iść Twoją drogą: Gdy w swojej pracy próbuję małym dzieciom złagodzić ból i cierpienie z powodu rozbitej rodziny; gdy spoglądam w oczy chorych, niepełnosprawnych; oczy przepełnione wdzięcznością za każdy gest dobroci; gdy pojawia się uśmiech na spracowanej, zmęczonej twarzy starszej siostry, gdy czyjeś usta bezładnie szeptają „Bóg zapłać" za ofiarowaną kromkę chleba i talerz ciepłej strawy, wtedy dostrzegam Cię Panie, wtedy ufam, że spełniają się słowa: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych, Mnieście uczynili".      Nie są to szumne czyny, o których rozpisywałaby się prasa, mówiliby w radio. To są gesty płynące z wrażliwego na ludzką krzywdę serca, wypływające z miłości, ona bowiem cierpliwa jest, nie zazdrości, nie szuka poklasku, czerpie z Ciebie.

     Dziś, gdy kroczymy Droga Krzyżową, prosimy, aby nie zabrakło tych, którzy nieśliby orędzie Twojej Miłości: bezinteresownej, ufnej, uzdrawiającej, wprowadzającej pokój i radość. Prosimy o dar nowych powołań, o odwagę dla młodych ludzi.

     Panie, Ty sam wiesz najlepiej ile osób czeka, by doświadczyć prostej prawdy i usłyszeć: Bóg Cię kocha! Takim jakim w tej chwili jesteś. Nie jesteś sam, przestań się lękać i podnieś wzrok. Ogrzej swą twarz, w promieniach Bożej Miłości. Uwierz, że Bóg, Twój i mój Ojciec tuli Cię do Swego Serca i ciągle powtarza: Kocham Cię! Nie wierzysz? Popatrz na Mojego Syna!



oprac. SS. Córki Bożej Miłości, Kraków


     STACJA IX Pan Jezus odarty z szat

     Jezu, bardzo Cię utrudziła Twoja miłość ku mnie...

     Utrudziła Cię aż do ostatecznego wyczerpania... Już nie możesz iść dalej... Znów leżysz powalony na ziemię zmęczeniem.

     Jezu, za miłość płaci się tylko miłością... Chcę także trudzić się dla Ciebie... aż do ostatecznego wyczerpania...

     Oddaję Ci wszystkie dotychczasowe trudy mojego życia... Oddaję Ci całe zmęczenie i utrudzenie, jakie mnie jeszcze czeka w życiu...

     Umacniaj mnie jednak, umacniaj moją słabą miłość! Umacniaj serce moje! Niech służy wszystkim ochotnie, radośnie jak tamto Pawłowe...

     „Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół. Jego sługą stałem się... aby każdego człowieka okazać doskonałym w Chrystusie. Po to właśnie się trudzę walcząc Jego mocą, która potężnie działa we mnie" (Kol 1,24-25; 28-29).

     „Okazujemy się sługami Boga przez wszystko: przez wielką cierpliwość, wśród utrapień przeciwności i ucisków, w chłostach, więzieniach, podczas rozruchów, w trudach, nocnych czuwaniach i w postach..." (2 Kor 6, 4-5), „w pracy i umęczeniu, często na czuwaniu, w głodzie i pragnieniu, w licznych postach, w zimnie i nagości, nie mówiąc już o mojej codziennej udręce płynącej z troski o wszystkie Kościoły" (2 Kor 11,27-28).

     Kiedy moje serce utrudzone ustawać już będzie... niech i to ostateczne wyczerpanie, złączone z Twoim umęczeniem na krzyżowej drodze, wysługuje zbawienie światu...



(Tekst zaczerpnięty został z książki O. Teofila Stanisława Kapusty OCD „Jego śladami. Droga Krzyżowa" Wyd. 00 Karmelitów Bosych 1983 r.), oprac. Instytut Świecki Chrystusa Króla, Rzeszów


     STACJA X Pan Jezus z szat obnażony

     W oddali widać Golgotę. Idziesz Panie Jezu już ostatkiem sił. Zatrzymują Cię, zdejmują krzyż. Czy może chcą pomóc? Nie, to kolejne wydanie Syna Człowieczego w ręce ludzi, kolejne upokorzenie. Przyszedłeś na świat w grocie betlejemskiej, a potem całe ziemskie życie żyłeś w ubóstwie. Teraz zabierają Ci ostatnią szatę...

     Obnażenie, odarcie z szat. Oto Bóg, oto Człowiek. Pozwoliłeś Boże na zniewagę Swego Jedynego Syna, na odarcie z szat, by przez to powiedzieć o wielkiej miłości do człowieka - do mnie..., do ciebie... to za nas to cierpienie.

     Istnieje jednak i inne odarcie człowieka z szat. Z szat dobrego imienia, godności ludzkiej, zaufania, uczciwości... Odarcie po to, by obnażyć czyjąś słabość, grzeszność, niemoralność, ciemność jego postępków, by zniesławić, skompromitować, ośmieszyć, zniszczyć moralnie. Tak potrafi uczynić człowiek człowiekowi.

     Służebnica Boża, Zofia z Maciejowskich - Czeska, Założycielka naszego Zgromadzenia Sióstr Prezentek, należy do tych ludzi, którzy umieją troszczyć się o drugiego człowieka, o jego godność, o godność Dziecka Bożego. Dziewczęta, dzieci ubogie i sieroty, tak łatwo narażone na zło wszelkiego rodzaju, umiała wprowadzić na drogę miłości i szacunku wobec siebie samych i innych.

     Mówiła, że najważniejszym jej zadaniem jest przychodzić z różnorodną pomocą człowiekowi Najświętszą Krwią Zbawiciela odkupionemu.

     Ceniąc czystość ciała i duszy, własnym przykładem uczyła tej postawy innych, szczególnie wychowanki, założonej przez siebie szkoły.

     I dziś jakże bardzo potrzeba nam ludzi, wrażliwych na drugiego człowieka, wrażliwych na wartość czystości, poszanowanie siebie i innych...

     Oprawcy przygotowują Ciebie Panie do ukrzyżowania, a Ty w tym stanie skrajnego ogołocenia udzielasz lekcji, jak żyć w dzisiejszym świecie, aby nie stracić prawdziwego skarbu, którym jest godność Bożego dziecka ściśle złączona z szacunkiem dla ludzkiego ciała. W obliczu śmierci tracą wartość wszystkie sprawy, pozostają jedynie duchowe skarby, których nie zniszczy ani rdza, ani mól.

     Przy tej stacji Chryste nie tylko nas prosisz, ale wręcz nalegasz: oddaj mi się cały, oddaj mi swoje serce, swoje myśli i słowa, oddaj mi posłuszeństwo, czystość i ubóstwo ślubowane podczas profesji zakonnej. ,P>      Panie Jezu, doświadczyłeś przed swoją śmiercią i tej nagości ciała, i tego odarcia z dobrego imienia i stałeś się „pośmiewiskiem, i wzgardą pospólstwa" po to, aby okrywać nas ciągle na nowo szatą swej Łaski, szatą swego miłosierdzia, miłosiernego przebaczenia w Sakramencie Pojednania, szatą miłości w Eucharystii. I ufasz nam, że będziemy czynić podobnie wobec drugich, że nasze miłosierdzie świadczone innym, zamiast obnażać - będzie tą miłością, która „zakrywa wiele grzechów" (1P 4,8).

     Proszę Cię, Panie Jezu, o łaskę wyzwolenia z niewoli grzechu dla ludzi współczesnego świata, niech nasze serca będą czyste i wolne od pożądliwości i pychy tego świata.



oprac. SS. Prezentki, Kraków


     STACJA XI Pan Jezus przybity do krzyża

     Jezu Chryste, nasz Panie i Mistrzu, pozwoliłeś przybić swe ręce i nogi do krzyża, pozwoliłeś by Twe unieruchomione ciało zostało wywyższone, ukazane wszystkim stojącym wokół. Nie możesz już samodzielnie wykonać żadnego ruchu. Wśród tylu ludzi sam znosisz to cierpienie, okropny ból rozrywanych nerwów, krew sączącą się spod cierniowej korony i tak wielu ran na całym ciele, brak oddechu, osamotnienie tak wielkie, że krzyczysz: „ Boże, mój czemuś mnie opuścił..." Znosisz to wszystko Panie z miłości do ludzi.

     Kiedy człowieka spotyka nieszczęście, choroba, śmierć kogoś bliskiego, sytuacja, w której nie potrafi znaleźć rozwiązania, cierpienie, które go dotyka i nie potrafi się z nim pogodzić, pyta: „dlaczego ja?. Dlaczego mnie to spotkało, z jakiego powodu mnie to dotyka, co złego zrobiłem?. Boi się słabości, zależności od drugich, oskarża samego siebie, innych, nawet samego Boga. Cierpienie bez miłości i zrozumienia nie ma sensu.

     Jako Franciszkanki od Cierpiących zostałyśmy powołane by mówić ludziom, że cierpienie jest drugą stroną miłości. Nasze konstytucje mówią byśmy w każdym cierpiącym fizycznie i duchowo widziały naszego brata. Mamy podchodzić do łóżka chorego jak do ołtarza, na którym jest cierpiący Chrystus. Cierpienie człowieka połączone z cierpieniem Boga staje się miłosną ofiarą. Nadaje życiu sens, otwiera nowe perspektywy, przynosi pokój i radość serca.

     Prawdziwa miłość to oddanie całego siebie, poświęcenie swojego życia dla drugiego, tak jak uczynił to Chrystus. W „... cierpieniu bowiem nie o cierpienie chodzi, lecz o miłość, która mówi Bogu: TA ^nawet w najgłębszej ciemności..."

     Panie! Pomóż mi przyjąć wszystkie cierpienia, przybić je do Twojego krzyża, aby miały wartość odkupieńczą. Spraw Panie, abym zawsze zgadzała się z Twoją wolą, w chorobie umiała Cię chwalić swo-' im cierpieniem. Poprzez ślady Twoich ran, cierpienia dajesz się poznać Twoim uczniom.

     Spraw, aby moje boleści stały się Twoimi i złącz je ze Sobą.

     Wejdź do mego serca i do mojej duszy, aby wraz z ze mną dźwigać moje cierpienia. Spraw, abym napełniona Tobą już nie ja żyła i cierpiała, ale Ty, który żyjesz i cierpisz we mnie, o mój Zbawco!

     Który żyjesz i królujesz wraz z Ojcem i Duchem Św. przez wszystkie wieki wieków. Amen.



oprac. SS. Franciszkanki od Cierpiących, Kozienice


     STACJA XII Jezus umiera na krzyżu

     Jezus cierpi przez trzy godziny. Pod krzyżem stoi Jego Matka i najbardziej umiłowany przyjaciel. Oto Syn Twój, mówi do Niej. I Oto Matka Twoja - do Jana. Jak gdyby chciał od siebie odsunąć miłość tych obojga ludzi, która Go otaczała. Chce być sam. Wziął na siebie naszą winę, sam chce z nią w naszym imieniu stanąć przed Trybunałem Wiecznej Sprawiedliwości. Nikt nie ma Mu pomagać. Całkowicie samotny dokonywa tej straszliwej sprawy z Bogiem. Co zaszło w duszy Jezusa w tej chwili, tego nie wie żaden człowiek. Naraz wola: Boże mój. Boże mój, czemuś mnie opuścił? Nikt nie przejrzy tajemnicy, jak Syn Boży może być opuszczony przez Boga. Tylko to możemy sobie powiedzieć: Dotąd Serce Jego odczuwało bliskość Boga jako pociechę i oparcie, teraz opuszcza Go i to. Zupełnie samotny, opuszczony przez wszystkich, sam stoi znasza winą wobec Sprawiedliwości Bożej. Nikt nie zgłębi tego, co to znaczy. Jedno Go tylko trzyma: Jego niezachwiana wierność posłannictwu od Ojca i niepojęta miłość ku nam. W tej miłości wyniszcza się, aż się wszystko wypełni. Wykonało się.

     Oto uwielbiam nieskończoną Sprawiedliwość Bożą, przed którą stoję jako grzesznik. I Ciebie mego Zbawcę, który zastąpiłeś mię przed Boskim Trybunałem. Panie, Tyś mnie wybawił, za to dzięki Ci składam z głębi serca. Tyś mi też wskazał, jak mam znosić własne cierpienie i jak mogę je pokonać przez miłość. Znieść mogę je tylko wtedy, jeśli przyjmę je z ręki Ojca, jak Ty. Jeśli zaufam Ojcu i nie opuszczę Go. Wtedy pozostanę silnym, nawet gdyby mię wszystko opuściło. I pokonać Je mogę. tylko wtedy, kiedy uczynię je błogosławieństwem dla innych, tak jak Ty to uczyniłeś. Jeśli je zniosę i ofiaruje. Ojcu za moich umiłowanych, za wszystkich, którym chcę pomóc. Wtedy weźmie ono udział we Wszechmocy Twego cierpienia; sprowadzi łaskę Ojca i pomoże nawet tam, gdzie nic już pomóc nie zdoła. A wtedy i ja zyskują, bo wiem, że to co cierpię, nie jest bezowocne, ale przynosi błogosławieństwo innym. A jeśli zdarzy się kiedyś ze mną tak, że nie będę mógł nic więcej zdziałać i będę się czuł zbytecznym na świecie, wtedy po prawdzie mogę uczynić rzecz najwyższą: cicho i ofiarnie w zjednoczeniu z Tobą oddać za innych moje cierpienia, moją bezsiłę, nawet moją śmierć. Panie, tylko tak dokonywa się to, czego żadna, mądrość ludzka, żadna siła i żadne dobro świata nie jest zdolne dokonać: Jedynie tak można naprawdę pokonać cierpienie i śmierć.

     1) Powołanie Cichego Pracownika Krzyża wiąże się z pełnym uczestnictwem w misterium Krzyża : na posłuszeństwie i stawaniu się wraz z Chrystusem ofiarą dla Ojca aby każdy człowiek rozpoznał w sobie synostwo Boże. a szczególnie, aby cierpiący odkrywali w sobie wezwanie do współudziału z Chrystusem w zbawczym dziele (VI stopień).

     2) Cisi Pracownicy Krzyża podążają za Chrystusem wyznaczoną przez Niego drogą pokory i posłuszeństwa Ojcu (por. Flp 2, 5-11), szlakiem od Betlejem, przez Kalwarię aż do chwalebnego zmartwychwstania, praktykując miłosierdzie bez granic na wzór Najświętszej Maryi Panny.



oprac. Cisi Pracownicy Krzyża, Głogów


     STACJA XIII Ciało Jezusa złożone na ręce Matki

     Matka i Syn, tych Dwoje, On posłany by pełnić wolę Ojca i Ona towarzyszka Jego dni. Towarzyszka Jego pierwszych kroków, obecna, czuwająca On idący pełnić wolę, Tego który Go posłał a Ona każdego dnia odczytująca swą rolę przy Synu, który chwila po chwili wymykał się Jej pojmowaniu. Ostatecznie była Matką Tego, który nie miał miejsca na ziemi, gdzie mógłby głowę skłonić. I oto doszła razem z Nim na to przedziwne wzniesienie, objęła martwe ciało Syna, obecna i czuwająca, tu w szczególny sposób miłosierna.

     Jezu, przy rozważaniu tej tajemnicy bólu powierzam Twemu miłosierdziu nasze mamy, mamy osób powołanych, te kobiety, które tak jak Maryja nieustannie stają wobec nieznanej drogi swego dziecka, nie wiedząc nawet czego winny oczekiwać.

     W szczególny sposób powierzam Ci, Panie, matki, które przeżywają ból z powodu odejścia syna lub córki z drogi powołania. Ogarnij je swym miłosierdziem i utul ich cierpienie. Spraw, by każda kobieta zechciała odczytywać głębię swego powołania, które nie kończy się na zrodzeniu czy wychowaniu, ale prowadzi na drogi ducha gdzie na nowy sposób trzeba być matką, nawet wtedy gdy nie ma się już swoich dzieci.



oprac. SS. Matki Bożej Miłosierdzia, Kraków


     STACJA XIV Ciało Jezusa złożone do grobu

     „Wieczorem przyszedł bogaty człowiek z Arymatei, imieniem Józef, który też był uczniem Jezusa. Poszedł on do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Wtedy Piłat rozkazał mu je wydać. Józef wziął ciał, owinął je w czyste białe płótno i złożył w swoim nowym grobowcu, wykutym w skale" (Mt 27, 57n)

     Złożono w grobie ciało Jezusa

     - ciało poczęte w gościnnym łonie Maryi
     - ciało owinięte w pieluszki, leżące żłobie
     - ciało utrudzone głoszeniem Królestwa Bożego
     - ciało za nas wydane i ukrzyżowane
     - ciało trzeciego dnia wyrwane ze snu śmierci
     - ciało uwielbione

     Dziś dłonie kapłanów to samo ciało Jezusa, ukryte w kawałku chleba, składają do tabernakulum w nasze usta, do naszych serc.

     Karmimy się Nim, bo jeśli nie będziemy spożywali Ciała Syna Człowieczego i pili Jego Krwi, nie będziemy mieli życia w sobie.

     Parne Jezu, dziękujemy Ci za to, że zostawiasz nam swoje Ciało i swoją Krew w sakramencie Eucharystii. Uwielbiamy Cię, bo przychodząc do naszych serc w Komunii Świętej stajesz się dla nas źródłem życiem. Dajesz nam moc zmartwychwstania, byśmy nie trwali w mrokach śmierci grzechu, smutku, beznadziei.

     Panie, odnów w nas tęsknotę za Twoim eucharystycznym Ciałem niosącym życie. Niech nie będziemy jak groby pobielane, piękne na zewnątrz, z których wydostają śmiercionośne opary egoizmu i pychy.

     Przyjdź, Panie i mocą swojego Ciała i Krwi oczyść nas, uzdrów, umocnij.

     Przywróć nas do życia w wierze i miłości, życia pełnego nadziei i radości, życia gotowego dawać się w ofierze Tobie i braciom.



oprac SS. Eucharystki, Warszawa


      Teksty rozważań i modlitw Drogi Krzyżowej z IV Ogólnopolskiego Nocnego Czuwania modlitewnego (09/10.06.2007) w intencji powołań w Kalwarii Zebrzydowskiej, www.powolanie.bernardyni.pl



Droga Krzyżowa w Koloseum z Benedyktem XVI Droga Krzyżowa w Koloseum z Benedyktem XVI
Gianfranco Ravasi
"Droga krzyżowa" G. Ravasiego, którą arcybiskup prowadził w Koloseum w Wielki Piatek w 2007 roku, w obecności papieża Benedykta XVI. Droga krzyżowa była transmitowana przez wszystkie najważniejsze media na cały świat... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 bguibjk: 06.04.2014, 18:09
 ijkb kihjn
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej