Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Świadectwo Matana Sumińskiego

     Była grudniowa noc 1980 roku. Jeszcze tylko kilka minut, a wybije północ. Siedziałem na tapczanie w moim pokoiku na poddaszu, a przede mną na stole leżała wypełniona powietrzem duża strzykawka. Nie chciałem by mówiono o mnie, że umarłem jak narkoman, dlatego wybrałem powietrze. Nie byłem nałogowym narkomanem a ćpanie w moim życiu traktowałem raczej jako pewien "dodatek", który (przynajmniej do tej pory) jakoś kontrolowałem. Powody chęci popełnienia samobójstwa były zresztą zupełnie inne... Zostało tylko kilka minut, ostatnich minut w tym bezsensownym życiu, które wreszcie się skończy...

     Jak to się stało, jak do tego doszło Próbowałem zebrać myśli i odtworzyć fakty z mojej pamięci.

     Jeszcze kilka lat temu, kiedy po raz pierwszy spotkałem tych "ciekawych ludzi", byłem przekonany, że odkryłem sposób na życie, coś co sprawi, że będę naprawdę szczęśliwy. Pamiętam jak poruszył mnie widok owych dziwnie ubranych długowłosych, jak się witają, jak się zachowują i o czym mówią. Po kilku dniach całym sercem zapragnąłem zostać "hippisem", pacyfistą. Zapuściłem włosy, zacząłem jeździć na różne zloty, poznawałem coraz więcej nowych ciekawych ludzi. Idee wolności, pokoju i szczęścia mocno wpisały się w moje serce i usta. Wtedy też bardzo zainteresowałem się muzyką lat 70., która stała się moim bogiem i pasją. Sam grałem też na perkusji w różnych zespołach rockowych. Chciałem być lepszym i szczęśliwym, myślałem, że właśnie odkrywam sens życia, że moja dusza będzie pełna satysfakcji.

     Szybko okazało się jednak że moje marzenia się nie spełniają. Miłość o którą tak zabiegałem, była ulotna, płytka i nieprawdziwa. Wolność, o której tak wielu mówiło, była tylko wielkim hasłem. Widziałem, że coraz więcej z nas było zniewolonych narkotykami, alkoholem, seksem, egoizmem i różnymi przyjemnościami. Droga, którą szedłem, topniała w moich oczach jak śnieg. Widziałem coraz wyraźniej bezsens takiego życia. Zacząłem czytać wiele dołującej poezji i filozofii. Bez wątpienia, zło, nienawiść i egoizm rządziły w tym świecie, a ja coraz bardziej stawałem się taki jak one. Poezja i muzyka nie pomagały nie dawały żadnej odpowiedzi. Wprost przeciwnie - utwierdzały w beznadziejności , bólu i smutku. Prawie codziennie pisałem jakiś nowy wiersz, wszystko co przeżywałem, przelewałem na papier...

     Życie stawało się koszmarem nie do zniesienia. Czułem się coraz bardziej samotny... Bez celu i nadziei, bez miłości i prawdy. Odkryłem tylko jedno wyjście...

     Wybiła północ. Zacząłem bić się po rękach by pojawiły się żyły. Próbowałem tak przez pewien czas i nic. Do tej pory nie miałem z tym nigdy problemów, a tym razem, żadna nie chciała się pojawić. Co się dzieje? - pomyślałem. Przecież nie boję się! Chcę tego, muszę!... Postanowiłem wbić igłę "na czuja", lecz ból był tak potężny, że nie potrafiłem nawet przebić skóry. Walczyłem tak ze sobą kilka minut, mówiąc gdzieś głęboko w duchu - Boże, przecież muszę stąd odejść, nie mogę już dłużej... Nagle poczułem, jakby ktoś przy mnie stanął. Jakaś niewidzialna Moc. Moc Miłości. Usłyszałem w moim sercu ciepły Głos: - Nie chcę abyś umierał. Chcę abyś żył! - Byłem dotknięty i zaskoczony. Zapytałem - Dlaczego? Przecież jestem do niczego, jestem jak brudna szmata! - Wtedy usłyszałem odpowiedź: - Ponieważ cię kocham!

     Łzy napłynęły mi do oczu, byłem wstrząśnięty i w jednej chwili... zrozumiałem. Odkryłem, że Tym Kogo mi naprawdę brakuje jest Bóg. Jego Miłość i Moc!

     Po tym mocnym przeżyciu, poczułem wielką chęć bycia z Nim. Odtąd zaczęły się moje intensywne poszukiwania... Ale to, co widziałem na co dzień w kościele - nie wystarczało mi. Czterdzieści minut na tydzień, a potem swoje... Nie, takie niedzielne chrześcijaństwo, to nie dla mnie. Może jakiś klasztor, wspólnota? Boże co robic? Tak bardzo chcę zbliżyć się do Ciebie!

     Pewnego dnia sierpnia 1981 roku, na zlocie hippisów w Częstochowie zobaczyłem kolejnych niesamowitych "kolorowych" ludzi. Bardzo ujął mnie ich śpiew i taniec, oraz sposób w jaki mówili o Bogu. Rozmawiałem z nimi przez dwa dni, zadawałem wiele pytań, poruszaliśmy kwestię związane z Bogiem i wiarą. Byłem zaskoczony i oczarowany. Po kilku tygodniach wstąpiłem do Hare Krishna. Obciąłem włosy, wegetarianinem byłem już od dwóch lat, zacząłem przestrzegać wszystkich podstawowych zasad ruchu. Porzuciłem dotychczasowy styl życia, stałem się bhaktą (sługa). Rozumiałem wtedy, że Bóg jest Jeden lecz objawia się pod różnymi imionami w różnych regionach świata. Wciąż głęboko wierzyłem w posłannictwo Chrystusa, przyjmując zarazem, że ruch świadomości Krishny jest w naszych czasach najlepszą drogą do Boga. W moim pokoju zrobiłem świątynie i dość szybko zacząłem dzielić się tym co odkryłem z innymi. Wkrótce było nas już z dziesięć osób, sporo jak na tamte czasy i niewielkie miasteczko. Organizowałem spotkania, programy, na których nauczałem innych i przekonywałem do tej drogi. Zauważyłem, że ludzie zaczęli zadawać wiele pytań związanych z Pismem Świętym i Chrystusem. Starałem się całym sercem pogodzić jedno z drugim, wskazując na podobieństwa i wspólny cel obydwu dróg. Wierzyłem w to głęboko, lecz odkryłem, że tak naprawdę nie znam w ogóle Pisma Świętego, jakieś małe jego fragmenty, a wiedza o nim jest konieczna, by lepiej pogodzić nauki Mojżesza, Chrystusa i Bhagavadghity, i stać się bardziej wiarygodnym dla swych słuchaczy.

     Pewnego wieczoru zacząłem czytać z zapałem Nowy Testament. Czytałem o Jezusie, jak żył, jak uzdrawiał, jak miłował, jak zmieniał ludzkie serca. Tylko jeden Jego dotyk, a cierpiąca od wielu lat kobieta stawała się zdrowa, jedno spojrzenie czy słowo, a cudzołożnica zmieniała swoje życie... Potem czytałem o Jego strasznej śmierci, cierpieniu i zmartwychwstaniu. Byłem dotknięty do głębi mej duszy. Strumienie łez popłynęły mi z oczu. Wiedziałem, że i w innych religiach mówi się o cudach, lecz nie o tak wielkich. Czułem, że tu jest Coś Więcej niż cuda. W Hare Krishna nigdy nie odczuwałem takiej mocy Miłości i Przebaczenia. Czytałem tę Świętą Księgę i nie mogłem się od niej oderwać. Wtedy odkryłem, że to jest ta sama Moc Miłości, która kiedyś uratowała mnie przed samobójstwem. Mijały dni a ja coraz bardziej pragnąłem tylko jednego - Chrystusa! Nie wiedziałem co robić? Czy mam szukać dalej? Przecież prowadzę dobre, moralne życie. Staram się naprawdę żyć dla Boga i innych ludzi. Panie, co mam jeszcze zrobić?

     Po kilku dniach oświadczyłem moim współwyznawcom, że odchodzę z ruchu, że nie wiem co się ze mną dzieje, gdzie pójdę, lecz teraz - chcę iść tylko za Chrystusem. Wszyscy byli zaskoczeni. Odebrali to jako zdradę, lecz ja wiedziałem, że nie ma dla mnie innej drogi. Wiedziałem, że Bóg jest ze mną i wierzyłem, że mnie nie opuści.

     Kilkanaście dni później, pewnej nocy, poszedłem do mojego pokoiku, by szczerze zawołać w dziecinnej modlitwie do Pana Boga: - Jeśli istniejesz Boże i widzisz mnie teraz, to proszę pomóż mi, powiedz, co mam dalej robic! Ty znasz całe moje życie i każdą moją myśl. Chcę pójść za Chrystusem, chcę być blisko Niego, lecz nie wiem jak! Boże pomóż mi!

     Nagle poczułem, że coś się ze mną dzieje. Potężna Moc zaczęła wypełniać miejsce modlitwy. Czułem, jakby Ktoś przy mnie stanął. Głoś zaczął drzeć, a serce mocno biło. Padłem na kolana i zacząłem prosić Boga, by Jezus stał się moim Panem i Duchowym Mistrzem. Z oczu popłynęły mi łzy. Prosiłem o przebaczenie moich grzechów, całego mojego życia. W pewnej chwili pojawiły się w moim sercu i umyśle sceny z opisu męki Chrystusa. Zobaczyłem Go na krzyżu, broczącego krwią. Jego nogi i ręce, przebite wielkimi gwoźdźmi. Był cały w ranach i cierpieniu. Wielu ludzi śmiało się z Niego, drwiło, niektórzy pluli i rzucali kamieniami. On był jednak pokorny, jak malutki baranek. - Co za łajdacy! - pomyślałem sobie. - Boże, ukaż ich srogo! - Byłem strasznie wzburzony i zły. W pewnej chwili zobaczyłem siebie samego, stojącego w tłumie, z kamieniem w ręku i drwiną w oczach. Krzyknąłem w swoim sercu: - Boże to przecież niemożliwe, mnie tak nie było... To nie ja! - wtedy usłyszałem wyraźne słowa: - Byłeś tam i swoimi grzechami, swoim życiem ukrzyżowałeś mojego Syna.

     Wołałem do Boga i płakałem jak małe dziecko, prosząc go o przebaczenie. Moc Miłości przeszyła moje serce. Krew Jezusa Chrystusa oczyściła moją duszę Czułem jak Ktoś zdejmuję z moich pleców wielki ciężar. Stałem się małym, nowym stworzeniem. Płakałem z radości! Jedyny Wszechmogący Bóg, JAHWEH - stał się moim Ojcem a YESZUA - moim Panem i Zbawicielem! Hallelujah!!!


     Dziś mija już kilkanaście lat od tego zdarzenia i choć moja droga jest bardzo trudna i wąska, nigdy nie żałowałem, że na nią wstąpiłem. Zdarzało się, że nieraz zawiodłem mojego Pana, lecz On mnie nigdy nie opuścił. Wierzę, że pomoże mi zawsze w koleinach życia, gdyż tylko On jest Drogą, Prawdą i Życiem.
Od kilkunastu lat wraz z zespołami Pomoc Duchowa i Adonai odwiedzamy różne miejsca, kościoły i zbory, jeżdżę po Domach Kultury i klubach, po więzieniach i Domach Dziecka, po festiwalach i gdzie się da, by opowiadać to świadectwo z nadzieją, że choć jednemu człowiekowi pomoże ono odnaleźć Nowe Życie, Życie w Chrystusie!!!







Gitara dla bystrzaków Gitara dla bystrzaków
Mark Phillips, Jon Chappell
"Gdybym miał gitarę, to bym na niej grał…". Nic prostszego! Marzą Ci się spotkania przy ognisku, akustyk w dłoni i udział w tworzeniu odpowiedniego nastroju wieczoru? A może bliższa jest Ci rola rockmana szalejącego na scenie przed tłumem wiernych fanów? Bez względu na to, czy w duszy gra Ci poezja śpiewana, czy ostre gitarowe riffy, przed uderzeniem w struny koniecznie poznaj ten samouczek.... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 kochany: 19.03.2013, 16:31
 Dziękuje za to świadectwo. Miłość Boża jest wspaniała !!! Ja też sie chciałem kiedyś zabić 3 lata temu. czułem sie grzeszny, brudny jak szmata, nieudacznik życiowy. Nikomu nie potrzebny. Postanowiłem skończyć ze sobą. Chciałem sie powiesić, wstałem aby znaleźć sznur lub pasek. I nagle ogarnęła mnie wielka WIELKA ogromna miłość poczułem miłość Pana naszego Jezusa. Dał mi poczuć jak bardzo mnie kocha. Jest to nieopisywalne przeogromne uczucie miłości wielkiej ogarniającej człowieka i jego duszę.Zacząłem żałować że przez 43 lata nie znałem BOGA. Tyle lat zmarnowanych. Proszę BOGA każdego dnia abym miał czas zbliżyć sie do Niego jeszcze bardziej i wypełniać swoim życiem Jego wolę. Chłonę wszystkie nauki, katechezy o NASZYM PANU i ciągle mi mało i mało.
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej