Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Kana po latach

Ania i Tomek

     Przyszli na świat w dwóch różnych rodzinach. Różnił ich status społeczny, poziom życia, standard mieszkania, krąg znajomych. Ona - pełna energii, temperamentu, wiecznie roześmiana, trochę szalona. On - sprawiający wrażenie statecznego, ułożonego chłopca z dobrego domu, jedynak karmiący się pokarmem bujnej wyobraźni.

     Długo krystalizował się ich związek i dojrzewała miłość. Poznali się w liceum. Była w pierwszej klasie, gdy on składał maturę. Dziś nie pamiętają dokładnie kto i jak ich zapoznał. Początkowo przychodziła do niego na konsultacje recytatorskie przed konkursem. Chętnie pomagał, bo taki właśnie był. Przez jego dom przewijały się tłumy. Przychodzili w różnych potrzebach, choć wydaje się, że traktowali to miejsce bardziej jak konfesjonał niż jak świetlicę.

     Wokół niej też nie było pusto, choć za zupełnie inna przyczyną. O ile on emanował spokojem duchowym, o tyle ją rozsadzała energia i żywiołowość. Zawsze gotowa, wszystkim spieszyła z czynną pomocą. Bezinteresownie i bez zastanowienia. Odnosił nawet wrażenie, że dobro innych przedkłada nad jego. Bolało go to czasem i dlatego wydawało się, że w ich związku więcej jest rozstań niż powrotów. Uchodzili jednak w środowisku za udaną parę. Nie zdziwiło więc nikogo, że postanowili się pobrać. Natomiast w totalne osłupienie wprawił ich fakt, że organizują

wesele bezalkoholowe

     Pierwszy wściekł się ojciec Tomka. Oszalałeś człowieku? - wykrzykiwał - szanuję twoje rozumowanie, choć bywa chore, ale są nieprzekraczalne granice głupoty. Co ty sobie wyobrażasz? -Wyobrażam sobie, że trochę zaoszczędzisz tatusiu - próbował od tej strony podejść ojca Tomek. Zachowywał spokój, choć aż takiej reakcji zupełnie się nie spodziewał. Ojciec często potrafił stanąć na wysokości zadania i choć faktycznie nie rozumiał wielu poczynań syna, nie ingerował w większość jego decyzji. Taki wybuch był całkowitym zaskoczeniem.

     - Zaoszczędzisz, zaoszczędzisz - ironizował pan Kazimierz. Wiesz ilu znajomości musiałem użyć, żeby za przyzwoitą cenę zgromadzić czystą w piwnicy? Wiesz ile baniek wydałem?

     - Niepotrzebnie się pospieszyłeś tatusiu - usiłował znaleźć spokój Tomek Zawsze jeszcze można to sprzedać. Odpowiedzią był huk szklanki roztrzaskiwanej na podłodze, połączony z walnięciem drzwiami. Ojciec wyszedł. Matka milczała, gdy Tomek przyniósł z kuchni szmatę i ścierał z podłogi rozbryzganą kawę.

     U Anki było o wiele spokojniej, choć w konsternacji jaka zapanowała po jej oświadczeniu, nie można było doszukiwać się optymizmu. Tu wyręczyli zaskoczonych rodziców bracia. - Chyba cię zgrzało? - wydusił z siebie Czarek. Dobijał właśnie do siedemnastki, ale nie obcy był mu już smak używek. Kto ci przyjdzie na taką drętwotę? Zapomnij.

     - Obiecałem już chłopakom, że im wyniosę co nieco - wtrącił zdezorientowany drugi. Chcesz, żeby mnie wytykali palcami i mówili, że mam świrniętą siorę?

I napełnili stągwie wodą

     Po kilkunastu dniach napięcie opadło. Obie rodziny rozpoczęły przygotowania do wesela. Nie było im łatwo. Tu i ówdzie słyszeli, że to wymysł skąpego Kazimierza. Pojawiła się też głośna wersja, że matka Anki - Zofia jest alkoholiczką i to z racji na nią dzieci tak postanowiły. W małym miasteczku aż huczało od plotek. Tomek z Anką byli wykończeni tą sytuacją. Co raz poważniej rozważali zmianę decyzji. Wtedy właśnie wpadł im w ręce numer "Niedzieli" z ofertą organizacji imprez abstynenckich. Zadzwonili, a następnego dnia gościli już u siebie sympatyczne małżeństwo z Częstochowy. Gosia i Grzesiek od kilku lat organizowali wesela bezalkoholowe.

     Najpierw wśród przyjaciół, potem wśród szerszego kręgu. Uważali, że cały sukces takiego wesela kryje się w sposobie przeprowadzenia go, w pierwszych trzech godzinach. Potem ludzie zapominają o tej rzekomej barierze. Tchnęli w nich świeżego ducha otuchy i wyjechali. Pozostał jeszcze miesiąc.

     Wspólnie ustalili treść zaproszenia. Napisali w nim, że ze względu na swoja miłość do Jezusa pragną się bawić bez alkoholu. Jako że liczną mieli rodzinę i znajomych, rozesłali 170 zaproszeń na wesele i dodatkowo z 50 na sam ślub. Tyle, gdyż nie liczyli na komplet.

I ślubuję ci aż do śmierci

     Nadszedł oczekiwany 2 września. Dzień wstał pochmurny i dżdżysto było na dworze. Takie tez wszyscy mieli nastroje. Każdy podświadomie oczekiwał jakieś wpadki.

     Po południu zza chmur wyszło słońce. Przepiękna tęcza zdawała się kreślić nowy rozdział w życiu Anki i Tomka. Pierwsze wzruszenie dopadło ich przy wejściu do kościoła: przybyli wszyscy zaproszeni. Przy ołtarzu pojawili się niezapowiadani wcześniej kapłani, znajomi z dawnych lat. Padły także niezapomniane słowa specjalnego, imiennego błogosławieństwa Papieża, od którego list odczytał proboszcz parafii.

     Na sali, zamiast szampana, młodzi roznosili na tacy kawałki chleba z solą. I faktycznie: pierwszy toast był jakiś nijaki. Natychmiast jednak wkroczył do akcji Grzesiek. Rzucił parę zabawnych tekstów, które niestety nie chwyciły. Nie zrażony sięgnął do rękawa po swojego ulubionego, sprawdzonego asa. Rozdali młodym duże kartony i kolorowe flamastry. Ania miała zebrać podpisy wszystkich obecnych na sali mężczyzn, a Tomek kobiet. Na Grześka znak ruszyli do akcji. Nie sposób opisać atmosfery jaka zagościła na sali. Każdy chciał wygrać. Zapanował sympatyczny chaos i zdrowa atmosfera rywalizacji. Doping dla każdej ze stron był tak ogromny, że nikt nawet nie słyszał swoich słów. Był to punkt zwrotny przyjęcia. Teraz było już łatwo wyciągnąć rozbawionych gości na parkiet. Wszyscy zapomnieli o braku alkoholowego dopingu. Zgodnie utworzyli dwa kręgi - wewnątrz była rodzina Anki, a opasywała ją rodzina Tomka. Poruszali się w przeciwnych kierunkach, twarzami do siebie. Nim przebrzmiała piosenka Krzysztofa Krawczyka "Pokochać marzenia", rodziny się znały.

     W takim duchu bawiono się do końca. Zdecydowana większość uczestników bawiła się do białego rana. Ci, którzy nie musieli wyjechać wcześniej do domu, zostali w niedzielę do samej osiemnastej, kiedy impreza zakończyła się. Goście jeszcze długo opowiadali swoje wrażenia, a kaseta video stała się przebojem w tym małym dwudziestopięciotysięcznym miasteczku.

     Rzecz jasna byli i życzliwi, którzy złośliwie snuli przypuszczenia, iż jednak goście sobie popijali w ukryciu, w łazienkach. Wszystkie takie gadki napotykały natychmiast na zaprzeczenia i żywe świadectwa uczestników.

     Nikt nie potrafił wytłumaczyć fenomenu tej uroczystości. Frekwencja była stuprocentowa. Pewnie trochę bardziej z ciekawości niż z przekonania. Ci, którzy zdecydowali się przyjść, zrobili to po przemyśleniu i z szacunkiem dla decyzji Państwa Młodych. Przybyli także ci, którzy na co dzień sięgali już po denaturat - rodziny sobie przecież człowiek nie wybiera. Tego dnia wbili się wszystkim w pamięć jako trzeźwi, sympatyczni ludzie. Chwilowo wolni od uzależnienia, bez alkoholowego odoru.

     - Nie zapomnę im tego - powiedziała ciocia Tomka - Franek po raz pierwszy od lat nie był pijany, tańczył ze mną, przytulił... - głos jej się załamał.

     - Kto wie, może takie wesela się przyjmą? Ludzie nie mają pieniędzy - wyrwał się jak zawsze niekoniecznie na temat Mietek.

Wszedł i został z nimi

     Czy coś zmieniło się w życiu Ani i Tomka? Co dało im zorganizowanie takiego przyjęcia weselnego? Radość i satysfakcję, że postawili na swoim, że udało się. -Chcieliśmy pokazać ludziom nową kulturę, żeby uwierzyli, że można inaczej - powiedziała Anka, a Tomek dodał - Wszyscy się przekonali przychodząc na poprawiny w niedzielę. To już nie był ten ból głowy co zwykle.

     Największe wzruszenie i radość mieli jednak z papieskiego listu. Oprawili go i powiesili w sypialni. Ilekroć nachodzą ich małżeństwo złe dni, zerkają na ten specyficzny obrazek. Wiedzą i wierzą, że skoro pobłogosławił im Ojciec Święty, muszą z tego jakoś z tego dołka wyjść.

     Dzień ślubu to autentycznie wspaniały dzień w ich życiu. Do ich Kani też przyszedł Jezus.


Jarosław Kołodziejczyk


Narzeczeństwo, czyli sztuka przygotowania się do małżeństwa Narzeczeństwo, czyli sztuka przygotowania się do małżeństwa
Katarzyna Jarosz, Tomasz Jarosz
Udało się! Wreszcie spotkaliśmy kogoś, z kim chcielibyśmy spędzić życie. Myślami jesteśmy już przy ślubie, ale przed nami jeszcze bardzo ważny, a często nawet kluczowy dla naszego związku okres - narzeczeństwo... » zobacz więcej



   


Wasze komentarze:
 gosia: 20.07.2012, 22:03
 Kazdy ma prawo do wyboru czy wesele bezalkoholowe czy nie. Ale sam Jezus, z wody uczynił wino na weselu , wiec nie rozumiem troche tych wesel bezalkoholowych. Alkoholizm i upijanie sie na umór sa czyms strasznym , zniewalajacym człowieka, ale lampka dwi wina przez cały wieczór na poprawe nastroju czy nawet dla zdrowia na weselu wydaje mi sie czyms normalnym. Fakt ze w naszej kulturze jest brak umiaru w piciu, moze dlatego ludzie decyduja sie na wesela bezalkocholowe.
 Karolina i Paweł: 01.01.2011, 17:54
 My 30 lipca 2011 roku mamy ślub a nastepnie wesele bezalkocholowe. Podjeliśmy taką decyzję ponieważ obije od wielu lat jestesmy w Krucjacie Wyzwolenia Człowieka. Prosimy o modltwę, za Nas i Naszych gości. Pozdrawiamy
 Jola: 03.09.2008, 12:11
 Gratuluje Wam >>> Ja z męzem tez mielismy wesele bezalkoholowe i dzisiaj bardzo miło wspominamy zwłaszcza że mija 10 lat od tego dnia 12 wrzesnia. pozdrawiamy tak trzymac
 Monia: 05.05.2008, 13:37
 Choc slubu jeszcze nie planuję wiem jedno- moje wesele bedzie bez alkoholu.
 xx: 21.02.2008, 14:15
 A dla mnie to wszystko jedno. Uważam iż każdy ma swój rozum, i kto chce to może się napić a kto nie to nie. Każdy ma wolną wolę i może za siebie decydować
 JK: 11.12.2007, 13:51
 Dziękuję Wam za te słowa. Cięzko jest przebić się przez rodzinę, ale WARTO. Trzymam za Was kciuki. Z modlitwą
 serafinka: 20.11.2007, 02:15
 ja tez bym chciala takie wesele chcialabym sprawic tym przyjemnosc mojemu narzeczonemu ktory skonczyl z nalogiem 10 lat temu,bylo by pieknie prosze modlitwe w tej intencji
 Weronika Anna: 08.09.2007, 13:11
 Ja też planuję wesele bezalkoholowe z moim narzeczonym i wiem, że będzie ciężko z naszymi rodzinami rodziną, ale my tak chcemy:)
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej