Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Czy będą ze sobą szczęśliwi?

     "Nie ślub a miłość upoważnia do pożycia" - wołają dziś wielkim głosem zwolennicy seksualnej swobody i tzw. etyki per-misywnej. Miłość - ich zdaniem - wszystko uświęca, do wszystkiego uprawnia i musi realizować się przez seksualne "zjednoczenie". Ci wielbiciele wolnej miłości sądzą, że w ten sposób wywyższają samą miłość, dodając jej blasku i chwały. Jest jednak wręcz przeciwnie. Przyjrzyjmy się temu bliżej.

     Wolnym można być "od" i "do" czegoś. Ta niczym nie krępowana erotyczna miłość wolna jest od zasad moralnych, wierności i odpowiedzialności, od tych zobowiązań i wartości, które wnosi sam ślub jako sakrament i jako akt prawny. Zarazem wolna jest i gotowa do wszelkich zmian, nowych romansów i przygód. Przecież właśnie o taką wolność tu chodzi.

     Nie jest to ta miłość prawdziwa, na którą składają się trzy elementy: 1) cielesny pociąg, 2) miłość uczuciowa i 3) miłość dobrej woli realizująca się przez ślub. W miłości "wolnej" stawia się na uczucie, a więc na zakochanie i cielesne pożądanie, które też jest specyficznym "uczuciem". Przejście między tymi elementami jest dość płynne, tak że poruszenie popędu można łatwo wziąć za "miłość", zwłaszcza jeśli ma ona być programowo wolna. A wiadomo, że uczucia są ze swej natury zmienne i nietrwałe - bez małżeńskiej przysięgi i wytrwałej dobrej woli łatwo mogą rozmieniać się na coraz nowe, coraz drobniejsze miłostki i przygody staczające się nieraz do poziomu zwykłej rozpusty z różnymi partnerami i w różnych sytuacjach, gdzie nawet słowa "miłość" się nie używa, bo brzmiałoby śmiesznie.

     Związana z rewolucją seksualną moda na młodzieżowy seks powoduje, że wielu nastolatków zaczyna pożycie bez żadnej uczuciowej miłości - powodem jest sam popęd, ciekawość, chęć "sprawdzenia się", wpływ specyficznej lektury, filmów itp. W rezultacie takiej bezmyślnej inicjacji i seksualnych "doświadczeń" często rozwija się oziębłość uczuciowa z "zaliczaniem sukcesów" i wytworzeniem się postawy cynicznego podrywacza i uczuciowo zimnej kokietki. W młode umysły łatwo "wdrukowują się" wulgarne wzorce poglądów na życie płciowe i nawyki pozwalania sobie na wszelkie seksualne zachcianki. Te fatalne stereotypy wnosi się później w małżeństwo.

     Młodzieżowa wolna miłość degraduje moralnie obie płci, ale dziewczęta tym bardziej, że przy swym dużo słabszym popędzie płciowym i silniejszej uczuciowości dużo łatwiej popadają one w różnorodne frustracje i poczucie krzywdy, ponosząc przy tym ryzyko ciąży i związanych z tym następstw. Jak wykazują badania, u tych seksualnie aktywnych dziewcząt nieraz występują różne choroby ginekologiczne, nawet rak przedinwazyjny szyjki macicy. To właśnie skutki rewolucji seksualnej i wolnej miłości, skutki płciowych zakażeń, aborcji, antykoncepcji - każdy następny partner może przecież obdarzyć nie tylko ciążą, ale i nowymi rodzajami zarazków.

     Lecz spójrzmy na te pary, które twierdzą, że się kochają i, w zasadzie nie uznając seksualnej swobody, zmierzają do małżeństwa. Często podejmują one przedślubne pożycie uważając, że ich miłość daje im do tego pełne prawo. Inicjatorem zwykle jest mężczyzna, który dążąc do zaspokojenia pobudzonego popędu żąda od swej dziewczyny "dowodu miłości", czyli seksualnego oddania się. I ona, bojąc się go stracić, daje mu ten "dowód", zupełnie nie myśląc o tym, co oznacza takie żądanie z jego strony. A przecież znaczy ono, że: 1) nie umie on panować nad popędem, 2) nic sobie nie robi z religii i prawa moralnego i 3) jej, tej swej dziewczyny, wcale nie kocha. Gdyby miał dla niej choćby prostą życzliwość, nie narażałby jej na ryzyko ciąży, która mimo takich czy innych "ostrożności" zawsze może się zdarzyć. Ślubu jeszcze nie ma i nie można zaręczyć, czy do niego na pewno dojdzie, a jeśli nawet go przyspieszyć, termin poczęcia dziecka i tak wyjdzie na jaw. Sama analiza tej sytuacji wykazuje wyraźne elementy, które dla małżeńskiego szczęścia na pewno nie są korzystne.

     To samo dotyczy innego argumentu: przedślubnej seksualnej próby. "Seks jest w małżeństwie bardzo ważny - twierdzi narzeczony - trzeba więc sprawdzić, czy będziemy pod tym względem do siebie pasować". To już jest bardzo wyraźne oświadczenie braku miłości do tej jego dziewczyny, którą chce on po prostu wypróbować jako narzędzie seksu i jeśli będzie coś "nie tak", narzędzie to zostanie odrzucone. Taki jest przecież sens i cel próby. Brak tu również podstawowej wiedzy o różnicach płciowych w erotyzmie, a różnice te (u niego popęd i dążenie do seksu, u niej uczucie i dążenie do małżeństwa) powodują, że są oni jakby z natury seksualnie niedobrani i muszą się pod tym względem dopasować, czego właściwym terenem jest małżeństwo ze swą sytuacją stabilności i pełnego już zaufania. Przedślubne "próby" są bezcelowe, gdyż w małżeństwie warunki zmieniają się, przychodzą zupełnie nowe problemy i ogromnego znaczenia nabiera więź duchowa, głęboka przyjaźń i miłość dobrej woli. A jeśli w małżeństwie tych walorów zabraknie, to seks, choćby nawet przed ślubem udany, psuje się i niczego nie ratuje. Wśród tych kilkudziesięciu tysięcy par, które w ciągu roku rozwodzą się w naszym kraju, zapewne ogromna większość zaczynała pożycie przed ślubem. Czy im to pomogło? Czy mogło pomóc? Wręcz przeciwnie. Im więcej tych seksualnych przedślubnych "prób i dowodów miłości", tym więcej rozwodów. Zależność psychologiczna jest tu wyraźna. Odrzucając nakazy religii i przyjmując zasadę, że to miłość a nie ślub upoważnia do pożycia, tacy młodzi ludzie degradują swą miłość, sprowadzając ją do poziomu zwykłej namiętności, a zarazem dewaluują swe małżeństwo, bardzo obniżając jego rangę i torując drogę dla przyszłych zdrad. W ten sposób podcinają gałąź, na której chcą budować swe gniazdo.

     Tym, co przed ślubem trzeba koniecznie wypróbować u danego kandydata (czy kandydatki), są zasady moralne, religijność, charakter, zdolność do ofiarnej miłości i do opanowania popędów. Przedślubny seks temu wszystkiemu przeczy, jest po prostu dowodem braku lub znacznej niedomogi tych tak ważnych dla małżeńskiego szczęścia walorów.

     Jeśli młoda para posłuszna Bożemu prawu opanowuje swe namiętności, zachowując przedślubną wstrzemięźliwość płciową, rodzi to wzajemny szacunek, bardzo pogłębia miłość i pozwala z ufnością patrzeć w przyszłość.

     Ale jeśli jest przeciwnie - jeśli się już poszło za fatalną "modą na seks", trzeba oprzytomnieć, zrozumieć kryjące się w tym zło i oczyściwszy się w Sakramencie Pokuty, rozpocząć nowe życie, budując małżeńskie szczęście na nowych solidnych podstawach.


Doc. dr med. Kinga Wiśniewska-Roszkowska


Narzeczeństwo, czyli sztuka przygotowania się do małżeństwa Narzeczeństwo, czyli sztuka przygotowania się do małżeństwa
Katarzyna Jarosz, Tomasz Jarosz
Udało się! Wreszcie spotkaliśmy kogoś, z kim chcielibyśmy spędzić życie. Myślami jesteśmy już przy ślubie, ale przed nami jeszcze bardzo ważny, a często nawet kluczowy dla naszego związku okres - narzeczeństwo... » zobacz więcej



   


Wasze komentarze:
 madonna: 02.07.2014, 01:03
 To co jest tu napisane jest swieta prawda,to sie sprawdziło w moim zyciu,zle zaczełam i do dzis niose tego konsekwencje ,ale byc moze zakoncze lepiej bo zajasniał mi Chrystus,gdybym mogła cofnac czas to wiecie co bym zmieniła? Pragnełabym zyc w czystosci do slubu,myslałam ze jestem madrzejsza od samego Boga,no niestety,nie jestem.Tylko Jezus wie co dla nas dobre ,przykazania sa trudne ale dla nas sa najbezpieczniejsza droga do Boga i do szczescia
 asia: 07.01.2014, 18:48
 unieważnienie jest z powodu braku konsumpcji , jeżeli małżonkowie beda uprawiać sex choć raz po ślubie małżeństwo z tej perspektywy nie można unieważnić
 do nie rozumiem: 17.02.2012, 14:27
 Owszem ale poważne sprawy takie jak zatajona impotencja samo dopasowac seksualnie nie może być przyczyną stwierdzenie nieważnosci małzeństwa
 nie rozumiem: 15.02.2012, 13:30
 czegos tutaj nie rozumiem; nie znam dobrze prawa Koscielnego ale wydaje mi sie ze jest taki przepis ktory umozliwia uniewaznienie malzenstwa jesli okaze sie ze malzonkowie nie potrafia sie dopasowac seksualnie; oczywiscie musi to byc naprawde powazny problem. A wiec jednak to tez jest jakby troche tak ta druga osobe mozna odrzucic jesli nie bedzie w stanie nas zadowolic. Nie ma tu czasem hipokryzji?
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej