Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Po co ślub kościelny?

     Wspólne mieszkanie bez ślubu jest coraz częstszym zjawiskiem. Jaki zatem sehs ma tradycyjne małżeństwo zawierane w kościele czy choćby w państwowym urzędzie?

     Trudno dziś znaleźć dorosłego człowieka, który by wśród swoich znajomych lub w rodzinie nie miał kogoś żyjącego w związku partnerskim, nawet bez kontraktu cywilnego. Są kraje, w których zjawisko to osiągnęło jeszcze większe rozmiary niż w Polsce. Na przykład w 1997 r. w Norwegii spośród kobiet w wieku 25-29 lat tylko 29 proc. było mężatkami, aż 36 proc. zaś mieszkało z partnerem na zasadzie prywatnej umowy.

     SAKRAMENT CZY KONTRAKT

     Na pewno zjawisko to świadczy o współczesnym kryzysie zarówno małżeństwa, jak wiary. Wydaje się jeszcze bardziej niepokojące niż poprzestawanie katolików na samym ślubie cywilnym. Jan Paweł II tak pisał o osobach, które "zawierają tylko ślub cywilny, odrzucając lub przynajmniej odkładając ślub kościelny": "Sytuacji tych ludzi nie można stawiać na równi z sytuacją tych, którzy współżyją bez żadnego związku, tu bowiem istnieje przynajmniej jakieś zobowiązanie do określonej i prawdopodobnie.trwałej sytuacji życiowej, chociaż często decyzji tej nie jest obca perspektywa ewentualnego rozwodu. Chcąc publicznego uznania ich związku przez państwo, pary te wykazują gotowość przyjęcia, obok korzyści, także zobowiązań. Mimo to, również i ta sytuacja nie jest do przyjęcia przez Kościół" (Familimis consortio, 82). Powyższa wypowiedź Jana Pawła II skłania do postawienia trzech pytań. Co takiego daje ślub kościelny, że jedyną formą uznawanego przez Kościół małżeństwa katolików jest małżeństwo sakramentalne? Na czym Papież opiera twierdzenie, że lepiej mieć ślub cywilny, niż wchodzić w małżeństwo i zakładać rodzinę w ogóle bez ślubu? Dlaczego kohabitacja, czyli budowanie wspólnoty małżeńskiej i rodzinnej bez żadnego ślubu, budzi moralny niepokój, a w skali społecznej pogłębia kryzys rodziny?

     Co do pierwszego pytania, podejmowanie go ma sens tylko w perspektywie wiary. Odpowiedź wówczas wydaje się prosta: ślub kościelny to zawarcie małżeństwa nie tylko w obecności bliskich i znajomych, ale również w obliczu Boga i Kościoła. Nowożeńcy podejmują zobowiązania na całe życie nie tylko wzajemnie wobec siebie, ale wspólnie zobowiązują się tak prowadzić życie małżeńskie i rodzinne, żeby było ono zarazem dążeniem do życia wiecznego. Natomiast Bóg zobowiązuje się wspomagać ich swoją łaską i przyjmować to wszystko, co w ich życiu małżeńskim będzie dobre i piękne, jako cząstkę miłości składaną przez Kościół Chrystusowi. Toteż autentycznie wierzący katolik nawet nie umie sobie wyobrazić, że mógłby nie otworzyć na łaskę sakramentalną tak istotnego wymiaru swojego życia, jakim jest związek małżeński i budowanie rodziny.

     SEKSUALNOŚĆ ZBANALIZOWANA

     Dwa następne pytania każą najpierw przypatrzeć się różnym postaciom ludzkich decyzji, ażeby zamieszkać we dwoje bez ślubu. Są tacy, którzy planują ślub, może nawet kościelny i może nawet w krótkim czasie, a na kohabitację zdecydowali się z jakichś powodów praktycznych (np. jedno z nich nie miałoby gdzie mieszkać). Inni - niekiedy są to ludzie, którzy mają za sobą nieudany związek - nie chcą ślubu, bo się boją podejmować decyzję na bycie ze sobą na zawsze. Jeszcze inni - przeciwnie, są tak pewni wiecznotrwatości swojego związku, że manifestacyjnie podkreślają: "Nasza miłość nie potrzebuje urzędowego stempelka". Zdarza się też kohabitacja na odległość, tzn. trwanie w związku podobnym do małżeńskiego i nawet bardzo częste spotykanie się dwojga ludzi, którzy jednak mieszkają oddzielnie.

     Tego rodzaju związki i sytuacje zapewne zdarzały się zawsze. Jednak dopiero od stosunkowo niedawna stały się zjawiskiem postrzegalnym statystycznie. Przyczyną* była rewolucja seksualna, jaka się dokonała kilkadziesiąt lat temu. Dla wielu ludzi przestało być czymś oczywistym, że stosunek seksualny wolno nawiązać tylko z osobą, z którą jest się naprawdę i na zasadzie wyłączności związanym na całe życie.

     Słowem, ludzka seksualność uległa zbanalizowaniu. Wielu ludzi przestało ją doświadczać jako coś sakralnego, znak całoosobowego oddania jedynej osobie swojego życia, i zaczęło w niej widzieć jedynie przestrzeń wzajemnego zbliżenia i narzędzie wzniosłych, lecz ulotnych wzruszeń. Ceną za desakralizację ludzkiej płciowości jest wysoka aprobata społeczna dla antykoncepcji i drastyczne obniżenie dzietności, ogromna liczba rozwodów i jeszcze większa zdrad małżeńskich, kryzys instytucji małżeństwa wyrażający się m.in. tworzeniem związków z góry zamierzonych jako tymczasowe oraz nieformalnych.

     NIC TRWAŁEGO?

     Istotnym katalizatorem powyższych przemian mentalności i obyczajów jest zwątpienie w życie wieczne. Bo jeżeli - jak wydaje się niektórym - nasze życie prowadzi ostatecznie donikąd, trudno się dziwić, że niekiedy w ślad za tym przeświadczeniem idzie pytanie o sens wierności obietnicom, jakie złożyliśmy na całe życie, a nawet pytanie, czy w ogóle jesteśmy zdolni do ich składania.

     To niepokojące zjawisko Jan Paweł II wiązał z popularnym dziś nihilizmem: "Dla naszych współczesnych nihilizm ma swoisty urok jako filozofia nicości. Według teorii jego zwolenników poszukiwanie stanowi cel sam w sobie, nie istnieje bowiem nadzieja ani możliwość osiągnięcia celu, jakim jest prawda. W interpretacji nihilistycznej życie jest jedynie sposobnością do poszukiwania doznań i doświadczeń, wśród których na pierwszy plan wysuwa się to, co przemijające. Nihilizm jest źródłem rozpowszechnionego dziś poglądu, że nie należy podejmować żadnych trwałych zobowiązań, ponieważ wszystko jest ulotne i tymczasowe" (Fides et rado, 46).

     Spotkałem się z porażającym wręcz przypadkiem tej mentalności. Żona, chcąc zatrzymać przy sobie odchodzącego męża, sięgnęła po argument, w jej przeświadczeniu, nie do odparcia: "Przecież mi przysięgałeś, że mnie nigdy nie opuścisz!". On na to, patrząc na nią z politowaniem: "Kobieto, o czym ty mówisz? Przecież to było cztery lata temu! Ty brałaś ślub z zupełnie innym człowiekiem!".

     Opracowania socjologiczne dotyczące kohabitacji zwracają uwagę na dwie prawidłowości. Chociaż przeciętna dzietność par małżeńskich w pierwszych latach po ślubie jest dziś niższa niż kiedykolwiek, analogiczna dzietność kohabitantów jest jeszcze niższa. I prawidłowość druga: zdarza się nieraz, że kohabitacja kończy się jednak ślubem, niemniej małżeństwa, które zaczynały od kohabitacji, rozwodzą się częściej niż inne pary.

     Tu warto przypomnieć, że w myśl nauki Kościoła nie jest prawdziwym małżeństwem taki związek mężczyzn; i kobiety, choćby nawet oficjalnie zawarty, w którym z góry dopuszcza się rozwód lub wyklucza dzieci. Oba wspomniane wyżej zjawiska dotyczące par żyjących bez ślubu każą przypuszczać, że związki, którym brakuje tych cech prawdziwego małżeństwa, zdarzają się wśród nich częściej niż wśród par zaślubionych.

     BEZ STEMPELKA

     Spójrzmy jeszcze na postawę tych ludzi, zazwyczaj entuzjastycznie w sobie zakochanych, którzy twierdzą, że ich miłość nie potrzebuje urzędowego stempelka. Z doświadczenia duszpasterskiego wiem, że wszystkie (w każdym razie ja nie znam żadnego wyjątku) tego rodzaju związki kończą się ślubem albo rozejściem. Najdłuższy "nie potrzebujący urzędowego stempelka" związek, o jakim słyszałem, trwał 10 lat. Mówił o nim anonimowy internauta: "Dziesięć lat żyłem z dziewczyną, która mi powtarzała, że ślub nie jest potrzebny, jeżeli dwoje ludzi się kocha. Kiedy zostawiła mnie dla innego, pasowało to do obrazu, jaki kreśliła, że nic nie jest wieczne. Zabolało dopiero, gdy okazało się, że o ślubie z tamtym wypowiada się nieco inaczej... Jak kobieta nie chce wziąć ślubu, to znaczy tylko tyle, że podświadomie woli zostawić sobie furteczkę".

     To prawda, że zwyczajnej ludzkiej miłości nie potrzeba oficjalnych zobowiązań. Jednak miłość małżeńska to nie jest zwyczajna ludzka miłość. Jest to miłość, z której mogą się począć i urodzić dzieci. Dlatego potrzebna jest jej szczególna życzliwość społeczna, wyrażająca się m.in. instytucjami wspólnoty majątkowej chroniącej małżonka słabszego czy ulg podatkowych przyznawanych ze względu na obowiązki rodzicielskie małżonków. Ponadto prawo bierze pod szczególną ochronę więź małżeńską, ażeby pomóc jej przetrwać ewentualne kryzysy. Słowem, ślub to nawet w wymiarze doczesnym coś znacznie więcej niż "jakiś tam obrzęd".

     A swoją drogą, tak głębokiego kryzysu rodziny, jakiego dziś jesteśmy świadkami, w dziejach naszej cywilizacji chyba jeszcze nie było. Wyraża się on przede wszystkim zatrważającą nietrwałością małżeństw, bardzo wysokim poziomem małżeńskich niewierności oraz katastrofalnym spadkiem dzietności. Dzisiaj kryzys ten widzą chyba już wszyscy, a jedną z istotnych jego przyczyn wydaje się współczesne rozprzężenie seksualne.

     W tej sytuacji może warto sobie przypomnieć jasne i stanowcze przypomnienie Katechizmu Kościoła Katolickiego: "Wyłącznie małżeństwo jest właściwym miejscem dla aktu płciowego, poza małżeństwem stanowi on zawsze grzech ciężki i wyklucza z Komunii sakramentalnej" (2390). Powrót do prostych zasad moralnych wydaje się najskuteczniejszym sposobem radzenia sobie z problemami, które nas poniekąd przekraczają.


Jacek Salij OP


Tekst pochodzi z Tygodnika

3 października 2010


Narzeczeństwo, czyli sztuka przygotowania się do małżeństwa Narzeczeństwo, czyli sztuka przygotowania się do małżeństwa
Katarzyna Jarosz, Tomasz Jarosz
Udało się! Wreszcie spotkaliśmy kogoś, z kim chcielibyśmy spędzić życie. Myślami jesteśmy już przy ślubie, ale przed nami jeszcze bardzo ważny, a często nawet kluczowy dla naszego związku okres - narzeczeństwo... » zobacz więcej



   


Wasze komentarze:
 Do kate: 05.08.2013, 16:43
 Czy gdziekolwiek w biblii, testamencie bylo napisane ze to grzech? Prosze o podanie wersow.
 Krzysztof Ch.: 27.01.2011, 11:27
 Nie zgodzę się z Bartoszem. Kiedy mieszkają razem grzech zgorszenia jest wtedy gdy osoby przyznają się do współżycia albo gdy się nie przyznają ale uważają współżycie za nic złego. Co do mieszkania wspólnie to uważałem kiedyś podobnie jak kate, jednak człowiek jest człowiekiem i mieszkanie razem prędzej czy później doprowadzi do współżycia czy pettingu. Będzie tak ponieważ będziecie często stwarzać sobie okazje do tego. A jeżeli uważasz, że sobie z tym poradzisz, to hamując się będziesz zaburzać swoją seksualność (zakładając że jesteście seksualnie zdrowi). Także takie igranie z ogniem tylko wam zaszkodzi.
 Bartosz: 17.10.2010, 14:48
 kate - tak, to grzech. zgorszenie przede wszystkim i jak mowi kosciol "stwarzanie okazji do grzechu jest grzechem". mieszkajac razem nawet bez wspolzycia nie mozna brac komuni, świętokradztswo.
 elde: 12.10.2010, 18:22
 no właśnie, u mnie wyszło tak, że zamieszkaliśmy razem jeszcze jak się nie znaliśmy (to mój współlokator, który dziś został moim narzeczonym, plany ślubu pojawiły się bardzo szybko). w innej sytuacji nigdy bym z nim nie zamieszkała. a tak- po prostu zostało tak jak było od początku, no bo kto kogo miałby wyrzucić z domu... nie śpimy ze sobą. każdy ma swój pokój. a wszędzie gdzie czytam piszą o innej sytuacji - tzn. zamieszkali ze sobą po to żeby się wypróbować.
 kate: 06.10.2010, 22:08
 a czy mieszkanie "pod jednym dachem" z narzeczonym, z którym palnuje ślub i co najwazniesze nie dochodzi między nami do współżycia to też grzech?? myślę, że jest to dla nas większa i trudniejsza lekcja niż mieszkanie osobno...
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej