Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Do małżeństwa trzeba się przygotować cz. II

     Zauważalna obecnie niemała liczba kryzysów małżeńskich oraz rozpadów małżeństw najczęściej wynika z braku należytego przygotowania do dorosłego życia we dwoje. Najpierw więc musimy odrzucić myślenie o życiu w jakiejkolwiek formie, która nie jest małżeństwem

     W kolejnej części naszego "kursu" zachęcam do spojrzenia na treści wypływające ze starożytnego tekstu Księgi Rodzaju, zawierającej bardzo czytelną receptę na zbudowanie szczęśliwego małżeństwa: "Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem" (Rdz 2,24).

     Przytoczony powyżej werset zawiera warunki, których należy dotrzymać, aby małżeństwo mogło w ogóle zaistnieć, i które powinno się spełnić przed wejściem do kościoła. Mamy tu wymogi decydujące o zbudowaniu trwałego związku, które trzeba wypełnić, zanim się w ten związek wejdzie. Jedną z głównych przyczyn wzrastającej aktualnie ilości niepowodzeń w małżeństwach jest bez wątpienia lekceważenie właśnie tego wstępnego założenia.

Kolejność

     Pierwsza zasada zawarta w naszym wersecie to kolejność:

     1. Opuszczenie.
     2. Połączenie.
     3. Jedno ciało.

     Niezależnie od głębszych treści tych wyrażeń samo opisanie ich w takiej kolejności jest potwierdzeniem genialności natchnionego autora. Już wiele tysięcy lat temu zapisał on krótkie zdanie zawierające logiczne i zawsze aktualne przesłanie: udany związek mężczyzny i kobiety musi być budowany według tej kolejności. Najpierw trzeba oddzielić się od rodziców, następnie zawrzeć małżeństwo (formalnie, nie tylko wspólnie zamieszkując, ale realizując konkretną procedurę), a dopiero potem tworzy się pełne zjednoczenie duchowe i cielesne. Cielesne jest uzupełnieniem duchowego. Samo cielesne nie jest pełnym zjednoczeniem, ale i samo duchowe, uczuciowe i pobłogosławione nie powoduje jeszcze kompletnego przymierza - dopiero jego "skonsumowanie". Nie wnikając w treść poszczególnych sformułowań, na tym etapie naszej refleksji zatrzymamy się tylko na kolejności. Trwałość związku małżeńskiego jest bowiem uwarunkowana zachowaniem przedstawionego wyżej porządku.

     W otaczającej nas rzeczywistości bardzo często obserwujemy praktykę polegającą na odwracaniu przedstawionej kolejności z jednoczesnym lekceważeniem treści danego etapu. Młodzi ludzie najpierw "konsumują" małżeństwo (jeszcze nim nie będąc), korzystając z uciech cielesnych i tworząc jedno ciało - ale tylko na płaszczyźnie cielesnej, całkowicie spłycając i degradując wartość prawdziwej jedności. Następnie myślą o ślubie, co bardzo często jest wymuszone nieplanowaną ciążą. Dopiero w następstwie tych kroków zastanawiają się, gdzie zamieszkać, wielokrotnie nie będąc usamodzielnionymi nie tylko finansowo, ale i zawodowo, nie mając wykształcenia. To nie zostanie spełnione poprzez pozostanie w domu rodziców. A więc nie dość, że odwraca się kolejność, to jeszcze nie wypełnia się treści, nie przestrzega się warunków zawartych w przedstawionym sformułowaniu. Mamy więc tutaj do czynienia z dramatycznym paradoksem, który doprowadza do zniszczenia małżeństwa jeszcze przed jego powstaniem!

     Tekst natchniony wyraźnie nam wskazuje, że warunkiem zbudowania trwałego związku jest zachowanie tej kolejności, ale także zrealizowanie całej treści zawartej w poszczególnych zwrotach.

1. Opuszczenie

     Opuszczenie rodziców jest warunkiem szczęścia w małżeństwie. Tak jak niemowlę nie może dalej rosnąć i się rozwijać, dopóki nie opuści łona matki i póki nie zostanie odcięta pępowina łącząca je z nią, tak samo małżeństwo nie może się w pełni rozkwitnąć bez opuszczenia przez nowożeńców domu rodzinnego. I pomimo że opuszczenie ojca i matki wiąże się często z bólem, jest to niezbędne cierpienie, które trzeba znieść dla dobra swojego związku.

     W przytoczonym wersecie z Księgi Rodzaju jest mowa o mężczyźnie, jednak to oczywiste, że owo opuszczenie dotyczy obojga. Może tylko z tą uwagą, że prawie we wszystkich tradycjach i kulturach to mężczyzna był odpowiedzialny za zbudowanie domu i wprowadzenie do niego swojej wybranki.

     Aby w pełni zrealizować ten pierwszy etap, należy osiągnąć samodzielność zawodową - czyli zdobyć takie wykształcenie, które zagwarantuje znalezienie pracy pozwalającej na utrzymanie siebie i rodziny. Następnie trzeba uzyskać niezależność finansową, pozwalającą na wyprowadzenie się z domu rodzinnego. Element wyprowadzenia się jest tu prawie całkowicie konieczny - jest to techniczny sposób opuszczenia rodziców, oddzielenia się od nich, pozwalający na odczucie pełni samodzielności i niezależności. W tych treściach zawiera się także osiągnięcie samodzielności emocjonalnej i psychicznej, pozwalającej egzystować bez prowadzenia za rękę. Jest to umiejętność zatroszczenia się nawet o podstawowe elementy życia, jak na przykład załatwienie formalności w urzędzie czy zadbanie o własne zdrowie. Mowa tu również o podjęciu odpowiedzialności za siebie, za swoje czyny. Opuszczenie to także gotowość do podjęcia odpowiedzialności za inne osoby - za współmałżonka, za poczęte dziecko, to dojrzałość do pełnienia roli męża, żony, rodzica. To także świadomość gotowości do podjęcia ofiary za innych, do poświęcenia się, cierpienia, to znajomość podstawowych zasad moralnych, treści Dekalogu i katechizmu oraz rozumienie istoty sakramentalności małżeństwa.

     Często sami rodzice uniemożliwiają dziecku realizację tego kroku, zniewalając je psychicznie, uzależniając je od siebie emocjonalnie, a także ekonomicznie. Wielokrotnie budują duże domy, planując zamieszkanie w nich zamężnych i żonatych dzieci. Jest to wielkie nieporozumienie i krzywda wyrządzana dzieciom. W usamodzielnieniu się na wielu płaszczyznach pomaga wyjazd dziecka na studia do innego miasta. Myślę, że dla mężczyzn ważnym etapem wydoroślania może być służba wojskowa.

     W przeszłości łatwiej było realizować ten etap życia przedmałżeńskiego - ze względu na szybsze dojrzewanie psychiczne człowieka niż obecnie. Nawet warunki skrajne, np. wojna i jej konsekwencje, znacznie przyśpieszały wejście w dorosłość, często bardzo młodych ludzi. Dlatego też dawne rodziny wielopokoleniowe nie przeszkadzały w funkcjonowaniu małżeństwa bez wyprowadzenia się młodych z domu, gdyż zarówno rodzice, jak i młodzi małżonkowie byli kiedyś bardziej świadomi swoich ról życiowych. Istotne znaczenie miały zapewne wówczas także zależności ekonomiczne, majątkowe, dziedziczenie, konieczność pozostawania kobiet na utrzymaniu mężów, jak i silny patriarchat rodzin, uznanie autorytetu seniora, czasami też seniorki rodziny. U podstaw rodziny wielopokoleniowej był także bardzo wysoki poziom rozumienia istoty roli męża, ojca, żony, matki, ale i odpowiedzialności za szerszą społeczność, za naród.

     W obecnych warunkach, kiedy to zarówno poziom dojrzałości emocjonalnej, psychicznej, jak i odpowiedzialności za siebie oraz za innych zostaje daleko w tyle za dojrzałością fizyczną, wyprowadzenie się z domu rodzinnego, nawet kosztem przesunięcia w czasie momentu zawarcia związku małżeńskiego, staje się warunkiem fundamentalnym do zbudowania trwałego małżeństwa.

     Wyprowadzenie się z domu nie powoduje zerwania więzi z rodzicami, zatarcia odpowiedzialności dzieci za rodziców, szczególnie tych w podeszłym wieku. Stwarza to jednak dla obu stron płaszczyznę wyjściowego komfortu i ułatwia rozwijanie wzajemnego szacunku. Łatwiej jest się szanować na odległość, nie będąc od siebie zależnym. Zamieszkanie wspólne ma wprawdzie swoje korzyści, ale jest ich znacznie mniej niż strat i często dużych napięć wynikających z takich okoliczności. Jeżeli natomiast sytuacja taka staje się nieuniknioną koniecznością, wymaga to od obu stron ogromnej tolerancji, nieustannych kompromisów. Należy jednak podkreślić, że taki stan rzeczy powinien być potraktowany jako przejściowy, tymczasowy, ze stałą świadomością konieczności wyprowadzenia się.

     Opuszczenie domu rodzinnego staje się więc nieodzownym warunkiem zbudowania trwałego związku i osiągnięcia najwyższego stopnia człowieczeństwa, gdyż: "Dopiero oderwanie się od tej rzeczywistości wyjściowej i zdolność zawierzenia się komuś innemu, zdolność powierzenia swojego życia komuś innemu ukazuje to, co w człowieku jest specyficzne na obraz i podobieństwo Boga" (bp Z. Kiernikowski: Dwoje jednym ciałem w Chrystusie). Zewnętrzna (wyprowadzenie się) oraz wewnętrzna realizacja tego ideału wyraża się także w pełnym uznaniu, że od tej chwili małżonkowie stają się dla siebie najważniejsi. Opuszczenie rodziców jest więc również dojrzałością do uznania, że są oni nadal ważni, ale już nie najważniejsi, tak jak to było do tego momentu. Trzeba przyjąć, że na pierwszym miejscu sytuuje się współmałżonek, następnie dzieci będące owocem małżeństwa, a dopiero potem rodzice i rodzeństwo, znajomi itd. Także rodzice muszą uznać tę prawdę i nie oczekiwać od dzieci, aby traktowały ich jako kogoś ważniejszego od współmałżonka.

     W idei opuszczenia domu rodzinnego można także dostrzec konieczność, ale jednocześnie zdolność do powierzenia się komuś innemu. Jest to wielkie ryzyko, kiedy zrywając więzy z rodzicami i zależność od nich, robi się kolejny odważny krok - rzucenia się w ramiona innej osoby, z którą nie łączą mnie więzy krwi. To oddanie się współmałżonkowi jest już zupełnie czymś innym niż wcześniejsze relacje z rodzicami. Przy nich było się bardziej odbiorcą dobra, czynności opiekuńczych, było się tym, komu rodzice służyli, komu się poświęcali. Obecnie przyjmuje się postawę dawcy dobra. Jest to przejście z poziomu tego, któremu służono, na poziom tego, który służy. Odejście staje się więc przejściem na znacznie wyższy pułap wartości. Jest to niesłychanie trudne, ryzykowne i wręcz niewykonalne w pełni. W nowym, Chrystusowym wymiarze realizacja tego ideału staje się możliwa głównie poprzez Eucharystię, w czasie której niemożliwe (po ludzku) staje się możliwe. Może szczególnie na tym etapie wchodzenia w życie dorosłe, zarówno w wypadku odchodzących dzieci, jak i rodziców, którzy mają obowiązek zgodzić się na to odejście, ludzkie decyzje muszą być wspierane łaską Bożą.


Mieczysław Guzewicz


Publikacja za zgodą redakcji

nr 3-2007


Narzeczeństwo, czyli sztuka przygotowania się do małżeństwa Narzeczeństwo, czyli sztuka przygotowania się do małżeństwa
Katarzyna Jarosz, Tomasz Jarosz
Udało się! Wreszcie spotkaliśmy kogoś, z kim chcielibyśmy spędzić życie. Myślami jesteśmy już przy ślubie, ale przed nami jeszcze bardzo ważny, a często nawet kluczowy dla naszego związku okres - narzeczeństwo... » zobacz więcej



   


Wasze komentarze:
 Monika: 21.09.2014, 23:43
 Bardzo smuci mnie takie przedstawianie sprawy. Czy rzeczywiście zawsze mieszkanie z rodzicami jest gwarancją rozwalania młodego małżeństwa? Jestem mężatką od prawie dwóch miesięcy i zamieszkałam z mężem w moim domu rodzinnym. Dom jest duży, podzieliliśmy go na tyle ile się dało. Wyodrębniliśmy sobie część piętra. Nasze zamieszkanie tu jest zamysłem na całe życie. Jak czytam artykuły tak negatywne, jestem wystraszona, jakbym popełniła największy błąd w życiu. Przecież wiele zależy od relacji, mądrości rodziców, jedności młodych. Znam małżeństwa, które mieszkają same, ale teściowie wcinają im się niejednokrotnie bardziej niż w niektórych domach wielopokoleniowych.
 Beata: 01.08.2012, 21:36
 Moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem dla młodych małżonków jest zamieszkanie całkiem osobno, ponieważ dopiero wtedy osiągną nowy etap w życiu.Można rodzicom pomagać nawet codziennie, jeżeli czas im na to pozwoli, ale na noc wracać do swojego gniazdka. Najgorzej gdy jedna ze stron nie może odciąć pępowiny, ze względow mieszkaniowych ,chociaż stać ich na wynajęcie mieszkania lub pomocy w wychowaniu dzieci.
 Adam: 20.01.2010, 14:14
 Nie można stawiać jako warunek do zawarcia małżeństwa posiadanie mieszkania. Sens zamieszkania oddzielnie nie sprowadza się do osiągnięcie samodzielności i "odcięcie pępowiny" (jak to zostało napisane w artykule) ale wyraźne zaznaczenie, że nowożeńcy nie są już dziećmi podległymi rodzicom ale tworzą już nową, odrębną rodzinę. To jest przejście na inny poziom relacji dziecko-rodzic. Rodzice muszą się nauczyć traktować swoje dzieci jak w pełni dorosłe osoby, jak równych sobie. Wydaje mi się, że to jest trudniejsze dla rodziców niż nauka samodzielności dla ich dzieci. Wydaje mi się, że duży dom wielorodzinny wcale nie musi w tym przeszkadzać, o ile zapewnia nowej rodzinie sporo autonomii. Natomiast mieszkanie w bloku, w jednym mieszkaniu z rodzicami jest poważną przeszkodą w uzyskiwaniu tej autonomii.
 zosia: 01.01.2010, 18:39
 Myślę, że najważniejsze jest to aby w rodzinach wielopokoleniowych każda osoba wiedziała mimo wszystko jaką ma do spełnienia rolę czyli jesteś babcią lub dziadkiem nie wtrącaj się w życie młodych oraz wychowywania przez nich dzieci. Jeśli jesteśmy małżeństwem i rodzicami sami podejmujemy decyzję w naszych sprawach oraz wychowaniu nawet jeśli miałby to być nasz błąd.
 adrian: 26.01.2009, 22:45
 podzielam zdanie poprzednika że nie można stosować tak radykalnego podejścia do sprawy. nie można sprawy stawiać tutaj na ostrzu noża: "albo mieszkanie z rodzicami albo ślub". jest to ważne ale nie najważniejsze.
 suvorov: 29.09.2008, 15:26
 Jak to jest? Z jednej strony ubolewa się w społecznej nauce Kościoła nad zanikiem tradycyjnej rodziny wielopokoleniowej, brakiem postaci babci/dziadka będących ważną pomocą w wychowaniu, a z drugiej każe młodym od razu ich opuszczać. Zaznaczam, że np. szczególnie na wsi czy przedmieściach domy często są dwu-trzyrodzinne, piętrowe i trochę nieroztropnie byłoby zostawiać w nich rodziców samych i szukać klitki w bloku. No cóż, wszystko zależy od indywidualnego przypadku i nie można stosować z góry autorytatywnego osądu.
 :/: 11.09.2008, 17:03
 ahh co za stronka...;/
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej