Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Za 100 dni matura

     Są wizytówką szkół, uczniów i ich rodziców, którzy je organizują. Czy studniówki będą niezapomnianym przeżyciem, czy kolejną zakrapianą imprezą?

     "Te walczyki leciutkie jak świerszcze. Pierwszy bal, czyjeś oczy wesołe, na szczęście... Mój pierwszy, jedyny bal" -Chcielibyście tak pamiętać studniówkę jak w piosence Agnieszki Osieckiej? -pytam dwójki maturzystów. - No pewnie, ale nie ma takiej opcji. Ani to bal pierwszy, ani jedyny do matury - odpowiada Kasia. - Studniówka to już nie są "walczyki", tylko dobry biznes: wynajmowane lokale, fryzjerzy, kosmetyczki, suknie balowe i garniturki, fotograf itd. To dobry czas dla gospodarki, ale nie dla kieszeni naszych rodziców - kwituje Michał.

     - Studniówki odzwierciedlają tradycje i dorobek wychowawczy każdej ze szkół, które je organizują, więc w każdej wyglądają inaczej. I to jest ich wielka zaleta - tłumaczy tę różnorodność Regina Lewkowicz, dyrektor renomowanego stołecznego XIV LO im. Stanisława Staszica. Ale na swoje tradycje szkoły pracują wiele lat. Jeśli tej tradycji i wizji nie ma, to studniówki zmieniają się we własne karykatury.

     W SZKOLE CZY W PAŁACU?

     Można je dziś zorganizować wszędzie. PKP proponuje spędzić studniówkę w pociągu, ZTM - w tramwaju. Nie brak propozycji wynajmu statku lub promu, bo "tylko wtedy jest niepowtarzalna i niesztampowa". Tyle że gdy kołysze, jest ryzyko, że zapamięta się ją z innych powodów. Życie pokazuje jednak, że czym szkoła bardziej renomowana i lepsi jej uczniowie, tym też bardziej tradycyjna, gdy chodzi właśnie o studniówki.

     W Warszawie o ostatnim przed maturą balu poza szkołą nie ma mowy m.in. we wspomnianym "Staszicu", w LO Przymierza Rodzin na Ursynowie, w XVIII LO im. Jana Zamoyskiego czy w "Poniatówce" czyli V LO im. Księcia Józefa Poniatowskiego.

     - Studniówka ze swojej natury winna być zabawą szkolną na terenie szkoły - przekonuje s. Ruth Kawa, dyrektor prywatnego LO Sióstr Nazaretanek. W niektórych ogólniakach - jak w "Zamoyskim" i w XXXVII LO im. Jarosława Dąbrowskiego - ze względu na brak miejsca w salach gimnastycznych czy aulach - polonez będzie tańczony w kilku turach, ale bezwzględnie w szkole!

     Wyjątkiem od wspomnianej reguły jest VIII LO im. Władysława IV na Pradze, gdzie rok temu studniówka odbyła się po raz pierwszy poza szkołą z uwagi na jej gruntowijy remont. - W tym roku mieliśmy dylemat, jak wyremontowanych wnętrz nie* narazić na studniów-kowe szkody. Dekoracja zawsze była przyczepiana do ścian, nie mamy też zaplecza do gastronomii. Dlatego z bólem serca zdecydowaliśmy się - jedynie ze względów ekonomicznych - na studniówkę poza szkołą. I chyba już tak zostanie. Ale postanowiliśmy, że lokal musi spełniać co najmniej dwa warunki: będzie na czas studniówki zamknięty, wyłącznie do dyspozycji młodzieży, oraz będzie na tyle duży, by można w nim zatańczyć wspólnie poloneza - tłumaczy dyrektor LO im. Władysława IV Grażyna Filipiak.

     - Koszt położenia i lakierowania podłogi w sali gimnastycznej to 100 tys. złotych. Tyle samo kosztuje remont takiej podłogi - tłumaczy bez ogródek Anita Omelańczuk, dyrektor XXXIV LO im. Cervantesa, uważanego za pierwszy na Mazowszu ogólniak, który wyprowadził studniówki ze szkoły już ponad 20 lat temu. Trudno z tym polemizować, skoro parkiet źle znosi buty na szpilkach zamiast obuwia sportowego. - Jest i drugi powód: rodzice finansują studniówkę i sami wybierają, gdzie i jak się ona odbędzie. O wiele wygodniej jest im wynająć salę niż przygotowywać wszystko własnym wysiłkiem. To ich wybór - wyjaśnia dyrektor "Cervantesa".

     Także w wilanowskim XXXIII LO im. Stanisława Kostki Potockego studniówek nie organizuje się w szkole od bardzo dawna. - Czy nie ma do tego warunków? Dałoby się zorganizować, ale nikomu na tym nie zależy. Studniówki w wypasionym pałacu czy kilkugwiazdko-wym hotelu podobno nobilitują uczniów i ich szkołę, choć myślę, że jest odwrotnie - mówi tamtejsza maturzystka Karna. Czasem też chodzi o układy i powiązania dyrektorów z tym czy innym restauratorem lub burmistrzem gminy, który częściowo refunduje koszt wynajmu lokalu.

     Co na to władze oświatowe? Studniówki w szkole czy poza nią - to nieistotne. -Nie ma żadnych przepisów regulujących ich organizację, miejsce, termin i przebieg. To wewnętrzna sprawa każdej szkoły. A nad bezpieczeństwem uczniów na jej terenie czuwają jej władze - wyjaśnia rzecznik prasowy Mazowieckiego Kuratorium Oświaty Andrzej Kulmatycki.

     A co z bezpieczeństwem uczniów balujących poza szkołą? - Dyrektorzy wyprowadzają studniówki ze szkół, ponieważ jest im tak wygodniej. Odpowiedzialność za uczniów spada na rodziców oraz właściciela lokalu i nie ma ewentualnych szkód w szkole - komentuje słowa rzecznika polonistka jednego z warszawskich ogólniaków, która "towarzyszyła" też studniówkom dwójki własnych dzieci. -Na terenie szkoły maturzyści są bardziej uczniami, w na terenie lokalu - gośćmi. A że są pełnoletni, tym bardziej puszczają im wszystkie hamulce - podkreśla.

     KUKUŁCZE JAJO

     Pokaż mi swoją stuuniówkę, a powiem ci gdzie się uczysz! Njfeipal każda rozpoczyna się polonezem i przemówieniami, a potem - w różnej kolejności - idą gastronomia, program kabaretowy lub artystyczny i tańce aż do rana. Różnią się tym, kto, gdzie, jak i za ile je organizuje. Na ogół z początkiem roku szkolnego konstytuuje się komitet studniówko-wy garstki rodziców-aktywistów, którzy w różnym, na ogół nikłym stopniu, mogą liczyć na resztę. A jeśli studniówka ma być poza szkołą, bywa, że lokal trzeba zamawiać rok wcześniej. ,P>      Najczęściej maturzyści deklarują, jaką chcieliby mieć muzykę, menu, proponują didżeja. I tyle - czasem aż tyle. Reszta należy do wspomnianej garstki rodziców, której się chce coś zrobić. Karna z LO im. Potockiego, której mama widząc bierność innych została główną organizatorką studniówki, nie kryje rozczarowania: - Zaangażowania czy choćby zainteresowania ze strony innych rodziców nie było niemal żadnego, a cokolwiek zaproponowałyśmy, wszystko było nie tak. Podobnie nauczyciele. Choć wyjątkiem jest moja wychowawczyni, to ze strony innych jakiejkolwiek pomocy, zachęty, inspiracji, by nasza studniówka różniła się od innych imprez, nie ma.

     Czyje więc są studniówki? - Oczywiście maturzystów. Wszystko zależy od nich, jak je sobie wymyślą. Jakie wyobrażenia o nich wynieśli z domu, taka ona będzie - mówią nauczyciele i dyrektorzy. - Jesteśmy sponsorami i stróżami porządku na studniówce, ale to szkoła ma uczniów włączyć w swoje tradycje i inspirować nie tylko do różańca (czytaj: nauki), ale i tańca - kontrują rodzice. Przyszli maturzyści ze swoimi marzeniami o niepowtarzalnej, stanowiącej - przynajmniej teoretycznie - preludium do dojrzałości zabawie zostają często sami.

     Sposób organizacji studniówek często nie zmusza wchodzących w dorosłość ludzi do własnej inicjatywy. Najłatwiej jest zapłacić za lokal i mieć wszystko z głowy.

     - Didżeja czy wodzireja prowadzącego zabawy, muzykę, dekoracje, oświetlenie, jedzenie - to wszystko załatwia nam Pałac Prymasowski, gdzie będzie nasza studniówka - mówią maturzyści z "Potockiego" i "Cervantesa". Przyznają jednak, że taki bal niewiele się różni od innych imprez organizowanych w karnawale. Czasem po prostu trzeba dostosować się do sytuacji.

     - Liczę na fajną zabawę, dobre jedzenie - i tyle. Jedność klasowa? Wspólna zabawa? Nie wiem, komu na tym zależy.

     POWODY ZMIAN W PODEJŚCIU UCZNIÓW STUDNIÓWKI      (według uczniów, rodziców i pedagogów)

  1. wyprowadzenie studniówki ze szkoły, przez co nie ma klimatu i poczucia, że jest to wydarzenie szkolne;
  2. zwolnienie uczniów z organizacji, przez co "to nie jest ICH studniówka";
  3. zmiana relacji: nauczyciel-uczeń; uczeń nie musi podporządkowywać się tradycjom szkoty i sprostać jej wymaganiom;
  4. dwa i pół roku to mało, żeby się dobrze zintegrować w szkolnej społeczności;
  5. jest to już trzecia i nie ostatnia szkoła, a liceum nie jest szczególnym etapem edukacji;
  6. matura straciła na znaczeniu jako wyjątkowy egzamin i jako próg dojrzałości oraz przejście na wyższy poziom uznania w społeczeństwie; w podstawówce zdaje się test kompetencyjny, w gimnazjum - gimnazjalny.      Zresztą, ja także nie czuję się zżyta z klasą. Idę na studniówkę z moim chłopakiem i zamierzam się z nim dobrze bawić. Więcej nie potrzebuję! To smutne, co mówię, bo nawet jeśli ktoś się do tego nie przyznaje, to nie ma takich, dla których studniówka nie byłaby ważnym, wyjątkowym wydarzeniem. Ale takiej postawy nauczyłam się od innych w mojej szkole - mówi maturzystka Marta.

         Jej głos nie jest odosobniony. Chociaż nigdy nie było tak, by w studniówce brali udział wszyscy, dyrektorzy i nauczyciele zwracają uwagę, że coraz więcej maturzystów rezygnuje ze studniówek z powodów, które kiedyś byłyby nie do przyjęcia: ponieważ nie lubią balów, nie są zżyci z klasą, a czasem wręcz nie kryją, że te kilkaset złotych przyda im się na inne, mocniejsze i dłużej trwające "przyjemności".

         ZGODNIE Z TRADYCJĄ

         Na tym tle dopiero widać, jak ważne są jasne i niezmienne reguły studniówki oraz tradycje szkolne z nią związane. I - wbrew pozorom - te z postawioną wysoko poprzeczką po latach wspomina się najlepiej. Dobrych przykładów na szczęście nie brakuje.

         - Dziewczęta ubrane są w białe bluzki i granatowe spódnice, po polonezie przebierają się w suknie balowe. A chłopcy są w garniturach - podaje szczegóły dyrektor "Staszica" Regina Lewkowicz. To niepisany, ale rygorystycznie przestrzegany w bardzo wielu szkołach średnich zwyczaj. Wyjątkiem może być "Cervantes".

         - Mamy maturzystów w strojach wieczorowych, w kreacjach balowych, de-signerskich, z second-handu, uczniowie z klas artystycznych często przychodzą w strojach teatralnych, ale są i ubrani w to, w czym chodzą na co dzień. Tak są ubrani na poloneza i potem. Przecież nikomu na jego studniówce nie będziemy robić nieprzyjemności lub go z niej usuwać. Zresztą dbają o elegancję - przekonuje dyrektor Omelańczuk. - Nikt nie daje wytycznych, jak się na studniówkę ubrać, ale raczej wszyscy wiedzą, co i jak, że trzeba wytwornie lub przynajmniej elegancko. Jeśli mają potrzebę, to oglądają na YouTube, jak to robią inni i naśladują. Gorzej, że w internecie nie brakuje także filmów pokazujących, iż studniówka może dosięgnąć żenującego, poalkoholowego dna - mówi z kolei Marcin z "Poniatówki".

         W LO Przymierza Rodzin nie dość, że zawsze wszystko odbywa się w szkole, to studniówkę maturzystom organizują - wraz z rodzicami i nauczycielami -uczniowie klas przedmaturalnych. Dzielą się na zespoły, które robią dekoracje, załatwiają jedzenie, obsługują stoły, sprzątają po wszystkim itd.

         - To sposób budowania więzi, wspólnoty szkolnej, a przy okazji możliwość, jak w tym roku, zredukowania kosztu studniówki! A kiedy drugoklasiści wykonają swoje zadania - bawią się wraz z maturzystami. Przez pierwszą godzinę tańczą wszyscy razem: uczniowie, rodzice, nauczyciele, dyrekcja - opowiada Danuta Kowalik, nauczyciel z LO Przymierza Rodzin. Czy studniówki w jej szkole z czasem się zmieniają? - Tak jak zmieniają się uczniowie, ich kolejne roczniki. Jedno pozostaje niezmienne: choć to święto zorganizowane dla maturzystów, jest świętem i udziałem całej szkoły -podkreśla.

         Inną szkołą wierną swoim wieloletnim tradycjom jest ogólniak sióstr nazaretanek. Przyklasztorny i żeński, co nie zmienia faktu, że około 60 tamtejszych maturzystek będzie do rana szaleć na szkolnym parkiecie nie gorzej niż gdzie indziej. - Obowiązują stroje galowe, które dziewczęta same sobie przygotowują, więc inne niż galowy strój szkolny, ale pozostaje biała bluzka i granatowa lub czarna spódnica - wyjaśnia s. Ruth Kawa. Wszystkie przygotowania uczennice w większości podejmują same, choć mają pomoc rodziców i kadry szkoły. Zapraszają chłopców, których przedstawiają siostrze dyrektor nie z obowiązku, ale zgodnie z wpajanym im savoir-vivre-'em.

         - Dziewczęta wiedzą, że to powinien być ktoś sprawdzony, a nie chłopak "z ulicy", i w konsekwencji bardzo dobrze się bawią - podkreśla siostra dyrektor. Studniówkę rozpocznie w sobotę 11 lutego Msza Święta w intencji dziewcząt. Starannie przygotowany polonez z figurami jest w tej szkole specialite de la maison.

         Mocnym punktem programu wielu studniówek jest kabaret; zawsze przygotowywany przez uczniów i wiele o nich mówiący. Mogą się nim pochwalić nie tylko dziewczęta z "Nazaretu", ale także uczniowie "Cervantesa", "Poniatówki" i "Władka". - W LO im. Zamoyskiego to punkt, który ratuje studniówkę, integruje nas podczas prób, i dzięki temu to nie jest bal dwustu uczniów, których łączy tylko nauka, ale coś więcej. Przygotowujemy go z rozmachem - mówi Kasia, tamtejsza maturzystka. Kiedyś dominowało słowo i miwylfa, dziś mamy projekcje multimedialne', ale trzymają wysoki poziom - mówią zgodnie panie dyrektor liceów im. Władysława IV i Cervan-tesa. O czym będzie ten tegoroczny - nie wiedzą. Chcą być zaskoczone. - Zwyczajowo tym, kto widzi kabaret przed oficjalną prezentacją i zgłasza ewentualne uwagi, jest nasz prefekt, czyli dziś bp Marek Solarczyk - mówi z dumą dyrektor Filipiak. LO im. Władysława IV może się też pochwalić nową tradycją wspólnego kończenia studniówki polonezem około piątej rano.

         WÓDKA POD STOŁEM

         Cieszą dobre przykłady, jednak corocznie przedmaturalne bale urządza w Polsce niemal 5 tys. szkół średnich. W większości z nich studniówka praktycznie kończy się po polonezie. Potem już jest tylko gorzej.

         Alkohol jest tematem tabu. - Jest pity mniej lub bardziej dyskretnie podczas każdej bez wyjątku studniówki. Jego spożywanie to w oczach młodych ludzi dowód dorosłości, więc wódka i bal przed egzaminem dojrzałości komponują im się idealnie. Często tego wcale nie kryją.

         I jest to nasza, dorosłych wina. Od jednego z uczniów usłyszałam, że studniówka to miejsce, gdzie uczniowie udają, że nie piją, a nauczyciele - że tego nie widzą. I tak jest! - mówi pedagog w jednym z lepszych stołecznych liceów.

         - Robiliśmy rekonesans wśród ubiegłorocznych abiturientów, jak przemycić na studniówkę wódkę. Otóż oni nie próbowali. Mieli w roku szkolnym tyle alkoholowych imprez, że postanowili uczcić wyjątkowość studniówki tym, iż będzie bez alkoholu. Zamierzamy zrobić tak samo. Kto chce się napić, wyjdzie wcześniej i to zrobi. Poza tym człowiek na poziomie, czyli z naszej szkoły, trzyma się w pionie -śmieje się Marcin z "Poniatowszczaka". Ale picie na studniówkach go nie bulwersuje. - Jeśli już na zabawie w gimnazjum wódka krąży pod stołem, to jak ma nie krążyć na studniówce - pyta retorycznie.

         Marta nie kryje planów swojej klasy. - Posiedzimy do godz. 3-4, a potem już mamy umówione afterparty. Nie będzie galowych strojów, abstynencji i obowiązkowej obecności - mówi. Podobnie kombinują maturzyści z wielu szkół.

         Niełatwo mają i nauczyciele, i rodzice. - Czasem wolę nie iść na studniówkę, żeby ich na czymś nie nakryć. Łamią ustalone przez szkołę zasady, ale przecież są pełnoletni. To jest noc, kiedy są najważniejsi, wszystko jest dla nich. Łapanie ich na piciu jest bardziej niezręczne dla nas niż dla nich - dodaje wspomniana pedagog.

         - Gdy jestem na studniówce jako wychowawca, zabawa dla mnie nie istnieje. Niby jestem zaproszona, a muszę spełniać rolę żandarma pilnującego, czy się nie upiją, czy sobie nie narobią kłopotu. Widziałam tak dobrze zorganizowany przemyt alkoholu i w takich ilościach, że ręce mi opadały - zwierza się, koniecznie anonimowo, jedna z nauczycielek. - Co gorsza, czasem widzę, że rodzice sami uczestniczą w tym procederze. Wnoszą alkohol ci, którzy mają maturzystów pilnować. Kiedyś zwróciłam uwagę jednemu z ojców, a ten odparł, że się integruje z młodzieżą. Tak jest częściej, niż nam się wydaje. Uczyłam w szkole pozawarszuwskiej i myślałam, że w stolicy jest inaczej. A jest tak samo.

         - Czasem po studniówce więcej butelek zbieram niż po porządnym weselu. Bo to takie wesele bez nowożeńców, a raczej z ich nadmiarem. Raz policzyliśmy. Z dwóch studniówek w piątek i sobotę wyszło około 600 póllitrówek - relacjonuje właściciel jednego z podwarszawskich zajazdów.

         - Nie można winić tylko rodziców i uczniów. Ważniejsze od tego, co dyrekcja przedsiębierze podczas studniówki, jest to, co się w szkole dzieje przez pierwsze dwa i pół roku. Jeśli już w pierwszych dniach nauki uczniowie klas pierwszych na obozie integracyjnym upijają się do nieprzytomności i nie zostają za to relegowani ze szkoły, to dostają informację: "w tej szkole można pić". Więc na studniówce tym bardziej - opowiada historię ze swojej nota bene bardzo dobrej szkoły jeden z nauczycieli.

         JAK ZA DAWNYCH LAT

         - Jesteśmy rytualni. Potrzebujemy uroczyście przeżywać ważne momenty życia, ale trochę tego za wiele: do Pierwszej Komunii Świętej idziemy jak do ślubu, jest bal gimnazjalny, często "polowinki" itd. Pośród tej wielości studniówka straciła na znaczeniu - mówi Dorota Waś, pedagog w LO im. Cervantesa. Wydaje się, że czar dawnych studniówek uleciał, gdy ich pełna organizacja poszła w ręce "profesjonalnych", nastawionych merkantylnie organizatorów tuzinkowych imprez. Wyprowadzono je ze szkoły, forma studniówki zaczęła górować nad jej treścią, a za rozleniwioną intelektualnie młodzież wszystko zaczęli robić inni.

         Czym więc jest studniówka dla dzisiejszych maturzystów? - Dla każdego czym innym - mówią zgodnie dyrektorzy, uczniowie i pedagodzy. Kasia z LO im. Zamoyskiego nie bierze ze sobą osoby towarzyszącej. - Chcę tę noc spędzić z moją klasą, w gronie osób, z którymi minęło mi ważne dwa i pół roku - mówi. Wypytała rodziców, jak oni wspominają swoje studniówki. - Kiedyś to był dla dziewczyny przełom, moment, kiedy uczennica mogła się pierwszy raz umalować, przekłuć sobie uszy, pójść z chłopakiem na całonocną zabawę, paradować na szpilkach, poczuć się dorosłą. A dziś? Ze zwyczajów studniówkowych pozostały tylko czerwone podwiązki. Studniówka przestała być chwilą, kiedy robi się coś po raz pierwszy. Wtopiła się w codzienność. Ale pragnienie, by być Kopciuszkiem na balu, jest chyba to samo, co kiedyś - rozmarza się.

         - Bardzo lubię patrzeć na naszą młodzież, jak czasem dotąd brzydkie kaczątka kojarzone raczej z nauką i grzecznym zachowaniem, choć niekiedy i buntem, na studniówce zmieniają się w piękne, pełne życiowej energii łabędzie - mówi Małgorzata Szulc, pedagog w LO im. Władysława IV. - Dorastają na naszych oczach i studniówka jest tym momentem, kiedy nie tylko oni, ale i my widzimy, że za sto dni egzamin dojrzałości. A potem pójdą dalej, w dorosłe życie.


    Radek Molenda


    Tekst pochodzi z Tygodnika

    22 stycznia 2012


    Doskonalenie pamięci dla bystrzaków Doskonalenie pamięci dla bystrzaków
    John B. Arden
    Rybka akwariowa potrafi zapamiętać wszystko, co wydarzyło się w jej życiu... w ciągu ostatnich trzech sekund. Człowiek obdarzony taką sztuką niepamięci miałby raczej nikłe szanse na przeżycie choćby jednego dnia. Codziennie bombardowani jesteśmy setkami informacji, nazw i cyfr. Nie sposób zapamiętać wszystkiego. Szczególnie boleśnie przekonują się o tym studenci. Możesz jednak nauczyć się zapamiętywać więcej i, co najważniejsze, przechowywać te dane znacznie dłużej.... » zobacz więcej


       


    Wasze komentarze:

    Brak komentarzy



    Autor

    Treść




    [ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej