Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Nie bójmy się wymagać

     z s. Loyolą Opielą ze Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Maryi rozmawia Małgorzata Glabisz-Pniewska

     Arystokrata zakłada ochronki i buduje program wychowania przedszkolnego! Co sprawiło, że bł. Edmund Bojanowski, świecki założyciel Zgromadzenia Służebniczek Maryi, poświęcił się tego rodzaju pracy?

     Wpłynął na to bezpośredni kontakt z ubogim ludem wiejskim, kiedy Bojanowski z powodu choroby przerwał studia i wrócił do rodzinnego Grabonoga. W czasie epidemii cholery Edmund osobiście niósł pomoc zarażonym mieszkańcom wsi. Wtedy w całej pełni mógł poznać i niemalże dotknąć nędzy materialnej i moralnej ludu, razem z nim doświadczyć poczucia zagrożenia i opuszczenia spowodowanego sytuacją społeczną i polityczną. Przejął się do głębi ich trudnym losem, szczególnie sierot i dzieci w najuboższych rodzinach. Mimo słabego zdrowia zrobił wszystko, by wykorzystać wszelkie możliwości do skutecznego rozwiązania problemu wychowania małego dziecka. Stworzył własny, spójny system wychowania i powołał Zgromadzenie Służebniczek, które realizuje jego ideę do dnia dzisiejszego. W tym roku zgromadzenie nasze przeżywa 10. rocznicę jego beatyfikacji.

     W swoim programie wychowania przedszkolnego Bojanowski zaproponował kolejność następujących po sobie każdego dnia czynności: zabawa, nauka, praca. Który z tych elementów jest najważniejszy?

     Wszystkie są ważne, w procesie wychowania powinny zajmować odpowiednie proporcje dostosowane do wieku i możliwości rozwojowych dziecka. Im młodsze dzieci, tym więcej zabawy, która jest podstawową formą ich aktywności i głównym źródłem doświadczeń. W zabawie proces uczenia się jest najlepiej dostosowany do potrzeb dziecka, które podczas niej przyswaja sobie pojęcia, przeżywa je, przyjmuje różne role, jest aktywne ruchowo, angażuje się intelektualnie, uczuciowo i wchodzi w relacje z innymi.

     Każdy dzień w ochronce - pisze w swoich dziennikach Bojanowski - powinien odzwierciedlać prawdę o tym, że "każdy dzień jest jakoby życie skrócone". Czy oznacza to, że dzieciom nie powinna być obca żadna sfera życia?

     Nie mówiłabym tu o sferach życia, lecz o pełnej prawdzie o ludzkim życiu. Dziecko ma prawo stopniowo poznawać od nas dorosłych pełną prawdę. Rzeczywiście, jest sztuką przekazywać ją w sposób odpowiedni do wieku i zrozumiały dla dziecka. Im młodsze dzieci, tym więcej treści przekazujemy przez proste słowa, które obrazujemy własnym przykładem, konkretnym obrazem, zabawą, odwołaniem się do codziennych przeżyć, obserwacji i doświadczeń dziecka. Podstawowa prawda to ta, że człowiek rodzi się, żyje, umiera i kiedyś zmartwychwstanie. Każdego dnia człowiek rano budzi się, w ciągu dnia pracuje, uczy się, bawi, wieczorem zasypia. Każdy rok, z kolei, z poszczególnymi jego porami również ukazuje prawdę o życiu, które na wiosnę się rozwija, latem dojrzewa, jesienią owocuje, a zimą zamiera. Nieuniknionym końcem życia jest śmierć. Wiemy, że w tamtym okresie częściej dotykała ona rodzin, ale i dzisiaj ta prawda nie jest nam obca.

     I nie można jej omijać, nie można dziecka zbyć, tylko trzeba mu powiedzieć całą prawdę o życiu?

     Jak najbardziej! Trzeba mu przekazać całą prawdę o naszym istnieniu, jako coś, co rzeczywiście człowieka spotyka i co będzie musiał przyjąć i od tych prawd nigdy nie ucieknie. Ważne jest tylko, żeby za bardzo nie dramatyzować i nie przestraszyć dziecka. Błogosławiony Edmund doradza, aby mówiąc całą prawdę o życiu, pokazywać przede wszystkim piękno życia i na tym się skupiać.

     Według Edmunda Bojanowskiego dzieci powinny w ochronkach - dzisiaj mówimy: przedszkolach - przede wszystkim nauczyć się żyć, a nie czytać i pisać. Czy dziś, gdy tyle mówi się, na przykład, o nauce języków obcych i nabywaniu przez dzieci tak wielu innych umiejętności od najmłodszych już lat, nie jest to stanowisko archaiczne?

     Nie. Bo nigdy kształcenie nie zastąpi wychowania, którego zadaniem jest wspieranie harmonijnego rozwoju dziecka we wszystkich sferach jego życia. Podkreślę to raz jeszcze: kształcenie nigdy nie zastąpi wychowania! I dlatego br. Edmund Bojanowski podkreślał, że zadaniem wczesnego wychowania nie jest żadna szkolna nauka, tylko nauka życia. To prawda, że wolimy czasem tę szkolną naukę, bo łatwiej jest dziecko nauczyć czytać i pisać, niż na przykład porozmawiać z nim o dobru i złu, nauczyć wybierania między dobrem a złem.

     Bojanowski mówił, że w wychowaniu ważny jest każdy szczegół. O dostrzeganie takich szczegółów dość trudno jest we współczesnym świecie zabieganych rodziców. Czy jest na to jakaś recepta?

     Dawać zawsze dobry przykład i zwolnić tempo, by znaleźć dla dziecka czas.

     Dobry przykład jest chyba najtrudniejszą sprawą?

     Ale najważniejszą! Wiemy, ile znaczy świadectwo, obecność rodziców, świadomość tego, kim jest mama i co potrafi, jaki silny jest tata. Dzieci uczą się przez naśladowanie. Wychowanie, kształcenie, rozwijanie umiejętności - to są procesy, których nie należy u dziecka sztucznie przyspieszać ani hamować wbrew prawom wzrostu i rozwoju. Dlatego dbamy o właściwe proporcje między wychowaniem i dydaktyką. Edmund Bojanowski przestrzegał przed przedwczesnym i nadmiernym obciążaniem dzieci nauką, przed niepotrzebnym uprzedzaniem tego, co i tak kiedyś nastąpi w sposób naturalny.

     Jak zatem siostra skomentuje nowy program nauczania, wedle którego dzieci mają pójść do szkoły w wieku sześciu lat, zaś do zerówki w wieku pięciu?

     Myślę, że jest to niepotrzebne przyspieszanie okresu szkolnego, dzieci przecież różnie się rozwijają. W mojej pracy zauważam, że dzieci świetnie radzące sobie intelektualnie - czytające, piszące, posługujące się nazwami wszystkich dinozaurów czy planet - są bardzo niedojrzałe emocjonalnie. Nie potrafią, na przykład, zostać kilka godzin bez mamy.

     Często rodzice próbują przerzucić ciężar wychowania dzieci na różnego rodzaju instytucje kościelne .czy państwowe. Jak ważna jest współpraca rodziców z przedszkolem czy później ze szkolą?

     Nikt nie zastąpi rodziców. Bez kontynuacji działań wychowawczych w rodzinie, bez tzw. jednej linii w wychowaniu, nawet najlepsze metody i praca przedszkola nie przyniosą pożądanych efektów. To rodzina jest dla dziecka naturalnym środowiskiem wychowawczym, w którym rozwija się jego osobowość, gdzie nabywa ono podstawowych nawyków i otrzymuje wzory zachowań. Instytucje pełnią jedynie rolę pomocniczą polegającą na służbie rodzinie i niesieniu jej pomocy w wychowaniu dziecka. Tworzone przez rodzinę i przedszkole spójne środowisko wychowawcze, które zapewnia dziecku warunki harmonijnego rozwoju, według hierarchii wartości i wynikających z niej zasad postępowania, jasno rozróżniając dobro i zło, stawia mu wymagania. Ukazuje też konsekwencje wyborów i zachowań, stosując mądry system nagród i kar, jest w stanie dać dziecku poczucie bezpieczeństwa, stanowi dla niego odniesienie w sytuacjach nowych i trudnych, pomaga w rozwoju osobowości silnych, szlachetnych i odpowiedzialnych. Często i nauczycielom, i rodzicom trudno jest uwierzyć, że swój autorytet budują wtedy, kiedy stawiają dziecku mądre wymagania, nie ulegają mu ani go nie wyręczają, lecz kochając dają mu z siebie to, co jest potrzebne dla jego rozwoju. Mam tu na myśli czas, obecność, przykład życia i zachowań: wtedy rodzice i wychowawcy rozwijają jego zdolności i umiejętności, wspierając je, prowadząc, pokazując drogę, ochraniając i ostrzegając przed niebezpieczeństwem.

     Program wychowania przedszkolnego wg koncepcji bł. Edmunda Bojanowskiego został zatwierdzony przez MEN. Czy to oznacza, że każde przedszkole będzie mogło korzystać z tego programu?

     Rzeczywiście, program został zatwierdzony przez MEN w 2008 r., ale od tego roku obowiązuje nowa podstawa programowa wychowania przedszkolnego. Sytuacja ta ujawniła, że program Edmunda Bojanowskiego jest na tyle uniwersalny, iż dostosowanie go do nowej podstawy wymagało jedynie korekty celów i działań dotyczących nauki czytania i pisania, gdyż obecnie odbywa się nie nauka, lecz rozwijanie gotowości do nauki czytania i pisania. Program zatem jest zgodny z nową podstawą i można z niego korzystać w każdym przedszkolu, o ile wybierze go nauczyciel i na jego wniosek dopuści go do użytku dyrektor danego przedszkola.

     S. M. Loyola Opiela (1964), od 1983/84 nowicjat w Zgromadzeniu Sióstr Służebniczek BDNP, 1990 wieczysta profesja. Doktor pedagogiki po studiach na KUL, nauczyciel akademicki w Wyższej Szkole Filozoficzno-Teologicznej "Ignatianum". W latach 1995-2000 mistrzyni postulatu, obecnie dyrektor Placówki Opiekuńczo-Wychowawczej "Promyki Nadziei" w Dębicy i prezes Stowarzyszenia im. Edmunda Bojanowskiego "Dobroć".

Tekst pochodzi z Tygodnika

20 grudnia 2009


Jak dzieci uczą się i myślą. Społeczne konteksty rozwoju poznawczego Jak dzieci uczą się i myślą. Społeczne konteksty rozwoju poznawczego
David Wood
"Książka Davida Wooda przez dziesięć lat utrzymywała się na liście bestsellerów z oczywistych powodów: dostarcza doskonałej, twórczej syntezy wiedzy o myśleniu i uczeniu się dzieci... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej