Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Akademia lepsza o Red Bulla

     Dyplom za pierwszą piątkę albo za pierwszy uśmiech i otwartość? I za pokonanie lęku czy zadawanie pytań? Takie rzeczy tylko w Akademii Przyszłości!

     Właśnie w sile 46 wolontariuszy działa w trzech warszawskich podstawówkach. Zaczęło się kilka lat temu w Krakowie, w organizacji Wiosna, którą zawiaduje ks. Jacek Stryczek, znany już naszym czytelnikom z obszernego wywiadu o akcji "Szlachetna Paczka" ("Idziemy" nr 50). Akademia Przyszłości to grupa 800 - już teraz - wolontariuszy, którzy w systemie jeden na jeden pracują z uczniami uznanymi za... beznadziejne przypadki. Skreślili ich koledzy, a czasem nauczyciele i rodzice. Wolontariusze są tymi, którzy poświęcają im czas. Z tygodnia na tydzień widać, jak podopieczni stają się silniejsi. Akademia dodaje im skrzydeł - ale jest lepsza od Redbula. Akcja rozszerzyła się na 11 miast.

     Niewielu jest uczniów, którzy nie mają problemów. Nie wszystkich rodziców stać jednak na korepetycje. Ich dzieci uważają się za gorsze, a to odbija się na całym ich życiu - ze złą samooceną trudno im potem znaleźć pracę czy budować zdrowe relacje. - Zawsze miałam kłopoty z matematyką - wspomina Anna Żaczek, polonistka oraz pomysłodawczyni i koordynatorka Akademii Przyszłości. - Na szczęście pomagała mi ciocia, dzięki niej zdałam maturę z tego przedmiotu! Gdyby nie ona, kłopoty z matematyką mogłyby się odcisnąć na moim poczuciu wartości.

     KURSY Z UŚMIECHU

     W akademii praca z trudnym uczniem przebiega w systemie 1x1x1x1: jeden uczeń w ciągu jednego roku szkolnego jeden raz w tygodniu otrzymuje wsparcie ze strony wolontariusza, który ma pod swoją opieką tylko to jedno dziecko. - Tutor, bo tak nazywamy tego osobistego asystenta ucznia, daje uczniowi do rozwiązania sieć łatwych zadań - tłumaczy Anna Żaczek. - Dziecko łatwo osiąga sukcesy, które motywują je do dalszej pracy. Dalej to już trening twórczego myślenia i samodzielności. Dziecko ma w końcu zauważyć: "Ja też coś potrafię!". Sukcesem jednej dziewczynki było wyprowadzenie wzoru na pole trapezu, a innej to, że nauczyła się śmiać.

     Agata Wójcicka, studentka IV roku nauki o rodzinie i II roku pedagogiki na UKSW, od półtora roku pracuje z Kamilem. - Na początku spotkania zawsze dzielimy się wrażeniami z minionego tygodnia - mówi. - Naszym małym rytuałem jest jedzenie przy tym smakołyków. Potem na rozgrzewkę rozwiązujemy rebusy czy krzyżówki, wreszcie odrabiamy pracę domową, przy okazji której tłumaczę Kamilowi to, czego nie rozumie. Zadaniem tych spotkań jest wzmocnienie emocjonalne, a to dziecko otrzymuje poprzez dane mu czas i uwagę. Wystarczyło, że obok niego usiadłam, a on chciał pracować. Po kilku zajęciach odkryłam, jak zdolnym i wartościowym jest dzieckiem! - tłumaczy tutorka. - Brakuje nam słów na pochwały dla tego programu i samych wolontariuszy - mówi Małgorzata Cieślańska, pedagog ze Szkoły Podstawowej nr 318 na Imielinie. - Przede wszystkim od dzieci dzieli ich mniejszy dystans pokoleniowy, traktują się po partnersku, ale bez przesadnej poufałości. Wolontariusze, z reguły studenci, na świeżo mają różne pomysły na przyswajanie wiedzy. A tu dzieci nie pracują na ocenę. Kiedy widzą, że ich autorytet, jakim staje się tutor, studiuje, sami zmieniają swoje podejście do nauki - mówi. Najlepszym tego przykładem jest Artur, który po gimnazjum chciał zakończyć edukację i zostać najlepszym na świecie, czyli najbogatszym, piłkarzem. Po roku spotkań z wolontariuszem przestał grać w piłkę, zapisał się na gimnastykę sportową, po książkę do angielskiego sięga bez przymusu, planuje pójść na studia.

     ŻONGLERKA CYFRAMI

     Tutor to trochę mentor, trochę starszy brat. Ma obudzić w dziecku motywację do nauki i natchnąć je wiarą w siebie. Powinien być otwarty i kontaktowy, gotowy na szybką reakcję. Musi mieć zmysł obserwacyjny i umieć uważnie słuchać. Dobry tutor ciągle nad sobą pracuje. Jest cierpliwy i wytrwały, bo dzieci są z reguły zamknięte w sobie i nieufne. - Nasi wolontariusze są niezwykle sumienni - chwali ich Renata Podolska, dyrektor szkoły na Imielinie. - Uczniowie, którzy na lekcje chodzą niechętnie, o spotkania z nimi sami dopytują.

     Kuba był zagrożony brakiem promocji do następnej klasy z języka angielskiego. W napięty grafik - między meczem piłki nożnej, klasówką z matematyki a pomocą mamie przy trzech młodszych siostrach - trudno było wcisnąć spotkania z wolontariuszem. Warto jednak było. Po dwóch latach pracy ze studentem z cichego, niepewnego chłopca stał się na tyle przedsiębiorczy i przebojowy, że dzieci wybrały go na skarbnika klasowego. Nie wspominając już o sukcesach w angielskim. - Być tutorem to wyzwanie - mówi Agata Wójcicka. - Skoro jestem dla Kamila autorytetem, co tydzień muszę temu wyzwaniu podołać. Ja się przy nim także uczę: jego sukcesy motywują mnie do dalszej pracy. Spotykamy się w piątki po południu; mimo zmęczenia czuję się uskrzydlona. Czuję, że ten kawałek siebie, który daję Kamilowi, wraca do mnie zwielokrotniony. - Nauczyłem się analizy wiersza - chwali się Kamil. - Pani Agata opowiedziała mi jego historię, a potem wyobrażaliśmy sobie go linijka po linijce - mówi piątoklasista. Ogromnym jego sukcesem jest to, że sam z siebie czyta książkę "W 80 dni dookoła świata".

     Diana odważyła się mówić. Choć jest bystrą i rezolutną 11-latką, która w kontakcie osobistym nie sprawia wrażenia nieśmiałej, ma problemy z wysławianiem się na forum klasy. - A z panem to jakoś inaczej, z nim mogę pogadać - mówi. Łukaszowi Szulczakowi, studentowi finansów i rachunkowości na SGH, te kontakty też dużo dają. - Znów czuję się beztrosko, zjeżdżamy razem na sankach i nie obchodzi mnie, co ludzie myślą - mówi. - Ale to także nieustanna praca: począwszy od naukowej, bo do lekcji trzeba się przygotować, po naukę wytrwałości, odpowiedzialności i punktualności. W ten sposób okazuję Dianie szacunek i mogę oczekiwać wzajemności - przekonuje tutor.

     Studenci przyznają, że dzięki swym uczniom studiują o jeden kierunek więcej. Co jakiś czas spotykają się na szkoleniach, gdzie wymieniają się doświadczeniami, sposobami na pokonywanie trudności, pomysłami dydaktycznymi. - Prześcigają się w kreatywności - opowiada Renata Podolska, dyrektorka podstawówki. - Z chłopcem mającym kłopoty nie tylko z obliczaniem wymiarów figur geometrycznych, ale i wysiedzeniem półtorej godziny w sali, wolontariusz wychodził mierzyć boisko - tłumaczy. Niektórzy do nauki tabliczki mnożenia wykorzystują żonglerkę, inni grają w gry planszowe, ucząc gramatyki. - Spotkania tutorów z uczniami często owocują przyjaźniami. Wolontariuszka, która już u nas nie pracuje, wciąż dopytuje o swojego podopiecznego - mówi Małgorzata Cieślańska, pedagog.

     KUP FRANKOWI INDEKS>

     Choć uczniów potrzebujących tego typu pomocy jest o wiele więcej, niż tych, którzy już ją otrzymują, Akademia Przyszłości nie posyła do nich przypadkowych ludzi. Stawia nie na ilość, ale na jakość. - By zostać tutorką, musiałam wysłać CV, przejść rozmowę kwalifikacyjną, a potem uczestniczyć w szkoleniach. Nie każdy nadaje się do pracy z dziećmi - przyznaje Agata Wójcicka. Potem wolontariusz współpracuje z nauczycielami, pedagogiem, psychologiem i dyrektorem. Ma nad sobą lidera wszystkich wolontariuszy z danej szkoły, nad nimi czuwa koordynator regionalny, a całość kontrolowana jest dodatkowo z "centrali" w Krakowie. - Co jakiś czas dzwonią do nas z Krakowa z pytaniem o efekty pracy swoich podopiecznych i upewniają się co do naszego zadowolenia - mówi Renta Podolska, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 318.

     Także uczniowie są starannie dobierani. - Wspólnie z wychowawcą wypełniamy ankietę diagnostyczną - tłumaczy pedagog ze szkoły na Imielinie. Do współpracy włączani są także rodzice. - Z mamą Kamila mam stały kontakt. Kiedy usłyszała ode mnie, że ma zdolnego syna, zaniemówiła. Myślę, że dałam jej wiarę w niego, którą z kolei ona teraz może go obdarzyć - mówi Agata Wójcicka. - Pracujemy także nad rodzicami - przyznaje pedagog Małgorzata Cieślańska. - Tłumaczymy, że to oni są odpowiedzialni za to, by dziecko przyszło do szkoły na zajęcia z tutorem. Chcemy, by zrozumieli, że to nie szkoła jest odpowiedzialna za wychowanie ich dzieci - mówi. Anna Żaczek zapowiada w związku z tym kolejny pomysł: warsztaty dla rodziców oparte na zasadach, według których pracują wolontariusze.

     Akademia Przyszłości zachęca do wsparcia akcji czyli "kupowania indeksów". - Chodzi o książeczkę, w której po każdych zajęciach tutor wpisuje sukces ucznia, a ogólniej - o wsparcie finansowe imprez towarzyszących nauce: wyjścia na kręgle, do restauracji, do kina, ale także zakupu pomocy dydaktycznych - tłumaczy aktor Paweł Małaszyński, który kupił indeks Kamilowi. - Nie do przecenienia jest wsparcie emocjonalne i duchowe towarzyszące edukacji. Widać, że to, co robią wolontariusze z Akademii Przyszłości, dodaje dzieciom skrzydeł i pozwala im uwierzyć w siebie.


Monika Odrobińska


Tekst pochodzi z Tygodnika

7 lutego 2010



   


Język rosyjski kieszonkowy w podróży Język rosyjski kieszonkowy w podróży
praca zbiorowa
Bogate słownictwo ułatwi ci porozumiewanie się, strony poświęcone specyfice kraju pozwolą stawić czoła niemal każdej sytuacji. Dzięki słowniczkowi zawierającemu użyteczne wyrazy i zwroty staniesz się wytrawnym rozmówcą... » zobacz więcej

Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej