Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Czekając na dziecko Czekając na dziecko - prawdziwa historia walki o macierzyństwo
Katarzyna Jarosz
Pamiętnik kobiety zmagającej się z bólem niepłodności, pisany otwarcie i szczerze. Książka, w której osoby starające się o dziecko odnajdą swoje emocje i przeżycia, mając poczucie, że nie są sami ze swoim problemem i że Bóg ich poprowadzi właściwą - choć nieraz trudną i zaskakującą - drogą. To pozycja także dla osób nie mających problemu z poczęciem, pozwalająca na szersze spojrzenie na problem niepłodności. Polecamy wszystkim! » zobacz więcej

Adopcja znaczy szczęście

     Chociaż adopcja jest czasem traktowana tylko jako wyjście awaryjne, kiedy małżeństwo pogodzi się w końcu z myślą o opiece nad cudzym dzieckiem, może stanąć u progu Katolickiego Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego. Dla wielu to najprostsza droga do powiększenia rodziny.

     Olga i Zuzia: siostry rodzone. Miejsce urodzenia: Wałbrzych. Od małego obciążone chorobą - epilepsja brzmi jak wyrok. Z takimi papierami szansę na adopcję są niewielkie, dziewczynki trafiają więc do bazy krajowej. Będą czekać. Rodzice chcą mieć przecież zdrowe i piękne dzieci. A kiedy można jeszcze wybrać, to dlaczego wziąć chore?

     Joanna i Marcin: małżonkowie z 5-letnim stażem. Miejsce zamieszkania: Warszawa. Pewnego dnia dzwoni telefon: "mamy dla państwa rodzeństwo". Potem informacja, że niestety dzieci są chore. - Też mi coś - wspomina Marcin - i tak chcieliśmy je zobaczyć. Po sześciu godzinach jazdy Zuzia ląduje u mnie na rękach, Olga u żony. I tak już zostało. Dziś mamy dwie cudowne córeczki, których nikt nie chciał, i niech żałuje! - wspomina szczęśliwy tata.

     Teraz Zuzia ma roczek, Olga 3 latka. Ale wygląda i zachowuje się jak półtoraroczne dziecko, choć choroba wpisana w kartę adopcyjną okazała się nieprawdziwa. Rodzina dociera się, rodzice nie mają wiele czasu najedzenie czy spanie. Od osiemnastego września, odkąd są razem we wspólnym już domu, minęło dopiero kilkanaście tygodni, ale już na zawsze zostanie to druga najważniejsza rocznica w rodzinie. Powtórne wspólne urodziny Zuzi i Olgi.

     Rok 2009 został ogłoszony przez Sejm RP Rokiem Rodzicielstwa Zastępczego. W Polsce blisko 100 tysięcy dzieci pozbawionych jest domu i rodziców. Mniej więcej tylu mieszkańców liczy spore miasto, na przykład Słupsk. Zaledwie 1200 z tych dzieci to sieroty naturalne, które straciły biologicznych rodziców.

     Najwięcej problemów w procesie adopcyjnym sprawiają skomplikowane procedury prawne. Na przykład, kiedy brak jest zrzeczenia praw rodzicielskich przez rodziców lub decyzji o ich pozbawieniu. Dzieci pozostają wtedy w zawieszeniu pomiędzy rodzicami biologicznymi, którzy ich nie chcą, ale boją się podjąć ostatecznej decyzji, a adopcyjnymi, którzy mogą tylko czekać.

     KANDYDACI NA RODZICÓW

     - Do Katolickiego Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego trafiło w zeszłym roku 117 dzieci zakwalifikowanych do adopcji krajowej i 309 dzieci do adopcji zagranicznej, z czego w pierwszym przypadku 64 znalazło swoje rodziny w Polsce, w drugim 149 przekazaliśmy do rodzin za granicą - mówi Zofia Dłutek, dyrektor Katolickiego Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego.

     Nie wszyscy chętni zostają rodzicami adopcyjnymi. - Po pierwszej rozmowie z panią psycholog kilka par więcej się już nie pojawiło. Psycholog postraszyła trochę, ale potem okazało się, że tak powinno być, bo kto nie jest pewien, niech zrezygnuje od razu - tłumaczy Joanna. - Naszym zadaniem jest przede wszystkim chronić dzieci, żeby nie spotkała ich większa krzywda niż do tej pory. Dlatego statystyki odrzucenia potencjalnej rodziny adopcyjnej wahają się od 10 do 33%. Obiektywnie jest to dużo, ale uznaliśmy, że lepiej pomylić się 10 razy kosztem rodziny niż raz kosztem dziecka - tłumaczy ks. Marek Kruszewski, wieloletni duszpasterz rodzin w diecezji warszawsko-praskiej, który do tego roku pełnił funkcję przewodniczącego komisji kwalifikacyjnej.

     Mówi, że czasami stara się zachęcać, proponować i przypominać o adopcji, ale przykład idzie z góry, czyli od samych rodziców adopcyjnych. Małżeństwo musi samo zobaczyć, "jak to działa". A kiedy zacznie się rozglądać, to się okazuje, że tu sąsiad, tu kolega mają adoptowane dzieci. To przełamuje barierę, bo pokazuje, że biologicznie nieswoje dziecko też można pokochać.

     - Problem był zawsze z doborem małżeństw, bo podczas głosowania wielokrotnie zdarzało się, że mieliśmy różne opinie, ja oraz 11 członków komisji: połowa osób z ośrodka i połowa z zewnątrz: psycholodzy, lekarze, sędziowie, prawnicy, rodziny adopcyjne. To było duże obciążenie psychiczne i wiele z tych przypadków pamiętam do dziś. Były sytuacje, kiedy kobiety z domu samotnej matki oddawały swoje dzieci, wiedząc, że nie są w stanie zapewnić im odpowiednich warunków. Pamiętam też rozmowy z rodzinami. Było na przykład takie małżeństwo: lekarka i nauczyciel. Stwierdzono u nich niepłodność wtórną, czyli nie mogli mieć drugiego dziecka. Dostali propozycję adoptowania pewnego chłopca, który miał bardzo słabe parametry zdrowia. Długo się wahali, czy sobie poradzą. Pewnego dnia ten przyszły ojciec przyszedł do mnie do kaplicy i powiedział: dla kogo my chcemy tego dziecka - dla siebie czy dla niego? Potem okazało się, że mogą mieć też swoje dziecko, a to chore tak fajnie się rozwijało, że zupełnie zapomnieli o jego brakach fizycznych - opowiada ks. Marek Kruszewski.

     Kandydatom na rodziców adopcyjnych może się wydawać, że czas oczekiwania na dziecko jest sztucznie wydłużany. - Jeśli ktoś jest zdecydowany, to łatwo przejdzie wszystkie cykle przygotowań, rozmowy, zajęcia z psychologii, pedagogiki, aspektów prawnych, wywiady środowiskowe, warsztaty, dyskusje, potem jest już czas oczekiwania na dziecko. W sumie trwa to około 9 miesięcy albo roku, czyli tyle, ile czeka się na własne potomstwo - tłumaczy Katarzyna, mama 3-letniej Zosi. - Jest to taki czas, aby oboje małżonkowie dojrzeli do myśli, że już niedługo powiększy się ich rodzina. Czasem jest tak, że to żona musi się bardziej do tej myśli przyzwyczaić - wyjaśnia ks. Marek Kruszewski.

     MAŁY CUD

     - Chciałabym wykrzyczeć to całemu światu. Ale z drugiej strony, chciałabym, żeby dzieci o tym, że są adoptowane, dowiedziały się ode mnie, a nie z kolorowych czasopism - tłumaczy Ania, znana dziennikarka i prezenterka, która z tego powodu nie chce ujawniać swojego nazwiska. - Do decyzji o adopcji trzeba dojrzeć. Dziś powiedziałam do męża w kościele: zobacz, jak wielu jest takich "lekko dojrzałych ojców': Ale przecież ci ojcowie musieli mieć czas, aby postarać się o dzieci biologicznie, a kiedy nie wyszło - przekonać się jeszcze do adopcji i zaczekać na swoją pociechę, ale dzięki temu jest to bardziej świadome. Ja znałam po prostu panią Zosię Dłutek, dyrektorkę ośrodka, i wiedziałam, że tam kiedyś zadzwonię, prędzej czy później -wspomina Anna.

     Zaadoptowali dwoje dzieci. Mile wspominają wszystkie "schody": procedury, kursy, weryfikacje, które nie zawsze kończą się pomyślnie, a czasem przeradzają się w huśtawkę emocjonalną, bo pracownicy muszą wyważyć, czy matka biologiczna rzeczywiście nie chce dziecka, czy trzeba jej pomóc podjąć decyzję dla jego dobra.

     - Panie z ośrodka fantastycznie wskazują nam dzieci. To jest ogromna odpowiedzialność, ale praktycznie nie można powiedzieć nie! - twierdzi Anna. - W naszym przypadku było tak, że zobaczyliśmy naszego cudownego małego chłopca, mąż wziął go na ręce, spojrzał na mnie, kiwnęliśmy głowami i już był nasz! Gdzieś tam palec Boży kazał nam nie mieć wątpliwości i udało się - cieszy się Anna.

     W jeden dzień zrobili wszystkie zakupy: łóżeczko, fotelik, kołyska, nosidełko. - To było szaleństwo, bo wcześniej nie chcieliśmy "zapeszać" - żartuje dziennikarka - i kiedy za jakiś czas chcieliśmy starać się o kolejne dziecko, pani w ośrodku przywitała nas z uśmiechem: "Dopiero teraz?". Ale akceptacja była pełna od samego początku: babcie, dziadkowie, pełno cioć i wujków, wszyscy byli wpatrzeni w nasze dzieciaki, jakby właśnie się urodziły.

     Najtrudniejsze są jednak zawsze rozmowy o adopcji z dziećmi. - Ja ciągle mam problem z tym słowem: "adopcja". Mówimy im czasem, że znaleźliśmy je w takim specjalnym miejscu, że tak długo ich szukaliśmy. Ale zawsze jest jakieś ukłucie w sercu, kiedy mówi się, że "ja nosiłam cię w serduszku, a nie w brzuszku", że "ja ciebie nie urodziłam tak jak mama Jurka". Paradoksalnie, w miarę upływu czasu, jest tak, że te dzieci są szczęśliwe, że są inne, że są wybrane. Czasem mówię im, że są one darem od Boga. Jaś się wtedy rozaniela, bo dzieci przyjmują to zwyczajnie, ale rodzice zawsze mają stracha - śmieje się dziennikarka. Nie planują już raczej więcej dzieci, wiek im na to nie pozwala, są szczęśliwi w czwórkę i chcą tak zostać najdłużej, jak się da. Chcąc stworzyć rodzinę adoptowanemu dziecku, trafia się do wielkiej rodziny tych, którzy przeszli tę drogę w ciągu 15 lat istnienia Katolickiego Ośrodka Opiekuńczo-Adopcyjnego. Raz w miesiącu w katedrze św. Floriana odbywa się wielki "happening" z udziałem rodzin adopcyjnych. Setki maluchów momentalnie rozpierzchają się po całej świątyni, zaglądają do konfesjonałów, wdrapują na ołtarz, bawią się jakby cała święta liturgia zupełnie im nie przeszkadzała. To buduje atmosferę radości wśród zgromadzonych, bo to właśnie ten śmiech, czasem płacz i pierwsze słowa "mama" i "tata" zmieniły bezpowrotnie ich puste życie - deklarują rodzice.


Marta Troszczyńska


Tekst pochodzi z Tygodnika

3 stycznia 2010




Pomoc dla niepłodnych małżeństw
(Duszpasterstwo niepłodnych małzeństw)

     Serdecznie zapraszamy małżeństwa mające problem z poczęciem dziecka na Msze święte w tej intencji, które będą odprawiane w każdą drugą niedzielę miesiąca o godz. 1500 w kościele księży Marianów p. w. Matki Bożej z Lourdes w Warszawie przy ul. Wileńskiej 69 (wejście od ul. Równej)

     Najbliższa Msza święta 9.06.2013 o godz. 15.00 przy kościele księży Marianów p. w. Matki Bożej z Lourdes w Warszawie przy ul. Wileńskiej 69 (wejście od ul. Równej). Po Mszy zapraszamy na spotkanie do naszej salki.

Serdecznie zapraszamy także na adorację, która odbędzie się 9 czerwca o godz. 14.00 w kaplicy przy kościele Matki Bożej z Lourdes na ul. Wileńskiej w kaplicy na parterze.

     Nasza wspólnota:
     ks. Tomasz Nowaczek MIC - duszpasterz wspólnoty
     oraz grupa małżeństw...
     E-mail duszpasterstwa: duszpasterstwo.praga@gmail.com


Czekając na dziecko Czekając na dziecko
Katarzyna Jarosz
Katarzyna Jarosz jest mężatką od 2004 r. Wraz z mężem, Tomaszem, prowadzi portal katolicki www.adonai.pl; od 2008 r. współtworzy warszawskie Duszpasterstwo Niepłodnych Małżeństw. Od 1,5 roku jest matką adopcyjną Michałka... » zobacz więcej

Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść


Uwaga: Komentarze promujące Naprotechnologie nie będą zamieszczane


[ Powrót ]
Zgłoś błąd [ Strona główna ] Drukuj Wyślij link
Kiedy jestem płodna a kiedy nie Kiedy jestem płodna a kiedy nie
Alina Lichtarowicz
Książeczka przedstawia trzy niezależne metody określania dni, kiedy kobieta jest płodna, i dni, kiedy nie jest płodna. Pozwala przez to każdej kobiecie poznać własny rytm biologiczny, w którym płodność jest ograniczona tylko do kilku dni w każdym cyklu ... » zobacz więcej
Contra in vitro Contra in vitro
Artur Jerzy Katolo
Książka ks. prof. Katolo jest głosem badającym problematykę sztucznego zapłodnienia z punktu widzenia nauki Kościoła Katolickiego. Autor opisuje historię i metody sztucznego kreowania życia, skupiając się następnie na następstwach medycznych, psychologicznych i społecznych in vitro... » zobacz więcej
 
ABC | Modlitwy | Psalmy | Perełki | Miłość | Czystość | RCS | Szczęście | Opowiadania | Zamyślenia | Anioły | Ludzie | Jezus | Aforyzmy | Jan Paweł II | Sakramenty |
Dewocjonalia | Ciekawe | Cuda | Maryja | Miłosierdzie | Mp3 | Czytelnia | Poezja | miłość czy Miłość? | Rozważania | Świadectwa | Pro-Life | Niepłodność | Małżeństwo |
Powołanie | Wieczność | Zagrożenia | Czytania | Skrzynka Intencji | Download | Relaks | Gry on-line | Galeria | Rodzina | Muzyka | Turystyka | Narzeczeństwo | Linki |

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2013 Pomoc Duchowa