Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Czekając na dziecko Czekając na dziecko - prawdziwa historia walki o macierzyństwo
Katarzyna Jarosz
Pamiętnik kobiety zmagającej się z bólem niepłodności, pisany otwarcie i szczerze. Książka, w której osoby starające się o dziecko odnajdą swoje emocje i przeżycia, mając poczucie, że nie są sami ze swoim problemem i że Bóg ich poprowadzi właściwą - choć nieraz trudną i zaskakującą - drogą. To pozycja także dla osób nie mających problemu z poczęciem, pozwalająca na szersze spojrzenie na problem niepłodności. Polecamy wszystkim! » zobacz więcej

Jak nie zwiariować podczas starań o dziecko Jak nie zwiariować podczas starań o dziecko
Katarzyna Jarosz
Napisałam to wszystko, by wam powiedzieć, że nie jesteście same w tym, co przeżywacie i że to, co przechodzicie jest normalne. Ja was rozumiem. Bo po prostu jestem jedną z was... » zobacz więcej

Bezpłodność i nadzieja

     Rzucona w zaciszu gabinetu lekarskiego diagnoza "bezpłodność" brzmi jak wyrok. Wcale nie musi być trafny, a nawet jeśli, to niekoniecznie ostateczny.

     To choroba ciała i duszy, choroba społeczna. Zmagający się z niepłodnością przeżywają odrzucenie, czują się gorsi, wybrakowani. To dla nich piętno. Próbują różnych metod, by je wymazać: od agresywnej terapii hormonalnej, po inseminację, czyli podanie spermy na szyjkę macicy lub jajowodów. Po latach leczenia i starań małżonkowie dochodzą do ściany. Wysiada psychika, u kobiety pojawiają się nerwice, u mężczyzn rezygnacja i gwałtowny spadek poczucia wartości. W Polsce taki scenariusz przeżywa co szósta para, czyli ok. 2 mln osób. Coraz częściej jednak słychać o scenariuszach, gdzie mimo przeszkód pojawia się ciąża. Bo albo procedury medyczne przysłoniły kilka prostych rozwiązań, albo natura okazała się silniejsza. Tak było w przypadku Joli i Piotrka, Gabrysi i Roberta. Są już rodzicami, wbrew nie dającym cienia nadziei diagnozom. Dla Ani i Tomka walka z niepłodnością zakończyła się również szczęśliwie - adopcją.

     Labirynt

     - Siedem lat jak w labiryncie - wspomina Jola. - Od lekarza do lekarza, próba za próbą, badanie za badaniem. Bez efektów. Iskierki w oczach i ujmujący uśmiech wróciły niedawno. Kilkutygodniowa Weronika ściska mocno brodawkę mamy. Dwa lata po ślubie zaczęli się niepokoić. Jola poszła do ginekologa. Zlecił badania: najpierw oznaczenie stężenia progesteronu w drugiej fazie cyklu, żeby wykluczyć zaburzenia jajeczkowania, potem diagnostyka hormonalna i USG. Piotrkowi zbadano nasienie. Wyniki nie wskazywały na żadną poważną przeszkodę. Jola: - Najgorsze było tzw. dmuchanie jajowodów, czyli sprawdzanie ich drożności.

     Bolało. Wynik: całkowicie drożne, a w ciążę dalej nie mogłam zajść. Potem badania na ewentualną agresję śluzu na plemniki. Padła propozycja, by zastosować inseminację. Za każdym razem taki zabieg poprzedzała wizyta Piotrka w przychodni. Dostawał słoiczek na spermę i szedł do łazienki, gdzie przygotowano pisma erotyczne. Po 3 latach Piotrek miał dość. Zaczął namawiać żonę na adopcję. Jola nie chciała. Płakała już nie tylko do poduszki, ale za każdym razem, kiedy widziała dzieci siostry czy znajomych. Była gotowa na in vitro. Piotrek nie chciał o tym słyszeć. Ktoś poradził wizytę w poradni małżeńskiej. Trafili do Teresy Malickiej, instruktorki obserwacji cyklu - przypomina sobie Malicka. - Wszystko było jasne. Jola nie potrafiła ich odczytać, a żaden lekarz się nimi nie zainteresował. Miała zbyt niski skok temperatury w czasie owulacji. Malicka po analizie zaproponowała, żeby współżyli co 2 dni, dokładnie w dzień szczytu temperatury. W następnym miesiącu Jola była w ciąży. Malicka: - Medycyna pod płaszczem skomplikowanej diagnostyki często idzie na skróty. Szafuje niezrozumiałą terminologią i utwierdza pacjentki w przekonaniu, że im więcej kosztownych badań, tym bliżej rozwiązania problemu. Łatwiej skierować na dalszą diagnostykę, niż usiąść z parą i przeanalizować karty cyklu kobiety.

     Słońce

     Ania i Tomek pochodzą z tradycyjnych śląskich rodzin, gdzie nawet tak dramatyczną sytuację jak brak potomstwa z reguły przyjmuje się jako wolę Bożą. Przez 10 lat chodzili po lekarzach, wykonali wszystkie możliwe badania. Ania: - Przyczyna leżała po stronie męża. Jest hutnikiem, a długie przebywanie w wysokich temperaturach szkodliwie wpływa na produkcję nasienia. Rodzina namawiała ich na adopcję. Tomek chciał, Ania nie. Przyznaje, że gdyby ktoś podrzucił jej dziecko na wycieraczkę, przyjęłaby jako dar Boży. Ale nie miała odwagi podjąć takiej decyzji. Bała się, jak przyjmie to otoczenie, co powiedzą koleżanki w pracy. Znajome, które adoptowały dzieci, najczęściej zmieniały adresy, ukrywały ten fakt przed otoczeniem.

     Po kilku miesiącach kłótni, namów, błagań, mąż przekonał Anię. Zgłosili się do ośrodka adopcyjnego. 10 lat temu adopcja była traktowana jeszcze jako stygmat społeczny, jednak rodzice, którzy się na nią decydowali, nie musieli przechodzić drogi przez proceduralną mękę. Dzisiaj kurs dla przyszłych rodziców trwa zwykle kilka miesięcy. Ania i Tomek przeszli krótkie szkolenie, spotkali się z psychologiem, a na koniec wizytę w domu złożyła im sędzina. Kuzynka Ani, położna, podsunęła im, że jeśli uzyskają odpowiednie zaświadczenie z ośrodka o zdolności do adopcji, wszystko potoczy się szybciej, a ona zaangażuje się w „znalezienie” dziecka. Po kilku tygodniach dostali cynk, że urodził się chłopczyk. Matka zostawiła dziecko w szpitalu. - Kiedy zobaczyłam Antosia, to tak jakby mi ktoś słońce zapalił nad życiem - pamięta Ania. -Od tej chwili myślałam już tylko o nim. Po roku wzięli kolejne dziecko, Martusię. Dzieci wiedzą, że są adoptowane.

     Cud

     Gabrysia ma lśniące blond włosy, z zabawnym loczkiem na boku, mocno podkreślony kontur brwi. Na wysokości mostka dziesięciocentymetrowa blizna. Jej mąż Robert czule głaszcze ją po zaokrąglonym brzuchu. Klara przyjdzie na świat za 4 tygodnie. Osiem lat temu u Gabrysi zdiagnozowano grasiczaka, czyli nowotwór tkanki nabłonkowej, a także miastenię, która objawia się autoimmunoagresją - organizm zabija własne zdrowe komórki. Lekarz podsunął jej oświadczenie do podpisania: agresywna terapia, której musi się poddać, spowoduje trwałą bezpłodność. Byli wtedy 3 lata po ślubie, niczego nie pragnęli bardziej niż dziecka.

     W jej chorobie posłuszeństwa odmawiają mięśnie, najprostsze czynności wydają się nie do przeskoczenia: utrzymanie kubka z herbatą, mycie, pisanie, chodzenie i oddychanie. Chemioterapia niszczy m.in. struktury jajników. Dlatego lekarze powiedzieli Gabrysi, że bezpłodność jest najmniejszym negatywnym skutkiem terapii. Ale dla niej i Roberta jedynym, z którym nie mogli się pogodzić. Robert: - Na początku był bunt: młodzi, tuż po ślubie, wielkie plany, świetna praca i nagle nowotwór i perspektywa braku dzieci. Robert był wówczas dyrektorem banku, Gabrysia pedagogiem szkolnym i rodzinnym. Drastycznej zmianie uległ ich tryb życia: korytarze banku i szkoły zamienili na szpitalne sale i gabinety lekarskie. Raz w miesiącu na trzy dni Gabrysia kładzie się do szpitala na chemię. - Lekarz zabronił nam nawet myśleć o dziecku - mówi Gabrysia. - Mogłoby mnie to zabić.

      Robert: - Z czasem bunt przekuliśmy na modlitwę o uzdrowienie. Pół roku temu pojechali na kolejną chemię do Gliwic. Gabrysia sporo wymiotowała, ale nic nie podejrzewali, bo to normalne u osoby biorącej chemię. Jak zawsze, przeszła rutynowe badania moczu i morfologię krwi. Wszystkie wyniki wyszły zupełnie inaczej niż zawsze. Były dobre. Lekarz długo chodził po gabinecie w tę i z powrotem. Przerwał milczenie krótkim: - Nie wiem, jak to medycznie możliwe, ale są państwo rodzicami. Gabrysia czuje każdy ruch Klary - choć według lekarzy to niemożliwe przy miastenii. Komórki rakowe nadal niszczą organizm Gabrysi. Na czas ciąży zdecydowała wspólnie z Robertem odstąpić od chemioterapii. Badania prenatalne potwierdziły dobry stan zdrowia dziecka.

     Imiona niektórych bohaterów zostały zmienione

     Pomoc w adopcji: http://www.adoptuj.pl/osrodki-adopcyjne-w-kraju


Joanna Bątkiewicz-Brożek
"Tygodnik Powszechny"




Pomoc dla niepłodnych małżeństw
(Duszpasterstwo niepłodnych małzeństw)

     Serdecznie zapraszamy małżeństwa mające problem z poczęciem dziecka na Msze święte w tej intencji, które będą odprawiane w każdą drugą niedzielę miesiąca o godz. 1500 w kościele księży Marianów p. w. Matki Bożej z Lourdes w Warszawie przy ul. Wileńskiej 69 (wejście od ul. Równej)

     Najbliższa Msza święta 13.3.2016 o godz. 15.00 przy kościele księży Marianów p. w. Matki Bożej z Lourdes w Warszawie przy ul. Wileńskiej 69 (wejście od ul. Równej). Po Mszy krótka adoracja w Kaplicy Krzyża, następnie spotkanie w salce na 2. piętrze.

     Nasza wspólnota:
     ks. Łukasz Mazurek MIC - duszpasterz wspólnoty
     oraz grupa małżeństw...

     strona: www.pragniemypotomstwa.pl
     e-mail: duszpasterstwa: duszpasterstwo.praga@gmail.com


Jak nie zwiariować podczas starań o dziecko Jak nie zwiariować podczas starań o dziecko
Katarzyna Jarosz
Napisałam to wszystko, by wam powiedzieć, że nie jesteście same w tym, co przeżywacie i że to, co przechodzicie jest normalne. Ja was rozumiem. Bo po prostu jestem jedną z was... » zobacz więcej


Czekając na dziecko Czekając na dziecko
Katarzyna Jarosz
Katarzyna Jarosz jest mężatką od 2004 r. Wraz z mężem, Tomaszem, prowadzi portal katolicki www.adonai.pl; od 2008 r. współtworzy warszawskie Duszpasterstwo Niepłodnych Małżeństw. Od 1,5 roku jest matką adopcyjną Michałka... » zobacz więcej

Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść


Uwaga: Komentarze promujące Naprotechnologie nie będą zamieszczane


[ Powrót ]
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej