Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Czekając na dziecko Czekając na dziecko - prawdziwa historia walki o macierzyństwo
Katarzyna Jarosz
Pamiętnik kobiety zmagającej się z bólem niepłodności, pisany otwarcie i szczerze. Książka, w której osoby starające się o dziecko odnajdą swoje emocje i przeżycia, mając poczucie, że nie są sami ze swoim problemem i że Bóg ich poprowadzi właściwą - choć nieraz trudną i zaskakującą - drogą. To pozycja także dla osób nie mających problemu z poczęciem, pozwalająca na szersze spojrzenie na problem niepłodności. Polecamy wszystkim! » zobacz więcej

Jak nie zwiariować podczas starań o dziecko Jak nie zwiariować podczas starań o dziecko
Katarzyna Jarosz
Napisałam to wszystko, by wam powiedzieć, że nie jesteście same w tym, co przeżywacie i że to, co przechodzicie jest normalne. Ja was rozumiem. Bo po prostu jestem jedną z was... » zobacz więcej

Bezpłodność jako wyzwanie

     Rozmowa z księdzem Władysławem Gasidłą

     - Księże Profesorze, zacznijmy od nieco prowokującego pytania: Czy małżonkowie mają bezwzględne prawo do posiadania dzieci?

     - Jeśli to słowo "bezwzględne" miałoby oznaczać "za wszelką cenę", to małżonkowie nie mają takiego prawa. Ani teksty biblijne, ani nauczanie Kościoła, ani teksty "Obrzędów Sakramentu Małżeństwa", które też są wyrazem wiary Kościoła, takiego prawa nie dają. Dziecka nie można traktować jako przedmiotowej własności, którą małżonkowie nabywaj per fas et nefas - za wszelką cenę. Mówimy oczywiście o rodzicielstwie w znaczeniu fizycznym. To założenie ma zresztą podstawowe znaczenie w przypadku poważnych problemów życiowych małżonków, zwłaszcza jeżeli chodzi o przekazywanie życia. Wiadomo, że to podstawowe zadanie małżonków - "bardzo doniosły obowiązek przekazywania życia ludzkiego", o czym mówi encyklika Humanae vitae, dotyczy po prostu naturalnych możliwości w dziedzinie rodzicielstwa. Uważam, że słowo "naturalne" jest tu bardzo istotne, ponieważ wskazuje na prawo, które istnieje w naturze człowieka. Na tej naturze Kościół buduje całą swoją etykę, co oznacza, że buduje ją na naturalnym prawie Bożym, ponieważ prawo natury jest podstawowym prawem Bożym, wypisanym nie tylko na tablicach Dekalogu, ale i wpisanym w ludzką naturę, to znaczy w sumienie każdego człowieka. Dlatego, wbrew temu, co się często mówi, nie jest to prawo "konfesyjne". A zatem nieprawdą jest to, co nieraz zarzuca się Kościołowi, że broniąc prawa naturalnego ingeruje w życie człowieka niewierzącego. Prawo natury jest wspólną podstawą moralności wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy mamy naturę ludzką. Kościół, strzegąc prawa natury, pomaga je odczytać i staje w obronie człowieka tam, gdzie to prawo jest zagrożone.

     - W naturze ludzkiej jest jednak zakorzenione również bardzo mocne przekonanie, że małżeństwo służy przede wszystkim zrodzeniu dzieci Jak zatem wyjaśnić tę kwestię cierpiącym z powodu niepłodności małżonkom -jest to trudny problem.

     - Z pewnością naturalnym środowiskiem dla rodzenia i wychowania dzieci jest małżeństwo, które przez to staje się wspólnotą rodzinną. Dążenie do posiadania potomstwa jest też z pewnością najbardziej naturalnym pragnieniem małżonków zmierzających do swojego spełnienia poprzez rodzicielstwo. Co więcej, każda para, wstępująca w ten związek, nie może wykluczać potomstwa w małżeństwie. To wszystko jest zupełnie oczywiste i naturalne - tak być powinno, to jest najbardziej prawidłowe i podstawowe dążenie. Każdy człowiek nie jest jednak tylko samym ciałem, ale jest duchem ucieleśnionym, jak czytamy w Piśmie Świętym i co znajdujemy w nauczaniu Ojca Świętego, a więc człowiek jest istotą złożoną z ciała i duszy i to w ten sposób, że te dwie rzeczywistości nawzajem się przenikają do tego stopnia, że nie da się ich rozdzielić. "Pragnienie małżonków, by mieć dziecko, samo w sobie zupełnie słuszne, nie wystarcza do uzasadnienia dopuszczalności moralnej sztucznego zapłodnienia" (Pius XII, Przemówienie do położnych, 25 X 1951 r.) Dlatego też nie można mówić o macierzyństwie i ojcostwie tylko w znaczeniu fizycznym. Jest to wprawdzie najbardziej rozpowszechnione i podstawowe rozumienie tego zagadnienia i należy się z nim zgodzić. Nie można jednak tylko na nim poprzestawać. W przeciwnym razie będziemy mieć do czynienia z patologicznym przejawem życia małżeńskiego czy rodzicielskiego. Nawet w takie małżeństwo, które nie ma żadnych problemów z poczęciem i urodzeniem dziecka, nie może poprzestawać tylko na fizycznym pojmowaniu rodzicielstwa. Trzeba zatem mocno akcentować zagadnienie duchowości małżeńskiej i rodzinnej, które ukazuje również pełna wizję rodzicielstwa. A to jest temat rzadko podejmowany, choć staje się coraz bardziej konieczny. Bez duchowego spojrzenia na zagadnienie dzietności w małżeństwie trudno będzie wybierać adopcję jako nową formę rodzicielstwa i niełatwo będzie także pojąć, na czym polega zło moralne sztucznej prokreacji.

     - Czy w swojej praktyce duszpasterskiej często spotyka się Ksiądz z małżonkami, którzy borykają się z trudnościami z poczęciem?

     - Kiedy patrzę na swoją praktykę duszpasterska, to z biegiem lat zauważam coraz więcej takich przypadków.

     - Z czym, zdaniem Księdza, jest to związane?

     - Wydaje mi się, że skażenie środowiska, w którym żyjemy, wpływa nie tylko na wątrobę czy kręgosłup, ale także jest to dosyć poważna inwazja w sferę zdolności przekazywania życia i tego nie możemy uniknąć. Sądzę, że współczesna technika, która manipuluje zdolnością poczęcia, wywiera dodatkowo bardzo szkodliwy wpływ w tej dziedzinie. Wiele środków antykoncepcyjnych, które mają rzekomo uszczęśliwić człowieka, uczynić go panem życia, w efekcie przynosi skutek odwrotny - niszczy płodność. Propaganda antynatalistyczna w każdej postaci, zarówno jako promowanie antykoncepcji jak też technik i środków wczesnoporonnych, prowadzi do wielkich zniszczeń zarówno organizmu ludzkiego jak i zdolności przekazywania życia. Są to zniszczenia trwałe i nieodwracalne. Świadczą o tym mnożące się schorzenia ginekologiczne (których duża część pochodzi z ingerencji w ludzką płodność) jak i coraz częstsze przypadki niepłodności. Dlatego jest też bardzo wskazane - wobec tych zniszczeń doprowadzających do "księżycowego krajobrazu", jaki się zaznacza w dziedzinie prokreacji - mówienie o ekologii także i na tym polu. Niestety, obserwujemy jedynie walkę o środowisko ekologiczne dla zwierząt, dla świata roślinnego, ale nie dostrzegamy tej konieczności w stosunku do człowieka. A w podejściu do człowieka najczęściej chcemy usuwać skutki, a nie dostrzegamy właściwych przyczyn. Nie mamy całościowego spojrzenia na człowieka jako jedność ducha i ciała.

     - Jaka jest rola kapłana w kontaktach z ludźmi cierpiącymi z powodu bezpłodności?

     - Mówi o niej Jan Paweł II w adhortacji "Familiaris consortio" i w encyklice "Evangelium vitae". Trzeba głosić prawdę Bożą, czyli ukazywać ewangelię życia. Ewangelia to znaczy Dobra Nowina. Wydaje się, że jest ona bardzo potrzebna współczesnemu człowiekowi. Można więc powiedzieć, że podstawową rolą duszpasterza w dziedzinie małżeństwa i rodziny jest głoszenie ewangelii życia, czyli dobrej nowiny o życiu. Zarówno o życiu już urodzonym jak i poczętym czy dopiero planowanym. Z drugiej zaś strony trzeba należycie doceniać tę dziedzinę duszpasterstwa rodzin, którą nazywamy poradnictwem.

     Poradnictwo to jest nie jako przekazywaniem techniki stosowania metod naturalnego planowania rodziny (to jest, jak sądzę, wtórny etap poradnictwa), ale to jest także formowanie postaw, by człowiek otworzył się na to wszystko, na co się pozamykał. Musimy pokazywać człowiekowi wartość życia tak, by się do niej przekonał. Człowiek musi zacząć szanować życie własne i cudze, szczególnie życie własnego dziecka, przed którym się może broni i ucieka, ale które powinien jako mąż i żona umiłować zanim je zobaczy, zanim się ono pocznie. I to jest bardzo trudna rola, ponieważ nasze możliwości są nieproporcjonalne w stosunku do zalewu propagandy przeciwnej życiu. Z drugiej strony duszpasterstwo rodzin w przypadkach, kiedy spełnienie macierzyństwa i ojcostwa jest niemożliwe na drodze miłości i rodzicielstwa, dokonujących się w akcie małżeńskim trzeba małżonkom ukazywać inne formy służby życiu poprzez adopcję, niesienie pomocy rodzinom ubogim czy dzieciom opuszczonym i upośledzonym czy wreszcie podejmowanie różnych form pracy wychowawczej.

     Problemem niezwykle ważnym jest właściwa postawa rodziców chrześcijańskich wobec życia. Celem godziwego życia chrześcijanina jest przecież wypełnienie Bożego planu, a nie użycie. Dziś jednak obserwujemy zalew idei hedonistycznych, które lansują model życia według wzorca: "wszystko, co jest łatwe i przyjemne, jest dobre". Jednak coraz częściej widzimy złe następstwa takiego postępowania. Dla chrześcijańskich małżonków problem związku etyki z zasadami wiary jest sprawą podstawową. Człowiek, będący w sferze przekazywania życia współpracownikiem Boga, nie może przecież bezkarnie występować przeciw Bogu. To jest oczywiste. Nie może być tak, że zasady wiary to jedno, a praktyka codzienna to zupełnie coś innego. Nie wszyscy jednak chcą słuchać Chrystusa i Kościoła. Wielu nie rozumie, że indywidualistyczne, wybiórcze traktowanie zasad chrześcijańskich prowadzi do relatywizmu, zaburza właściwą, pewną wizję świata. Bagatelizuje się niezmiernie ważny problem stałego kształtowania sumienia; z lekceważeniem, a czasem z pogardą traktuje się prace wydawnictw kościelnych, uważając je za literaturę dewocyjną. Ludzie z większym przekonaniem traktują książki wydawnictw niekościelnych. Dlatego ja osobiście bardzo dużo korzystam z doświadczeń medycznych, pokazuję ludziom książki wydane w wydawnictwie lekarskim, otwieram i mówię: to nie jest w książeczce do nabożeństwa, to jest w dziele naukowym, w książce poważnej, znanego autora. Wtedy często tym ludziom otwierają się oczy, słuchają zaciekawieniem i myślę, że z pozytywnym skutkiem.

     - A jakie znaczenie ma presja środowiskom Małżeństwa, które nie mają dzieci, szczególnie w mniejszych środowiskach są często wytykane palcami, w pewien sposób napiętnowane. Czy ta presja nie popycha małżonków do starania się o dziecko wszelkimi możliwymi sposobami i czy nie wywołuje pewnej blokady?

     - W tej dziedzinie obserwuje się taki paradoks: rodzina, która ma więcej dzieci, jest tak samo źle widziana jak i ta, która ich nie ma wcale. Albo można to ująć dosadniej: jedni stoją w kolejce do abortysty, a drudzy w kolejce w ośrodku adopcyjnym.

     Presja środowiska może być bardzo silna i nie każdy potrafi się jej przeciwstawić. W środowisku wielkomiejskim jest to łatwiejsze, ale w ośrodkach mniejszych, mocno zintegrowanych - niezwykle trudne. Sprawa bezdzietności dla zdrowo myślącego małżeństwa na pewno jest przykra, ale przecież chrześcijanie wiedzą, że Dawcą życia jest Bóg. Może jest Jego wolą, aby ci konkretni bezdzietni małżonkowie zdecydowali się na rodzicielstwo duchowe. Żeby się jednak na nie zdecydować, trzeba mieć właściwą postawę wobec Boga. Trzeba stale dbać o swoją formację, trzeba się modlić. Tzw. adopcja duchowa daje tu duże możliwości. Ale przecież prawo rodziców do dziecka może być zrealizowane także poprzez adopcję prawną. Kiedy patrzę na swoją - już ponad trzydziestoletnią - służbę kapłańską, widzę więcej dobra wynikającego z adopcji dzieci, niż z tych sztuczek związanych z tzw. leczeniem niepłodności. Całkiem świadomie używam słowa "sztuczek", bo w wielu przypadkach są to po prostu sztuczki. Może nie mam prawa tak mówić, skoro nie jestem medykiem, ale patrząc na efekty tego tzw. leczenia niepłodności jako duszpasterz, mam prawo powiedzieć, że jeśli ktoś nie wierzy, niech sprawdzi efekty. Kobieta przecież nie wie, na czym to leczenie polega. Samo badanie jest upokarzające, bardzo skomplikowane. Każe się ludziom wykonywać różne praktyki, które wykraczają przeciw ludzkiej wrażliwości. Lekarze nie zawsze liczą się z intymnością pacjenta. To się odbija w sferze duchowej. A człowiek jest przecież nie tylko ciałem, ale i duchem. Pewne sfery życia człowieka, jego cielesności zabezpieczone są właśnie wstydliwością, intymnością. Przekroczenie tych granic może być źródłem rozmaitych zahamowań - my, duszpasterze, o tym wiemy, choć lekarz nie wie. A poza tym warto zadać pytanie: jak to jest z tym leczeniem niepłodności, skoro w pewnym momencie rzeczywiście dochodzi do poczęcia i urodzenia, a następnym razem trzeba zaczynać od nowa. Więc jaki to jest efekt leczenia i czy to jest leczenie? Dlatego mam prawo mówić o "sztuczkach". Leczenie polega przecież na przywracaniu zdrowia, a tu mamy do czynienia z jednorazowym osiąganiem dzietności za wszelką cenę.

     Wracając do wartości adopcji - na podstawie tego, co obserwuję w pracy duszpasterskiej, stawiam tezę, że adopcja (dobra adopcja) to umiejętność urodzenia dziecka w sposób duchowy. Mam w pamięci różne przykłady. Znam rodzinę, która celowo wzięła z Domu Dziecka dziecko najbardziej zdefektowane. Bo są tacy rodzice, którzy sami nie wiedzą, jakie byłoby ich własne dziecko, ale kiedy decydują się na adopcję, to wtedy przebierają w sposób nieludzki, niczym na straganie. Rodzina, którą wspominam, nie była bezdzietna, miała kilkoro własnych dzieci, ale chciała ona wyciągnąć dziecko z nieszczęścia. Zainwestowali wiele czasu, serca i pieniędzy, bo dziecko, które wybrali, wymagało opieki lekarskiej, drogich zabiegów chirurgicznych i zabiegów adaptacyjnych. Dziecko to jest teraz osobą samodzielną i zdolnym pracownikiem. A gdyby go nie adoptowano? Każde dziecko, jeśli wejdzie w środowisko ludzi kochających, którzy stworzą mu normalny dom, ma szansę rozwinąć w pełni swoje człowieczeństwo. To jest wielkie dobro dla dziecka, ale i dla tych rodziców, którzy je potrafią urodzić duchowo, pokochać je i wychować godnie. Wtedy ci rodzice stają się prawdziwymi ojcem i matką. Prawda, że to wymaga ogromnego wysiłku duchowego, pracy nad sobą, żeby "urodzić" dziecko już urodzone, ale dla tych rodziców nie było to aż takie trudne, ponieważ oni zgodnie z prawem spełniają swoje rodzicielskie zadanie. Stoi za nimi prawo ich serca. ,P>      - Można się jednak spotkać z takim poglądem: skoro człowiek wymyślił jakieś sposoby wspomożenia ułomności natury, to czemu by z nich nie skorzystać. Niektórzy powołują się przy tym nawet na Pismo Święte, które mówi: "Czyńcie sobie ziemię poddaną". Gdzie są zatem granice czynienia sobie ziemi i natury "poddaną"?

     - Jeżeli chodzi o to stwierdzenie Pisma Świętego - bodajby ono zawsze się sprawdzało, bodaj było dobrze rozumiane, bo na pewno wszędzie tam, gdzie chodzi o korektę anomalii, tam nawet interwencja na ludzkim płodzie jest dozwolona. Także jeśli chodzi o pomoc w naturalnym poczęciu i zrodzeniu dziecka: wszystko, co jest wsparciem, jest jak najbardziej potrzebne i zawiera się w ludzkim zadaniu "czynienia sobie ziemi poddaną". Ale wydaje mi się, że nie zawsze to polecenie Pana Boga było do końca wypełniane. A dziś szczególnie zapomina się o tym zadaniu i tę ziemię się w sposób grabieżczy niszczy. Chodzi przecież o to, by człowiek uczestniczył w Bożym dziele stworzenia, zarówno w porządku przekazywania ludzkiego życia jak i w ulepszaniu tego świata stworzonego przez Boga i pełnego tajemnic, które można odkryć i dobrze wykorzystać, przy pomocy zdolności, jakie człowiek również od Boga otrzymał. Ale jeżeli mamy do czynienia z wydzieraniem Bogu tajemnicy, z wykorzystywaniem swoich zdolności przeciwko zamysłowi Bożemu, to jest to odstępstwo od zasady "czyńcie sobie ziemię poddaną". Nie można przecież uczestniczyć w stworzeniu i równocześnie niszczyć dzieło stworzenia. Właśnie w sferze etyki małżeńskiej i rodzinnej widzimy, że poprzez nadużycia człowiek nie czyni sobie ziemi poddaną, ale ją grabi i niszczy. Trzeba zwrócić uwagę na słowa, które często przypomina Jan Paweł II, mówiąc o prymacie etyki nad techniką. I trzeba tu dodać, że jeśli ta zasada nie zostanie spełniona, trudno będzie o równowagę pomiędzy możliwościami człowieka a godziwym ich wykorzystaniem. Technika idzie bardzo daleko w swoich możliwościach, ale nie wszystko, co możliwe, jest dobre i godziwe. To, co możliwe, musi być zawsze zestawiane z zasadą, z przykazaniem, z zamysłem Bożym: czy to, co potrafię, jest godne człowieka i wynika z planu Bożego czy też jest zwyczajną działalnością niszczycielską.

     - W takim raue na czym, zdaniem Księdza, współczesny człowiek może oprzeć swoją nadzieję na to, że ta bardzo ekspansywna antyku/tura, którą Ojciec Święty nazywa cywilizacją śmierci, jednak nie zwycięży - bo bardzo wiele przykładów zdaje się potwierdzać fakt, że świat zmierza w tym właśnie kierunku?

     - Kiedy myślę na ten temat, zawsze staje mi przed oczyma pochylony Człowiek w białej sutannie, który niesie na swoich barkach nasz Glob. Bo te Jego zabiegi, Jego wołanie, Jego nauczanie właściwie sprowadza się do tego, że On dźwiga Ziemię i nas. I jeżeli nie będzie więcej takich ludzi, którzy by razem z nim spróbowali udźwignąć ten ciężar, to możemy bardzo pesymistycznie myśleć o przyszłości. A nadzieja? No cóż, nie powiem nic nowego - dla człowieka wierzącego nie ma miejsca na rozpacz, tylko na nadzieję. Ona jest w krzyżu, czyli w czymś bardzo ciężkim i nieprzyjemnym w fizycznym odczuciu. Ona jest w łasce Chrystusa, ona jest w Bożej obecności w każdym zbożnym dziele. Jeżeli więc takich ludzi, którzy dźwigają na swoich barkach krzyż z Chrystusem, będzie coraz więcej, to ta nadzieja będzie coraz bardziej realna.

     - Jeśli już mówimy o Ojcu Świętym, to ponieważ jest Ksiądz jednym z organizatorów kolejnej pielgrzymki Papieża do Polski, chciałbym zapytać, co jest szczególnie potrzebne nam teraz, co Ojciec Święty przywiezie?

     - Przywiezie Dobrą Nowinę, zapali nadzieję i pobudzi serca. Nie spodziewam się niczego nowego, poza tym, co Ojciec Święty głosi stale; a ponieważ ludzka słabość i pamięć ciągle wymagąjątej samej Prawdy, uważam, ze Papież będzie to miał na uwadze i teraz. Aczkolwiek głoszenie tej prawdy w każdej pielgrzymce było inne, bo inna była sytuacja, to jednak będzie to ta sama Prawda Boża, gdyż ona jest niezmienna. Każdy z nas otwiera tekst Ewangelii, czyta go, zna go na pamięć i gdybyśmy go czytali jak gazetę, to nie znajdziemy w nim nic nowego. Ale jeśli czytamy w poczuciu rzeczywistości, w jakiej się w tej chwili znajdujemy, to zawsze wyczytamy rzeczy najnowsze, te które nam były potrzebne na dziś. Ojciec Święty jest specjalistą w tej dziedzinie. Głosi tę prawdę, że Chrystus wie, co jest w człowieku, ale i on sam też wie, co jest w Polaku i co jest w Polsce czasem nawet lepiej widzi i odczuwa to niż my - wobec tego przyniesie nam znowu Ewangelię, a już od nas zależy, co my z nią zrobimy. Nie można w niczym zamykać Ojcu Świętemu mowy, ale raczej należy kierować nasze uszy i serca ku słuchaniu. A teraz trzeba się modlić, żeby szczęśliwie dojechał do Polski i tu do nas, do Krakowa, a także o to, byśmy umieli słuchać, dobrze zrozumieli i wiernie przyjęli naukę, jaka nam Papież zechce przekazać.

     - Serdecznie dziękuję za rozmowę.


Rozmawiał Maciej Tabor


Ksiądz Władysław Gasidło - moralista, Dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Rodzin
Kurii Metropolitalnej w Krakowie, specjalizuje się w etyce małżeńskiej i rodzinnej;
wieloletni współpracownik Ojca Świętego w Wydziale Duszpasterstwa Rodzin w Krakowie;
autor fundamentalnej pracy pt "Z zagadnień etyki małżeńskiej i rodzinnej".
Jest proboszczem kościoła św. Anny w Krakowie.




Pomoc dla niepłodnych małżeństw
(Duszpasterstwo niepłodnych małzeństw)

     Serdecznie zapraszamy małżeństwa mające problem z poczęciem dziecka na Msze święte w tej intencji, które będą odprawiane w każdą drugą niedzielę miesiąca o godz. 1500 w kościele księży Marianów p. w. Matki Bożej z Lourdes w Warszawie przy ul. Wileńskiej 69 (wejście od ul. Równej)

     Najbliższa Msza święta 13.3.2016 o godz. 15.00 przy kościele księży Marianów p. w. Matki Bożej z Lourdes w Warszawie przy ul. Wileńskiej 69 (wejście od ul. Równej). Po Mszy krótka adoracja w Kaplicy Krzyża, następnie spotkanie w salce na 2. piętrze.

     Nasza wspólnota:
     ks. Łukasz Mazurek MIC - duszpasterz wspólnoty
     oraz grupa małżeństw...

     strona: www.pragniemypotomstwa.pl
     e-mail: duszpasterstwa: duszpasterstwo.praga@gmail.com


Jak nie zwiariować podczas starań o dziecko Jak nie zwiariować podczas starań o dziecko
Katarzyna Jarosz
Napisałam to wszystko, by wam powiedzieć, że nie jesteście same w tym, co przeżywacie i że to, co przechodzicie jest normalne. Ja was rozumiem. Bo po prostu jestem jedną z was... » zobacz więcej


Czekając na dziecko Czekając na dziecko
Katarzyna Jarosz
Katarzyna Jarosz jest mężatką od 2004 r. Wraz z mężem, Tomaszem, prowadzi portal katolicki www.adonai.pl; od 2008 r. współtworzy warszawskie Duszpasterstwo Niepłodnych Małżeństw. Od 1,5 roku jest matką adopcyjną Michałka... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 G...: 20.11.2012, 17:04
 Jeśli jest taka wola.....
 dorota: 11.08.2008, 14:42
 juz nie mam sily prosic ale ciagle to robie stracilam nadzieje ale ta iskierka jeszcze sie tli ze dobry Bog pozwoli przytulic do serca tak oczekiwane dziecko
 Kalina: 08.01.2008, 20:51
 Proszę o modlitwe za mnie, o to by udało mi się dostać upragnione dziecko...
 ewa: 27.12.2007, 16:23
  UMIŁOWAĆ...nim się Pocznie i POrodzi...to jest DOBRA NOWINA , Nasza Nadzieja , przed Którą należy Uklęknąć.....Mała Dziecina....Emanuel...BÓG Jest z Nami . Ojcowstwo i Macierzyństwo Duchowe jest pierwotne ( nim się poczęliśmy byliśmy już u Boga) , fizyczne jest wtórne , dlatego tak ważne jest zagadnienie DUCHOWOŚCI Małżeństwa i Rodziny .
 
(1)


Autor

Treść


Uwaga: Komentarze promujące Naprotechnologie nie będą zamieszczane


[ Powrót ]
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej