Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Czekając na dziecko Czekając na dziecko - prawdziwa historia walki o macierzyństwo
Katarzyna Jarosz
Pamiętnik kobiety zmagającej się z bólem niepłodności, pisany otwarcie i szczerze. Książka, w której osoby starające się o dziecko odnajdą swoje emocje i przeżycia, mając poczucie, że nie są sami ze swoim problemem i że Bóg ich poprowadzi właściwą - choć nieraz trudną i zaskakującą - drogą. To pozycja także dla osób nie mających problemu z poczęciem, pozwalająca na szersze spojrzenie na problem niepłodności. Polecamy wszystkim! » zobacz więcej

Jak nie zwiariować podczas starań o dziecko Jak nie zwiariować podczas starań o dziecko
Katarzyna Jarosz
Napisałam to wszystko, by wam powiedzieć, że nie jesteście same w tym, co przeżywacie i że to, co przechodzicie jest normalne. Ja was rozumiem. Bo po prostu jestem jedną z was... » zobacz więcej

Chcemy adoptować to właśnie dziecko...

     Jesteśmy małżeństwem od ponad dziesięciu lat.

     Po czterech latach małżeństwa, kiedy w naszym domu nadal nie było dzieci, zaczęliśmy wędrówki po lekarzach. Dość szybko okazało się, że powody trudności z zajściem żony w ciążę tkwią po mojej stronie. Podjąłem leczenie farmakologiczne. Samo w sobie nie sprawiało żadnych trudności ani kłopotów. Z poważnymi niedogodnościami wiązała się jednak diagnostyka postępów leczenia. Godziłem się na to, gdyż, choć dla nas obojga sztuczne zapłodnienie było z góry wykluczone, nie chciałem pomniejszać szans mojej żony na zostanie matką. Trwało to ponad rok. W międzyczasie podjęliśmy kilka ważnych życiowo decyzji. Postanowiłem zmienić pracę na taką, która nie wiązałaby się, tak jak dotychczasowa, z dość długimi okresami rozłąki z żoną. W tym celu przeprowadziliśmy się do innego miasta. Żona, która jest lekarzem i miała już dość duże doświadczenie pediatryczne, nową pracę znalazła na oddziale noworodków. Jej pragnienie macierzyństwa musiało być widoczne, gdyż któregoś dnia miało miejsce pewne bardzo ważne wydarzenie. Żona, wraz z koleżanką, badały nowonarodzonego chłopca, którego matka porzuciła w dość dramatycznych okolicznościach. Nikt nic nie wiedział ani o niej, ani też o biologicznym ojcu dziecka. Chłopczyk był jednak uroczy! Uśmiechał się wesoło, a miłe wrażenie potęgowała zapewne jeszcze prześmieszna fryzurka: włosy naturalnie stały mu na "irokeza". Pod koniec badania koleżanka powiedziała do małżonki: Miły dzieciak. Nie chciałabyś mieć takiego? Na odpowiedź żony: Bardzo!, padło stwierdzenie: To chętnie wam w tym pomogę.

     Z ośrodkiemadopcyjnym skontaktowała nas właśnie ta doświadczona lekarka. Przyjęto nas uprzejmie, ale czuliśmy też wyraźnie, że jesteśmy poddawani sprawdzaniu. My jednak podjęliśmy już decyzję, że jeśli tylko jest to prawnie możliwe, to chcemy adoptować to właśnie dziecko. Wskazywano nam rozmaite ryzyka. Przede wszystkim to, że nic nie wiadomo o naturalnym "dziedzictwie" chłopczyka. Odpowiedzieliśmy, że sprawa jest przemyślana i że tak odczytujemy wolę Bożą wobec nas. To było chyba decydujące. Musieliśmy wypełnić jeszcze cały szereg formalności urzędowych, sądowych itp. Po pewnym czasie mogliśmy zacząć regularnie odwiedzać maleństwo w domu małego dziecka. Tam też zobaczyli je po raz pierwszy dziadkowie. Ani moje rodzeństwo ani żony, nie miało jeszcze wtedy własnych dzieci. Tak jednak, jak my z radością zaakceptowaliśmy tę swoją trochę odmienną drogę do rodzicielstwa, tak i nasi rodzice - z otwartym sercem przyjęli pierwszego wnuka. Aż wreszcie w jedenastym tygodniu życia przywieźliśmy Bartka do naszego domu. Zaczęło się wspólne, codzienne życie z niemowlakiem.

     Kiedy Bartek skończył rok trzeba było na niego bardzo uważać, gdyż niesłychanie szybko nauczył się chodzić. Tymczasem - wspaniała nowina! Nieomylne znaki dały nam do zrozumienia, że żona jest w ciąży! Wizyta u lekarza była tylko formalnym potwierdzeniem tego faktu. Po małych perturbacjach w początkowym okresie, potem wszystko przebiegało już dobrze i w normalnym terminie urodziła naszego drugiego syna, Kubę.

     Ani przez chwilę nie powstał w rodzinie problem spowodowany różnym pochodzeniem naszych synów. Nie jest to także problem dla nich, choć wiedzą o tym i rozumieją tę różnicę. Bartek jest dumnym pierworodnym. Choć ledwo zaczął szkołę, z zapałem kontynuuje historyczne zainteresowania moje i mojego ojca (czyli swego dziadka po mieczu). O dwa lata młodszy Kuba, choć dogonił już brata wzrostem, uznaje w pełni jego starszeństwo i wynikający stąd autorytet. Obaj uwielbiają aktywność sportową. Tutaj - niezrównanym partnerem jest dziadek po kądzieli. A jak wspaniale jest móc wspólnie z nim majsterkować!

     Obie babcie zmuszony jestem powstrzymywać, aby nadmiernie nie rozpuszczały swoich wnuków...

     Dziś, po kilku latach patrzę na adopcję jako na coś zupełnie normalnego. Może zaskoczyło mnie tylko trochę to, że po przyjęciu do naszego domu Bartka (z czego nigdy nie robiliśmy żadnej tajemnicy), nagle okazywało się, jak wielu pośród ludzi nam znanych adoptowało dzieci lub sami są dziećmi adoptowanymi.


Krzysztof


GŁOS DLA ŻYCIA
nr 3(68) maj/czerwiec 2004




Pomoc dla niepłodnych małżeństw
(Duszpasterstwo niepłodnych małzeństw)

     Serdecznie zapraszamy małżeństwa mające problem z poczęciem dziecka na Msze święte w tej intencji, które będą odprawiane w każdą drugą niedzielę miesiąca o godz. 1500 w kościele księży Marianów p. w. Matki Bożej z Lourdes w Warszawie przy ul. Wileńskiej 69 (wejście od ul. Równej)

     Najbliższa Msza święta 13.3.2016 o godz. 15.00 przy kościele księży Marianów p. w. Matki Bożej z Lourdes w Warszawie przy ul. Wileńskiej 69 (wejście od ul. Równej). Po Mszy krótka adoracja w Kaplicy Krzyża, następnie spotkanie w salce na 2. piętrze.

     Nasza wspólnota:
     ks. Łukasz Mazurek MIC - duszpasterz wspólnoty
     oraz grupa małżeństw...

     strona: www.pragniemypotomstwa.pl
     e-mail: duszpasterstwa: duszpasterstwo.praga@gmail.com


Jak nie zwiariować podczas starań o dziecko Jak nie zwiariować podczas starań o dziecko
Katarzyna Jarosz
Napisałam to wszystko, by wam powiedzieć, że nie jesteście same w tym, co przeżywacie i że to, co przechodzicie jest normalne. Ja was rozumiem. Bo po prostu jestem jedną z was... » zobacz więcej


Czekając na dziecko Czekając na dziecko
Katarzyna Jarosz
Katarzyna Jarosz jest mężatką od 2004 r. Wraz z mężem, Tomaszem, prowadzi portal katolicki www.adonai.pl; od 2008 r. współtworzy warszawskie Duszpasterstwo Niepłodnych Małżeństw. Od 1,5 roku jest matką adopcyjną Michałka... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 hgff: 19.08.2015, 11:02
 mam 25lat jestem w ciazy to moje 3dziecko szukam,rodzinny kochajacej dla niego
 ira: 04.05.2014, 11:23
 Chcemy adoptować dzieci dwoje. Irena i Zbigniew tel 605 688 031 Pomozcie Proszę.
 basia: 21.12.2009, 11:40
 Dlaczego środowiska prawicowe próbują wmówić ludziom, że naprotechnologia to jest alternatywa dla ludzi, którzy mają problem płodności? Przypominam, że w 50% problem dotyczy mężczyzn. Wtedy naprotechnologia nic nie da.
 Anetta: 09.04.2009, 12:55
 U nas nie było to niespełnione pragnienie, z którym nie mieliśmy co zrobić, nasza adopcja to odpowiedź Boga na nasze modlitwy o dar rodzicielstwa.
 **** do wiatr: 23.09.2008, 14:12
  Teoria jest piękna Problem w tym ze ma ona baaaaaardzo niewiele wspólnego z życiem. Generalnie daleko nam do śwętosci Generalnie małżeństwa wlasnie dla tego adoptuja dziecko bo odczuwaja zamiast owocu swej miłości ogromna PUSTKE której nie ma czym ZAPELNIC Jest to BAAAARDZO LUDZKIE PRAGNIENIE małzenstwa ze pragnie potomstwa ze chce dac zyce Piszesz ze to egoizm , cóż dla mnie osobiście to ROZPACZ i NIESPELNIONE PRAGNIENIE, z którym NIE MA CO ZROBIĆ
 wiatr do ****: 23.09.2008, 09:34
 Jeżeli Małżeństwo nie zostało obdarowane ...upragnionym Potomstwem ...i " chce jakby ten dokuczliwy brak" ..." zastąpić" Dzieckiem ...Adoptowanym ...to wówczas istnieje bardzo duże ryzyko ...iż w chwilach trudnych , stresu ...mogą paść ... bolesne słowa ..." bo ja dla ciebie ...itd. a ty jesteś ..taki a taki ..." . Uważam , że TAKA ..Adopcja ..wypływa z egoizmu rodziców i może przynieść złe owoce ...niezależnie od genetycznych obdarowań dziecka adoptowanego ! natomiast ISTNIEJE ... MIŁOŚĆ , Która Przewyższa Miłość ... ! Ma ONA Głębokie Korzenie w BOGU - ŹRÓDLE MIŁOŚCI !!! Taką PRAWDZIWĄ Miłością ... aczkolwiek bardzo Wymagającą Ofiary ... Miłowali Święci ... Matka Teresa z Kalkuty i tysiące innych ; Taką Miłość "posiadał "Krzysztof i jego Żona , dlatego myślę, że Bóg Hojnie Ich Wynagrodził ! Jeśli Małżonkowie nie mogą cieszyć się Swoim potomstwem wówczas powinni Pytać Pana ... co Pragnie im przez TO ..Powiedzieć ...jeśli będą pytali ... i słuchali TEGO < CO BÓG Mówi ... wówczas osiągną pokój i szczęście !
 Tomek: 22.09.2008, 14:17
 Adopcja oczywiscie nie jest lekarstwem na niepłodność. Tej parze sie udało za co Chwała Panu!
 ****: 22.09.2008, 12:54
  Prosze nie próbujcie ludziom wmawiac ze jak sie zaadoptuje dziecko to zaraz w nagorode zachodzi sie w te upragniona ciąże bo to nie prawda Po drugie, wątpię ze taka sama więź łączy dziecko adopotowane i biologiczne Swoje to swoje, wszystko rodzic zniesie a adoptowanemu w gniewie można wypomniec ze ja tyle dla ciebie zrobiłem a ty tak sie odwdzięczasz
 wiatr: 22.09.2008, 00:09
  O jak BARDZO ... Serce moje Radują Ci Rodzice ... dla Których ... WSZYSTKIE Dzieci SĄ ICH i obdarzają Tą Samą ...Troską i Miłością ! to Mocne Zakorzenienie ....w MIŁOŚCI ...w Bogu Samym !!! Niech ...PAN Życia i śmierci ...SAM BĘDZIE IM NAGRODĄ i Pieśnią Dziękczynienia !!!
 
(1)


Autor

Treść


Uwaga: Komentarze promujące Naprotechnologie nie będą zamieszczane


[ Powrót ]
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej