Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Święta Rodzina i leśne zwierzęta

     Na początku lutego zawsze obchodzimy piękne święto. Idziemy ze świecami do kościoła na pamiątkę pewnego wydarzenia. Chyba wiecie, co mam na myśli?... Pomyślmy, jak bardzo Święta Rodzina kochała Pana Boga, skoro ponosiła dla Niego tyle trudów! Najpierw nikt nie chciał jej przyjąć na nocleg i Pan Jezus musiał urodzić się w zimnej stajence, potem uciekała przed Herodem i znów wracała w rodzinne strony. Do świątyni też nie miała tak blisko jak my. Kiedy chciała uczestniczyć w ważnych uroczystościach i obrzędach musiała pokonywać wiele kilometrów. W czasie drogi mogły spotykać ją różne przeszkody. Wyobraźmy sobie na przykład taką sytuację...

* * *

     Był mroźny lutowy wieczór. Ludzie pochowali się w domowych zaciszach, a tymczasem z małego domku tuż za lasem wyruszyła niezwykła gromadka. Brodaty mężczyzna prowadził ostrożnie swoją żonę, która niosła pod płaszczem kwilące zawiniątko. Tuż za nimi podąża] osiołek, który niósł na grzbiecie oliwę do lampy, ciepłą odzież i skromny zapas jedzenia. Obok truchtała koza i podskakiwał piesek uważający się za obrońcę Rodziny. Kiedy wszyscy stanęli na progu leśnej gęstwiny zwierzęta zadrżały.

     - Nieee - zbeczała koza - nieee pójdę dalej.

     - lii co? lii co? - zaryczał osiołek. - Mamy ich zostawić?

     - Wrrracać? Wrrracać? - piesek zjeżył sierść. - Nigdy! Jestem obrrr obrr óbrrrońcą tych ludzi!

     - Ale w lesie są nasi dzicy kuzyni! Nie będą zadowoleni z naszej wizyty. Co gorsza mogą nas porwać na kolację.

     - Wspaniale! Poucztujemy sobie - ucieszył się kłapouch.

     - Ach, ty ośle! Nie rozumiesz, że głównym daniem tej kolacji zostaniemy właśnie my?

     - A to co innego. W takim razie nie idę - i osiołek stanął.

     Na próżno mężczyzna ciągnął zwierzę, pokrzykiwał na nie, a nawet zachęcał je do dalszego marszu marchewką. Osiołek wrył się kopytkami w śnieg i ani drgnął. Na dodatek koza zadana ogonek i pognała w stronę wioski. Za nią pobiegł piesek, który zupełnie zapomniał, że miał bronić Rodziny. Cóż było robić. Ludzie nie mogli zmusić swoich zwierząt do wędrówki przez ciemny las. - Trudno, - powiedział św. Józef - my nie możemy zawrócić. Lecz jak ty, moja ukochana żono, poradzisz sobie bez ciepłego mleka od kozy i suszonych owoców, które niósł osiołek? Jeśli będziesz głodna, to nie będziesz miała mleka... Czym więc nakarmisz naszego Syneczka?

     - Nie martw się. Dobry Bóg na pewno da nam jeść.

     - Zostaliśmy też bez naszego obrońcy. Kto nas ostrzeże przed niebezpieczeństwem?

     - Józefie kochany, przecież najważniejsze, że dobry Bóg nas nie opuścił. Tylko On jest naszym prawdziwym Obrońcą. - Jednak to mnie powierzył opiekę nad tobą i Syneczkiem. A ja zawiodłem. Nie potrafiłem upilnować ani naszych zwierząt ani podróżnego dobytku. Nie mam nawet czym oświetlić drogi... - zasmucony Józef wsparł głowę na swojej lasce i objął ramieniem Maryję. Nagle poczuł na twarzy delikatny dotyk. To Synek gładził go po policzku malutką rączką. Św. Józef natychmiast poczuł w sobie siłę i opuściło go zwątpienie. Rozejrzał się i zobaczył, że wcale nie jest ciemno. Ośnieżony las i biegnąca wśród drzew dróżka oświetlone były blaskiem pyzatego księżyca, który właśnie wdrapał się na niebo. Czasem nawet w dzień nie było tak jasno. Rodzina raźno ruszyła więc przed siebie. Niestety robiło się coraz mroźniej. Matka sama dygocząc, szczelnie owijała Niemowlę w swoją chustę, ojciec narzuci] na ramiona Maryi swój przetarty płaszcz, lecz niewiele to pomogło. Nagle da] się słyszeć trzask gałęzi i przed wystraszonymi ludźmi stanął potężny brunatny niedźwiedź. Popatrzył na zmarzniętych wędrowców i pokręcił kudłatym łbem - Oj, nie wyglądacie wy dobrze. Jeszcze trochę, a zostaną z was bryłki lodu. Lepiej idźcie ze mną.

     Zwierz poczłapał w stronę pobliskich chaszczy nawet się nie oglądając. Wkrótce wszyscy znaleźli się w obszernej jaskini. Na środku buzował wesoły ogień. Niedźwiedź i jego niezwykli goście zasiedli wokół płomienia grzejąc zziębnięte ręce i nogi. Kudłaty gospodarz nalał z ogromnego kotła jakiś dymiący napar, którym poczęstował Józefa i Maryję. Małżonkowie poczuli jak wracają im siły, a ciało przepełnia cudowne ciepło. Podziękowali za gościnę i ruszyli dalej. Na drogę dostali jeszcze bukłak z gorącym napojem i ciepłe wełniane płaszcze. Wędrówka przestała być już dla nich tak uciążliwa, ale po kilu godzinach marszu Maryja poczuła, że słabnie z głodu. Z trudem opierała się na ramieniu małżonka. Niedźwiedzi napar wprawdzie rozgrzewał i dodawał sił, ale głodu nie dało się nim oszukać. Wtem na ścieżce pojawił się płochliwy szarak. Trzęsąc się ze strachu zdołał wyszeptać: - Za mną! - i pokicał w stronę okazałego dębu. Pod drzewem mieściła się jego nora, w której na strudzonych wędrowców czekał już gorący posiłek. Małżonkowie z apetytem zajadali zajęcze specjały: kapustę z jabłkami, zupę szczawiową, a na deser marchewkowe ciasto. Dzieciątko również było szczęśliwe, że mamine mleko smakuje tak wybornie. Po obfitej kolacji Święta Rodzina pięknie podziękowała płochliwemu gospodarzowi, który na drogę zaopatrzy] jeszcze swoich gości w jęczmienne placki z masłem.

     Od miasta dzieliły ich jeszcze kilometry zdradliwych ostępów. Maryja bardzo bała się tych dzikich rejonów, bo niewiadomo było, co za niebezpieczeństwa mogą tam czyhać na jej Syneczka. Podążała jednak dalej za swoim ukochanym mężem i po cichutku powtarzała za nim słowa modlitwy. Wtem ze splątanych zarośli wyciągnęły się czyjeś kosmate ręce. Najwyraźniej chciały porwać Maleństwo! Św. Józef zasłonił sobą żonę i Dziecko lecz łapska oplotły go i odrzuciły w zaspę. - Ratuj nas dobry Boże! - zdążył krzyknąć zapadając się w śnieg. Wtedy stało się coś nieprawdopodobnego. Z głębi lasu dało się słyszeć donośne wycie i nagle na pełznące ręce rzuci] się srebmoszary wilk. Zakotłowało się, zamieszało, a śnieżne kłęby przysłoniły walczące zwierzę. Po chwili wszystko ucichło. Na małej polance został jedynie wilk i Święta Rodzina. Zwierzę wyciągnęło św. Józefa z zaspy, polizało mu twarz, otarło się o nogi Maryi, a na koniec obwąchało Dzieciątko. - Odprowadzę was do granic miasta. Przy mnie nic wam nie grozi. Musimy się jednak spieszyć, bo o świcie muszę być w domu - wilk posadził sobie na grzbiecie Maryję z Niemowlęciem i Józefa, po czym pędem ruszył w stronę, gdzie drzewa wyraźnie zaczęły się przerzedzać. Czas podróży minął bardzo szybko. Nie wiadomo kiedy Święta Rodzina znalazła się u bram miasta. Pięknie podziękowała wilkowi i pozdrowiła cały las, który okazał się im przyjazny i pomocny.

     O brzasku Maryja z Józefem przekroczyli próg świątyni i z radością ofiarowali swojego Syneczka Panu Bogu.

     Porozmawiajmy...

     Czy dziękujesz Panu Bogu za swoich bliskich?
     Czy siedząc w swoim domu myślisz czasem o tych, którzy nie mają gdzie spać, nie mają co jeść, nie mają ciepłych ubrań?
     Dlaczego leśne zwierzęta pomogły Świętej Rodzinie?
     Jakie cechy mają niedźwiedź, zając, wilk? Czego można się po nich spodziewać człowiek? A jakie okazały się w bajce?
      Czasami oceniamy inne osoby po wyglądzie i zachowaniu tak naprawdę ich nie znając. Pamiętajmy, że nasz osąd może być dla kogoś krzywdzący.

EP


Baśnie. Wielka księga Baśnie. Wielka księga
Praca zbiorowa
Oto największy skarb dziecięcej biblioteczki. Skarb pełen czarodziejskich baśni z całego świata. Wspaniały pomysł na prezent! Zbiór baśni, który będzie towarzyszyć dziecku przez lata.... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 Ashley: 29.09.2014, 20:57
 No spoko. Bratu się spodobało sama nawet z chęcią przeczytałam :3
 kasia: 09.06.2014, 21:26
 Fajne opowiadanie :-)
 Anabella: 18.03.2010, 22:17
 Bardzo fajne;) Wykorzystamy je jutro z klasą na modlitwie w szkole, robiąc na jego podstawie krótką scenkę;)
 weronika: 22.08.2009, 11:59
 fajne opowiadanie:)
 
(1)

Autor

Treść




Poprzedni[ Powrót ]Następny
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej