Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna i Tomasz Jarosz
Przeczytaj tę książkę! Być może znajdziesz tu odpowiedzi na swoje pytania, a przedstawione rady pomogą Ci wybrnąć z sytuacji w jakieś się znalazłeś.... » zobacz więcej
Na drodze donikąd

Opowieść o dziewczynie, która dobrze zaczęła, ale uległa.

     Julia wygląda naprawdę ślicznie, gdy się śmieje. Jej uśmiech rozjaśnia całą twarz, na policzkach powstają dwa dołki, a zielone oczy błyszczą radośnie. Jednak są chwile, gdy jej wzrok staje się smutny, a ramiona opadają - nadal jeszcze przeżywa bolesny cios, którego doznała.

     Kiedy dorastałam, nie musiałam się o nic martwić. Z rodzicami wszystko się układało, byłam pewna siebie i byłam pewna swojej wiary. Wiedziałam, że są rzeczy, których po prostu nie należy robić.

Byłam zaangażowana we wspólnocie młodzieżowej, miałam przyjaciół, uprawiałam sport, a szczególnie lubiłam piłkę nożną. Niski wzrost nie przeszkadzał mi w twardej grze i byłam na tyle dobra, że przyjęto mnie do drużyny, która zdobyła mistrzostwo szkoły.

     Wydawało się, że szczęśliwe, wolne od trosk życie Julii stało się jeszcze piękniejsze, gdy przeszła do trzeciej klasy ogólniaka i poznała Konrada.

     Na początku naszej znajomości wszystko wydawało się takie wspaniałe. Dużo ze sobą rozmawialiśmy, wygłupialiśmy się i potrafiliśmy ograniczyć fizyczna bliskość. Moi rodzice lubili Konrada, co było dla mnie ważne.

     Później zaczął być wobec mnie zaborczy. Był zazdrosny o piłkę nożną, o moją rodzinę i znajomych. Pragnął być w centrum mojego życia i zaczął mną manipulować. Stał się bardzo sarkastyczny i wyśmiewał moje religijne przekonania. Zaczął kwestionować wszystko, w co wierzyłam. Dobrze wiedział, jakie struny pociągnąć, i w końcu zdominował moje życie.

     Kiedy nadeszło lato, byliśmy ze sobą cały czas. Szliśmy do jego domu (lub do mnie), gdy nasi rodzice byli nieobecni. Zawsze gdy byliśmy razem, powoli przesuwaliśmy granicę bliskości fizycznej.

     Zły ruch

     Pewnego dnia, kiedy byliśmy sami, rzucił mnie na łóżko, nie zwracając uwagi, gdy mówiłam, że nie chcę współżyć. Powinnam go wtedy odepchnąć i uciec, ale tego nie zrobiłam. Przypominam sobie, że pomyślałam: "Jeśli pozwoliłam mu posunąć się tak daleko, nie mam teraz prawa go zatrzymywać".

     Zrobiliśmy to, lecz później czułam się okropnie. Przecież zawsze sobie mówiłam, że pozostanę dziewicą do czasu małżeństwa.

     Od tego czasu Konrad oczekiwał, że Julia będzie zawsze mu uległa.

     Dzisiaj wiem, że jeśli zrobisz coś złego, a później pragniesz przestać, możesz to zrobić .Jednak wtedy tak źle myślałam o sobie, że uważałam: Muszę zostać z Konradem, ponieważ żaden inny chłopak nie zainteresuje się mną.

     Rodzice widzieli, że jestem przygnębiona i starali się ze mną rozmawiać. W końcu zabronili mi widywania się z Konradem. Jednak w tym czasie on miał już nade mną taka kontrolę, że zignorowałam polecenie rodziców. Pomimo ostrzeżeń, w dalszym ciągu potajemnie się z nim spotykałam.

     Po świętach Bożego Narodzenia, gdy Julia była w ostatniej klasie ogólniaka, przyjaciółka powiedziała jej:

     - Julia, dzieje się coś beznadziejnego! Zawsze byłaś taka szczęśliwa, uśmiechnięta, pełna życia. Nigdy nie robiłaś niczego złego. A teraz stale chodzisz przybita. Wegetujesz jak roślina. OBUDŹ SIĘ!

     Słowa Marty uderzyły mnie celnie! Dodała mi odwagi, której potrzebowałam by zerwać.

     Nieoczekiwany zwrot

     Julia szła w dobrym kierunku... dopóki nie zgodziła się iść z Konradem na studniówkę. Natychmiast znalazła się na tej samej emocjonalnej huśtawce. Dwa tygodnie później zaszła w ciążę.

     Nigdy wcześniej nie stosowała środków antykoncepcyjnych.

     Zawsze miałam fart. Nigdy nie sądziłam, że to ja mogę zajść w ciążę. Potem za bardzo się wstydziłam, żeby powiedzieć o tym rodzicom. Wiedziałam, że ich zawiodłam, bałam się ich zranić i zrujnować ich życie.

     Razem z Konradem postanowiliśmy: aborcja. Wiedziałam, że we mnie jest nowe życie, lecz nie myślałam o dziecku. Byłam niespokojna o moje życie i bałam się poświęcenia, gdybym zdecydowała się na dziecko.

     Odłożyłam zabieg na trzy dni przed wyjazdem na uczelnię. Kiedy przyjechałam do szpitala, okazało się, że popłatałam daty - miałam przyjść następnego dnia. Nie mogłam przyjść nazajutrz, więc byłam naprawdę załamana.

     Siedziałam w poczekalni rozmyślając: "Jak zachowaliby się rodzice, gdybym im powiedziała? Chyba nie przestaliby mnie kochać... Jeśli dowiedzieliby się, że usunęłam ciążę, to by ich zabiło.

     W końcu wstałam i podjęłam decyzję. "Nie mogę tego zrobić!"

     Lekarka w poradni była beznadziejna! Zachowywała się tak jak bym marnowała jej czas. Wystawiła mi rachunek za wizytę.

     Trudna przyszłość

     Konrad był wściekły, gdy dowiedział się, że Julia nie usunęła ciąży.

     Był to początek naszego końca. Musiałam o tym wszystkim powiedzieć rodzicom, ponieważ oczekiwali, że wyjadę na uczelnię. Mama dostała histerii.

     - Jak mogłaś mi to zrobić? - krzyczała.

     Zwątpiłam we wszystko, gdy jej twarz wykrzywił gniew.

     - Ty...ty nie jesteś dziewczyną, którą wychowałam!

     Tata starał się załagodzić sytuacje. Powiedział:

     - Julia, popełniłaś błąd, ale nadal jesteś nasza córką! - Jego słowa wiele dla mnie znaczyły.

     Po pewnym czasie mama pogodziła się z ciążą Julii. Wiele problemów wynikało z tego, że rodzicom powiedziała o wszystkim trzy miesiące po tym, jak zauważyła, że jest w ciąży.

     Kiedy mam zaakceptowała moja sytuację, naprawdę mi pomagała i okazywała wsparcie. Nakłoniła mnie nawet, żebym zrobiła rozeznanie na uczelni. Zapisałam się, pomimo, że rok już się zaczął.

     Mama również znalazła chrześcijańską agencję adopcyjną, która szukała domów zastępczych, w których kobiety w ciąży mogły poczekać do chwili narodzenia dziecka. Później przeprowadziłam się do jednego z nich i codziennie wieczorem rozmawiałyśmy z mamą przez telefon. Pod koniec ciąży byłyśmy sobie naprawdę bliskie.

     Następne miesiące były najbardziej samotnym okresem w życiu Julii. Ojciec często zapraszał ją na śniadania, ale dziewczyna unikała dawnych znajomych i nawiązywania nowych znajomości na uczelni. A Konrad? Przestał się z nią widywać.

     Ale Bóg był blisko. On nigdy nie odszedł ode mnie, nie zostawił mnie samej. Im bardziej pogłębiała się moja więź z Chrystusem, tym bardziej pomagał mi dojrzeć sprawy, które powinnam była zauważyć dawno temu. Odkryłam, ze Konrad traktował mnie nieuczciwie i zrozumiałam, jak niezdrowe były nasze kontakty.

     Szukałam Bożej pomocy i prosiłam o przebaczenie. Szczerze pokutowałam - żałowałam nie tylko tego ze pogmatwałam sobie życie, lecz także, że zawiodłam Boga.

     W mojej więzi z Chrystusem zaszła tak radykalna zmiana, że czułam się zupełnie inną osobą! Z jednej strony byłam naprawdę samotna, ponieważ nadal wstydziłam się kogoś spotkać, nawet Martę. Z drugiej strony, spędzałam wiele czasu z Bogiem, czytałam Biblię i modliłam się.

     Rozstane drogi

     Julia musiała podjąć trudną decyzję: zatrzymać dziecko czy oddać je od adopcji. (...)

     Moje dziecko powinno mieć matkę, która byłaby w domu, by się nim opiekować. Pragnęłam, aby oprócz matki miało i ojca. (...)

     W końcu tata powiedział: Chcę żebyś wiedziała, że będę cię wspierał bez względu na to, co postanowisz. Jednak wydaje mi się, że adopcja byłaby najwłaściwszą decyzją. Wiem, że myślisz o swoim dziecku, lecz ja martwię się o moje dziecko. Czy naprawdę jesteś gotowa już teraz zostać matką? - Szczerość taty bardzo mi pomogła.

     Zaczęłam przygotowania do adopcji.

     Ostatni akt

     Julia opisuje swój pobyt w szpitalu jako trudny. Miała długi i ciężki poród. (...)

     Następnego dnia, po spędzeniu około dwudziestu minut z dzieckiem, Julia opuściła szpital. (...)

     Później już nic nie pamiętam, prócz tego, że leżałam na kanapie z głowa w kolanach mamy płakałam. Trwało to dwa dni. Nie wiedziałam, że można tak płakać. (...)

     Julia przyłączyła się do grupy, mającej na celu pomagać naturalnym matkom, i wszystkie swoje zajęcia planuje tak, żeby móc uczestniczyć w spotkaniach. Czasami dopadało ją tak silne pragnienie potrzymania swojego dziecka, że aż drżała cała. Jednak powoli wróciła do siebie. Julia jest teraz mężatką i mamą rocznego chłopca. Wraz z mężem są bardzo zaangażowani w swoim kościele.


S.Shellenberger i G. Johnson


Złota rybka Złota rybka
Klasyka światowa to seria dla najmłodszych czytelników. Znalazły się w niej opowieści, które powinno poznać każde dziecko. Złotą rybkę znają dzieci na całym świecie. Jej historia towarzyszy im przez całe dzieciństwo. Dzięki niej wiemy, że bogactwo szczęścia nie daje. ... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 Jo: 29.10.2016, 17:39
 A co powiecie o chłopaku? Dlaczego potępia się tylko kobietę? Aby powstało dziecko potrzebne są dwie osoby. Gdzie odpowiedzialność faceta? Może trzeba zacząć edukować młodych mężczyzn że mają szanować swoje koleżanki a nie ciągnąć do łóżka.
 Ewelina : 21.05.2013, 23:03
 to świadectwo jest całkiem znajome Poczatek taki sam ale juz koncówka inna Ja mam przy sobie dzieci i jestem sama Borykam sie z brakiem pracy, ponowny zwiazek z kims jest nierealny, a moja relaca z Bogiem nie taka jak powinna byc Czuje ze krece sie w kólko Marnuje czas...
 Karola : 07.06.2012, 13:10
 Nie możemy sądzić tej dziewczyny !!! postawmy się na jej miejscu. Ja sama wiele się nad tym zastanawiałam i nie umiem sobie odpowiedzieć na proste pytanie Co bym zrobiła na jej miejscu ?? - spróbujmy sobie sami odpowiedzieć , a potem ją oceniać .. ja dziękuję bardzo za to piękne świadectwo, że mimo to co zrobiła umie o tym powiedzieć na forum !!!
 Świątynia Boga: 13.04.2011, 22:28
 Moi Mili..zwłaszcza 'Przypadkowa Czytelniczko' Asiu, czemu generalizujesz? Fakt, że opisana sytuacja dotknęła Cię osobiście nie znaczy, że za sprawą tego - opowiadania - powinnaś osądzać tych, których nie znasz. Też można powiedzieć, że jest wiele matek, które urodziły 'z zaskoczenia' i nie potrafiły wychować dzieci. Np. podrzuciły rodzicom, nie darząc dziecka uczuciem macierzyńskim. Dziecko w takim układzie zaczyna postrzegać matkę jako starszą siostrę..Bycie biologiczną matką wcale nie świadczy o uczuciach macierzyńskich. Wiele biologicznych matek zabija swoje dzieci i wieele z nich nie jest katoliczkami. Z tego wszystkiego J E Z U S nas rozliczy. Z ojcami porzucającymi matki z ich dziećmi na czele. Bóg daje życie i Bóg je odbiera. Józef nie był biologicznym ojcem Jezusa, a okazał się być wspaniałym, opiekuńczym ojcem, choć z początku chciał Ich(Marię i Poczęte Maleństwo) porzucić, jednak Bóg powołał go do ojcostwa. Niezbadane są wyroki Boskie:" Nie sądźmy, a nie będziemy sądzeni". Bóg jeszcze nikomu nie zakazał chodzenia do kościoła. Jezus przychodzi do chorych, a nie do zdrowych...
 Przemo: 01.01.2011, 21:30
 To opowiadanie ma być przestrogą, aby w życiu kierować się duchem, nie spodniami. Nie roztrząsajcie, czy postąpiła dobrze czy źle, ważne byście Wy nigdy nie znalazły się w podobnej sytuacji. Dbajcie o siebie kochane Siostry ;), nigdy nie dajcie się oszukać.
 asia: 28.12.2010, 08:15
 To wszystko jest popieprzone. Jak można pochwalać coś takiego? Dziewczyna porzuciła własne dziecko, a teraz udziela się w kościele, wzorowa katoliczka, święta krowa! Ciekawe co powie jej syn jak się dowie w przyszłości, że porzuciła jego brata? Moją matkę też zostawił facet (ojcem go nie nazywam) kiedy była ze mną w ciąży i jakoś mnie nie oddała, wychowała, skończyłam studia, daję sobie radę w życiu, może nie chodzę co nidziela do kościoła, współżyłam przed ślubem, ba, nawet zaszłam w ciążę przed ślubem, ale dziecka w życiu bym nie oddała! Teraz mam męża, wspaniałego synka i jestem szczęśliwa, nie wiem, jak ona może patrzeć na swoje dziecko, wiedząc, że gdzieś tam żyje to pierwsze...takie jest wasze wychowanie katolickie???Pytam się? Dla dziewczyny ważniejsza jest reputacja, żeby nie pomyśleli, że jest dzi..ką, dlatego decyduje się na aborcję, albo oddaje dziecko. To jest dla dobra dziecka? Chyba jej dobra, ciekawe, czy owo dziecko będzie jej kiedyś wdzięczne, że je oddała. I jeszcze mamy pochwalać, że dobra decyzja, mogła przecież na śmietnik wyrzucić...naprawdę brak słów...weszłam na tę stronę przypadkiem i widzę, że hipokryzja katolików, o której tyle się mówi, rzeczywiście jest faktem...wiecie co, znam wiele dziewczyn, które nie mają ślubu kościelnego, zostały młodo matkami, nie chodzą do kościoła, albo nawet są niewierzące, ale nigdy nie przeszłoby im przez myśl zabić dziecko albo je oddać....
 Gosia: 27.12.2010, 15:56
 Ale co jest dobrego w tym artykule????? Zrobić połowę dobra to jakby nie zrobić go wcale. Oddała dziecko! Czy obawiała się że z dzieckiem jej ludzie nie zaakceptują? Wybrała swoje dobro, egoistycznie. Mój znajomy został adoptowany przez kochającą się rodzinę. Tylko że kiedy miał 10 lat ojczym umarł, a przybrana matka nie umiała się nim zająć sama, więc chłopak został pozostawiony sam sobie. I tak dorósł. Szukał wsparcia i miłości...ale go nigdzie nie znalazł, a teraz już chyba nie umie ich przyjąć. Dlaczego biologiczna matka go porzuciła????? Czy była pewna że inni dadzą mu miłość? Nie dali! Na chłopaka żal patrzeć. Pochwalić adopcję mogą tylko Ci którzy nigdy nie zostali porzuceni. To nie jest mniejsze zło. To jest egoistyczne wybranie swojej wygody kosztem bezbronnego dziecka. Jeśli Julia i jej mąż są zaangażowani w kościele, jeśli kościół to akceptuje, to gdzie jest nasza wiara???????
 Tomek: 06.10.2010, 21:20
 Ale Bóg mówi jasno w dekalogu co mamy czynic!
 Kasia: 06.10.2010, 20:25
 Nie sądźmy, a nie będziemy sądzeni... Wiem, łatwo przytaczać słowa ale Bóg przecież ma swoją logikę, wie lepiej co dla nas najlepsze i z największego zła potrafi wydobyć dobro;) Z Bogiem;)
 Anetta J. Michel: 12.04.2010, 14:27
 Problem nie polega na tym, że pojawiło się dziecko (a co się właściwie miało pojawić - dinozaur?), ale na tym, że zrobiła to nie chcąc tego, że niepotrzebnie "mędrkowała", złamała siebie samą, bo bała się, że nikt jej nie zechce, bo inni ją "zaprogramowali" na to, że ma zawsze karać siebie i zawsze robić to, czego życzą sobie ci bezczelniejsi.
 Agnieszka: 08.04.2010, 02:03
 Decyzja rozsądna, ale myślę, że powinna wychować dziecko....
 Nauczyciel : 07.05.2009, 15:40
 Nie chce mi sie tego czytać ;P
 nie ja: 16.02.2009, 14:10
 ile jest takich dziewczyn duż może się mylę zło jest straszne i tak niszczy BOŻE RATUJ LUDZI PRZED ZGUBĄ wieczną zgubą
 Ania: 13.01.2009, 22:30
 Z dwojga złego wybrała "mniejsze zło"... dziecko żyje i ma kochających rodziców... nie wylądowało w śmietniku dlatego, że zostało usunięte jak jakiś niepotrzebny śmieć
 ania: 31.12.2008, 13:55
 zastanówcie się:czy można oceniać i krytykować osobę, której się nie zna? bazując na jednym opowiadaniu?czy uważacie, że dziewczyna nie przemodliła tej sprawy, nie wzywała Boga miliardy razy, by jej pomógł?nie możemy oceniać jej decyzji w związku z dzidziusiem.Dała mu nową piękną rodzimę, dała ciepło obojga rodziców, którego mogłoby nie doświadczyć u boku samotnej matki. Skoro modliła się do Boga, to wierzę, że jej decyzja była przez niego pobłogosławiona.
 angel: 16.04.2008, 14:10
 To opowiadanie jednak uczy czegoś bardzo ważnego... Nie bójmy się mówić NIE zanim będzie za późno. Julia nie była jeszcze gotowa, aby zostać matką. Najważniejsze, że dziecko się narodziło, a Julia mimo, że upadła rozpoczęła nowe życie. Dziewczyny pamiętajcie nie pozwólcie sobą manipulować! Macie swój rozum! A jeśli chłopak chce czegoś więcej to znaczy, że wcale tak naprawdę nie kocha, bo gdyby kochał to szanowałby wasze wybory.
 dziewczyna: 16.03.2008, 23:10
 łatwo jest oceniać innych, ja pewnie bym wychowała swoje dziecko, nie oddałabym do adopcji, ale przecież Bogu dziękować ze nie usunęła ciąży, ze dziecko nie wylądowało w śmietniku jak to sie często zdarza, nieraz naprawdę gorzko płacimy za swoje błędy...
 Klarysa: 04.03.2008, 23:36
 niby taka dobra a jednak porzuciła dziecko, ojciec taki trskliwy jednak nie zaproponował córce wychowac jej dziecka.. to straszne..................
 Alicja: 02.03.2008, 14:23
 ...nie wiem jak mozna zostawić swoje dizecko.. zdołowało mnie to ... eeehhh :(
 
(1)

Autor

Treść




Poprzedni[ Powrót ]Następny
Daj plusika:
[ Strona główna ] Drukuj Wyślij
Trudna miłość. Jak pokonać kryzys? Trudna miłość. Jak pokonać kryzys?
Tonino Cantelmi, Rachele Barchiesi
Dlaczego zbudowanie stałych i silnych związków uczuciowych wydaje się dzisiaj bardzo trudne czy wręcz niemożliwe? Jakie są przyczyny kryzysu panującego w relacjach międzyludzkich? Autorzy niniejszej książki starają się ukazać te przyczyny. Chcą pomóc Czytelnikowi, zwłaszcza młodemu, w budowaniu trwałych relacji z innymi ludźmi.... » zobacz więcej
Zakochanie… i co dalej? Zakochanie… i co dalej?
Jacek Pulikowski
Książka ta jest pierwszym krokiem do szczęśliwego małżeństwa. Pomyśl o radosnym czasie zakochania, chodzenia ze sobą, narzeczeństwa i nie zmarnuj go! Wykorzystaj cenne wskazówki autora dla dobra twojego i przyszłego współmałżonka... » zobacz więcej
O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2011 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej