Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Przypowiastka o rzeźbiarzu

     Żył niegdyś artysta, który potrafił dłutem wyczarowywać z drewna przepiękne rzeźby. Powiadają, że swój niezwykły kunszt zawdzięczał temu, że potrafił rozmawiać z drewnem, które obrabiał i rozumiał mowę każdego drzewa. Miał ogromny pałac, a w nim wiele przepięknych posągów. Pewnego razu postanowił wyrzeźbić dwie figury przedstawiające postacie ludzkie. Snycerz miał w zapasie sporo kawałków drewna lipowego, które musi schnąć przez długi czas, aby można było wykonać z niego prawdziwe, nawet najbardziej misterne arcydzieło. Poszedł więc do szopy i wybrał dwa okazałe kloce, pochodzące z jednego drzewa, jednak z dwóch różnych gałęzi - wyrastających - jedna z prawej, druga z lewej strony pnia stuletniej lipy. Zaniósł je do pracowni, ustawił na stole warsztatowym nieopodal okna, zgromadził potrzebne narzędzia: noże snycerskie, toporek, dłuta i knyple, narysował projekt i przystąpił do pracy. Najpierw zamierzał obrabiać kloc z gałęzi prawej. Dotknął go dłońmi, przymknął oczy i wsłuchał się w mowę drewna. Było delikatne i jakby łagodne w dotyku, więc w wyobraźni dojrzał ukrytą w jego wnętrzu figurę niewieścią.

     - Z ciebie wyrzeźbię piękną kobietę odzianą w długą suknię, jakby poruszoną podmuchem wiatru. Będzie miała śliczne, skręcające się w loki włosy i delikatną twarz. Jej usta rozchyli uśmiech. W dłoniach będzie trzymać rozkwitłą różę.

     - Mam nadzieję, że dłuta będą posłuszne w twoich dłoniach i wyczarują ze mnie wszystko, co pragniesz. Nie wiem, jak będzie wyglądała ta rzeźba, wszak nie mam oczu i nie widzę narysowanego projektu, ale wierzę, że zamienisz mnie, prosty, ordynarny pień w prawdziwe arcydzieło, które przez wieki będzie cieszyć ludzkie oczy i wielbić Stwórcę. By ono powstało, ja -zwyczajny brzydki kloc muszę umrzeć, bo musisz wyciąć i wydłubać ze mnie wszystko, co zbędne, aby wyczarować wymyślony przez siebie kształt - odparł Prawy Kloc. - To pociągnie za sobą wiele cierpienia, jesteś na to przygotowany? Każde arcydzieło rodzi się w cierpieniu, w trudzie, wyrzeczeniach. By powstało, trzeba złożyć ofiarę nie tylko trudu, ale i poświęcić wiele czasu. Nieśmiertelność ma swoją wyjątkową cenę - jest nią przede wszystkim cierpienie. Może upłynie wiele miesięcy, albo nawet lat mojego życia, zanim osiągnę to, co zamierzyłem.

     - Trudno, jeśli to konieczne, zniosę chętnie, bo ty także musisz z wielu rzeczy zrezygnować, abym z surowego kloca stał się rzeźbą, która będzie zachwycać swą formą i kunsztem artysty tych, którzy na nią spojrzą. Tylko arcydzieła są nieśmiertelne, a ja chcę być nieśmiertelny. Odrzucisz ze mnie to, co zbędne, zostawisz to, co będzie rzeźbą i tak stanę się nieśmiertelny - nie ja, Kloc Prawy, a ja - rzeźba, twoje arcydzieło. Nie będę tym samym, czym jestem teraz, bo wiele jest we mnie tego, co jest zbyteczne, co zasłania sobą to, co drzemie w moim wnętrzu - powstałe w twoich marzeniach arcydzieło. To, co marne, byle jakie i nic nie kosztuje, nie może być nieśmiertelne. Zatem - mistrzu czyń swą powinność - odszukaj we mnie twoje arcydzieło, które nie może ujrzeć światła dziennego bez twojego dłuta, bez twego wysiłku i poświęcenia. Bez ciebie będę jedynie bezwartościowym klocem, nadającym się jedynie na spalenie. Jeśli ty weźmiesz mnie w swoje ręce, stanę się nieśmiertelny jako realizacja Twojego planu.

     - Doskonale to rozumiesz, Prawy Klocu. Jesteś gotów na wspólny wysiłek, by zrealizować mój projekt? Bez ciebie, bez twojego podporządkowania się, moje wysiłki będą daremne.

     - Wiem, mistrzu! Zatem - do dzieła!

     Artysta uśmiechnął się do Prawego, pogłaskał okorowany kloc i zaczął realizować swój zamysł. Drewno poddawało się jego dłutom. Nieraz wydało jęk, podobny do tego, jaki wydobywa się z piersi cierpiącego człowieka, często z jego " ciała" wydobywał się suchy trzask, jak okrzyk bólu, jednak było posłuszne, dlatego wkrótce nabrało kobiecych kształtów, coraz bardziej doskonałych z każdym uderzeniem knypla, więc z dnia na dzień subtelniejszych. Artysta nie opuszczał warsztatu od świtu do nocy, ale praca sprawiała mu radość, gdyż widział jej doskonałe efekty - dokładnie takie, jakie sobie wymarzył. Nadspodziewanie szybko Prawy Kloc zamienił się w zaprojektowany posąg pięknej młodej kobiety. W końcu nadszedł dzień, w którym snycerz zmierzył dokładnie wzrokiem każdy szczegół wytworu swych rąk i zadowolony z efektów pracy stwierdził, że posąg jest dokładnie taki, jakim go widział w wyobraźni, zanim po raz pierwszy wziął do ręki dłuto i knypel.

     - Już nie jesteś Prawym Kocem, bezkształtnym i niczym nie wyróżniającym się od innych, a rzeźbą, której nadam imię Urzekająca, bo zachwyciła moje oczy. Jesteś moją radością i dumą. Zobacz w zwierciadle, jakże jesteś piękna! Jako rzeźba Prawy Klocu masz przecież oczy i możesz porównać, kim byłeś kiedyś, spoglądając na ten drugi, jeszcze nie obrobiony kloc, a kim teraz.

     To mówiąc sięgał po lustro i pozwolił się w nim przejrzeć Urzekającej.

     Prawy Kloc, który w rękach artysty zamienił się w piękną figurę, zatrzeszczał z radości. Drewniane serce Urzekającej wypełniło się miłością do twórcy.

     - Byłem pewnie jak tamten kawał drewna, a teraz kimś nieco podobnym do ciebie, mojego twórcy, choć przecież nie jestem mężczyzną jak ty. Jestem zatem dzięki nieprzeciętnemu kunsztowi twoich rąk figurą nieśmiertelną dzięki piękny, jakie ze mnie wydobyłeś. To wszystko zawdzięczam tobie. Będę przez wieczność mojego trwania kontemplować w ciszy twoją mądrość i podziwiać kunszt.

     Zakończywszy wszelkie prace związane z rzeźbieniem Urzekającej, artysta przystąpił do prac związanych z drugim, Lewym Klocem. Swoim zwyczajem zanim po raz pierwszy przystąpił do uderzenia knyplem, dotknął dłońmi kawałka drewna. Przymknął oczy. Drewno pod jego palcami było w dotyku zupełnie inne, niż poprzedni fragment tego samego drzewa lipowego. Było twarde, spięte, jakby krnąbrne i nieprzyjazne. Zobaczył oczyma wyobraźni zaklętego w nim nieustraszonego mocarza. Umyślił zatem sobie, że nada mu kształt silnego, pięknego mężczyzny - rycerza.

     Jakże jednak inaczej wyglądała jego praca nad tym posągiem. Drewno było twarde jak stal, jakby pochodziło nie z pnia lipy, jak poprzednie, ale dębu, co niezmiernie zdumiało snycerza. Było też milczące, zacięte i nieskore do rozmowy jak obrażony albo wypełniony pychą człowiek.

     - Nie po to wybrałem cię u drwala i nie po to wykupiłem od niego, byś stał i próchniał. Zamierzam z ciebie stworzyć figurę równie piękną, jak Urzekająca, więc mi nie przeszkadzaj.

     - Zobaczymy, czy zdołasz! Jestem doskonały taki, jaki jestem i nie pozwolę cokolwiek w sobie zmienić. Nie obchodzą mnie twoje plany. Mam swoje i swoją wizję nieśmiertelności. Nie pozwolę ci usunąć ani jednej drzazgi z mojego silnego, potężnego ciała - odezwał się milczący dotąd Lewy Kloc.

     - Bez mojej pracy będziesz ciągle Lewym Klocem, zwyczajnym kawałkiem bezkształtnego drewna, podobnego do setek i tysięcy innych, na które pocięto drzewo. W takiej postaci nadajesz się jedynie na opał, a ja chcę dla ciebie zupełnie czegoś innego - nieśmiertelności poprzez to, iż ukształtuję cię według mojego projektu w piękną rzeźbę mężczyzny, która będzie skupiać na sobie wzrok wszystkich zwiedzających mój pałac.

     - Już ci powiedziałem, że nie pozwolę, byś cokolwiek zmienił w mojej dotychczasowej formie, bo jestem idealnie piękny w swojej surowości.

     Rzeźbiarz jednak, nie zważając na upór kloca, przystąpił do jego obróbki, ale drewno rzeczywiście stawiało upór. Artysta pracował wytrwale, próbując wydobyć z kloca upragnioną formę. Mijały kolejne dni, tygodnie, a końca pracy nie było widać. Z każdym uderzeniem knypla w dłuto spadał jakiś wiór, ale ciągle był to bezkształtny, brzydki kawałek drewna, w niczym nie przypominający postaci mężczyzny. Była to jakby walka między twórcą a materią.

     - Daremny jest mój wysiłek z powodu twojego uporu. Skoro nie chcesz być dziełem sztuki, będziesz drewnem opał - zawołał snycerz i sięgnął po toporek. Wkrótce uparty Lewy Kloc zamienił się w stertę kawałków nadających się do pieca, a artysta przyniósł z szopy inny fragment lipowego pnia. Tym razem bez trudu wyrzeźbił z niego przepiękną rzeźbę przedstawiającą mężczyznę - rycerza. Posąg był imponujący, dlatego snycerz nadał mu imię "Wspaniały".

     To, jak pewnie zauważyłeś, jest przypowiastka o Stwórcy i człowieku, o Jego planach dla nas na całą wieczność i naszej odpowiedzi na nie. On pragnie ukształtować nas na Swe arcydzieła, ale czy my w tym Mu pomagamy, czy zgadzamy się z Jego wolą?

     Jakim zatem jesteś materiałem w rękach swego Stwórcy? Pozwalasz się kształtować według Jego projektu, by kiedyś w niebie cieszyć się nieśmiertelną radością i cieszyć przez całą wieczność oczy Stwórcy swoim niepowtarzalnym pięknem? A może jednak jesteś "tworzywem" pysznym i krnąbrnym jak Lewy Kloc, który poprzez swe nieposłuszeństwo Snycerzowi zasłużył jedynie na to, by strawił cię wieczny ogień?


Zofia Myślińska ( Magdalena Tarasiewicz)


Tygryskowa szkoła Tygryskowa szkoła
Janosch
"Tygryskowa szkoła" to najnowsza książeczka Janoscha z przygodami Misia i Tygryska. Mali bohaterowie uczą się liter alfabetu oraz dodawania, a do nauki angażują wszystkich swoich przyjaciół... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy


Autor

Treść




Poprzedni[ Powrót ]Następny
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej