Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Miłość jest odpowiedzią

     Niebieskiej Panience...

     Były na spacerze, gdy przechodząc nieopodal karuzeli, nagle usłyszała znajomą melodię... Zatrzymała się i odwróciła głowę... Koło karuzeli obracało się równym tempem... "O, to ta piosenka" pomyślała, dawno jej nie słyszała. Angels are crying. We can be better... Love is the answer... rozbrzmiewało z głośnika echem i gładko płynęło na wysokości gór... Love is the answer... gdyby to było takie proste - pomyślała - "Miłość" ale gdzie jest...? A gdyby tak cofnąć czas? Tak zakręcić kołem i pstryk! Dokładnie tak, jak zrobił to Anioł w teledysku piosenki... Czy coś by się zmieniło? Gdyby zachowała pamięć o tym co było, czego by zaniechała, czego by nie uczyniła, albo wręcz przeciwnie, czy dopełniłaby to, czego brakowało, czego zabrakło... ile by zyskała, a ile straciła... Czy można tak kalkulować? Przecież "Miłością" nie wolno targować... tą zwykłą, ludzką... też. Dlaczego to tak bardzo boli? Love is the answer...Ale gdzie jej szukać...?

     - Mamo, otwórz parasol - usłyszała

     "To deszcz...?" - myślała, że to tylko łzy...

     Każdy kolejny dzień, to strumienie deszczu płynące prosto z nieba. Ludzie mówili, ze takiego czegoś jeszcze tutaj tego nie było... No tak, a miało być pięknie, słonecznie... W życiu nauczyła się przyjmować wszystko... "Biorę wszystko" - powtarzała w trudnych chwilach za św. Tereską. Może nie do końca była przekonana co do tego "wszystko" ale na pogodę i tak w nie miała wpływu, wiec szkoda nerwów..."Widocznie tak jest lepiej... Widocznie tak ma być" - tłumaczyła się... "Też jest pięknie, tylko po prostu inaczej... Tak... deszczowo..."

     Pobliski potok niespokojnie nabierał prędkości i stan wody niebezpiecznie się podnosił. Gdy przechodziła obok niego zawsze przykuwał jej uwagę. "Bystry" był bystry, a nawet za bystry jak na bieżące realia... choć woda nim raczej bystra nie była - spieniona, koloru brunatnego, niczym rozwodniona glina. Z ogromnym impetem, a nawet jakby z nieokiełzaną wściekłością i szalonym nurtem budząc niepokój parła do przodu. "I jak tu teraz iść pod prąd? Nie da rady nawet stać w miejscu, a co dopiero iść po prąd... żywioł sam niesie falą... w takiej sytuacji chyba trzeba przeczekać i wyruszyć, gdy się uspokoi..." - rozważała.

     To był trudny dzień. Właściwie moment krytyczny. Szkoda słów... Nie łatwo mieć dorastająca córkę, nie łatwo... Nie łatwo być mamą. I ta cyganka. Natrętne te cyganki takie... Podała jej monetę, byle odeszła i dała jej spokój... Tak - dla świętego spokoju... Love is the answer... rozbrzmiewa w autobusie. Love is the answer?

     "Uwzięło się czy co? Nie mają tu innych stacji radiowych?" Love is the answer... dudni w sklepowym radio... Znowu pytanie i znowu odpowiedź ...półki w sklepie pełne... pełne siatki zakupów...a tu znowu jakiś żebrak klęczy na ulicy... Krople deszczu niespokojnie spadają na nasyconą już wodą ziemię... "Panie, bądź pochwalony... bądź uwielbiony" wystukuje jej serce, gdy po drodze mija kolejny kościół.

     Pada i pada. Przyzwyczaiły się do tego, tylko Ci biedni ludzie, ich pozalewane dobytki, pozalewane pola, ulice... "Panie, miej ich w swojej opiece..." Przemoknięte buty, mokre ubrania. Pomimo tego czuły, jak odpoczywają. Czasami po prostu szły w milczeniu, a nawet brodziły w wodzie, tak sobie, ot po prostu obok siebie... i było im dobrze. Miały tylko siebie i dni wypełnione po brzegi wędrówkami... wokoło spokój, tylko w sercu gdzieś na dnie tliła się nieokreślona tęsknota...

     Niezauważanie do jej uszu dochodzi subtelny dźwięk... "Co to?" Podchodzi bliżej... to jakaś dziewczynka na ulicy pięknie gra na skrzypach chwytając za serce przechodniów. "Ależ to dziecko jeszcze" pomyślała i wrzuciła jej pieniążek do futerału, chociaż zazwyczaj tego nie robi. Parę kroków dalej klęczy ślepy żebrak na ulicy... Jest tu codziennie. O, co to to nie! Chyba trzeba by mieć worek z pieniędzmi, a przecież jej też często ledwo wystarcza tylko od "10 do 10"... Musi policzyć, na ile jeszcze mogą sobie pozwolić. Tak przecież chciała, żeby te wakacje były udane...

     "Dobranoc Kochanie" szepnęła przykładając głowę do poduszki "Jeszcze tylko trzeba wyłączyć radio - pomyślała - ale po tej piosence..." Love is the answer... We can be better...Love is the answer...

     Po raz kolejny przechodziła tą samą drogą... ON właśnie też przyszedł na to samo miejsce, co zawsze. Gdy go mijała, właśnie się zatrzymał i kładł poduszkę na ziemię. Uklęknął. Prawą wyciągniętą dłonią oparł się na białej lasce jednocześnie trzymając w niej blaszany kubek... Spojrzała w jego oczy... które nie widziały... a jednak... przystanęła i zamarła... Do dzisiaj nie wie, co się stało...

     Co jest? - zapytała ją córka - gdy zobaczyła w jej oczach łzy

     Ruszyła do przodu.

     - Nic... widziałaś tego żebraka?

     - Tak, i co z tego?

     - On jest ślepy...

     - No to co?

     - Żal mi go... bo, on nie widzi. Nawet nie widzi, kto obok niego przechodzi... Można koło niego przejść i nie zostać rozpoznanym... Nie musisz mu nic wrzucić, nie musisz się źle poczuć, bo on Ciebie nie widzi... On tylko klęczy...taki dumny, wyprostowany, całkowicie zdany na laskę i niełaskę. Dumny, a jednocześnie pokorny... Nie wiadomo, co prawda, jakim jest człowiekiem - kontynuowała - Być może, ze jest zwykłym naciągaczem, być może... tak jak wielu... ale przyjmijmy, ze tak nie jest... Być może ON na prawdę potrzebuje pomocy, a nie ma mu kto pomóc... Ciekawe, czy ma rodzinę? Może On nie ma nikogo, albo po prostu nie ma nikogo na kogo mógłby liczyć.. nie ma pracy i nie może jej mieć...

     Nie wiedziała co takiego dokładnie ją dotknęło w tym człowieku...Ale jakoś tak dziwnie w tym momencie poczuła się... NIM... Tak, właśnie NIM...!! To było dziwne uczucie i na dodatek wydawało jej się, ze w jego niewidomych oczach dostrzegła "ten" na wagę złota błękit nieba... czy to możliwe? Tego dnia niebo było niczym szare płótno... Ale jeszcze nie zrozumiała... jeszcze nie widziała... niewidoma ona... Nie, to przecież niewidomy ON! Czyżby...? Od tygodnia nieruchomo klęczał w milczeniu godzinami żebrząc o to, co praktycznie innym zbywało... Codziennie tak samo, nieruchomo i tak samo miał nieruchomy wzrok sięgający, gdzieś za realny horyzont świata... Zastygły, jak bez życia, w tej samej pozycji...a jednak żywy i...prawdziwy. Tyla razy obok niego przechodziła, ale dopiero dzisiaj Go zobaczyła naprawdę.

     - To może wróćmy się i dasz mu pieniądze?

     - Nie, jak będziemy wracać, tak głupio teraz się wracać...

     Sięgnęła do portfela, wyciągnęła monetę... "Jak będziemy wracać, jeśli jeszcze będzie..." pomyślała "Jakie to musi być upokarzające dla tego, który pragnąłby zarabiać, żyć normalnie..." Pomimo, ze był żebrakiem, to w jego postawie było coś królewskiego... Łzy same napłynęły do oczu... założyła na nos okulary przeciw słoneczne, chociaż niebo było pochmurne i ani promyka słońca... Tysiące różnych myśli, które bolały... Czuła się jak dziecko...A gdyby tak do niego podejść i zapytać, zapytać - Kim jest? Czy ma rodzinę? Nie, nie... co by to dało... a może to zwykły naciągacz... zresztą co mogła uczynić, jak pomóc? Przed jej oczami stanęła cyganka i dziewczynka grająca na skrzypcach... "Wiem, ze to może dziecinne, ale Panie, Panie, gdybym mogła Cię o coś teraz poprosić... to proszę Cię o cud...o cud dla niego!!! Proszę Cię tylko za nim, nie za sobą..." I w tym momencie przypomniała sobie słowa Jezusa Nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi! "Panie, nie rozumiem...?" Znowu deszcz. zaczął padać... na jej policzkach, na włosach... wszędzie krople deszczu... a może to łzy?

     Szły w milczeniu zatopione w swoich myślach... Gdy wracały miejsce, gdzie klęczał żebrak było puste... Dziwne ale wiedziała, ze tak będzie... W kieszeni, w zaciśniętej dłoni kurczowo trzymała monetę... "Why you feel so alone... All against the Word...Angels are crying... Czy jest już za późno?".

     Ostatni dzień. Jeszcze spacer ta samą drogą, jeszcze ostatnie zakupy, upominki dla najbliższych... Kościół... może by tak wejść, pożegnać się z tym miejscem, podziękować i poprosić o szczęśliwy powrót... Ale to może potem, później... nie teraz jeszcze...

     Po praz pierwszy od tygodnia żebraka nie było na swoim miejscu... Przez cały dzień miejsce była puste... Może dlatego, ze to była sobota... Nie przyszedł... Moneta niespokojnie zadźwięczała w kieszeni bluzy, pośród innych monet... Jeszcze tylko ostatnie spojrzenie na tę ulicę i wracają...

     - Chcę wejść na chwilkę do kościoła - powiedziała.

     Gdy wchodziły do Kościoła, na krótki moment z ogromnym zapałem zagrzmiały organy... potem nastąpiła cisza... głęboka cisza...

     "Ciekawe czy jest Adoracja", pomyślała... tak bardzo pragnęła ujrzeć Pana w Najświętszym Sakramencie - "Powinna być, powinna być... ale może nie ma..." Nawet tutaj zabrakło jej pewności...Cisza, słychać tylko jej kroki. Drga do tego bocznego ołtarza wydawała jej się strasznie długa... Jeszcze tylko parę kroków... i za filarem w blasku otaczającego złota zobaczyła JEGO... JEST! Poczuła ulgę i spokój... Po prawej stronie ołtarza stał pusty klęcznik... Podeszła do Niego, była tak blisko jak tylko było można... Uklękła i w tym samym momencie ponownie zabrzmiały organy. Muzyka przesiąknięta czułością i prawdziwie niebiańską radością, wręcz jakby z jej nadmiaru przelewała się i rozlewała nad jej głową... Muzyka, jakiej jeszcze nigdy w życiu nie słyszała... Niczym ogień, ogień, który płonął jasnym wielkim płomieniem... Płomieniem który dawał światło, a nie parzył, i który swoją mocą od nowa rozpalał wygasły ogień w sercach... Żar miłosnej tęsknoty i niepisanej radości dotknął jej serca i przepalił je wywołując uczucie dziecięcego zawstydzenia i zażenowania... Każda uwolniona nuta, do granic wytrzymałości przepojona miłością i wiosenną świeżością, płynnymi akordami przepływała przez nią jak krew. "Panie, to ja... przychodzę do Ciebie jak żebrak... spójrz moje ręce są puste, Królu Miłości..." "Jesteś!" usłyszała odpowiedź "Czekałem na ciebie!" ON czekał... pomyślała - Jak to, to ON czekał tutaj na nią, właśnie na nią?! ON, sam Bóg, Król Miłości, rękami człowieka najpierw przybity do drzewa krzyża, a teraz umieszczony w złotej monstrancji na ołtarzu, pokornie czekał na człowieka, niczym żebrak - żebrak ludzkich serc i nędznych, często zbywanych okruchów miłości... ON czekał na nią i szeroko wyciągał ku niej Swoje kochające ramiona, aby przytulić ją do Swojego przebitego Serca i ukoić jej ból... Poczuła sie tak, jakby w jednej chwili znalazła się w objęciach kogoś, kto wyglądał jej całe swoje życie, a jednocześnie oczekując chwili spotkania nie wyliczał jej i nie wypominał straconego czasu i popełnionych błędów... Ona zwlekała, a On przecież miał jej tak wiele do powiedzenia i tak wiele do ofiarowania... Czekał cierpliwie... A teraz, gdy przyszła - to było jak święto! Czy to możliwe, ze ktoś tak bardzo za nią tęsknił ?! Nagle organy zamilkły. Zapanowała cisza, równie piękna jak muzyka, która ją poprzedziła... Cisza, która stała się słodką melodią dla dotkniętego Bożą łaską serca, wyśpiewującego jego własne i radosne Magnificat...

     A potem, kolejne piękne ale już nieco ukojone i pełne słodyczy organowe akordy popłynęły nutą jasną i lekką, otulając czułością swego brzmienia niczym mgła przenikająca światło porannej zorzy budzącego się do życia świata. Jak bardzo tego w tej chwili potrzebowała! Tak, ON zawsze wie, czego jej brakuje i w momencie, kiedy wydaje się, że o niej zapomniał... od nowa zaskakuje SOBĄ... Muzyka ponownie wypełniła cały kościół. Miłość rozlana strumieniem pięknej melodii, wypełniła w jej sercu pustą przestrzeń, zamieniając wyschnięty step w utęsknioną oazę, otworzyła uszy, a jej zamkniętym i chorym oczom, przywróciła wzrok... W jednej chwili, niczym wślizgujący się promień słońca, rozproszyła mroki duszy, a nieuzasadnione lęki zamieniła migocące iskry nadziei. Jak mogła być taka ślepa...? Płakała...Płakała łzami wdzięczności i miłości... Znalazła swoją Perłę... Perłę swojego serca... Błogosławione łzy, które oczyszczają... Błogosławione łzy, które wznoszą na wyżyny Raju w świętym miłowaniu...

     "Miłujcie się wzajemnie, tak jak Ja was umiłowałem... bo nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich, a wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mieście uczynili"

     Nie zatrzymywał jej. W zupełnej ciszy zamknęły za sobą drzwi kościoła... Wzruszenie wypływające z tego niesamowitego spotkania tłumiło słowa. Miała nadzieję, że nie tylko jej serce zostało przeniknięte dotykiem Miłości, która pragnie obdarować Sobą do granic nieskończoności, niczego innego w zamian nie oczekując poza... drobnym gestem potwierdzającym gotowość przyjęcia tego DARU... i odpowiedzi - zwykłego ludzkiego miłowania...

     Drzwi autobusu zamknęły się. "Song of faith you can change... It's not too late... Love is the answer..." "Założę się, ze to znowu RMF FM..." pomyślała uśmiechając się do siebie. Czy będzie potrafiła strzec swojej Perły, pielęgnować ją, radować się nią, a jednocześnie dostrzec jej blask w oczach innych...?

     Deszcz ustał... Gdy zostawiała za sobą górskie pejzaże, pierwszy promień słońca przebijał się przez szare chmury...


Calineczka :)


Baśnie świata. Najpiękniejsza księga Baśnie świata. Najpiękniejsza księga
Praca zbiorowa
Najpiękniejsze, klasyczne baśnie dla dzieci z literatury światowej. W zbiorze znalazły się między innymi: Czerwony Kapturek, Królewna Śnieżka i Siedmiu Krasnoludków. Te bajki powinno poznać każde dziecko.... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 renia;-): 24.03.2009, 17:50
 bardzo piękna i wzruszająca opowieść ;-) wiara czyni cuda
 Justa: 26.08.2008, 23:33
 Śliczne:)Dziękuję:)
 ewa: 26.08.2008, 22:01
 a co zrobić jeśli nie umie sie kochać.....gdzie szukać odpowiedzi
 karol: 25.08.2008, 14:19
 cały czas zastanawiam się czym jest Miłość... to że BÓG mnie kocha to wiem, jak kocha Bóg...? sam kiedyś myślałem że kocham, ale jeszcze NIKT nie dotknął mojej duszy...
 magda1595: 21.08.2008, 15:39
 Panie mój słodki dopomóz w przejsciu drogi chorób i ulecz mnie Panie proszę.....
 Magda: 20.08.2008, 22:32
 Jakbym czytala o sobie...Calineczko BOG ZAPLAC!!!
 mała: 18.08.2008, 10:05
 dziekuję:)
 Beata: 17.08.2008, 12:06
 Dziękuję za to opowiadanie:)
 Marcin: 16.08.2008, 23:25
 Przepiękne opowiadanie! :) Faktycznie, można poczuć się jakby zahipnotyzowanym. Styl Twojego pisania sprawia, że można przenieść się w miejsce akcji, wraz z bohaterami odczuwać emocje, wszystko jest przed oczami. Piszesz ciekawie, skłaniasz do refleksji, ukierunkowujesz na Prawdę... Twój dar do pisania... I dar wiary... są bezsprzeczne... :) piękne, czekam na następne :)
 kasia: 16.08.2008, 15:48
 :)
 magnolia: 15.08.2008, 18:24
 To niesamowite Calineczko:) uwielbiam czytac Twoje teksty.
 Alicja: 15.08.2008, 15:29
 ... kończyłam czytanie już ze łzami w oczach . Bardzo dziękuję
 Agnika: 15.08.2008, 14:17
 Piękne opowiadanie. I mimo, że tyle w nim niezwykłych wydarzeń, czy bardziej przeżyć, wcale nie jest przesadzone. Prawdziwe dla każdego. Gratuluję :-)
 wiatr: 14.08.2008, 22:27
  No wiesz ...Calineczko ... trochę mnie tymi słowami " zahipnotyzowałaś " ; czytając to ...od samego początku ...miałam wrażenie , że " przenoszę" się w inną przestrzeń ...dziwnie mi bliską ...Kim Ty Jesteś ???
 laperle: 14.08.2008, 21:36
 niezwykle wzruszajaca tresc... Adoracja Pana Jezusa jest dla mnie glebokim spotkaniem z Nim Samym...wystarczy byc z Nim.. nie trzeba nic mowic - On wypelnia wszystko Swoja Miloscia ...zalewa nia wszystkie przestrzenie mojego serca... Ta MILOSC tak bardzo mnie przemienia, umacnia i ozywia... Oddycham Nim aby zyc :)
 laperle: 14.08.2008, 21:00
 niezwykle wzruszajaca tresc... Adoracja Pana Jezusa jest dla mnie glebokim spotkaniem z Nim Samym...wystarczy byc z Nim.. nie trzeba nic mowic - On wypelnia wszystko Swoja Miloscia ...zalewa nia wszystkie przestrzenie mojego serca... Ta MILOSC tak bardzo mnie przemienia, umacnia i ozywia... Oddycham Nim aby zyc :)
 ?: 14.08.2008, 21:00
 słowa piosenki sa piekna płetą; *Angels*ogłasza...my możemy być lepsi...MIŁOŚĆ jest odpowiedzią!
 ?: 14.08.2008, 20:52
 Znajomo i prawdziwie: Śpiew wiary Wy możecie zmienić,to nie jest za późno,MIŁOŚĆ jest odpowiedzią! Piekne,wzruszyłam się!
 a.l: 14.08.2008, 19:19
 brzmi tak bardzo znajomo...bo,"Song of faith you can change...It's not too late...Love is the answer..."!...?
 
(1)

Autor

Treść




Poprzedni[ Powrót ]Następny
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej