Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Czy to bajka, czy Nie-bajka...

     Z dedykacją dla Małych Pięknych Owieczek :D

     Za górami za lasami żyła sobie mała Duszyczka, która bardzo pragnęła spotkać Miłość. Pewnego dnia... tak całkiem niespodziewanie i ku własnemu zdumieniu... znalazła Ją! Tak po prostu! Radość Duszyczki była ogromna - zaprosiła, więc swoich przyjaciół, aby z nimi świętować i podzielić się swoim szczęściem. I świętowali wszyscy razem, a radość ich stała się jeszcze większa i większa, bo jak mówi stare przysłowie: radość dzielona - podwójną radością! Od tej pory Duszyczka zapragnęła, aby Miłość nie opuszczała już jej ani na chwilę i tak właśnie było.

     Jednak pewnego razu szczęście zostało zakłócone, bo jak to w życiu - różnie bywa - pojawiły się pierwsze trudności, pierwsze zranienia, rozczarowania, a wraz z nimi pojawił się lęk przed utratą Miłości... Zapłakana i zalękniona Duszyczka postanowiła zwrócić się o radę i pomoc do Mądrości. Tylko, gdzie jej szukać? Uchwyciła w dłoń swój ukochany różaniec, z którym nigdy się nie rozstawała, a do podręcznej torby spakowała całą paletę chusteczek, bo cały czas płakała i płakała...

     Szła bardzo długo. Nie pamiętała już nawet ile to razy słońce na niebie wschodziło, i ile razy zachodziło, aż pewnego późnego wieczora znalazła się na rozstaju dróg, pośród których stał ogromny drogowskaz . Nie mogła jednak na nim dostrzec napisów, bowiem nagle wokół niej zapadły "egipskie ciemności", jednocześnie zamazując wyrzeźbione w drewnie litery. Zdezorientowana Duszyczka nie wiedziała, w którą stronę pójść. W oddali słychać było wycie wilków i wściekłe ujadanie psów. Z zachodu nadciągały czarne chmury, a ostre groty ognia przecinały granatowe sklepienie, tak jakby chciały zapalić sobą cały kosmos i zrzucić go na ziemię niczym płonącą ognistą kulę. Powiało chłodem i grozą. Ciarki przebiegły przez plecy wystraszonej Duszyczki i ostry dreszcz wstrząsnął jej ciałem Poczuła się samotna i opuszczona jak nigdy dotąd...

     "A może zawrócić?" - Pomyślała.

     Pełna lęku obejrzała się za siebie, gdy nagle poczuła na sobie żelazny uścisk "czegoś niewidzialnego", który nie pozwolił jej na uczynienie nawet najmniejszego kroku... Bezsilność, rozgoryczenie i potworny lęk ścisnęły ją za gardło pozbawiając oddechu. Pamięć przywołała bolące wspomnienia i gorycz wypełniła jej serce. Niespodziewanie złość, zazdrość i nienawiść, niewiadomo skąd i nie wiadomo dlaczego, wypełzły z ciemności prosto pod jej nogi, tak, że przewróciła się, a przygnieciona własną bezradnością i rozpaczą nie potrafiła wstać o własnych siłach... Próbowała walczyć, próbowała podnieś się, uciec,... ale pochwycona w zastawione sidła obłudy i zdrady, upadła boleśnie. Nie miała szans, aby się podnieść i wstać... Resztkami sił szamotała się w zimnych i klejących się objęciach zła... Wszystko na nic... !!!! Burza była coraz bliżej i bliżej, a mrok coraz gęstszy... Porywisty wiatr ze spotęgowaną siłą dął jej twarz i sypał piaskiem w oczy. Brakowało jej tchu... gubiła oddech. Niesamowity huk pioruna rozpoławiającego pobliskie drzewo spotęgował w jej sercu uczucie przerażenia, które obezwładniło i sparaliżowało całkowicie jej wolę. Lunął deszcz, a ona cała zabłocona, resztkami sił walczyła o swoje życie... o swój maleńki wewnętrzny płomyk wiary, nadziei i miłości, który czuła, że za chwilkę zgaśnie, niczym zdmuchnięta świeczka... Czuła, że przegrywa i za chwilę straci siły... Ostatnim ruchem przytuliła do serca kurczowo trzymany w dłoni różaniec...

     - Panie... ratuj mnie!!!!!!!!!!!!!!!

     Nagle wszystko ucichło i zamarło, ale ona już tego nie słyszała...

     Gdy się obudziła, wschodzące słońce swoimi promieniami nieśmiało pieściło jej twarz, a swoim ciepłem rozgrzewało jej wychłodzone ciało. Trawa, na której leżała zdawała się jej zastępować miękkie posłanie. Wokoło było słychać radosny świergot ptaków, drzewa łagodnie kołysały się na wietrze, który pieszczotliwie wczesywał się w jej włosy i gładził przybladłe policzki. Zdziwiona zauważyła, że jej dłoń, w której wczoraj trzymała różaniec oplata przepiękny wieniec z wonnych róż... Pełna niedowierzania, czy dobrze widzi, podniosła go do góry - róże w kolorach: biały, bordo, czerwony, żółty i różowy tworzyły najpiękniejszy wieniec na podobieństwo najprawdziwszego różańca! Zachwycona wonią, jaką rozsiewał i jego niezwykłym pięknem, nie mogła oderwać od niego oczu. Nie wie, jak długo tak siedziała zapatrzona i zatopiona w jego różach, gdy nagle usłyszała rozchodzący się w oddali brzmienie kościelnych dzwonów. Jakby przebudzona nagle z pięknego snu, z namaszczeniem ucałowała wieniec i delikatnie odłożyła go na bok. Przetarła opuchnięte od płaczu oczy, usiadła i rozejrzała się wokoło. Nieopodal miejsca, w którym się znajdowała, Duszyczka ujrzała dojrzałe kępki poziomek. Nagle poczuła jak głód ściska jej żołądek. Zerwała parę... zapachniało... Ach, jak bardzo kochała zapach poziomek! Skosztowała... Piękne przebudzenie i aromatyczny smak dojrzałych owoców sprawił, że rozkoszowała się podarowaną chwilą i zapomniała o koszmarnych przeżyciach przebytej nocy. Spojrzała na "różaniec" i przypomniała sobie wszystko od samego początku...Znajdowała się w tym samym miejscu, co wczoraj późnym wieczorem... Rozpoznała to rozwidlenie dróg, na którym się zatrzymała... i drogowskaz. Znajdowała się dokładnie w tym samym miejscu. Podeszła bliżej, aby odczytać napisy. Ale rzecz dziwna - drogowskaz miał tylko jedno ramię, skierowane na wschód, z napisem: ŻYCIE. Pozostałe ramiona były połamane i nieczytelne. Ze zdziwieniem również stwierdziła, że nie ma na sobie ani jednego śladu toczonej wczoraj bitwy, a jej ubranie jest czyste, bez jednej plamy błota... Po krótkim namyśle, Duszyczka wyruszyła w kierunku ->> ŻYCIE. Nieopodal, usytuowana w małym zagajniku, znajdowała się stara kapliczka. Duszyczka pomyślała, że szkoda, iż wczoraj jej nie widziała - mogłaby się do niej schronić. A może to wszystko, to był tylko zły sen? A może teraz też tylko śni? No nie, musi się uszczypnąć, aby sprawdzić.

     - Aucz! - Boli! To znaczy, że nie śpię - pomyślała i po zastanowieniu się, postanowiła jednak ruszyć z miejsca w stronę kapliczki. Z radością zauważyła, że nieopodal kapliczki znajduje się stara studnia. Spragniona dziewczyna chwyciła przymocowana linę i puściła blok w ruch... Blok wydał chropowaty dźwięk, zazgrzytał niczym stare zardzewiałe otwierające się wrota. Podciągnęła wiadro z wodą do góry... i zanurzyła w niej swoje dłonie... Woda była przejrzysta niczym kryształ, a jej chłód dziwnie spotęgował pragnienie... Woda... Czysta źródlana woda... i jej pragnienie palące jak ogień... Zaczerpnęła jej całymi dłońmi i powoli podnosiła do ust... Piła... Piła zachłannie... tak, jakby nigdy nie piła czegoś tak smacznego i jakby chciała nasycić się tak, aby już nigdy więcej nie pragnąć... A z każdym łykiem, coraz większa radość i niewypowiedziane szczęście opanowywały jej serce... Słonce figlarnie przeglądało swoje promienie w drgającej tafli wody, między brzegami jej dłoni i pewnym momencie wzruszona Duszyczka już nie wiedziała, czy to woda... czy perły łez płynące z jej oczu... Przymknęła powieki, aby nie widzieć, ale tylko czuć... tylko czuć... Uśmiechnęła się do siebie... Czuła, jakby w nią wstępowało nowe życie! Złapała głęboki oddech, otworzyła oczy i jakby poruszona przez "kogoś niewidzialnego" pośpiesznie ruszyła w stronę kaplicy...

     Po drodze mijała różany skwer, w centrum, którego stał naturalnych rozmiarów niezwykły posąg Kobiety... Dziwne, ale przez chwilę Duszyczka miała wrażenie jakby w ogrodzie stała żywa Osoba ( ). Jej suknia z oddali sprawiała wrażenie, jakby była utkana z porannej mgiełki, która w blasku wschodzącego słońca mieniła się wszystkimi kolorami tęczy. Duszyczka dałaby swoją głowę, że widziała jak delikatnie powiewa na wietrze niczym jedwabna wstęga... Postać ta miała we włosy wplecione róże, a ręce zastygłe w takiej pozie, jakby trzymały coś niewidzialnego... albo jakby trzymały coś, co wcześniej zostało im zabrane. W ogóle, to nawet z bliska wyglądała jak żywa, a na dodatek emanowało od Niej niezwykle ciepło. Duszyczka pomyślała, że Piękna Pani smutno wygląda z tymi pustymi dłońmi i bez namysłu pobiegła po swój piękny różany wieniec. Chwyciła go i przybiegła z powrotem ku Postaci, aby w jej dłonie włożyć brakujący element... "Tak - pomyślała układając różaniec w Jej dłoniach - Teraz jest lepiej. Tutaj jest Twoje miejsce... ! No! Amen!" Przez moment znowu miała dziwne przewidzenie, że na nieruchomej twarzy zobaczyła subtelny uśmiech... i te oczy! Jakby mrugnęły! "Eeee... . To pewnie jeszcze po wczorajszym zmęczona jestem" - pomyślała dziewczyna, uśmiechnęła się do swoich myśli i skierowała kroki w stronę starej, drewnianej kaplicy...

     Na progu powitał ja odurzający zapach mieszaniny najpiękniejszych żywic... "To kadzidło" - pomyślała. Uwielbiała zapach kadzidła, ale ten, który poczuła swoim wyrafinowaną kompozycja przewyższał wszystkie dotychczas znane... Nie potrafiła zidentyfikować zapachu, ale jedno jest pewne - nigdy go nie zapomni!! Wiedziała, ze ta balsamiczna woń już do końca życia będzie jej towarzyszyć we wszystkich chwilach ziemskiego wędrowania,... bowiem takiego zapachu się nie zapomina!

     Cichutko uchyliła drzwi kapliczki i bezszelestnie wsunęła się do środka... . Niespodziewanie znalazła się jakby w innym wymiarze, przed ogromnym tronem wysadzanym drogocennymi kamieniami: rubinami i perłami, szafirami, szmaragdami, diamentami; na którym siedział ciepło uśmiechający się Starszy Pan... Szata Jego była śnieżno biała, podobnie jak włosy jego głowy i broda długa na dobry metr... W ogóle całą Jego postać spowijał dziwny blask, na wzór jasnego obłoku promieniującego niczym światło słoneczne, ale takie, na które można patrzeć, które razi źrenic oczu, a wręcz przeciwnie - chłodzi umęczone spojrzenie... Nieziemska jasność wypełniała również całe wnętrze kaplicy, która sama stała się jakby przestrzenią budzącego się Światła.

     Przestraszona Dziewczyna pragnęła jak najszybciej opuścić miejsce, które jednocześnie wydawało się jej dziwne, bardzo bliskie i znajome, chociaż była pewna, ze jest tutaj po raz pierwszy... Miała nadzieję, że nie została zauważona i zaczęła się wolno wycofywać, gdy wtem usłyszała:

     - Czekałem na ciebie!!! Nareszcie jesteś! Co tak się guzdrałaś? Jeszcze trochę, a moja siwa broda od czekania na ciebie i od zamartwiania się o ciebie, by mi wyłysiała!

     - Dzień dobry... przepraszam, że, co??

     - No wyłysiałaby mi, wyliniała ze zmartwienia... Ale nie mówmy już o tym, dobrze, ze jesteś!

     - Kim Jesteś, Panie? - Zapytała dziewczyna

     - Jestem TYM KTÓRY JEST... I KTÓREGO TY SZUKASZ! JESTEM TWOJĄ ODPOWIEDZIĄ!

     - Nie rozumiem...

     - Podejdź bliżej moje dziecko, nie bój się! Chodź kochana i usiądź sobie tu... obok mnie... tak, żeby ci było wygodnie!

     Trochę zalękniona dziewczyna podeszła parę kroków bliżej.

     - No, bliżej, nie ugryzę cię... chodź tutaj,... bo musimy pogadać, a z tego, co wiem - Ty za dobrze nie słyszysz... coś twoim słuchem jest nie tak...

     - Z moim słuchem coś nie tak??! - No nie, przepraszam, ale nic mi o tym nie wiadomo...

     -Tak, tak i ze wzrokiem też...

     No nie, tego to już było za wiele! Co, jak co, ale głucha i ślepa to ona nie była!

     - Jak to z moim wzrokiem coś nie tak???!! Wypraszam sobie...

     - Nie denerwuj się tak i nie skacz jak wróbel na nitce...

     Nagle rozmowa została przerwana, bo do kapliczki wpadł jakiś dziwny Stwór.

     -A to, co???!!! - Wykrzyknęła wystraszona dziewczyna i pytająco spojrzała na TEGO KTÓRY JEST. On natomiast z dezaprobatą pokiwał tylko głową.

     Dziewczyna przyjrzała się Stworowi... On też wyglądał dziwnie jej znajomy... No tak, kiedyś to on chyba był biały - pomyślała - i cały upierzony i chyba miał cztery skrzydła... Teraz za to wyglądał, jakby ktoś wcześniej przyczepił do niego dynamit, który wybuchł, a potem oblał go kubłem zimnej wody... Dwa skrzydła połamane, jedno ułamane, jedno tylko ocalałe! Pióra, które pozostały wyglądały, jak poflancowane gdzie - niegdzie kępki "nie wiadomo czego". To chyba "Anioł po przejściach" - pomyślała duszyczka niczego jeszcze nie podejrzewając "I to po piekielnych, chyba... "

     A Stwór był tak rozgorączkowany, że z tej gorączki nic nie widział i nie słyszał... nawet nie usłyszał okrzyku dziewczyny.

     - Panie! Wybacz! Zgubiłem ją! Nie chciała mnie słuchać! Mówiłem do niej, krzyczałem do jej ucha, podstawiałem swoich ludzi, podsuwałem jej myśli, budziłem jej serce, a ona nic! Jak zaklęta! Ślepa, głucha i wszystko na raz! Ciągnąłem ją za rękę, szarpałem ją - nawet wyrwałem jej kawał rękawa od sukni, ale na nic... No i poszła, poszła... no za tym... Nie powiem za kim! Po drodze napadła mnie jego zgraja, pobili mnie i prawie z dymem puścili. Fuj, sama siarka, swąd i smoła ode mnie jedzie! Wybacz, Panie, zgubiłem ją, porwali mi ją!!! I co teraz ja biedny zrobię??!! Co za wstyd dla anioła, ze nawet swojego podopiecznego upilnować nie może?! O, ja, nieszczęsny... !!!

     - Uspokój się!!! Rozejrzyj się dookoła! Ona jest tutaj! Dobrze się spisałeś! Tylko nie potrzebnie tak spanikowałeś... Ale już teraz wiem, za kim ona taka jest... Hmm... z kim przystajesz - takim się stajesz - uśmiechając się pod nosem powiedział JESTEM TEN KTÓRY JEST.

     - Idź doprowadź się do porządku. Odpręż się! Najpierw weź kąpiel, potem napij się melisy, a następnie idź pod "11" - tam czeka na ciebie nowe upierzenie, a pod "12" - jaśniejsza aureola.

     Nagle Anioł zaniemówił z wrażenia... Zobaczył swoją Duszyczkę! W radosnych podskokach, nie pomny na swój przebyty trud i doznane obrażenia, wypełniony po brzegi błogim szczęściem, niemal runął i przygniótł osłupiała dziewczynę, która nieco przerażona zdążyła pomyśleć, że podobno Aniołowie nie mają ciała... .! Podobno nie mają????!!!

     - Jesteś! Jesteś moja droga! Złota ty moja! Owieczko kochana! Jak dobrze, ze jesteś! Jak dobrze... .! Co ja bym bez ciebie począł??!! Widać nie na darmo się trudziłem i narażałem! No, zuch dziewczyna! - Wykrzyknął na koniec i klepnął ją na odchodne między łopatki. Chwała Bogu!! - wyrwało mu się z entuzjazmem, po czym spojrzał na TEGO KTÓRY JEST i zakłopotany chrząknął:

     - No ten, tego... to ja już spadam... . Tymczasem! Pa!

     Gdy zamknęły się za nim drzwi, TEN KTÓRY JEST, odetchnął z ulgą i poprosił...

     - Kochana, proszę dorzuć nieco kadzidła... ino myk! Bo ten zapach siarki, co się przywlókł cos mnie drażni i skupić się nie mogę! I nie żałuj proszę tych granulek... sypnij całą garść... Abyśmy Niebo poczuli!

     Duszyczka, trochę nieco rozdygotana, zapytała:

     -Panie, ale skąd mam wziąć kadzidła?

     - A z mojego tronu skubnij... śmiało! Nie bój się! Jemu nie ubędzie!

     - Ależ, Panie... ! Przecież to perły, rubiny, szmaragdy... szafiry i diamenty... chyba?

     - A Ty ciągle swoje i nadal nic nie rozumiesz... - Powiedział TEN KTÓRY JEST - Oj dziecko, kiedy Ty mi w końcu zaufasz... . Bierz i nie pytaj o nic! Rób, co ci każę, a sama zobaczysz...

     No i co miała zrobić ta biedna Duszyczka... podeszła do tronu i dotknęła go... kolorowe kamienie niczym sypkie landrynki oddzielały się jedne od drugich... Bez trudu zaczerpnęła ich pełną garść. A dziwna sprawa, bo to co brała, od nowa wypełniało się sobą... Śladu nie było... ani żadnego ubytku.

     - Rzuć je w ogień węgli kadzielnicy... Tylko nie żałuj! Bądź hojna! Niech te piekielne opary pochłonie święta woń!!

     Dziewczyna rzuciła garść klejnotów, które spadając na rozżarzone węgle trybularza, po chwili wydały w przecudną żywiczny zapach... Ten sam, który pierwotnie poczuła wstępując w progi tajemniczej kaplicy.

     -A teraz dziecko moje, chodź tu i usiądź kolo mnie, bo przecież chciałam mnie o coś zapytać, nieprawdaż?      Duszyczka nadal jeszcze trochę nieswoja, podeszła do TEGO KTÓRY JEST i usiadła cichutko obok jego stóp. Spojrzała prosto w Jego oczy i... zrozumiała... !!!

     - Przepraszam... - wyszeptała cichutko, bo glos nie chciał jej się wydobyć z wnętrza i uwiązł gdzieś w gardle.

     - Przepraszam... - i rozpłakała się... i łzy popłynęły z jej oczu niczym górski potok na wiosnę, gdy topnieją lody. - Wybacz mi... Ja nie chciałam... i ten biedny Anioł... Dziękuję... Dziękuję... za Miłość... . za Ciebie... . Dziękuję - chlipała - dziękuję... Ale co ja mam teraz uczynić... co mam zrobić, żeby utracić... tego Daru... nie zmarnotrawić... aby zachować w sobie... . pomimo WSZYSTKO?!!! Która drogą iść, by uchronić Go zanim dojdę do Krainy Poznania "po drugiej stronie zwierciadła"???!

     TEN KTÓRY JEST czule pogładził ją po głowie.

     - Moje dziecko, JA JESTEM DROGĄ, PRAWDĄ I ŻYCIEM... Idź za Mną, oprzyj się na Mnie!!!

     Na moment przerwał, przyjrzał się siedzącej u Jego stóp Duszyczce i jakby czytając w jej myślach, rzekł:

     - Słuchaj Mnie, a nie ludzi!! Nie pozwól, aby ktoś inny mówił ci, jak masz żyć!!! Nie poddawaj się ludzkiej opinii i nie ulegaj jej, jeśli serce podpowiada ci inaczej i sumienie niczego ci nie wyrzuca. Nie bądź rozkapryszonym i przewrażliwionym dzieckiem, którym miotają fale ludzkiej przebiegłości i wyrachowania. Słuchaj głosu swojego serca! Słuchaj Mojego głosu! Moje Prawo jest zapisane w twoim sercu. Pozwól mu tylko przemówić... zechciej je usłyszeć, a Ono wskaże ci drogę.

     - Ale, Panie, skąd mam wiedzieć, że jednak dobrą drogą idę? Jak rozpoznać, że to Twoja droga?

     - Rozejrzyj się, czyż nie zostawiłem drogowskazów wyznaczających Tobie szlak, abyś bezpiecznie dotarła do celu twojej wędrówki? Te drogowskazy, moja mała dziecinko, to MOJA KSIĘGA I MOJE PRZYKAZANIA... zawarte się w Jednym NAJWIĘKSZYM... czy wiesz już o czym mówię?

     - Będziesz miłował Pana Boga swego Z całego serca swego I z całej duszy swojej Ze wszystkich sił i myśli swoich, A bliźniego swego jak siebie samego....?

     - Tak! Brawo! Widzisz i nawet specjalnie pamięci swojej nie musisz obciążać. Jedno przykazanie - Największe! Widzę, że jeszcze coś z ciebie wyrośnie! A czy możesz powiedzieć z czystym sercem, że Je zachowujesz ?

     - Panie, Ty wiesz... Ty wiesz wszystko... . Ty wiesz, ze Cię kocham, że się staram... Ale lękam się... I taka słaba jestem! Panie, Ty wiesz, że ja chciałabym do Raju... ale mi moje grzechy nie dają!!!

     - To prawda, że u ciebie to niemożliwe... ale nie u MNIE!! Widać, miłość twoja jeszcze nie jest doskonała... bo doskonała Miłość usuwa lęk... i jest przesycona ufnością!

     - Panie, to co mam czynić? Powiedz, proszę! Powiedz, co czynić... ? Powiedz mi, proszę!

     - Jesteś Moim Dzieckiem, wiec zachowuj się jak przystało na Dziecko Boga! Jeśli masz wątpliwości, spójrz na Mojego Syna, a dowiesz się jak należy kochać...

     - Ale ja... ja jestem... taka mała i zagubiona... Taka słaba i bezradna czasami się czuję...

     - Zaufaj Mi i Mojemu Miłosierdziu! Zaufaj mi tak, jak małe dziecko ufa swojej mamie!! Czyż nie pamiętasz, co powiedziałem : "Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona zapomniała, ja nie zapomnę o tobie. "Sama wiesz, jaką siłę ma miłość macierzyńska, a co dopiero Moja Miłość - Miłość Boga?! "Bo jak śmierć potężna jest miłość", ale Moja Miłość jest silniejsza od śmierci, bo ją pokonała!!! I ma przedziwną moc wskrzeszania do nowego ŻYCIA!!

     Zapanowało milczenie i cisza, w której słychać był tylko bicie dwóch serc. JESTEM KTÓRY JEST, wyciągną swoją dłoń, płynnym ruchem zanurzył ją w Swoim tronie i zaczerpnął kadzidła...

     - Spójrz , moje Dziecko na to kadzidło... Żeby ono wydało swój piękny zapach musi najpierw spalać się na rozżarzonych węgla... Musi przejść przez tajemnicę śmierci... . Podobnie i twoja Miłość niech spala się na rozżarzonych węglach: pokory, dobroci, cierpliwości, ufności, czystości, przebaczenia... a także: ambicji i miłości własnej. Niech twoja Miłość stanie się bezinteresownym darem z siebie... a wtedy rozsieje wokół siebie woń, która będzie mi miła... Wtedy Ja będę błogosławił tobie i innym, za których będziesz mnie prosić.

     - Ale... - chciała zaprotestować Duszyczka

     - Pamiętaj, MIŁOSĆ KARMI SIĘ OFIARĄ!! - przerwał JESTEM , KTÓRY JEST - Ofiarą rozrzutną, taką 'z gestem' jak to wy ludzie mówicie, która nie szuka swego, szczodrą i czystą. Ofiarą serca, które kocha i zatraca się w tym kochaniu nie oczekując niczego w zamian, nie stawiając żadnych warunków... . Spala się w ogniu miłości, a samo spalanie się jest już dla niego nagrodą,... bo woń, którą wydaje wnosi się wprost do MNIE, do Mojego tronu ku mojej chwale... Pomnij na moje słowa: "Kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z Mojego powodu, zachowa je." A więc, jeśli pragniesz zachować Miłość...Ofiaruj mi Ją... jako "najpiękniejszy i najwdzięczniejszy olejek", tak jak to uczyniła Maria Magdalena...

     - Ale to tak boli.... - zachlipała Duszyczka

     - Ja JESTEM MIŁOSCIĄ, JESTEM ŻYCIEM, JESTEM WIECZNOŚCIĄ! Trwaj we Mnie, a ja będę trwał w Tobie, a jeśli będziesz we Mnie trwać, będzie i trwać we Mnie Twoja Miłość... i Ona przyniesie upragniony i obfity owoc!! Nawet,... jeśli pozornie pochłonie ją śmierć... ONA będzie trwać... we MNIE! Nie lękaj się... Ja będę Twoją siłą!... Bądź jak kadzidło...

     - Panie, a jeśli się wypalę?

     - Zaczekaj... nie tak szybko! Chciałem Ci coś ofiarować... Podejdź i zaczerpnij sobie kadzidła... Niech ono dodaje ci "Ducha" Bo tak, jak wznosi się dym kadzidła ku Niebu, tak niech wznosi się ku Mnie twoja myśl i twoja modlitwa... Oddaj Mi wszystkie twoje lęki , a ja je przemienię w bezgraniczną ufność . Proś mnie nieustannie o to. Proś Mnie o moją Miłość i przejmuj ją ode Mnie, czerp ją zachłannie i stawaj się Jednym ze Mną. JA JESTEM TYM, KTÓRY BYŁ, JEST I BĘDZIE! Ja Jestem Źródłem Niewyczerpanym... Przychodź do Mnie, a nigdy nie odejdziesz z pustymi rękoma i nigdy nie zabraknie ci ognia, nie zabraknie ci Miłości...

     Zapadła cisza, w której Duszyczka przytulona do kolan JESTEM, KTÓRY JEST cichutko sobie trwała i rozważała wszystkie te Słowa w swoim sercu... . Tak było je dobrze, tak błogo... W pewnej chwili, poderwała się na równe nogi, wdrapała się na kolana JESTEM, KTÓRY JEST, objęła Go swoim ramionami, przytuliła do Jego policzka i wyszeptała:

     - Kocham Cię!!!! I wiem, że Ty kochasz mnie... ! Dziękuję!!!! I nigdy mnie nie opuszczaj... Ojcze!!!!... Tato...

     Na te słowa, TEN KTÓRY JEST, wzruszył się ogromnie... Twarz Jego zajaśniała jeszcze bardziej... a wokół rozszedł się cudowna woń kadzidła... najpiękniejsza i najbardziej Niebiańska, jaka kiedykolwiek rozeszła się po Ziemi...

     - No Maleńka, pora wracać... . Życie czeka! Miłość czeka! Idź! Nie zwlekaj! Pokaż, jak się kocha!!! I jak się zwycięża!!! Ja zawsze będę obok ciebie... Wzywaj Mnie w potrzebie, a Ja przebędę ci z pomocą... czekam tylko na twoje słowo... i na twoje "TAK"!!!!


Calineczka :)


Sir Galimatias i duch Sir Galimatias i duch
Martyn Beardsley
Sir Galimatias jest Największym Fajtłapą Wśród Rycerzy, chodzącym nieszczęściem zakutym w rozklekotaną i przerdzewiałą zbroję. I to on, razem ze swoim giermkiem Herbertem i przebiegłym rudym kotem, przywraca spokój w Camelocie... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 dom*: 09.06.2014, 19:08
  Czy TO BAJKA-czy Nie Bajka? Przemów Boże.. i pokaż? Bo one są bajką. i Ty Boże zawsze chciałeś bajki? To uczucie ktore płonie w sercu... Co to jest?
 3xTAK: 09.06.2014, 18:46
  TAKx3 :) bo miłość jest silniejsza(!) CHCE* Płomień Twej miłości płonie/Tylko Ty wiesz,jak słaba jestem Boże. Daj zobaczyć Kogoś o Kim i ja marze.
 500: 17.11.2008, 12:07
 tak...^_^
 alina: 07.11.2008, 21:46
 Ojcze, dziękuję. "TAK"!!!!
 mm: 28.10.2008, 23:35
 dziekuję:*
 a.l: 28.10.2008, 13:44
 Świetnie to napisał kanarek,tak właśnie jest...
 kanarek: 28.10.2008, 13:21
 ...Życie każdego człowieka jest baśnią pisaną ręką Boga...
 Ewka: 28.10.2008, 11:55
 Piękne....pomóż mi Panie iść za Tobą...pomóż mi walczyć z moimi slabościami...bo tylko Ty możesz mi pomóc...DZIĘKUJĘ...
 wiatr: 28.10.2008, 05:41
  DUSZO ...BOGU ...Miła ... w .... MIŁOŚCI .... Twoja ... Siła !!! Mądrość .... w Ramiona ...Ojca ... Cię ...Przywiodła ... bo ... byłaś ...tak ...jej ...głodna ! ...że ....siły ...straciłaś ... bardzo się ...poraniłaś ... ! Życie ... DROGĘ ...Ci ...Wskazało ... aby ... MIŁOSIERDZIE w ... TOBIE ...Zamieszkało ....a Królowa ...Miła ...z Radością ... Ci ... Błogosławiła !!! Całe ...Niebo ...z czułością ...na Ciebie patrzyło ... jak wytrwale ... chociaż ...może ...czasami ...wbrew sobie ... do Celu ...Zmierzałaś ... bo TAK ...Wiele ...Jeszcze .... Nie rozumiałaś !!! Ojciec ...już ...czasami ..."się irytował" ....i Mądrość ..." zaczepiał " ... czyżby ... ROZUM ...Postradała ... że ...Jeszcze ... Ciebie ... NIE PRZYWOŁAŁA !!! Wcale ... Mądrości ..to nie było ...do ..śmiechu ... TWARZ ...Groźną ...Ojca ...Oglądać ...i ...gdzieś ..winy w sobie szukać ...bo TO TEŻ ...na ...Przyszłość ...NAUKA !!! Och ...ŻYCIE ...ŻYCIE ... PRAWDĄ ...JEST ... Że BEZ ...CIEBIE ... NIC ...nie JEST ...w ROZKWICIE !!! Och ...Życie ...KOCHAM ...Cię ...nad życie ....i " poznawać pragnę ...Cię w zachwycie " ....KOCHAM CIĘ ŻYCIE !!!
 a.l: 28.10.2008, 01:16
 No proszę... :-)
 Elik: 27.10.2008, 21:13
 :-)
 
(1)

Autor

Treść




Poprzedni[ Powrót ]Następny
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej