Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Eliksir nieśmiertelności

     Spotkałam kiedyś faceta. Przedstawił się jako Jezus. Niespotykane imię. Ale nic. Jak już podszedł i zagadał to go nie spławię, no nie wypada. A wydał mi się inny od wszystkich facetów spotykanych do tej pory. Zaciekawił mnie. I czekam co powie. A On bez żadnego wstępu, czy czegoś w tym rodzaju, co zwykle następuje, gdy się ludzie chcą poznać, zadaje mi pytanie: "Słuchaj Karolina, chcesz być nieśmiertelna?" Zatkało mnie. Po pierwsze, nie spodziewałam się takiego pytania na dzień dobry, a po drugie, skąd On zna moje imię? Ale nie zdążyłam się tego dowiedzieć, bo On, nie czekając na odpowiedź, ciągnął dalej: "Mam dla Ciebie eliksir nieśmiertelności. Świętość się nazywa." Ha! No dobra, to już wiem. Górnolotna gadanina. Ten eliksir nie jest dla mnie. Ale Mu tego nie powiem. Nie będę Mu przerywała, zobaczymy, co ciekawego wymyśli dalej. "Ale ta świętość, to wcale nie górnolotna gadanina, (skąd wiedział, że tak pomyślałam, przecież nie pisnęłam o tym słówkiem?) to dar i zadanie dla Ciebie. Przeznaczyłem go dla Ciebie zanim się urodziłaś i teraz przyszedłem Ci o tym przypomnieć."

     Nie wiedziałam o czym mówi. Chyba musiałam zrobić bardzo głupią minę, bo nagle usiadł uśmiechnął się, złapał mnie za rękę i mówił dalej: "Podam Ci najkrótszą definicję świętości: »Kochaj«, a później rób co chcesz. Napisałem to przez ręce jednego z tych, którzy już są w Królestwie Niebieskim - świętego Augustyna."

     Znowu nie rozumiem. Myślę sobie: co to jest to Królestwo Niebieskie? Może zapytam... Otworzyłam usta, ale zapytać nie zdążyłam, bo On mówił dalej: "O przepraszam, zagalopowałem się, więc Królestwo Niebieskie (w tym momencie wyglądał, jakby chciał opisać słowami coś, czego wyrazić się nie da, a co musi niejako »przetworzyć» tak, żebym zrozumiała), Królestwo Niebieskie to taki kolejny etap życia, do którego można wejść dopiero, jak się wprowadzi świętość w swoją codzienność. Jeśli od dziś będziesz, jak powiedziałem przez usta Wandy Półtawskiej, »w wolny sposób, świadomie dążyła do świętości,« to będziesz żyła wiecznie. Jak już mówiłem, ja tę świętość dla Ciebie przeznaczyłem, ona jest twoim powołaniem."

     Zaczęłam się zastanawiać. Brzmiało interesująco. Ale nie chciałam Mu tego mówić, bo jeśli zobaczy, że mi zależy, podbije cenę. O właśnie... Że też nie pomyślałam o tym wcześniej! Pewnie to - jak je określił - moje powołanie dużo kosztuje. I zapewne nie będzie mnie na nie stać. Ale co tam, zapytać przecież mogę.

     - No dobra, to ile mam ci za tą świętość zapłacić?

     - Nic.

     - Ok. Pożartowaliśmy sobie, a teraz na poważnie. Jaka jest cena?

     Skrzywił się. Jakbym mu zadała ból, jakbym uderzyła go w twarz, wbiła nóż w plecy... nie wiem, jak to określić.

     - Nie chcę od Ciebie pieniędzy. Chcę Ci dać życie, na zawsze. Za darmo. Rozumiesz?

     - Za darmo? Nie ma dzisiaj nic za darmo!

     - Jest. Więcej niż myślisz. Trzymaj. Czytaj codziennie. Zacznij od Ewangelii. Sama się przekonasz.

     - Co to jest?

     To słowa moje i mojego Ojca.

     - Rozumiem - powiedziałam - dajesz mi gwarancję skuteczności tej świętości na piśmie, czy tak?

     Był nieco zaskoczony moim tokiem rozumowania, ale przytaknął. Czułam, że teraz mogę mu zadać kilka pytań.

     - I rozumiem, że tam znajduje się jakaś instrukcja obsługi tej świętości?

     - Instrukcja obsługi świętości? Hmm... nigdy tego tak nie określałem, ale masz rację. Ta księga pokazuje to, co Ci pomoże w osiągnięciu tej świętości. A są to sakramenty: przede wszystkim Eucharystia. A, muszę jeszcze koniecznie wspomnieć o Sakramencie Pokuty i Pojednania.

     - A mógłbyś trochę jaśniej?

     - Sakrament Pokuty to taka "kosmetyczka duchowa." Usuwasz to, co szpeci Twoją duszę. A Eucharystia to uczta, na którą Cię zapraszam po powrocie z tego "gabinetu kosmetycznego," żeby się cieszyć Twoim wewnętrznym pięknem, żeby Ci dać siebie i w ten sposób Cię umocnić.

     - Dać siebie?

     Zamyślił się. Chyba poruszyłam kolejna kwestię, którą ciężko będzie mi jasno przekazać.

     - Tam na ołtarzu jest moje ciało i krew, bo następuje transsubstancjacja... - przerwał. Cały czas patrzył mi w oczy i o ile do tej pory widział w nich jakąś akceptację swoich słów, o tyle teraz dostrzegł w nich, że zupełnie nie zrozumiałam ostatniego zdania.

     - Uwierz mi na słowo. Po prostu jestem tam i daje Ci siebie. Potraktuj to jako tajemnicę, w której uczestnictwo doprowadzi Cię do życia wiecznego, do nieśmiertelności. A ja Ci wszystko w swoim czasie wyjaśnię. Obiecuję.

     - No dobrze. Spróbujmy podsumować. Ja będę robiła wszystko to, co w tej księdze jest napisane oraz to o czym mówiłeś, wskutek czego będę święta i ta świętość stanie się przepustką do osiągnięcia nieśmiertelności - jak ty to określasz - życia wiecznego.

     - Tak

     - Dobra, czyli ja tobie posłuszeństwo, ty mi życie wieczne. Wszystko jasne. Taki handel, czyli...

     - Nie! - krzyknął, przerywając mi wpół słowa. Zaskoczył mnie. Jeszcze takiego Go nie widziałam. - żaden handel! Miłość. Kocham Cię rozumiesz?! Do szaleństwa! Umarłem na krzyżu i zmartwychwstałem dla Ciebie! Wszystkie włosy na Twojej głowie są policzone! Jestem z Tobą zawsze. I za każdym razem gdy płaczesz, gdy jest Ci trudno, gdy masz wszystkiego dość, ja Cię wspieram i jestem z Tobą, choć często tego nie dostrzegasz. Ja po prostu chcę żebyś była szczęśliwa...

     Głos Mu się załamał. Nie był w stanie już nic powiedzieć. Te łzy były zwieńczeniem i potwierdzeniem, że wszystko, co mówił jest prawdą i że On mnie naprawdę kocha.

     Poczułam, że choć nie wszystko rozumiem, to chcę zacząć żyć według Jego słów.

     - Ale ta świętość, życie wieczne, wszystko o czym mówiłeś... to tak trudno wszystko pojąć. Ale ja chcę tak żyć. W świętości. Na zawsze. Pomożesz mi?

     Podniósł głowę, uśmiechnął się. Ten uśmiech zdawał się rozpromieniać wszystko wokół.

     - Dziecko... Nareszcie mówisz do mnie sercem, nie tylko rozumem.

     - To znaczy, że się zgadzasz?

     Podszedł i przytulił mnie. Poczułam się bezpieczna. Wiedziałam, że z nim mogę przejść przez każdą burzę.

     - Oczywiście - odparł - nawet nie wiesz jak długo czekałem, aż mi pozwolisz wejść do Twojego życia.

     - Ty czekałeś na moje pozwolenie? Dlaczego?

     - Bo nie mogę i nie chcę Cię do niczego zmuszać. Miłość nie zna przymusu. Miłość wyrasta z wolności.


Karolina


Żabi król i inne baśnie Żabi król i inne baśnie
Liliana Fabisińska
"Złota kolekcja" to seria, w której prezentujemy najpiękniejsze baśnie. Te, które pamiętamy przez całe życie, opowieści naszego dzieciństwa.... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 Ola: 20.05.2014, 12:09
 Naprawdę? Ale w sumie... To najlepsza recepta na nieśmiertelność. ;)
 irena11: 26.05.2011, 19:39
 tak Jezus na prawdę nas kocha bez NIEGO nic nie moglibyśmy zrobić. nawet ruszyć palcem.
 Kamila: 12.03.2010, 17:43
 Niech Bóg ci błogosławi, Karolinko! To się nazywa kościół w teraźniejszości. Naprawdę nowocześnie! Brawo!
 Basia_: 08.09.2009, 17:35
 świetne, naprawdę strasznie mi się podoba :P
 Ania: 07.08.2009, 21:49
 Piękne ! aż braknie słów Dziękuję Karolino za te opowiadanie Niech Bóg Cię błogosławi
 
(1)

Autor

Treść




Poprzedni[ Powrót ]Następny
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej