Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Na pielgrzymkę, żeby nie pić

     To jest najpiękniejsze, że się idzie w konkretnej intencji - mówi Tomek, który poszedł na pielgrzymkę bezdomnych. Sam modli się o trzeźwość.

     Już po raz trzeci Bracia Mniejsi Kapucyni przy wsparciu wolontariuszy zorganizowali pielgrzymkę dla bezdomnych. W tym roku zgłosiło się ich osiemnastu.

     - Trochę mało na 300 osób, które codziennie przychodzą na zupę. Ale jeśli chodzi o ubiegłe lata, widać wyraźny wzrost zainteresowania - mówi Magda, wolontariuszka, która przygotowuje bezdomnych do wyprawy. W latach 2008 i 2009 szło ich dziesięciu. Na kilka tygodni przed startem wolontariuszka sporządziła listę uczestników, zebrała ich wymiary i spisała potrzeby. Większości trzeba było zapewnić pełen zestaw. Buty, skarpety, bieliznę, spodnie, spodenki, koszulki, bluzy, płaszcze przeciwdeszczowe, ręczniki, środki czystości. Do tego śpiwory, karimaty, namioty, wodę mineralną, latarki, jedzenie, rondelki na zupę i torby, żeby wszystko spakować. Dzięki pomocy dobroczyńców i zaangażowaniu innych ochotników, udało się. W piątek 6 sierpnia po Mszy Świętej i poczęstunku wraz z grupą brązową pątnicy wyruszyli na szlak.

     OCZYSZCZENIE Z NALECIAŁOŚCI

     Andrzej, klasyczny bezdomny z Dworca Centralnego, bo tak o sobie mówi, idzie z kapucynami po raz drugi. - W zeszłym roku poszedłem, bo namówił mnie o. Piotr, a w tym to już można powiedzieć - z własnego przekonania - zdradza. Jak podkreśla, dla niego i innych uczestników pielgrzymka jest okazją do zastanowienia się nad własnym życiem i poprawy. - Choć wydaje się, że idzie z tobą tłum ludzi, jest czas na rozważania, co było dobre, a co złe i co zrobić, żeby było lepiej. Dla mnie jest to szansa na oczyszczenie z tych rocznych naleciałości, bo nie czarujmy się, człowiek jest grzeszny - opowiada starszy mężczyzna.

     W grupie Brązowej idzie 360 pątników. Co kawałek pozdrawiają ich przechodnie. - "Żegnamy was, alleluja..." - trwają śpiewy zaintonowane przez jednego z braci. Bezdomni wędrują pod koniec stawki.

     Wśród nich Tomek, który pielgrzymuje trzeci rok z rzędu. - Nie lubię ludzi, którzy jadą samochodem i mówią, że są na pielgrzymce. To jest najpiękniejsza rzecz, jak się idzie pieszo w jakiejś konkretnej intencji. Jestem alkoholikiem i chciałbym przestać pić, tak zupełnie, żeby mi to przeszło - mówi. Na czas pielgrzymki Tomek zrezygnował z pracy na parkingu. Jego szef jest wyrozumiały, bo sam wędruje na Jasną Górę.

     SZKODA, ŻE RAZ W ROKU

     Po raz pierwszy z Warszawy z grupą bezdomnych maszeruje Arek. Wcześniej wyruszał na pielgrzymki z Kutna, bo stamtąd pochodzi. Obecnie pracuje dorywczo przy wykończeniówkach i wynajmuje mieszkanie w stolicy, chętnie uczestniczy w kapucyńskich inicjatywach. - Na pewno jest to pielgrzymka bardziej pokutna za nasze grzechy. Idę, żeby spotkać się bardziej z Bogiem. Wiadomo, jak to jest na co dzień. Nie zawsze się modlimy, nie zawsze zwracamy się do Niego. Tutaj mamy taką możliwość. Szkoda, że tylko raz w roku - mówi Arek. Jego intencją jest stanie się lepszym człowiekiem. Wierzy, że te kilka dni pielgrzymowania coś w jego życiu zmienią.

     - Jak się spało? Jak tam bigosik, zjedzony? - pyta retorycznie brat przewodzący grupie Brązowej. - Kochani cieszę się, że znów jesteśmy razem, nie ma to jak pielgrzymka, Brązowa Piętnastka. Wszyscy szczęśliwi, pełni radości, zapału...

     Wśród pątników maszeruje także Rysiek, mieszkaniec jednego z warszawskich ośrodków dla bezdomnych. Chciałby pogodzić się z rodziną i zacząć nowe życie. Jak mówi - lepsze. Choć wyrusza na pielgrzymkę po raz pierwszy, nie obawia się, że nie dojdzie. - Jestem przygotowany przede wszystkim duchowo, a jeśli człowiek jest duchowo przygotowany, to nie ma żadnych przeszkód.

     Dla niego, jak i innych bezdomnych, pielgrzymka jest szansą na zapomnienie o ciężkim losie i lepsze samopoczucie, czemu sprzyja rodzinna atmosfera. - Idziemy z Łomżą. To jest wspaniała grupa. Jak trzeba, to pomogą nieść plecak, czy tak jak naszego małego Krzysia, nawet na barana - wezmą. Jełt wesoło, sympatycznie, dużo śpiewu, śmiechu, ale także odmawiamy Różaniec, są konferencje - opowiada Andrzej.

     CHĘTNI ZROBIĆ COŚ DOBREGO

     On i inni uczestnicy pielgrzymki dla bezdomnych to stali bywalcy jadłodajni przy ul. Miodowej w Warszawie. Często biorą udział w spotkaniach modlitewnych i angażują się w kapucyńskie inicjatywy, np. pomoc powodzianom z gminy Wilków. - Na tyle, na ile ich poznałem, wiem, że to grupa, która jakoś nie potrafi sama poukładać sobie życia. Potrzebuje pewnej animacji i wsparcia wspólnoty. Nawet te nasze spotkania czwartkowe dają im poczucie tożsamości. Im nie zależy na "wielkich rzeczach", byle tylko mieli co zapalić, co zjeść... I mogą pomagać. Są dyspozycyjni i właściwie chętni, żeby zrobić coś dobrego - mówi o. Piotr Wardawy, duszpasterz bezdomnych.


Katarzyna Łoś


Tekst pochodzi z Tygodnika

22 sierpnia 2010


Domino miłości. Rok A Domino miłości. Rok A
Ks. Dariusz Madejczyk
Publikacja, inspirowana fragmentami Biblii czytanymi w roku liturgicznym "A", to ostatnia z trzech części serii "Ewangelia o piątej nad ranem". Tym samym zamyka cykl, który może stanowić swego rodzaju przewodnik czy inspirację do twórczego odczytania niedzielnych Ewangelii i bardzo osobistego przekładania ich na język codzienności... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 joanna: 24.08.2010, 10:02
 Boze wspieraj ich
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej