Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Na szlaku świętego Jakuba

     Niedzielny poranek w Santiago de Compostella. Kilkusetmetrowa kolejka wije się w dół i zakręca przy ścianie klasztoru św. Pelagiusza, prowadząc do katedry.

     Pątnicy już dotarli... Kiedy jednak wchodziłem na Stare Miasto pełne wąskich, opustoszałych uliczek, zaczynałem wątpić w słowa właściciela hotelu, że miasto podczas Roku św. Jakuba jest pełne pielgrzymów. Jednak im bliżej katedry, tym gęściej. Widok zmienia się wraz z dojściem do Rua da Conga.

     W KOLEJCE DO ŚWIĘTEGO

     Do przejścia przez Święte Drzwi czekam między grupami pielgrzymów z Hiszpanii i Portugalii. Z każdym krokiem przybliżamy się do celu. Na twarzach pątników widać coraz większe ożywienie. Nic dziwnego, Święte Drzwi - Puerta Santa - otwierane są raz na kilka lat, w Roku św. Jakuba. Ten zaś przypada, gdy dzień Apostoła, a więc 25 lipca, to niedziela.

     - Można liczyć na odpust i specjalne łaski za wstawiennictwem świętego podczas całego roku - wyjaśnia mi motywy swojego przybycia Ricardo Oliveira, agent biura nieruchomości z Lizbony. Dotarł tu pieszo z Bragi wraz z grupą kilkunastu przyjaciół. - Przed wyjściem w trasę przygotowaliśmy schemat modlitw i rozważań na każdy dzień. Chcieliśmy podczas wyprawy pogłębić naszą wiarę - zwierza się młody Portugalczyk.

     Na zalanym słońcem placu gęstnieje kolejka do grobu św. Jakuba Starszego. Przed przejściem przez Święte Drzwi spoglądam na zegarek. Półtorej godziny oczekiwania dobiega końca. Straż porządkowa wpuszcza kilkunastu pątników, po czym ponownie zastawia drogę oczekującym. Nasza wizyta w katedrze jest krótka, trwa kilka minut. Przechodzimy wąskim przejściem za ołtarzem obok figury św. Jakuba. Większość pilegrzymów, zgodnie ze starą tradycją, obejmuje ją, po czym wszyscy przesuwają się w kierunku grobu Apostoła. Miejsce jest skromne. Kięcznik, świece, tablica informująca, że w 1982 r. przybył tu Jan Paweł II - wszystko na trzech metrach kwadratowych, na których tłoczą się pielgrzymi. Opuszczamy katedrę. Kobieta wychodząca obok mnie ukradkiem ociera łzy wzruszenia.

     Z KADZIDŁEM W TLE

     Grzęznę w kolejnym tłumie pielgrzymów. Tym razem czekam na popołudniową Mszę Świętą w katedrze. Obok mnie, przy ścianie budynku, kilku francuskich pątników wyczerpanych trasą. Pytam o doświadczenie podróży. Czterdziestokilkuletnia Janinę Lemire z małej miejscowości z Masywu Centralnego zaczyna opowieść o dobiegającej właśnie końca jej pierwszej pielgrzymce do Santiago. Prawdopodobnie ostatniej. - Dwa tygodnie temu, zachęceni świadectwem naszego paryskiego przyjaciela, udaliśmy się koleją do Burgos. Tam rozpoczęliśmy pieszą wyprawę. Trasa była urokliwa, podobała nam się przyroda, jednak trudne warunki marszu dały się wkrótce we znaki. Nie wiem, czy po czymś takim ponownie się odważę - zmęczonym głosem podsumowuje podróż do Galicji. Jej palec wskazujący wędruje po pełnych zranień stopach.

     Po półtoragodzinnym oczekiwaniu kolejka stopniowo przesuwa się ku schodom katedry przy placu Złotników. Przede mną dwie sympatyczne studentki z Japonii. Aiko i Midori podczas swojej wakacyjnej podróży po Europie dotarły autobusem do miasta św. Jakuba. Jeszcze przed wejściem na nabożeństwo robią iPodem zdjęcia fontanny, katedry i kłębiącego się przed nią tłumu, po czym wysyłają je do przyjaciół z Tokio. Wreszcie wchodzimy do kościoła. Ubrani w błękitne habity zakonnicy ze Zgromadzenia św. Michała kierują wewnętrznym ruchem. Mają nie lada problem, by przekonać zmęczonych pątników do zajęcia miejsca na tyłach świątyni. Każdy chce być jak najbliżej ołtarza. Im zaś bliżej końca liturgii, tym gęściej w jego okolicach, szczególnie gdy w ruch wprawiana jest kilkudziesięciokilogramowa kadzielnica zawieszona na linie. Podobno kiedyś uruchamiano ją, by tłumić nieprzyjemne zapachy gromadzących się w świątyni pątników. Dziś jest jedną z największych atrakcji turystycznych miasta.

     INIESTY NIE BYŁO

     Ten rok jest w Santiago wyjątkowy. Nie tylko z uwagi na specjalne błogosławieństwo, jakie można uzyskać za sprawą św. Jakuba. W mieście organizowanych jest wiele wydarzeń religijnych i kulturalnych.

     Ja natrafiam na festiwal chórów galicyjskich. Setki ubranych na biało śpiewaków uczestniczą w popołudniowej Eucharystii, a następnie zbierają się w pobliżu Świętych Drzwi. Teraz siedzą na przylegających do katedry schodach, przygotowując się do występu. Wyglądają jak gołębie.

     - Festiwal jest dobrą okazją, by powrócić do Santiago - zwierza mi się Maria Vasquez, emerytowana urzędniczka biura podróży. Zaznacza, że w tym roku jest tu po raz drugi. - W lipcu przybyłam do grobu św. Jakuba z grupą parafialną, a dziś jako chórzystka zespołu La Guardia. Każda forma pielgrzymowania jest dobra - podkreśla Hiszpanka.

     Wracam do katedry. W zakrystii natrafiam na starszego ministranta. Jest Portugalczykiem. To on pomagał wprawiać w ruch gigantyczne kadzidło. Człowiek skromny do bólu. Patrzy w posadzkę, kiedy oznajmia mi, że po 25 latach wspierania katedry postanowił zamieszkać tu na stałe. Od pięciu lat jest zakrystianem-wolontariuszem. Służy do Mszy Świętej, pomaga w przyjmowaniu pielgrzymów i unika rozgłosu.

     - Niech pan napisze, że Anonim - odpowiada, gdy pytam go o nazwisko. - A jeśli chodzi o typ pielgrzyma w roku świętym, to przychodzą tu wszyscy: sławni i mniej znani. - A Iniesta i Torres już byli? - pytam o hiszpańskich piłkarzy, którzy obiecali przyjść do Santiago w pielgrzymce dziękczynnej po wygranym mundialu. - Nie, tych jeszcze nie było. Ale przyjdą kiedyś na pewno - dodaje Portugalczyk. - Zamiast nich będzie tu na początku listopada następca Piotra, czyli wspólnika Jakuba.


Marcin Zatyka


Tekst pochodzi z Tygodnika

22 sierpnia 2010


W stronę wolności W stronę wolności
Jarosław Kupczak OP
Książka o. dr Jarosława Kupczaka OP, przyczyniając się do głębszego rozumienia myśli i nauczania Karola Wojtyły - Jana Pawła II, na pewno zachęci wielu z nas do bardziej aktywnego pomnażania dobra, jakim owocuje ten wielki pontyfikat... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 wojtek: 04.03.2011, 21:37
 Camino de Santiago mysle ze kiedys przejde pieszo caly szlak az do konca swiata...
 Andre: 06.11.2010, 12:55
  Jezus do Św. Faustyny: Jestem święty po trzykroć i brzydzę się najmniejszym grzechem. Nie mogę kochać duszy, którą plami grzech, ale kiedy żałuje, to nie ma granicy dla Mojej hojności, jaką mam ku niej. Miłosierdzie Moje ogarnia ją i usprawiedliwia. Miłosierdziem Swoim ścigam grzeszników na wszystkich drogach ich i raduje się Serce Moje, gdy oni wracają do Mnie. Zapominam o goryczach, którymi poili Serce Moje, a cieszę się z ich powrotu. Powiedz grzesznikom, że żaden nie ujdzie ręki Mojej. Jeżeli uciekają przed miłosiernym Sercem Moim, wpadną w sprawiedliwe ręce Moje. Powiedz grzesznikom, że zawsze czekam na nich, wsłuchuję [się] w tętno ich serca, kiedy uderzy dla Mnie. Napisz, że przemawiam do nich przez wyrzuty sumienia, przez niepowodzenie i cierpienia, przez burze i pioruny, przemawiam przez głos Kościoła, a jeżeli udaremnią wszystkie łaski Moje, poczynam się gniewać na nich, zostawiając ich samym sobie i daję im czego pragną.(Dz 1728)
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej