Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Trzysta lat na piechotę

     Na Jasną Górę szli pieszo 10, 25, 30, a nawet 60 razy! W najstarszej, trzechsetletniej Warszawskiej Pielgrzymce Pieszej zwanej paulińską. Dlaczego wracają jak na żadne inne rekolekcje?

     Monika, lat 97, to legenda paulińskiej pielgrzymki. Na Jasną Górę pielgrzymowała ponad 60 razy. Pierwszy raz w 1946 roku, po tym, jak złożyła śluby po niemal cudownym ocaleniu z zasypanego wybuchem niemieckiej bomby budynku. Pamięta tylko, że był to piątek. Schroniła się w czasie nalotu w piwnicy. Pocisk zmiótł budynek tak, że gruzy zasypały schron. - Wtedy, siedząc kilka dni w ciemnej pułapce, złożyła ślub: jeśli ocaleje, w każdy piątek będzie pościć. Kiedy po kilku dniach odkopano uwięzionych i zobaczyła niebo, złożyła kolejny ślub: że Najświętszej Panience będzie co roku dziękować pielgrzymując do Częstochowy. Z obietnicy wywiązywała się przez całe życie - włącznie z zachowywaniem w piątki postu, bez jedzenia i picia.

     Na początku chodziła ze znajomymi, a potem w większych grupach. Poszła nawet w 1963 roku, kiedy w Polsce wybuchła epidemia ospy, a władze wydały zakaz przemieszczania się. W drodze była kilkakrotnie zatrzymywana przez patrole milicji. Jakoś udało się jej wytłumaczyć i puszczano ją wolno. - Pielgrzymki po wojnie wyglądały inaczej niż dzisiaj. Bagaże jechały na furmankach. Nocowaliśmy przed kościołami pod gołym niebem. Ale też lata były inne, upalne. Strój musiał być przyzwoity. Kobiety nie mogły chodzić w spodniach, tylko w spódnicach. Jeden z ojców przewodników wymagał, żeby wszyscy szli w szarych strojach - wspomina. Na szczyt Jasnej Góry co roku wchodziła w czołówce pielgrzymki, ze sztandarem Matki Bożej. Filigranowa, porusza się z niezwykłą lekkością, ale wiek już nie pozwala na przejście prawie 300-kilometrowej trasy, więc od 10 lat pielgrzymuje duchowo w paulińskiej pielgrzymce do Matki Bożej.

     PRAWDZIWA RADOŚĆ

     - Mentalność religijnej turystyki wdziera się wszędzie. Wydaje mi się, że od początku istnienia 300-letniej Warszawskiej Pieszej Pielgrzymki udało się zachować jej wymiar typowo religijny: dziękczynno-pokutny charakter - mówi o. Albert Oksiędzki, paulin-przewodnik. To jeden z fenomenów pielgrzymki, zważywszy na dynamiczne przemiany, jakie zaszły w tym okresie w Kościele: od Soboru Trydenckiego przez Sobór Watykański I i II.

     - Są pielgrzymi, którzy podejmują indywidualne umartwienia, idą o chlebie i wodzie. Znalem też osoby, które przez całe dziewięć dni przyjmowały tylko płyny, nie afiszując się ze swoimi postanowieniami. Ale pielgrzymowanie i pokuta to nie smutek, ale właśnie prawdziwa radość - podkreśla o. Oksiędzki.

     Te niezwykłe rekolekcje mają w sobie jakiś fenomen, skoro uczestniczący w nich wracają jak na żadne inne, które przecież przeżyć można w większym komforcie.

     Ania na Jasną Górę wędrowała już 10 razy. W tym roku na szczyt Jasnej Góry wejdzie w ślubnej sukni. - Na trasie w sanktuarium Matki Bożej Świętej Rodziny w Studziannej weźmiemy z Mateuszem ślub - mówi. Wieczorem będzie zabawa z całą brązową "piętnastką", w której idzie. W dziewiątym, jak mówi: dla niej nowennowym roku pielgrzymki szła już z przyszłym narzeczonym. - Nie tylko o dobrego męża trzeba się modlić, ale we wszystkich potrzebach. Teraz modlę się, żeby być dobrą żoną - mówi. Na pielgrzymkę pierwszy raz poszła w roku, w którym przyjęła Pierwszą Komunię Świętą. Zabrała ją babcia. A potem, z małymi przerwami, pielgrzymowała, kiedy tylko pozwalały warunki. - Poranna Msza Święta, Godzinki, ofiarowany trud - niepowtarzalne rekolekcje, których nie da się odbyć w żadnym innym miejscu, tylko na trasie pielgrzymki. A choć są bąble i poranione stopy, to intencja daje siły i sens wędrowania - mówi.

     Dla Hanny tegoroczna pielgrzymka będzie szczególna: 30. raz na Jasną Górę z 300. pielgrzymką. Tą łaskę wymodliła jej mama. - Miałam narzeczonego i myśleliśmy o ślubie. Moja mama powiedziała wtedy, że pobłogosławi małżeństwo, ale po tym, jak pójdę na Jasną Górę po błogosławieństwo do Matki Bożej. Jako 20-latka byłam zbuntowaną dziewczyną, ale poszłam, ponieważ kochałam narzeczonego. Wstydziłam się powiedzieć koleżankom, co będę robić w wakacje, więc skłamałam, że wyjeżdżam z mamą na wczasy. Nie znałam Różańca i innych modlitw. Nauczyłam się na pielgrzymce. I wtedy zakochałam się w Matce Bożej, zaufałam jej. Z czasem przekonywałam się, jak wysłuchuje naszych próśb i zaradza kłopotom - opowiada. Pielgrzymowaniem zachwyciła swoich synów: jeden był 15, drugi 16 razy. Mąż zostawał w domu. - Widząc pielgrzymujące całe rodziny, trochę im zazdrościłam - nie ukrywa. - W czasie pielgrzymki w 1985 roku mąż odprowadzał nas do Tarczyna. Odwiedził nas trasie w Mogielnicy i wtedy powiedział: "Wymodliłaś mi to", i poszedł pierwszy raz na Jasną Górę. Dopóki nie zmogła go choroba, pielgrzymował 16 razy.

     Pielgrzymka przyciąga. Czasem zdarzało się, że Hanna mówiła: "W tym roku już nie pójdę", ale kiedy przychodził początek sierpnia, wyruszała na szlak mimo rożnych dolegliwości. Przed kilkoma laty problemy z kręgosłupem doprowadziły do paraliżu nogi. W styczniu wykonano operację, a w sierpniu, ku zdziwieniu wszystkich, mogła iść na pielgrzymkę. Potem przyszła kolejna choroba: guz tarczycy.

     Dwukrotne biopsje przed zabiegiem wykazały stan zaawansowany. Kiedy po operacji wykonano badanie, okazało się, że guz nie wykazuje cech nowotwora złośliwego. Lekarze nie kryli zdziwienia. - Matka Boża sprawiła, bym odczuła cierpienie, a przez to bym uczyła się troski o innych - tłumaczy pani Hanna swoje doświadczenia.

     Od lat posługuje jako animatorka grupy Biało-Niebieskiej, Pomocnic Maryi Matki Kościoła, zajmując się logistyką.

     ODCISKI OD SPRZĘGŁA

     Pielgrzymka bowiem to także stworzenie pełnego zaplecza dla wędrujących. Organizowanie jej wymaga czasem rezygnacji z wędrowania. Krystyna w tym roku udaje się na Jasną Górę po raz 25. To dzięki niej około 400-oso-bowa brązowa "piętnastka" jest nakarmiona.

     - Kiedy zaczęły się moje kłopoty ze zdrowiem i niemożliwe byłoby dla mnie pójście pieszo, zostałam kwatermistrzem - opowiada. Kiedy wracam z pielgrzymki, na stopach mam odciski...od sprzęgła samochodu, którym za pielgrzymką trzeba jechać na jedynce i dwójce.

     Krystyna na pielgrzymce wstaje godzinę przed wszystkimi - około godz. 2.15. Spieszy się, żeby zagotować wodę. - Ludzie przychodzą z kubkami, łyk gorącej herbaty czy kawy rano pomaga w dalszej drodze - mówi z troską. Po wyjściu pielgrzymów rozpoczyna się gotowanie zupy. Jeśli będzie żurek, to trzeba około 200 jaj, 6 kg boczku i kiełbasy, około 50 kg ziemniaków. Najtrudniej z obieraniem. Pomagają pątnicy, ci, którzy mają problem z wędrowaniem na trasie i karetka przywozi ich do miejsc postojowych.

     - Czasem mam takie marzenie, żeby pójść jak inni na szlak, na przerwie obiadowej wyciągnąć rękę po zupę - mówi. - Przez wiele lat miałam poczucie, że jestem "około" pielgrzymki. Dzięki innym zrozumiałam, że Pan Bóg posłużył się moją chorobą, bym jeszcze bardziej służyła innym. Jest to jakiś rodzaj ofiary złożonej z pracy, poświęcenia - dodaje. - Martwimy się, kiedy pada deszcz, czy zupa nie wystygnie, czy herbata zdąży się zagotować, a w końcu kiedy wypakowywać bagaże, żeby pielgrzymi nie mieli przemoczonych plecaków. Czasem, kiedy chmury krążą na niebie, czekamy do ostatniej chwili z rozładowaniem bagażówki. I wtedy nie patrzy się przy rozpakowywaniu, czy dostało się w głowę stelażem, czy ręka otarta. Ważne, żeby zmęczony pielgrzym nie musiał długo czekać. I cały ten trud pracy niweluje jedno: "Ojej, mój bagaż już jest!".

     Na pielgrzymów czeka już wtedy podgrzana w kotle woda: na herbatę i choć trochę do wieczornej toalety. Krystyna dzień kończy godzinę po wszystkich. - Trzy godziny snu przez dziewięć dni... ale kiedy ostatniego dnia mamy Mszę Świętą na Przeprośnej Górce pod Częstochową, całe zmęczenie w tym momencie znika.

     Mimo trudu pielgrzymką można się zachwycić nieodwracalnie. - Pierwszy raz poszłam jako czterdziestokilkuletnia osoba - mówi Maria. W tym roku wyruszy po raz 30. Nawet kiedy były drobniejsze kłopoty ze zdrowiem, szła choćby dzień-dwa. Kilka zaledwie tygodni po operacji zaćmy przyjechała do Mstowa, by wejść razem z pielgrzymką na Jasną Górę. Dlaczego pielgrzymuję? - Tego nie da się wytłumaczyć - mówi. - Konferencje w drodze, atmosfera pielgrzymki... Wszyscy pielgrzymi mówią to samo: pielgrzymujemy nie dlatego, że my chcemy, ale dlatego, że Pan Bóg tego chce.


Irena Świerdzewska


Tekst pochodzi z Tygodnika

31 lipca 2011


O Bożym Miłosierdziu, Ojcu Świętym i św. Faustynie O Bożym Miłosierdziu, Ojcu Świętym i św. Faustynie
Alina Petrowa-Wasilewicz
Zawarte w książce świadectwa pozwolą czytelnikowi powrócić do niezwykłych wydarzeń pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, a zwłaszcza Aktu zawierzenia świata Bożemu Miłosierdziu... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej