Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Rytm licheńskiego piegrzymowania

     PIESZO, WOZEM, AUTOBUSEM A TAKŻE SAMOCHODEM OSOBOWYM - PRZEZ PONAD 150 LAT SPOSOBÓW DOTARCIA DO SANKTUARIUM BYŁO WIELE. NIE ZMIENIŁ SIĘ TYLKO CEL PIELGRZYMEK - POKŁONIENIE SIĘ MATCE BOŻEJ UCHENSKIEJ.

     Nic nie dzieje się bez przyczyny

     - Rządca parafii Licheń składa raport o nadzwyczajnym gromadzeniu się ludu przy kapliczce w roku bieżącym wystawionej w tejże parafii - napisał w 1852 roku ks. Florian Kosiński, ówczesny proboszcz parafii. Pismo to było skierowane do władz kościelnych w Kaliszu. Kapłan, poza poinformowaniem przełożonych o wydarzeniach dziejących się w Grąblinie, prosił także o pomoc w podjęciu odpowiednich kroków ułatwiających wyjaśnienie tej sytuacji.

     Rok 1852 był rokiem wybuchu epidemii cholery w kraju. Przerażeni mieszkańcy Lichenia i sąsiednich wiosek przypomnieli sobie o opowieściach pasterza Mikołaja Sikatki, któremu dwa lata wcześniej, w grąblińskim lesie ukazała się osoba nieznana, jakoby z innego świata.

     - Jedni uważali to za przewidzenie, inni zaś uwierzyli opowiadaniu do tego stopnia, że tłumy ludności zaczęły odwiedzać obraz Matki Boskiej i Mikołaja Sikatkę. Przez dziesięć tygodni wszystkie domy i poła licheńskie zapełnione były ludem - napisał ks. Aleksander Dobrucki, jeden z późniejszych proboszczów parafii.

     Mieszkańcy relacjonowali, że przed obrazem Matki Bożej zaczęły dziać się rzeczy nieprawdopodobne: chorzy i męczeni gorączką odzyskiwali zdrowie, umierający - życie. Wieść o tym szybko roznosiła się. Z dnia na dzień coraz więcej osób z odległych stron, różnego stanu i wyznania przychodziło do grąblińskiego lasu.

     Wierni przybywali z daleka, często pozostając tam dłuższy czas. Miejscowość nie była przygotowana na przyjęcie takiej liczby osób. Była to połowa XIX stulecia - w Grąblinie nie było żadnej karczmy ani sklepu. Mieszkańcy opowiadali, że początkowo pielgrzymi czerpali wodę ze studni, lecz kiedy zabrakło jej w studniach pątnicy zaczęli gasić pragnienie wodą z jeziora. Mimo to nie było przypadków zachorowań. Tłumy wiernych spowodowały, że z czasem zjawili się handlarze sprzedający żywność i napoje.

     - W czasie panującej cholery niektórzy mieszkańcy zrobili pomiędzy sobą składkę, aby postawić murowaną kapliczkę i w niej umieścić obraz. Zaczął się gromadzić lud wielkimi masami, tak dalece, że dziennie po kilkaset, a niekiedy i więcej jak po tysiąc ludzi przybywa z odległych o kilka mil okolic. Padają krzyżem przed obrazem, obchodzą na kolanach kapliczkę i składają ofiary w świecach i pieniądzach do skarbony - pisał ks. Kosiński.

     Proboszcz i władze kościelne były zaniepokojone samowolnym rozpoczęciem budowy kaplicy. Ówczesne prawo kościelne zabraniało przeprowadzania jakichkolwiek zbiórek na cele kultu bez zgody administracji parafii. W 1845 roku rozebrano kościół w Licheniu z zamiarem pobudowania nowego. Na czas budowy przy cmentarzu powstała drewniana kaplica. Proboszcz obawiał się, że przez zapał, ofiarność i gorliwość w budowaniu kaplicy w miejscu objawień, kościół w Licheniu nie zostanie zbudowany.

     Do Grąblina skierowano komisję biskupią. Jej członkowie ujrzeli tłum ludzi modlących się, śpiewających, leżących krzyżem. Władze uznały,1 że obrazowi należy zapewnić odpowiednią ochronę, a wiernych objąć opieką duszpasterską. Zapadła decyzja, że wizerunek Matki Bożej zostanie przeniesiony w bezpieczniejsze miejsce - do kaplicy w Licheniu. 29 września 1852 roku Cudowny Wizerunek przeniesiono do Lichenia. W uroczystej procesji wzięło udział wielu księży, władze powiatowe, władze gubernialne z Kalisza, a przede wszystkim tłum pątników. Aby zapobiec zamieszaniu i sprzeciwom mieszkańców, kapłani niosący wizerunek byli eskortowani przez oddział żandarmów. Obraz Matki Bożej został umieszczony w kaplicy cmentarnej. Po pięciu latach przeniesiono go do nowo wybudowanego kościoła św. Doroty, w którym pozostał aż do 2006 roku.

     Odpust 15 sierpnia - punkt kulminacyjny

     Mijały lata. Kult Matki Bożej Licheńskiej, który został zapoczątkowany w czasie epidemii cholery, rozszerzał się. Sanktuarium tętniło życiem duchowym. Zaczęło się rozwijać także zewnętrznie - do kościoła zakupiono organy, ofiarodawcy przekazali również szaty, naczynia liturgiczne, dywany, chorągwie i obrazy.

     15 sierpnia - uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny był najważniejszym dniem w ciągu roku. Pielgrzymi przybywali ze swoimi kapłanami i pełną asystą procesyjną.

     - Na to święto gromadziło się kilkanaście tysięcy osób. Ludzie przychodzili i przyjeżdżali z miejscowości oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów. W 1937 roku nie dopisała pogoda, a mimo to w przeddzień było już około 5 tysięcy pielgrzymów. Nabożeństwa odpustowe odprawiane były w kościele i na balkonie umieszczonym w jego szczycie - relacjonował ks. Jan Wieczorek, ówczesny proboszcz parafii.

     - Przy konfesjonałach było bardzo tłoczno. Ludzie skarżyli się, że stoją jak w prasie. Kilku chłopców nie mogąc docisnąć się do spowiedzi, obeszło parkan, weszło na niego z drugiej strony i zaczęło spuszczać się po filarach na konfesjonał, ku zdziwieniu i niezadowoleniu pozostałych pielgrzymów - kontynuował ks. Wieczorek.

     Uroczystości kościelne, obok wymiaru religijnego, były okazją do spotkania się z rodziną, zrobienia zakupów, odpoczynku i zabawy. Połączenie obchodów religijnych z prawie jarmarczną atmosferą było powszechnym zwyczajem i nie budziło sprzeciwów. Co roku razem z pielgrzymami przybywali handlarze, uliczni karczmarze, karuzelarze i żebracy.

     Do 1939 roku w licheńskiej Księdze Łask zapisano blisko 3 tysiące świadectw o doznanych łaskach i cudach. To sprawiło, że do Lichenia ciągnęli pątnicy z całej Polski.

     Na skutek II wojny światowej Sanktuarium poniosło ogromne straty. Po wszystkich dramatycznych wydarzeniach z kościoła św. Doroty pozostały tylko cztery ściany i obraz Matki Bożej - cudem ocalały dzięki organiście, który ukrył go w swoim mieszkaniu a następnie w pałacu w Malińcu. W 1949 roku opieka nad Sanktuarium została powierzona Zgromadzeniu Księży Marianów. Od razu rozpoczęło ono pracę nad odbudową kościoła i życia parafii.

     Po wojnie pielgrzymi powrócili do dawnych praktyk pielgrzymowania. Nadal, jak przed laty, rytm nadawała uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Ludzie mówili, że coś się zdarzyło przed odpustem, albo po odpuście.

     - Kiedy byłem małym, sześcio- może siedmioletnim chłopcem, w nocy około 15 sierpnia budził nas turkot wozów. Pojazdy toczyły się przez całą noc już w przeddzień odpustu. Najczęściej były to wozy drabiniaste, które obsiadały kobiety. Jechały one na boso. Buty się oszczędzało i zakładało sieje dopiero przed wejściem do kościoła - opowiadał Roman Lewandowski, jeden z pielgrzymów, który już jako mały chłopiec przyjeżdżał do Lichenia.

     - To były lata 50. Pierwszym przystankiem był Grąblin. Nie było tam żadnych parkingów. Ludzie stawali po prostu na drodze. Co odpust kupowało się kawałeczek kory z sosny, na którym wisiał obraz. Po przyjeździe do domu korę tę zatykało się za nogi Ukrzyżowanego Chrystusa na krzyżyku, który wisiał na ścianie w pokoju - kontynuował wspomnienia Roman Lewandowski.

     Do dziś większość pielgrzymów swoją wizytę w Sanktuarium zaczyna od zatrzymania się w lesie grąblińskim. Chcą tam pomodlić się, odprawić Drogę Krzyżową czy odmówić Różaniec. Dopiero po tak rozpoczętej pilgrzymce udają się do Lichenia, by w bazylice pokłonić się Matce Bożej Licheńskiej.

     - Po wizycie w lesie wsiadaliśmy na bryczkę i jechaliśmy do kościoła Św. Doroty. Znajdował się on na wysokim wzniesieniu, na górze. Nie prowadziły do niego schody, trzeba się było wspinać po trawiasto-piaszczystym podejściu. Po wejściu do środka modliliśmy się przed Cudownym Obrazem, obchodziliśmy ołtarz dookoła, następnie była Msza Święta, a po niej powrót do bryczki - kontynuował pan Lewandowski.

     Licheń przez lata nie był przygotowany na przyjmowanie tak dużej liczby pielgrzymów. Nie było stałego punktu czerpania wody pitnej, miejsc, w których ludzie mogliby przenocować. Co zmyślniej si mieszkańcy sprzedawali wodę z własnej studni - liczono ją na szklanki. To wszystko było powodem wykopania studni niedaleko kościoła św. Doroty. Po cudownym odzyskaniu wzroku przez kobietę, która wodą tą przemyła twarz, miejsce to zaczęto nazywać cudownym źródełkiem.

     - W bryczce jedliśmy pieczone kurczaki, piliśmy kompot z wiśni, jabłek i rabarbaru. Kompot był wlany do butelek z ceramicznymi korkami w drucianej oprawie. Otwieranie dla każdego tej butelki było moim ulubionym zajęciem. Bardzo lubiłem także wodę z ogórków. Nabierano ją z drewnianych beczek. Szklanka tej wody kosztowała złotówkę - wspominał Roman Lewandowski.

     - Dużo zmieniło się po tym, kiedy w 1965 roku przybył ksiądz Eugeniusz Makulski. Od początku wiele zrobił dla tego miejsca. Umiał przemówić do ludzi, pielgrzymi chcieli go słuchać. Po objęciu przez niego probostwa Licheń zaczął się bardzo rozwijać - wyjaśniał ks. Czesław Szyszko MIC, jeden z najstarszych księży marianów w Licheniu. W latach 80. wybudowano pierwszy dom pielgrzyma, który dziś stanowi fragment domu pielgrzyma Betania. W herbaciarni siostry zakonne gotowały herbatę i częstowały nią pielgrzymów. Powstał pierwszy kiosk z pamiątkami. Wokół kościoła św. Doroty stały tablice, na których wywieszone były gazetki ukazujące historię objawień Matki Bożej.

     Rok Wielkiego Jubileuszu

     Od czasu koronacji Cudownego Obrazu Matki Bożej Licheńskiej w 1967 roku teren Sanktuarium powiększał się. Alejki były zapełniane kaplicami, pomnikami, powstał murowany kościół Matki Bożej Częstochowskiej, kaplica Krzyża Świętego, Golgota. Sanktuarium piękniało. Zaplecze noclegowe, gastronomiczne, kilka parkingów - to wszystko sprawiało, że pobyt w Licheniu stawał się wygodniejszy. Ludzie kochali to miejsce i dzięki ich ofiarności Sanktuarium rozbudowywało się. - Posługę duszpasterską w Licheniu zacząłem w 2000 roku, zaraz po święceniach kapłańskich zaczął opowieść ks. Stanisław Kosiorowski MIC, obecny proboszcz licheńskiej parafii. - Pamiętam jak dziś, kiedy budziliśmy się rano, to przed kościołem św. Doroty były już tłumy pielgrzymów. Było tak prawie codziennie, nie tylko w niedzielę. Rok 2000 był rokiem wyjątkowym.

     Był to Rok Wielkiego Jubileuszu. Ojciec Święty Jan Paweł II zachęcał, aby w tym czasie wierni udawali się na pielgrzymki do miejsc świętych. Przypominał, że pielgrzymka jest symbolem indywidualnej wędrówki człowieka wierzącego śladami Odkupiciela. Ta niezwykła zachęta Jana Pawła II miała wielki wpływ na liczbę przyjeżdżających pątników. Wierni bardzo chętnie uczestniczyli w pielgrzymkach do Lichenia. Zainteresowanych było bardzo wielu. Proboszczowie niekiedy kilka razy w roku przywozili swoich parafian.

     Był to także okres niezwykłych spowiedzi. Ludzie bardzo chcieli doświadczyć pojednania z Panem Bogiem. Przygotowywali się do tego spotkania. Kolejki do konfesjonałów były tak długie, że księża spowiadając wiele godzin dziennie nie byli w stanie wysłuchać wszystkich. - To były bardzo głębokie spowiedzi. Wierni chcieli tego doświadczyć. Nie mogliśmy wyspowiadać wszystkich, pielgrzymów było bardzo dużo, a księży brakowało, nawet jeśli siedzieliśmy w konfesjonałach przez cały dzień - wyjaśniał ks. Kosiorowski.

     Pielgrzymi kultywowali tradycję rozpoczynania pielgrzymek od wizyty w lesie grąblińskim. Parking przy lesie codziennie wypełniony był autobusami. Przy kaplicy Sosny ustawiały się długie kolejki wiernych. Ludzie modlili się, odprawiali Drogę Krzyżową, Różaniec. - Oczywiście później jechali do Lichenia. Msza Święta była najważniejszym punktem pielgrzymki. Grupy zgłaszały swój udział w Kancelarii dla Pielgrzymów. Tam klerycy zbierali dane od grup, by kilka minut przed rozpoczęciem Eucharystii pobiec do zakrystii i przekazać tę listę kapłanowi - wspomina ksiądz proboszcz.

     Kościół św. Doroty mógł pomieścić tylko 600 osób. Ci, którzy nie mogli dostać się do środka zajmowali miejsca w krużgankach przy świątyni. Mimo to, że w krużgankach przewidziane były miejsca dla setek osób, i tak dla większości pielgrzymów brakowało ich. Ludzie tłoczyli się na placu wokół kościoła. - Pięknie było udziełać Komunii Świętej, kiedy pielgrzymi robili specjalne przejście dla księży - mówił ks. Stanisław. -W soboty i w niedziele w Sanktuarium były tysiące pielgrzymów. Przy ołtarzu można było zliczyć po 40-50 księży. Znam kościół św. Doroty doskonale, ale do dziś nie potrafię zrozumieć jak wszyscy się tam zmieścili.

     Weekendy były dniami, kiedy najwięcej ludzi przyjeżdżało do Lichenia. Wtedy pielgrzymi mieli najwięcej wolnego czasu. Chętnie brali udział w 2-3 dniowej pielgrzymce. W piątki i w soboty o godzinie 21.00 gromadzili się przed obrazem Matki Bożej, by uczestniczyć w Apelu Maryjnym. Po zakończonych modlitwach i śpiewach, wierni wychodzili przed kościół. Tam ustawiała się długa procesja, która wyruszała do nowo wybudowanej bazyliki. - Była to procesja ze świecami. Była ona hołdem dla Matki Bożej. Z zakrystii wynosiliśmy wszystkie feretrony, chorągwie, obrazy - pięknie to wyglądało. Mężczyźni nieśli chorągwie, kobiety wstążki. Ścisk ludzi, który towarzyszył przejściu procesyjnemu dodatkowo potęgował emocje. Szczególnie ciasne było przejście przy Golgocie -tłumaczy ks. Kosiorowski. W bazylice odprawiano krótkie nabożeństwo, by następnie wrócić do kościoła św. Doroty. Na tym dzień się nie kończył. Dużo osób chciało jeszcze obejść na kolanach Cudowny Obraz, wysłuchać koncertu organistki Barbary Kaczor, czy zostać na nocnym czuwaniu. Choć obecnie obraz Matki Bożej znajduje się w bazylice ludzie nadal bardzo chętnie biorą udział w Apelu Maryjnym, obchodzą ołtarz na kolanach, czy zostawiają wota świadczące o licznych łaskach wypraszanych za wstawiennictwem Matki Bożej Licheńskiej.

     Osoby, które przyjeżdżały do Lichenia chciały jak najwięcej dowiedzieć się o tym miejscu, poznać historię Cudownego Obrazu. Księża marianie szybko odpowiedzieli na zapotrzebowanie pielgrzymów. W Sanktuarium zaczęto organizować zwiedzanie z przewodnikiem. Sfostra zakonna cztery razy dziennie zbierała grupę chętnych, by przez godzinę pokazywać najciekawsze miejsca jednocześnie przybliżając historię Sanktuarium. - Na oprowadzaniach było bardzo dużo osób. Siostra przez tubę opowiadała najciekawsze historie. Pielgrzymi stali z nią pod Golgotą, a my, dzięki tej tubie, słyszeliśmy ją aż w ówczesnym domu zakonnym - śmieje się ks. proboszcz.

     Przez ponad 150 lat Sanktuarium bardzo ewoluowało. Od kilku tysięcy osób chodzących do maleńkiej kapliczki w Grąblinie, aż do setek tysięcy pielgrzymów rocznie kierujących się do bazyliki, została przebyta bardzo długa droga. W XIX wieku ludzie pielgrzymowali pieszo, w następnym stuleciu Licheń zaczęły zalewać autokary, obecnie autobusy coraz częściej są zastępowane samochodami osobowymi. - Tempo życia, zmiany, jakie zaszły w ciągu ostatnich kilkunastu lat spowodowały, że pielgrzymki autokarowe powoli zostają zamieniane na przyjazdy indywidualne, w gronie rodziny. Kiedyś pielgrzymka autokarowa była rarytasem. Podróżowanie nie było tak dostępne jak obecnie - podsumowuje ks. Kosiorowski.

     Zmienił się sposób pielgrzymowania, lecz nie zmienił się cel. Wierni zawsze kierowali się do Sanktuarium po to, aby u stóp Matki Bożej Licheńskiej zostawić najskrytsze intencje noszone w sercach i nic nie wskazuje na to, że kiedykolwiek miałoby się to zmienić.


Weronika Kuśmierek


Tekst pochodzi z Informatora Sanktuarium Maryjnego w Licheniu
Pielgrzym Licheński - Informator nr 6, wiosna 2014


Czekając aż przyjdzie. Radykalizm chrześcijański w epoce postindustrialnej Czekając aż przyjdzie. Radykalizm chrześcijański w epoce postindustrialnej
Krzysztof Paczos
Redakcja „Znaku" zwróciła się kiedyś do ks. Krzysztofa Paczosa z prośbą o udział w ankiecie na temat posłuszeństwa w Kościele. Wypowiedź, którą nadesłał, skłoniła nas do zamówienia u niego większego tekstu. W ten sposób powstał ogromny i bardzo interesujący esej... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej