Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Wędrówka z Panem Bogiem

     W jaki sposób Bóg powołuje w Kościele nowe dzieło? Zawsze przez "charyzmatyczne" - prowadzące do całkowitego posłuszeństwa Duchowi Świętemu przygotowanie ludzi, którzy temu dziełu będą służyć. Oto jak rodziła się Wspólnota Niepokalanej Matki Kościoła - instytut świecki pozostający w służbie Ruchu Światło-Życie i jak Bóg przygotowywał tych, którzy mieli ją utworzyć.

     Historia powołania to historia tajemniczych kontaktów Pana Boga z człowiekiem. Wiadomo, że Pan Bóg dla każdego człowieka ma plan, dla nas też go miał. Nie znałyśmy tego planu i nie mogłyśmy go przewidzieć w naszych najśmielszych marzeniach - mówią Dorota i Zuzanna ze Wspólnoty Niepokalanej Matki Kościoła.

     Dorota

     Od dziecka była blisko Pana Boga i Kościoła. Nie wyobrażała sobie innej drogi życia jak całkowite oddanie się Panu Bogu. Kiedy więc przyszedł do jej parafii w Tychach ks. Franciszek Blachnicki, z zapałem uczestniczyła w organizowanych przez niego "godzinach religijnych" dla młodzieży. Ks. Franciszek gromadził młodzież na Eucharystiach odprawianych twarzą do ludzi (choć było to jeszcze przed Soborem Watykańskim II), tłumaczył teksty mszalne na język polski, głosił słowo Boże w taki sposób, że wyczuwało się, iż sam żył tym wszystkim, o czym mówił. Taka postawa pociągała wielu, pociągnęła także Dorotę.

     Po przejściu ks. Franciszka do innej parafii, spośród młodzieży gromadzącej się wcześniej wokół niego, wyłoniła się grupa dziewcząt, które każdego tygodnia spotykały się na modlitwie. Dzieliły się też ze sobą odkrywaniem swojej drogi życiowej. Były wśród nich takie, które zdecydowanie chciały wyjść za mąż i takie, które czuły powołanie do wyłącznej służby Bogu. Dorota była w tej drugiej grupie. Nie było jednak dla niej całkiem jasne, w jakiej formie mogłaby zrealizować to powołanie.

     Dorota wraz z innymi koleżankami, które myślały podobnie jak ona, szukała rady co do dalszej swojej drogi także u ks. Blachnickiego. Ksiądz nie potrafił im pokazać jasnej wizji przyszłości, ale poznając je coraz lepiej, twierdził, że nie widzi ich w klasztorze. Postanowiły więc czekać na wyraźne światło. Nadal spotykały się razem, modliły się wspólnie, współpracowały z duszpasterzami w parafii i starały się na różny sposób służyć ludziom. Marzyły, że w przyszłości kupią sobie jakiś domek pod lasem i będą wspólnie robić coś dobrego... "Nie wiedziałyśmy, czego żąda od nas Bóg, ale wiedziałyśmy, że pozostaniemy razem" - wspomina Dorota.

     Kontakt z ks. Blachnickim stawał się coraz częstszy i głębszy. Dziewczęta uważały go za swego ojca i przewodnika duchowego. A wszystko to działo się w okresie bardzo trudnym dla Kościoła. Niektórzy biskupi zostali uwięzieni, w diecezjach rządzili nasłani przez rząd wikariusze kapitulni... Gdy bez zgody papieża i prymasa zamierzano zorganizować synod w diecezji katowickiej, ks. Blachnicki wraz z pewną grupą kapłanów próbował doprowadzić do jego bojkotu i uwolnić biskupów. Włączał do tej akcji również dziewczęta, które przepisywały dla niego teksty i rozwoziły do proboszczów różne materiały oraz listy wzywające do bojkotu. Sprzeciw wobec rządzących wymagał wówczas wielkiego hartu ducha. Były to czasy stalinowskie i opór wobec władzy mógł kosztować bardzo wiele.

     Po powrocie biskupów z wygnania, ks. Blachnicki zaczął pracować w Kurii Diecezjalnej w Katowicach. W otrzymanym od biskupa baraku założył Ośrodek Katechetyczny i zaprosił do współpracy Dorotę oraz jej koleżanki. Dla Doroty był to następny krok na drodze, którą przygotował jej Bóg.

     Zuzanna

     Pierwszy wyraźny moment spotkania z osobowym Bogiem nastąpił dla niej podczas I Komunii Świętej. Chociaż to doświadczenie było silne, jej życie nadal toczyło się zwyczajnie. Lubiła sport, zabawy, tańce...

     W drugiej klasie liceum zaczęło się w jej życiu dziać coś nowego, czego z początku nie rozumiała. Zdarzało się, że wychodziła w trakcie najlepszej zabawy, doświadczając jej pustki i bezsensu. Coraz częściej przychodziły jej myśli o oddaniu się na wyłączną służbę Panu Bogu. Stopniowo rodziło się w niej przekonanie, że gdyby rzeczywiście było to wezwanie Pana, to ze swej strony chciałaby na nie odpowiedzieć w radykalny sposób. Miejscem, w którym wówczas widziała możliwość zrealizowania swego oddania Bogu, był Karmel.

     Wkrótce jednak zupełnie nieoczekiwanie nastąpiły zmiany w jej życiu. Rodzice zdecydowali o przeprowadzce na Śląsk - do Tychów. Weszła w nowe środowisko szkolne, koleżeńskie. Dzięki swojej koleżance poznała również ks. Franciszka Blachnickiego. W krótkim czasie Zuzanna dołączyła do grupy, w której była Dorota, uczestnicząc w spotkaniach i modlitwie. Wspólnie z Dorotą i innymi dziewczętami z tej grupy - w Wigilię Zesłania Ducha Świętego 1955 roku - zawierzyła swoje życie Duchowi Świętemu.

     Po zdaniu matury Zuzanna rozpoczęła pracę w prezydium, ale wkrótce zwolniono ją na skutek redukcji etatów. O fakcie tym został poinformowany ks. Blachnicki, który właśnie szukał współpracowników w organizowaniu Ośrodka Katechetycznego w Katowicach. Zaprosił Zuzannę na rozmowę, proponując jej pracę. Przy tej okazji jednak prosił, aby opowiedziała mu trochę o swoim życiu i o planach na przyszłość. W jej wypowiedzi znalazło się również wyznanie o pragnieniu pójścia do Karmelu. Ks. Blachnicki wysłuchał wszystkiego z uwagą i na koniec powiedział o możliwości realizowania całkowitego oddania się Bogu w świecie, zachęcając do zastanawiania się nad taką ewentualnością.

     Od tego czasu Zuzanna już mniej pewnie myślała o Karmelu, zwłaszcza że ks. Franciszek, słuchając jej opowiadania, wskazał na istnienie Bożego planu, który realizuje się poprzez różne wydarzenia jej życia. Było to dla niej wielkie odkrycie. Zrozumiała, że najważniejszą sprawą jest dla niej wejście w ten plan, który przygotował dla niej Bóg.

     Wspólne początki

     W odpowiedzi na propozycję ks. Franciszka Zuzanna podjęła praktycznie od razu pracę w Ośrodku Katechetycznym Kurii Diecezjalnej w Katowicach. Wkrótce też zamieszkała wraz z dwoma innymi dziewczętami w przykurialnym baraku, który stał się siedzibą tego Ośrodka. Po jakimś czasie zamieszkała tam również Dorota.

     Na pierwszym spotkaniu w baraku, w styczniu 1957 r., ks. Blachnicki i mała grupka obecnych tam dziewcząt, zawierzyli siebie i wszelką działalność Ośrodka Niepokalanej, oddając Jej swoją przyszłość. Dziewczęta zaangażowały się całym sercem w pracę prowadzoną przez ks. Blachnickiego, który wydawał pomoce katechetyczne dla diecezji, a później dla całej Polski z czasem utworzył Krucjatę Wstrzemięźliwości i Krucjatę Różańca Świętego, wypracował nową formę rekolekcji ("oazy")... Żyły i pracowały w tym dynamicznie rozwijającym się Ośrodku, który zajmował się organizowaniem wykładów, kursów, rekolekcji, przygotowaniem różnych materiałów, wydawaniem pisma dla osób zaangażowanych w Krucjatę Wstrzemięźliwości. Wykonywały zarówno najprostsze, jak i najbardziej skomplikowane prace, modląc się nieustannie. "Jak długo w baraku trwała praca, tak długo ktoś trwał w kaplicy, na kolanach, z różańcem w ręku" - wspomina Dorota.

     Po roku wspólnej pracy, modlitwy i mieszkania dziewczęta odkrywały coraz wyraźniej, że Pan Bóg chce, aby razem szły przez życie, tworząc wspólnotę. 24 maja 1958 r. podjęły decyzję rozpoczęcia dwuletniej próby, na wzór nowicjatu w zakonach. Chciały się przekonać, czy są w stanie porzucić wszystko dla Boga, dlatego postanowiły przez czas próby nie wyjeżdżać do rodziny. Był to dla nich bardzo ważny czas, w którym poznawały lepiej siebie i uczyły się wzajemnej miłości, a także życia w posłuszeństwie i ubóstwie. Przez cały czas ks. Blachnicki towarzyszył ich drodze jako kierownik duchowy. Po dwóch latach próby, 5 czerwca 1960 r., złożyły pierwsze śluby prywatne. Był to moment narodzenia się wspólnoty.

     W niespełna trzy miesiące później władze państwowe zlikwidowały Krucjatę Wstrzemięźliwości. "Zostałyśmy bez dachu nad głową, ale nie chciałyśmy rezygnować z drogi, którą ukazał nam Bóg" - mówi Dorota. Ponieważ w dotychczasowym życiu, wypełnionym po brzegi pracą nie było zbyt wiele czasu na studium i formację, dziewczęta postanowiły ten czas, pewnej niewiadomej w ich życiu, wykorzystać na ich uzupełnienie. Podjęły więc dwuletnie studia w Wyższym Instytucie Katechetycznym w Krakowie, prowadzonym przez Siostry Urszulanki UR. Ze strony sióstr był to gest wielkoduszny i odważny. Dziewczęta były bowiem wyraźnie kojarzone z ks. Blachnickim, który po likwidacji Centrali Krucjaty Wstrzemięźliwości był ciągle przesłuchiwany przez UB, a później aresztowany. Siostry nie tylko przyjęły je na studia, ale również dały im mieszkanie za klauzurą, mimo że formalnie nie były jeszcze wspólnotą.

     Nowe perspektywy

     Ks. Blachnicki, podczas pobytu w więzieniu miał dużo czasu na modlitwę i zastanawianie się nad przyszłością wspólnoty. Pan Bóg nie.dawał wyraźnych znaków. Postanowił więc podjąć studia pastoralne na KUL-u. Po jakimś czasie pojechały tam również niektóre dziewczęta ze wspólnoty. Trochę pomagały ks. Blachnickiemu w zbieraniu materiałów do jego pracy naukowej, a także podjęły pracę jako katechetki, a później studia na KUL-u. Nie wiedziały jednak do czego to wszystko zmierza. Ks. Franciszek podtrzymywał w nich wiarę, choć sam nie miał jakiejś jasnej wizji na przyszłość. Działo się zaś to wszystko w latach Soboru Watykańskiego II. Ukazujące się kolejno dokumenty soborowe stały się dla ks. Franciszka inspiracją do działania na rzecz odnowy Kościoła i bodźcem do ponownego tworzenia oaz ubogaconych o nowe, posoborowe treści.

     Tak więc po wielu latach zorganizowano znowu rekolekcje oazowe, tym razem dla dziewcząt. Potem następowały lata dojrzewania tej formy rekolekcji, a dla wspólnoty dziewcząt - ich dojrzewania do posługi w Kościele. W tych latach kształtował się charyzmat ruchu, nazwanego później Ruchem Światło-Życie. Ich wspólnota żywo uczestniczyła w tym procesie i stanowiła jakby centrum rodzącego się Ruchu.

     Czy na pewno "ta" droga?

     I tak, przez kilka lat, w ciągu roku pracowały i studiowały w Lublinie, a w wakacje przyjeżdżały do Krościenka, by organizować oazy. Krościenko stało się opatrznościowym miejscem, gdzie ruch oazowy znalazł swoją siedzibę. Na początku ks. Blachnicki i wspólnota, korzystając z uprzejmości tamtejszego proboszcza ks. kan. Bronisława Krzana, zajmowali dla celów oazowych udostępnione im pomieszczenia parafialne. Z czasem powstało niezależne Centrum.

     Kiedy działalność Ruchu przyjęła większe rozmiary, zrezygnowały z pracy i poświęciły się służbie na rzecz Ruchu.

     Zajęć i pracy było zazwyczaj o wiele za dużo jak na ich możliwości. Doświadczały wielu trudności, przeżywały różne kryzysy. Niektóre z nich rodziły się na linii spotkań z opiekunem duchowym. Ks. Blachnicki był nieustannie ileś tam metrów przed nimi, a one nie zawsze umiały wejść w jego wizję. "Uważałyśmy, że Ojciec leci do przodu nie zważając na to, czy ktoś ma siłę za nim nadążyć, czy nie" - mówi Zuzanna. Ale te konflikty rodzące się na tle realizacji charyzmatu Ruchu (który uważały już za swój), rozwiązywane na płaszczyźnie nadprzyrodzonej, w rezultacie doprowadzały do większego scalenia wspólnoty i coraz głębszej jedności z ks. Franciszkiem.

     Z kryzysami "wspólnotowymi" splatały się także kryzysy osobiste. Znaczącym dla całej wspólnoty był np. kryzys, jaki przeżywała Zuzanna. Było to sześć lat po ślubach, w 1966 r. Ich zaangażowanie było jeszcze ciągle dość nieokreślone... Po prostu trzeba było podejmować wszystkie zadania i prace, do których nie zawsze czuły się przygotowane. A ona miała swoje własne ambicje, plany, możliwości, których nie mogła zrealizować, bo życie toczyło się inaczej... I gdy to napięcie pomiędzy tym, co jej się wydawało, że mogłaby robić, a tym co w rzeczywistości robiła, przybrało na sile, zaczęły się rodzić wątpliwości, czy bycie w tej wspólnocie jest rzeczywiście jej drogą.

     Ten kryzys Zuzanny był też trudną próbą wiary dla ks. Blachnickiego. Towarzyszenie tworzeniu się wspólnoty było dla niego doświadczeniem wiary. Nie mając poza wiarą żadnej pewności, że istnienie tej wspólnoty jest wolą Bożą, powiedział sobie, że znakiem, iż Bóg rzeczywiście tego chce, będzie wytrwanie na tej drodze pierwszych pięciu dziewcząt. Trudności Zuzanny stawiały więc w jakiś sposób pod znakiem zapytania całą przyszłość wspólnoty.

     Ks. Blachniki zachęcił Zuzannę, aby przed Panem rozważyła dotychczasową drogę pod kątem realizacji Bożego planu w jej życiu. Kiedy stanęła przed Panem uświadomiła sobie, że droga realizacji własnych planów i ambicji jest najczęściej przekreśleniem Bożego planu.

     Doświadczenie to miało dla Zuzanny wielkie znaczenie. Nie miała już bowiem wątpliwości, że w trudnych sytuacjach trzeba najpierw zapytać o zdanie Pana Boga, że najważniejsze jest w życiu posłuszeństwo wiary. "Kryzysy powołania rodzą się prawie zawsze wtedy gdy człowiek uważa, że wie lepiej niż Pan Bóg... Ja wtedy wybrałem ponownie. Zrezygnowałem z własnych planów i przyjęłam wolę Bożą" - wspomina.

     Zawierzyć Opatrzności

     Dziewczęta pracowały w Ruchu bez wynagrodzenia i nie mając żadnych ubezpieczeń. Wierzyły w Opatrzność Bożą i żyły z tego, co otrzymywały od innych ludzi. "Była to wspólnota dóbr w dostatku i ubóstwie" - mówi Dorota. Nigdy jednak nie odczuwały głodu ani braku odzienia, a bywało i tak, że mogły dzielić się z innymi. Był to dowód na to, że Pan Bóg zawsze troszczy się o swoje dzieci. Wielokrotnie Bóg wyprowadzał je z różnych opresji i trudnych sytuacji pokazując drogę, której nigdy by się nie spodziewały.

     Choć nigdy nie robiły żadnej "akcji powołaniowej", do ich wspólnoty zaczęły z czasem dołączać nowe osoby, które zapragnęły całe swoje życie zaangażować w realizowanie charyzmatu Ruchu Światło-Życie. Dla wielu decyzja przyłączenia się do nich graniczyła z heroizmem, bo nie mając żadnych zabezpieczeń nie mogły nic nikomu zapewnić. Nic oprócz życia w bliskości Boga.

     Pieczęć Kościoła

     Mając za sobą wiele lat wspólnego życia bardzo pragnęły oficjalnej aprobaty Kościoła. Długo trwało poszukiwanie odpowiedniej formy kanonicznej. Dziewczęta chciały, by tą formą był instytut świecki. Okazało się to jednak trudne do pogodzenia z prowadzeniem działalności apostolskiej związanej z Ruchem Światło-Życie. Trzeba więc było jeszcze trochę na tę chwilę poczekać.

     Parę lat trwała praca nad opracowaniem Konstytucji i oczekiwanie na akt kościelnej aprobaty. Jakież było ich zdumienie i radość, gdy później załatwiając niezbędne formalności w Rzymie, w Kongregacji do Spraw Instytutów Życia Konsekrowanego, usłyszały: "Skoro Pan Bóg prowadził to dzieło w ścisłym związku z Ruchem, nie można tego oddzielać". Wspólnota Maryi Niepokalanej Matki Kościoła jest więc dziś instytutem świeckim na prawie diecezjalnym, zatwierdzonym przez biskupa tarnowskiego, i mającym - co potwierdzone w konstytucjach - ścisły związek z Ruchem Światło-Życie.

* * *

     Gdy w 1995 r. ordynariusz tarnowski Ks. Bp Józef Życiński wręczał im dekret, powiedział: "Jesteśmy świadkami tworzenia się historii". "A ta historia - to historia pełnej niespodzianek wędrówki z Panem Bogiem" - dodaje Zuzanna.


Z Dorotą i Zuzanną
spotkała się Bożena Biegun


     P.S. Zuzanna Podlewska i Dorota Seweryn to dwie z pierwszej piątki dziewcząt, które zapoczątkowały istnienie Instytutu Niepokalanej Matki Kościoła. Obecnie Zuzanna Podlewska jest główną odpowiedzialną tego Instytutu.



E-mail od Pana Boga do młodzieży E-mail od Pana Boga do młodzieży
Clarie Cloninger i Curt Cloninger
Stoisz przed życiowym wyborem? Zdajesz do nowej szkoły, a może niebawem czeka cię egzamin maturalny, na studia lub obrona pracy dyplomowej? Starasz się o przyjęcie do pracy? Zajrzyj do swojej skrzynki z e-mailami. Wśród wielu listów od kolegów i przyjaciół znajdziesz dziś wiadomość specjalną - list od Pana Boga... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej