Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Między wezwaniem Boga a odpowiedzią człowieka

     Mówiąc o każdym powołaniu, trzeba na początku uświadomić sobie podstawową prawdę, że w jego urzeczywistnieniu się uczestniczą trzy podmioty: Bóg, sam powołany oraz inni ludzie. Ci ostatni mogą być narzędziem Boga, może się nimi także posłużyć Przeciwnik. Te trzy "ścierające się" rzeczywistości sprawiają, że każdy z nas w pewnym stopniu "zmaga się" ze swoim powołaniem. Spójrzmy, jak zmagał się z nim św. Paweł.

     Plan Boga

Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię
wszelkiemu stworzeniu
(Mk 16,15)

     W powołaniu człowieka rozstrzygający głos należy do Boga. On jest Panem dziejów i On jest Panem życia każdego człowieka. Chcąc więc nakreślić dzieje powołania św. Pawła, trzeba najpierw zapytać o zamiar Boży względem niego i o całościową perspektywę, w której umieszczony został Apostoł.

     Przenieśmy się w pierwsze lata życia Kościoła. Chrystus spełnił już swoją misję przewidzianą przez Ojca na czas Jego ziemskiego życia. Zgromadził uczniów i przez trzy lata formował ich uwzględniając ich zdolności i ograniczenia. Poddając się do końca woli Ojca, pozwolił się pojmać, skazać na śmierć i ukrzyżować. Po swoim zmartwychwstaniu dał uczniom ostatnie wskazówki. Reszty miał dokonać Pocieszyciel, zesłany na Apostołów w Dniu Pięćdziesiątnicy.

     Pragnieniem Jezusa było to, by Dobra Nowina o zbawieniu była głoszona - poczynając od Jerozolimy - wszelkiemu stworzeniu, aż po krańce świata (Mk 16,15; Dz 1,8). Tymczasem siła ciążenia tradycji żydowskiej obecnej w życiu Apostołów sprawiła, że nie byli oni zdolni przekroczyć ciasnych ram Starego Przymierza. Nie wystarczyło im potężne wylanie Ducha Świętego w Dniu Pięćdziesiątnicy (Dz 2) i na nic zdały się niespodziewane i budzące podziw sukcesy w początkach głoszenia Ewangelii (Dz 2.41.47; 4,4; 5,14).

     Apostołowie i cały Kościół pozostawali w Jerozolimie. Gromadzili się ciągle w krużgankach świątyni jak jedna ze szkół któregoś z wielu uczonych w Piśmie (Dz 2,46; 3,11; 5,12). Także tam, w Jerozolimie, spotkały ich pierwsze pogróżki i prześladowania (Dz 4,1-3; 5,17-18.26-28.40-41).

     Pewien wyłom w ich postępowaniu wprowadziło prześladowanie i wypędzenie części wyznawców Chrystusa z Jerozolimy (Dz 8,1). To dzięki niemu Apostołowie po raz pierwszy głosili Ewangelię poza Jerozolimą (Dz 8,4). O zbawieniu dokonanym już przez Chrystusa usłyszeli wtedy nie tylko Żydzi. Pierwszymi słuchaczami byli Samarytanie, z powodów religijnych szczególnie nienawidzący się z Żydami (Dz 8,5.25).

     Następny wyłom stanowił "wymuszony" przez Ducha Świętego na Piotrze chrzest poganina, setnika Korneliusza. Duch Święty dając dar mówienia językami i wielbienia Boga słuchaczom pogańskim pokazał, że są oni godni przyjąć Ewangelię i chrzest (Dz 10,44-46). Przekonało to Piotra, który mówi do towarzyszących mu chrześcijan pochodzenia żydowskiego: Któż może odmówić chrztu tym, którzy otrzymali Ducha Świętego tak samo jak my (Dz 10,47).

     Znakiem nadejścia nowych czasów stała się nowa praktyka obecna w Antiochii Syryjskiej. Głosiło się tam Ewangelię poganom, nie wymagając od nich przejścia na judaizm. Ci ostatni okazali się chłonnymi słuchaczami i wielu z nich stało się wyznawcami Chrystusa (Dz 11,20-22). Praktykę tę zaakceptował przybyły z Jerozolimy specjalny wysłannik Apostołów - Barnaba, ale wielu pobożnym żydowskim wyznawcom Chrystusa wydawała się ona zdradą tego, co najświętsze - tradycji ojców.

     Gdyby sprawy dalej toczyły się tym torem, Ewangelia miałaby szansę dotrzeć jedynie do miejsc zamieszkałych przez Żydów. Prawdziwymi wyznawcami Chrystusa byliby więc tylko ci, którzy w całej rozciągłości przyjmują w dalszym ciągu Prawo Mojżeszowe. Chrześcijanie drugiej kategorii - poganie, którzy uwierzyli w Chrystusa, ale nie przyjęli tradycji judaizmu - nie mogliby nawet zasiadać do wspólnego stołu z chrześcijanami "pierwszej kategorii" (por. Ga 2,12n).

     Bóg jest wierny swoim zamiarom

Kogo mam posiać?
Kto by Nam poszedł?
(Iz 6,8)

     W tej sytuacji Chrystus musi powołać nowego człowieka, kogoś, kto pchnie sprawę ewangelizacji na nowe tory. Problem tkwi jednak w tym, że takiego człowieka jeszcze nie ma w Kościele. Nawet Barnaba, najbardziej otwarty na to, co nowe, zawiedzie i ulegnie presji "żydujących".

     Potrzebny jest na teraz człowiek nieprzeciętny, o silnej osobowości; człowiek, który będzie w stanie przeciwstawić się wszystkim - nie wyłączając największych autorytetów w Kościele - w imię prawdy Bożej. Potrzebny jest człowiek, który postawi wszystko na jedną kartę, nie będzie zabiegał o nic innego, jak tylko o głoszenie Ewangelii - każdemu człowiekowi, w każdym czasie i za wszelką cenę. Potrzebny jest człowiek, który byłby otwarty na świat, jaki jest poza Palestyną, bo teraz tam trzeba zanieść Ewangelię. Nie zrobią tego - i to nie jest ich wina - prości rybacy znad Jeziora Galilejskiego.

     Potrzebny jest człowiek o pewnym wykształceniu teologicznym, taki, który położyłby podwaliny pod potężny budynek, jakim jest wiara Kościoła. Potrzebny jest też człowiek o pewnym wykształceniu ogólnym. Prości uczniowie Jezusa z Galilei przemawiając z ogromną siłą przekonania wzbudzali zdumienie w Sanhedrynie (Dz 4,13). Ale teraz potrzeba człowieka, który odważy się stanąć w teatrze, na agorze pogańskiego miasta, przed namiestnikami i urzędnikami rzymskimi. Nowy głosiciel Ewangelii musi mówić płynnie w języku używanym w całym Cesarstwie Rzymskim. Powinien choć trochę znać tę kulturę, którą żyje społeczeństwo pogańskie, by mógł nawiązać skuteczny dialog, prowadzący do ewangelizacji.

     Na ten moment życia Kościoła, w którym trzeba dokonać rewolucji, Chrystusowi potrzebny jest więc ktoś wyjątkowy. Trzeba bowiem raz na zawsze oddzielić to, co istotne dla Ewangelii od tego, co stanowi dla niej tylko naczynie. Trzeba określić to, co nieprzemijające, i to, co należy do przeszłości.

     Bóg wybiera i przygotowuje

Wybrał mnie jeszcze w łonie
matki mojej i powołał
(Ga 1,15)

     Szaweł nie wie, że to właśnie on jest przygotowywany przez Boga do tej roli. Nie wie też, że wszystko, co wydarza się w jego życiu, będzie później miało ogromne znaczenie w jego działalności ewangelizatora. Ważne więc będzie to, że urodził się w pobożnej rodzinie żydowskiej, w pokoleniu Beniamina, a także to, że zgodnie z przepisem Prawa obrzezano go w ósmym dniu, nadając mu imię pierwszego króla Izraela - Saula. Dla pobożnych Żydów w Jerozolimie i we wszystkich synagogach, w których będzie przemawiał, ważny będzie pobyt Szawła w Jerozolimie, w szkole szanowanego uczonego w Piśmie, Gamaliela. Ten fakt otworzy mu możliwość czytania i przemawiania w każdej synagodze, gdziekolwiek się znajdzie. Ogromne znaczenie będzie miała jego przynależność do faryzeuszy, osobista gorliwość w przestrzeganiu wszystkich przepisów oraz żarliwa obrona wiary ojców, wyrażająca się w prześladowaniu "nowej sekty" - jak będzie sądził o wyznawcach Chrystusa.

     Dla jego słuchaczy pochodzących z pogaństwa wielkie znaczenie będzie miało to, że - jak i oni - urodził się w dużym mieście. Będzie więc rozumiał atmosferę Efezu, Aten czy Koryntu. Przypominając sobie rodzinny Tars, trafiać będzie do słuchaczy używając porównań z zawodów sportowych, wojska, budownictwa, żeglugi. Odwoła się do znanej im religijności. Będzie cytował powszechnie znane dzieła. Ale przede wszystkim będzie przekładał Ewangelię wypowiedzianą na polach Palestyny na język wielkich miast Cesarstwa Rzymskiego. Orędzie Jezusa wypowiedziane do Żydów stęsknionych za Mesjaszem będzie usiłował przekazać w języku dostosowanym do mentalności pogańskiej. Bez swojego dzieciństwa spędzonego w Tarsie byłby wobec tych problemów bezradny.

     Pozostaje jeszcze pytanie, jak w odpowiednim momencie przekonać Szawła, że Bóg wzywa go do takiej a nie innej misji. Przekona go osobiście Chrystus, który ukaże się mu na drodze, w momencie najmniej spodziewanym - gdy Szaweł będzie dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich (Dz 9,1). Potrząśnie nim i sprawi, że zaniewidzi. Reszty muszą dokonać ludzie, których Szaweł spotka w Damaszku.

     Odkrycie powołania

Ja jestem Jezus,
którego ty prześladujesz...
(Dz 9,5)

     Odkrycie powołania przez Szawła dokonuje się - jak w życiu każdego powołanego - stopniowo. Chrystus ukazując się mu pod Damaszkiem olśnił go prawdą, że stoi po niewłaściwej stronie. To Jezus z Nazaretu jest Mesjaszem zapowiadanym przez proroków, a prześladując jego wyznawców, Szaweł walczył z Bogiem. To wystarczyło, by Szaweł stanął teraz po stronie Chrystusa. W tym momencie Chrystus wskazuje mu Kościół i mówi: Idź do Damaszku, tam ci powiedzą, co masz czynić (Dz 9,6).

     W Damaszku Ananiasz objawia w imię Chrystusa zamiary Boże wobec Szawła. Szaweł słyszy trzy zapowiedzi-obietnice: będzie głosił Ewangelię w całym świecie, będzie ją głosił także wobec Żydów, będzie wiele cierpiał ze względu na Chrystusa (Dz 9,15n). Ananiasz zapewne wiernie przekazał dotyczące Szawła "słowo poznania". Co jednak Szaweł zrozumiał z tego słowa i jak je podejmie w życiu?

     Szaweł rozbija się o podstawową trudność, z jaką spotyka się człowiek gwałtownie nawrócony: przecenia znaczenie swojego nawrócenia i nie docenia wartości Kościoła. Chrystus wyraźnie skierował Szawła do wybranego członka Kościoła, do Ananiasza. To pod jego okiem Szaweł powinien był wzrastać, dojrzewać, dochodzić do właściwego rozumienia słowa poznania i poddawać swoje rozumienie tego słowa człowiekowi wyznaczonemu mu przez Chrystusa na przewodnika.

     Szaweł jednak wierzy swojemu rozeznaniu i sądzi, że nawrócenie to tylko kwestia zmiany sztandaru lub strony barykady. Dalej pozostaje "człowiekiem bojówki", tylko że teraz - za sprawę Chrystusa. Ciągle jeszcze uważa, że środki, którymi posługiwał się dotąd w prześladowaniu wyznawców Chrystusa, mogą być użyte w służbie Ewangelii. Nie przychodzi mu też do głowy, że ktoś, kto głosi Dobrą Nowinę musi przeżyć gruntowne nawrócenie i śmierć "starego człowieka". Żyjący w nim wciąż faryzeusz-bojówkarz nadal chce na siłę przekonywać do słuszności Ewangelii, gotowy pełnić wolę Bożą niezależnie od tego, czy Bóg tego chce, czy nie.

     Szaweł jeszcze nie wie, że z zapowiedzi Bożych człowiek słyszy to, co chce. Z całego wypowiedzianego nad nim słowa Szaweł przyjął tylko wezwanie do głoszenia Ewangelii każdemu kogo spotka, zawsze, za wszelką cenę. Nie usłyszał natomiast zapowiedzi cierpienia dla Chrystusa.

     Gdy Szaweł głosi Ewangelię, pojawiają się - tak jak później, w przypadku wielu innych "zbyt mocno" nawróconych - problemy. Szawłowe głoszenie Ewangelii nie buduje Kościoła. Towarzyszy mu niepokój, rozterki, niezrozumienie, wzburzenie. Na nic zda się nawet zmiana środowiska (Szaweł z Damaszku przybywa do Jerozolimy), więc w końcu przełożeni Kościoła uznają, że dla dobra Kościoła i Ewangelii Szaweł winien pojechać gdzie indziej. Wsadzają go na statek i odsyłają w rodzinne strony. Jak to zaznacza autor Dziejów Apostolskich, wszyscy oddychają teraz z ulgą: A Kościół cieszył się pokojem w całej Judei, Galilei i Samarii. Rozwijał się i żył bogobojnie, i napełniał się pociechą Ducha Świętego (Dz 9,31).

     Dojrzewanie

Wszystko uznaję za stratę
ze względu na najwyższą wartość...
(Flp 3,8)

     W okolicach Tarsu spędził Szaweł sześć a może dziesięć lat. Były to lata samotności. Nie znane są nam ówczesne przeżycia religijne Szawła, ale nie ulega wątpliwości, że te lata były najważniejszymi latami jego życia. Były one ważniejsze od tych spędzonych u stóp Gamaliela, ważniejsze nawet od późniejszych kilkunastu, pełnych sukcesów i intensywnej pracy apostolskiej.

     Podczas pobytu w rodzinnych stronach umierał w ciszy i samotności stary Szaweł, faryzeusz, bojownik, gwałtownik, a rodził się Paweł, naśladowca Chrystusa, sługa Ewangelii, szafarz Bożych tajemnic. Właśnie w tym czasie Paweł musiał zmierzyć się z pytaniem o sens wszystkiego, co dotąd wydarzyło się w jego życiu - sens wyjątkowego spotkania z Jezusem pod Damaszkiem, o wartość słów wypowiedzianych nad nim przez Ananiasza... Musiał pytać o to, co jeszcze go w życiu czeka, skoro teraz, zaledwie gdy rozpoczął działalność, znalazł się na uboczu.

     Paweł poddał się w tym czasie prowadzeniu Bożemu. Jeszcze ważniejsze, że poddał się ludziom kierującym wówczas Kościołem. Nie było to na pewno proste. Obiektywnie rzecz biorąc, nie było w tym czasie w Kościele większego teologa, niż on. Nikt też nie był bardziej niż on dynamiczny i nie miał więcej możliwości. Paweł jednak zrozumiał, że wolą Chrystusa dla niego, wolą wyrażoną mu przez Kościół, jest czekać i dojrzewać. Najlepsze dla owocnego działania lata mijały szybko i nic nie wskazywało na to, że ktoś sobie jeszcze o nim przypomni... Pozostawała nadzieja, że jednak wszystko to, co dotąd wydarzyło się w jego życiu, musi mieć jakiś sens i jakiś "dalszy ciąg"... Paweł czekał cierpliwie, aż do czasu, gdy odszukał go (w jego życiu już po raz drugi) Barnaba i powtórzył w ślad za pierwszym zaproszeniem Kościoła: Pawle, bracie, przyjdź do Kościoła w Antiochii, bo Kościół ciebie potrzebuje. Żniwo bowiem wielkie, ale robotników mało (por. Dz 11,26).

     Zapowiedzi zaczynają się spełniać

Wyznaczcie mi już Barnabę i Szawła do dzieła,
do którego ich powołałem
(Dz 13,2)

     To właśnie w Kościele, do którego został zaproszony i dla którego pracował Paweł, jeden z proroków wypowiada pewnego dnia słowa, które zapewne w sercu Pawła znalazły mocny oddźwięk: Wyznaczcie mi już Barnabę i Szawła do dzieła, do którego ich powołałem (Dz 13,2). Po modlitwie i rozeznaniu prawdziwości proroctwa Paweł nabiera pewności: ma iść wraz Z Barnabą, by głosić Ewangelię wszelkiemu stworzeniu, wszędzie. Stoi za nimi Kościół w Antiochii, w imieniu którego głoszą Dobrą Nowinę, przed którym będą zdawać sprawę z misji i w imieniu którego zakładają nowe Kościoły.

     Przez realizację powołania Pawła Chrystus zaczyna urzeczywistniać swoje podstawowe pragnienie - by Ewangelia dotarła nie tylko do Żydów, ale do wszystkich ludzi. Paweł będzie głosił Dobrą Nowinę inaczej, niż czynili to jego poprzednicy. Nie będzie wprowadzał ludzi najpierw do judaizmu, a dopiero potem do chrześcijaństwa. Będzie też walczył w Kościele o wolność od przepisów Prawa, którego czas się już skończył. To dzięki Pawłowi Kościół będzie mógł nazywać się "katolickim", czyli powszechnym i nie będzie już postrzegany tylko jako jedna z sekt żydowskich.

     Paweł dostrzega, że w jego życiu zaczynają się wypełniać słowa wypowiedziane kiedyś przez Ananiasza - nawet te najbardziej śmiałe, mówiące o głoszeniu Ewangelii wobec królów. Tak więc już na początku pierwszej wyprawy misyjnej Paweł i Barnaba mają możliwość głoszenia Ewangelii na dworze prokonsula Cypru (Dz 13,7). Później już sam Paweł będzie miał sposobność przemawiać do dwóch prokuratorów (Dz 24-25), króla (Dz 26) i namiestnika wyspy (Dz 28).

     Spełniają się także inne słowa wypowiedziane przez Ananiasza: Paweł głosi Ewangelię w synagogach żydowskich, pozyskując dla Kościoła wielu synów Izraela w diasporze. Coraz bardziej przekonuje się Paweł także do prawdziwości innej zapowiedzi - że dla imienia Jezusa trzeba wiele cierpieć.

     Wierność powołaniu

Czuwaj we wszystkim, znoś trudy,
wykonaj dzieło ewangelisty
(2 Tm 4,5)

     Powołując człowieka Bóg daje mu znak nie tylko jeden, jedyny raz. On pragnie towarzyszyć powołanemu i objawiać mu - niekiedy bardzo szczegółowo - swoje zamiary. Wciąż prowadzi go także przez to, że formuje jego myślenie w czasie modlitwy, przez słowo Boże, bycie w Kościele i "nasycanie" tradycją chrześcijańską. Wypełniając wolę Bożą człowiek posługuje się rozumem przemienionym przez wiarę i myślenie Boże.

     Paweł podejmując ewangelizację wsłuchuje się z jednej strony w coraz to subtelniejsze natchnienia, niekiedy wizje lub proroctwa, z drugiej zaś kieruje się zasadami zdroworozsądkowymi. Do tych ostatnich należy niewątpliwie fakt, że rozpoczyna głoszenie Ewangelii od synagogi w dużym mieście. Wiadomo, że nowe idee przyjmują się łatwiej w społeczności wielokulturowej niż w małej i zamkniętej (wieś). Wierność przymierzu Boga z narodem wybranym nakazywała najpierw zwrócić się w każdym mieście do zgromadzonych w szabat na modlitwę Żydów, a dopiero później do pogan. Pierwsi byli najbliżej podprowadzeni przez obietnice Boże do przyjęcia w Jezusie Mesjasza. Drugich trzeba było przeprowadzić przez uznanie jednego Boga do Jezusa, jedynego Zbawiciela.

     Przy posłuszeństwie Kościołowi, który go posłał i przy zdroworozsądkowym podejściu w ocenie możliwości głoszenia słowa Bożego, Paweł pozostaje ciągle otwarty na prowadzenie przez Ducha Świętego. Świadczy o tym jeden epizod. Gdy Paweł przebywa w Azji Mniejszej, okazuje się w pewnym momencie, że nie wiadomo, dokąd się udać: Przeszli Frygię i krainę galacką, ponieważ Duch Święty zabronił im głosić słowo w Azji. Przybywszy do Myzji, próbowali przejść do Bitynii, ale Duch Jezusa nie pozwolił im... (Dz 16,6n).

     Czyżby więc był to koniec misji? Czy nie należałoby wrócić do domu? A może jednak pozostać i głosić Ewangelię za wszelką cenę? Paweł czeka na jasną odpowiedź. I ta nadchodzi: W nocy miał Paweł widzenie: jakiś Macedończyk stanął przed nim i błagał go: "Przepraw się do Macedonii i pomóż nam!" (Dz 16,9). Znamienna jest ostrożność, z jaką nawet po latach wypowiada się o tym towarzyszący mu Łukasz: Zaraz po tym widzeniu staraliśmy się wyruszyć do Macedonii w przekonaniu, że Bóg nas wezwał, abyśmy głosili im Ewangelię (Dz 16,10)

     Wielkość powołania nie mierzy się wielkością obietnic i proroctw, które je zapowiadają. Miarą powołania jest wierność rozpoznanemu zamiarowi Bożemu i cena, jaką płaci się za tę wierność. Ta cena wyraża miłość powołanego do Chrystusa. Zapatrzeni w Pawłowe sukcesy na polu ewangelizacji zapominamy o trudnych do przyjęcia słowach Chrystusa przekazanych mu przez Ananiasza: Pokażę mu, jak wiele będzie musiał cierpieć dla imienia mego (Dz 9,16).

     Paweł niechętnie mówi o swoim trudzie i cierpieniu znoszonym dla Ewangelii. Gdy przymuszony przez okoliczności zaczyna mówić, poznajemy jego miarę miłości do Chrystusa. Mówi więc, dlaczego bardziej od innych zasługuje na miano sługi Chrystusa: Bardziej przez trudy, bardziej przez więzienia; daleko bardziej przez chłosty, przez częste niebezpieczeństwa śmierci. Przez Żydów pięciokrotnie byłem bity po czterdzieści razów bez jednego. Trzy razy byłem sieczony rózgami, raz kamienowany, trzykrotnie byłem rozbitkiem na morzu, przez dzień i noc przebywałem na głębinie morskiej. Często w podróżach, w niebezpieczeństwach na rzekach, w niebezpieczeństwach od zbójców, w niebezpieczeństwach od własnego narodu, w niebezpieczeństwach od pogan, w niebezpieczeństwach w mieście, w niebezpieczeństwach na pustkowiu, w niebezpieczeństwach na morzu, w niebezpieczeństwach od fałszywych braci; w pracy i umęczeniu, często na czuwaniu, w głodzie i pragnieniu, w licznych postach, w zimnie i nagości, nie mówiąc już o mojej codziennej udręce płynącej z troski o wszystkie Kościoły (2 Kor 11,23-28).

     W takich właśnie doświadczeniach sprawdza się autentyczność powołania. W takich doświadczeniach sprawdziło się także powołanie Pawła, który przyjął do końca zamiar, który miał wobec niego Bóg.


PROPOZYCJA DO REFLEKSJI:

  1. Spojrzyj wstecz na swoje życie, na to wszystko, co zostało ci dane od Boga. Zobacz swoją rodzinę, przyjaciół, szkołę - podziękuj za to dobro, które będzie w jakiś sposób podjęte w twoim życiu.

  2. Spróbuj ułożyć w pewną logiczną całość ważne wydarzenia w twoim życiu, wydarzenia o których można powiedzieć, że zostały ci dane. Co powinno stać się "przedłużeniem" tych wydarzeń? Co powinno być logiczną konsekwencją twojego dotychczasowego życia?

  3. Popatrz na etapy realizacji powołania w życiu Pawła: przygotowanie, działanie według swojej woli, przebudzenie, fanatyczne realizowanie woli Bożej, oczyszczenie, posłuszeństwo Kościołowi przy podejmowaniu wszelkiej misji. Co z tego już przeżyłeś?


ks. Roman Pindel



Tamtej nocy, tamtego dnia powiedziałem Bogu Tamtej nocy, tamtego dnia powiedziałem Bogu
Praca zbiorowa
Kapłaństwo. Jak "przychodzi" do człowieka? Dlaczego do tej, a nie do innej osoby? Ile w tym zasługi ludzkiej, ile Bożych zamysłów? Czy kapłaństwu można przeszkodzić, czy jest ono jak fatum – nieuniknione? Po czym poznać, że rozpoznawane powołanie nie jest pomyłką, iluzją, wymysłem umysłu? Tyle pytań. A odpowiedzi...? Odpowiedzi na te pytania nakreśliło życie... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 Spinacz: 25.06.2008, 23:28
 wszystko jest trudne...a ktoś mowił, że będzie łatwo?? nie...zawsze na pierwszym miejscu są starania i modlitwy...Jeśli nie będzxiemy wytrwale prosić to tak jakby nam wcsle nie zależało...Natomiast efekty nie przychodą od razu
 teraz to już ja: 01.10.2007, 21:14
 wszystko jest tak blisko prawie że ''na tacy''- proś, a otworzą Ci się oczy ,a wtedy radość wielka
 nikt: 30.09.2007, 00:28
 jak zebrac siły żeby powiedziec tak?? jak uporac się z myślami i nie błądzic?? jak to wszystko odczytywac??
 życie bez planu...: 27.09.2007, 19:17
 Ta... Bóg ma plan...z pewnością nie dla mnie...no gdzie ten plan...czego nie zrobię, nie mam i tyle, a pomocy żadnej...niech planuje beze mnie...
 ja: 26.09.2007, 19:24
 To wszystko jest takie trudne...
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej