Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Wychowanie do powołania

     Zatytułowałem naszą wypowiedź "Wychowanie do powołania", choć wiem, że termin "wychowanie" ma szeroki zakres i rzadko odnosi się do pomocy w realizacji Bożego wezwania.

     Wraz z żoną byliśmy nauczycielami. Jesteśmy rodzicami, których Bóg obdarzył czwórką dzieci. Mieliśmy dużo szczęścia - dzieci dorastały pod naszym okiem. Niemałą pomocą była babcia. Miała za sobą uniwersytet życia. Po śmierci męża sama wychowywała trójkę małych dzieci.

     Nie tworzyliśmy żadnych systemów wychowawczych, wychowanie oparliśmy przede wszystkim na miłości do swoich pociech i ich miłości do nas. W domu nasza mała społeczność była rozgadana, radosna, a ta radość rodziła optymizm, którym zawsze staraliśmy się je zarażać. Jako dyrektor szkoły powtarzałem gronu, że nie ma złych dzieci, są tylko fatalne błędy wychowawcze. Twierdziłem, że miłość wychowawcza powinna zawierać w sobie opiekuńczość, łagodność, życzliwość i sympatię. Również w domu staraliśmy się utrzymywać więź z dziećmi zbudowaną na wzajemnym szacunku, zrozumieniu i współodpowiedzialności.

     Wiele uwagi poświęciliśmy wychowaniu religijnemu naszych dzieci. Uczęszczały na lekcje religii i uczestniczyły w życiu Kościoła. Dbaliśmy o to, by brały udział w różnego typu zajęciach, które rozszerzały ich horyzonty umysłowe, uczyły współżycia z grupą i samodzielności. Ponadto staraliśmy się wspólnie spędzać wolny czas, wyjeżdżać na wakacje, co umacniało bliskie relacje.

     Ważny był dla nas wszechstronny rozwój osobowości naszych dzieci. Uczyliśmy je podejmowania własnych, dobrych decyzji, odróżniania dobra od zła, przygotowywaliśmy do życia zarówno społecznego, jak i religijnego. Nasze pociechy stawały się ambitne, osiągały bardzo dobre wyniki w nauce. Nieraz myślałem: "Czym sobie zasłużyliśmy na tak wspaniałe dzieci?".

     Z wiekiem każde z nich nabierało doświadczenia, odkrywało swoje nowe możliwości oraz przymierzało się do tego, co chciałoby w życiu robić. Nie negowaliśmy ich różnych projektów, lecz ukazywaliśmy im ich plusy i minusy. Nie martwiło nas to, że w miarę wzrastania zmieniały swoje plany na przyszłe życie. Uważaliśmy, że nie należy dziecku narzucać czegoś na siłę. Sam wiem z doświadczenia, że młodemu człowiekowi trudno jest przeciwstawić się komuś, kogo bardzo kocha.

     Córka po zakończeniu liceum oświadczyła, że chce iść do klasztoru. Znaliśmy życie sióstr. Wiedzieliśmy, że różnie mogą potoczyć się losy jej powołania. Poprosiliśmy więc by zdobyła jakiś zawód. Ukończyła studium pielęgniarskie i nie zmieniła swojego zamiaru. Tak więc została salezjanką. Natomiast syn myślał o medycynie. Decyzja o wstąpieniu do seminarium od początku była jego osobistą tajemnicą. Towarzyszyliśmy mu oboje i nie opuszczaliśmy żadnej możliwości, by być blisko i wspierać go swą obecnością. Pozostała dwójka dzieci ukończyła studia wyższe.

     Jeżeli chodzi o powołanie naszych dzieci, to pamiętamy słowa Chrystusa: "Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem" - a skoro tak, to niech się dzieje wola nieba. Czy jesteśmy zadowoleni ze swoich dzieci? Tak! Kochamy je bardzo i dalej żyjemy dla nich, dzielimy ich sukcesy i troski, prosząc Boga o opiekę nad nimi.


Cecylia i Jan Rusinowie


Don BOSCO - magazyn salezjański
nr 11/2007 (72) grudzień 2007



P?j?? drog? b?ogos?awie?stwa P?j?? drog? b?ogos?awie?stwa
Ks. Marek Dziewiecki
Nie ma kryzysu powo?a?, gdy? B?g, kt?ry powo?uje, nie jest nigdy w kryzysie. Kryzys mog? prze?ywa? jedynie ci, kt?rzy s? powo?ani. Dzieje si? tak wtedy, gdy nie przyjmuj? od Boga daru bogatego cz?owiecze?stwa i zaproszenia do ?wi?to?ci, czyli do ?ycia w spos?b b?ogos?awiony.... » zobacz wi?cej


   


Wasze komentarze:
 s. Adriana CST: 18.02.2015, 08:32
 ... a popatrzcie jak było w Rodzinie św. Teresy od Dzieciątka Jezus... Mają 9 dzieci! Czworo umiera! Umiera Mama, kiedy Tereska ma 4,5 roku! Zostaje Ojciec z 5 dziewczynkami! I wszystkie wstępują do zakonu i to klauzurowego! A On patrzył jak kolejno Jego dzieci Go opuszczają, ale Bogu nie odmówił! Chciałabym w tym miejscu polecić Waszej modlitwie moich Cudownych Rodziców, niestety Tatusia już śp.! Oni pozwolili mi wstąpić do Zgromadzenia w wieku 15 lat! Widziałam jak cierpieli! Uważali, że za wcześnie, ale powiedzieli, że jeśli to Boże dzieło - wytrwam, jeśli nie, wrócę! Bogu niech będą dzięki, że pozwolili mi wtedy! Tak to czuję! Później ... nie wiem jak by było... Jeśli ktoś przeczyta to moje pisanie niech westchnie i za mną, żebym wytrwała - proszę! A historia mojego powołania jest jeszcze ciekawsza... dla chcących ją poznać zapraszam na maila... s.adrianacst@interia.pl Zachęcam też do przeczytania świadectw powołania moich współsióstr ze Zgromadzenia na stronie www. terezjanki.pl POZDRAWIAM i dobrze, że tu Jesteście! Choć wpisy tak dawne... ufam, że ktoś przemówi tu!
 nie ja: 10.10.2008, 14:23
 tyle popelnionych błędów gdybym znała tę stronę wcześniej może moje życie i życie rodziny wyglądało by inaczej a tak ginę ach jaki żal i trwoga . JAKIM SZCZĘŚCIEM JEST MIE MĄDRYCH RODZCÓW LUB PRZYJACIOŁ. NIECH BÓG BŁOGOSŁAWI RODZICOM A ONI NIECH GO PROSZĄ O MĄDROŚC I ŚWIATŁO DUCHA ŚWIĘTEGO.
 ola;): 26.09.2008, 21:21
 bardzo wartośćiowe opowiadanie!! zeby wszyscy rodzice potrafili zrozumiec i tak kochac swoje dzieci ;)
 Ania: 26.09.2008, 20:12
 To piękne, że Państwo zaakceptowali wybór swoich dzieci. Ja też chciałabym, aby moi rodzice zaakceptowali mój wybór, ale niestety tak nie jest...
 An: 26.09.2008, 17:39
 pięne świadectwo życia:)
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej