Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Do czego przeznaczył nas Bóg?

     Wiele razy w życiu przychodzi nam do głowy pytanie: "Po co istnieję? Jaki jest sens mojego życia?" Szukamy więc sensu w tym, co robimy, w posłudze, w rodzinie itp. Różne są efekty owych poszukiwań. Bywają tacy, którym wystarczą powierzchowne odpowiedzi. Bywają też i tacy, których nie satysfakcjonują zbyt łatwe rozwiązania, jakby szukali czegoś, co przekracza ten świat. Bywa, że gubiąc się wśród różnych możliwości odpowiedzi, popadają w apatię, a nawet swoistą depresję. Świadomość przemijania, niemoc, uciekający czas - a z nim i życie - sprawia, że zniechęceni popadają w jakiś bezwład i kończą na wegetacji: fizyczne funkcjonowanie, wypełnianie codziennych zajęć, "zabijanie czasu"... Inni rzucają się w wir pracy, poświęcają się różnym ideom, ideologiom, by zagłuszyć to nieznośne pytanie: Po co? Dlaczego? Być może odpowiedź znajdziemy w słowie Bożym. Spróbujmy przyjrzeć się pewnemu fragmentowi z Listu do Efezjan:

     Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, On napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich - w Chrystusie. W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym. W Nim dostąpiliśmy udziału my również, z góry przeznaczeni zamiarem Tego, który dokonuje wszystkiego zgodnie z zamysłem swej woli, po to, byśmy istnieli ku chwale Jego majestatu - my, którzyśmy już przedtem nadzieję złożyli w Chrystusie (Ef l,3-6.11n)

     Słowo Boże daje jednoznaczną odpowiedź: Istnieję, bo Bóg tak chciał. Bóg zechciał, żebym istniał. Tak po prostu. W przepełnionym miłością sercu Boga pojawiło się pragnienie, aby mnie obdarzyć życiem. Stało się to, zanim świat powstał, zanim ktokolwiek inny zapragnął mojego istnienia. Bóg wybrał mnie, bo chciał podzielić się swoją miłością. Ta bezinteresowność mnie zawstydza, dziwi. Jakże często jej nie dowierzam... Zadaję sobie pytanie: Jaki interes miał w tym Bóg? Do czego jestem Mu potrzebny? Czy to możliwe, żeby sam Bóg mnie zapragnął z czystej miłości? Z miłości przeznaczył nas dla siebie... W świecie, gdzie tak wiele rzeczy jest "za coś", gdzie "nic nie jest za darmo", gdzie ciągle muszę na coś zasługiwać, gdzie żebrzę o odrobinę chociaż miłości, szacunku, akceptacji - ukryta jest miłość. Jest ona cicha, często niechciana i niezauważona, nie domaga się fanfar ani zapłaty... Gdy ja patrzę na drugiego podejrzliwie, zazdrośnie, często bez miłosierdzia, sam Bóg mi mówi: "Bierz za darmo i spróbuj uwierzyć, że Moją mocą możesz podobnie...".

     W takiej perspektywie jakże inaczej dokonuje się wyborów: tych wielkich, zwanych powołaniem, i tych mniejszych, codziennych. Jakże inaczej można zobaczyć swoje miejsce w życiu. Jeśli przyjmę prawdę o bezinteresownej miłości Boga, mogę inaczej, w nowym świetle zobaczyć najgłębszy sens swojego istnienia, przyjąć dary. które zdają się mnie przerastać. Mogę zobaczyć swoje miejsce bez porównywania się z innymi. Lęk, który ogarnia moje serce, już nie musi nade mną panować. Nie jestem zdany tylko na siebie. Skoro Bóg mnie zechciał, to i wyposażył na drogę przez życie w konkretnym powołaniu.

     Świat, w którym żyjemy, jest pełen lęku. Boimy się o własne życie, boimy się odpowiedzialności, trudnych wyborów. Wybieramy najprostsze rozwiązania, które niekoniecznie są najlepsze. Dlaczego? Bo w głębi serca nie wierzymy, że Bóg chce naszego dobra, stawiając trudne wymagania. Boimy się np. małżeństwa, więc wolimy żyć bez zobowiązań, żeby łatwiej, kiedy przyjdą trudności, rozstać się, uciec... Boimy się być rodzicami, więc robimy wiele, by nie mieć dzieci, a gdy już są, uciekamy od odpowiedzialności, spychając ich wychowanie na jakieś instytucje. Boimy się starości, więc przed nią uciekamy, oddając starych rodziców do tzw. domów pogodnej starości, skłaniamy się nawet ku eutanazji. Byleby nie widzieć tego, co wymaga trudu i poświęcenia. Nie bierzemy pod uwagę życia w celibacie dla królestwa niebieskiego (jako ksiądz, zakonnik, siostra zakonna, osoba samotna żyjąca w świecie dla posługi Kościołowi), bo tak wiele trzeba by oddać.

     Dlatego nie przyjmujemy do naszej świadomości, że Bóg może nas uzdolnić do przyjęcia sposobu życia: totalnie dla Niego. Pragniemy wolności, poddając się dość banalnym schematom szczęścia, sukcesu, powodzenia. Dlatego nie dopuszczamy pragnień ukrytych w sercu każdego człowieka, które kierują się tak naprawdę ku Bogu samemu. Poza Nim jesteśmy skazani na tułaczkę. Na własną rękę poszukujemy szczęścia, by wreszcie pozostać z niespełnionymi pragnieniami, oczekiwaniami, tęsknotą "za czymś". Okazuje się, że tak wiele jest "nie tak". Mąż jest "nie taki", dzieci są "nie takie", przełożeni, praca, starość, kariera, politycy - życie całe jakieś "nie takie"...

     A wszystko dlatego, że nie umiemy się ucieszyć, że Bóg wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli znakiem Jego bezinteresownej miłości. Gdybyśmy przyjęli Jego plan, mniej zastanawialibyśmy się nad tym, "co z tego będę miał", a bardziej pociągałoby nas, jak żyć, by się Bogu podobać... Brzmi to dość pobożnie, może nieco patetycznie, i aż się chce spuścić głowę, myśląc: "Eee tam, to nie dla mnie". A przecież Jezus Chrystus przychodząc na ten świat, miał jeden cel: przypomnieć człowiekowi, kim jest Bóg naprawdę (że jest Ojcem), i przypomnieć, kim człowiek jest naprawdę (że jest dzieckiem Boga).

     W Psalmie 8 autor pyta: Kim jest człowiek, że o nim pamiętasz? Kim syn człowieczy, że Ty o nim myśłisz? Nie musimy odkrywać nieznanych lądów, dokonywać niesamowitych wynalazków, wygrywać wojen, by udowadniać sobie, że jesteśmy ważni i cenni. Czyż nie wystarczy to, że tacy właśnie jesteśmy, bo Bóg tak chciał?

     Maryja musiała mieć tę pewność w sercu. Jak również i to, że jeśli Bóg woła, również daje siłę i umiejętności, by nie tylko usłyszeć owo wołanie, ale również, by za nim pójść w taki sposób, jak On tego od nas pragnie. Istniejemy dla Niego, ze względu na Niego, przez Niego. A przyjmując to, możemy jeszcze bardziej i prawdziwiej istnieć dla innych i siebie samych.


ks. Eugeniusz Zarzeczny MIC


Tekst pochodzi z pisma
Stowarzyszenia Pomocników Mariańskich
w Polsce "Z Niepokalaną"
Jesień 2008


Życie Umiłowanego. Jak żyć duchowo w świeckim świecie Życie Umiłowanego. Jak żyć duchowo w świeckim świecie
Henri J. M. Nouwen
To dzieło literatury duchowej zapoczątkowała zwykła prośba, z jaką przyjaciel zwrócił się do przyjaciela. Fred Bratman, świecki dziennikarz i pisarz, poprosił przyjaciela, a zarazem sławnego pisarza, Henriego Nouwena, żeby napisał książkę wyjaśniającą życie duchowe w sposób zrozumiały dla niego i jego przyjaciół, z pominięciem teologii i specjalistycznego języka... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 Seb18: 17.05.2009, 12:35
 Zapraszam na mojego bloga: www.badz-dla-pana.blog.onet.pl
 Slużyć innym ?: 16.05.2009, 12:12
 Jeżeli jesteś chłopakiem poszukującym swojej drogi życiowej,... jeżeli zetknąłeś się z ludzkim cierpieniem,... jeżeli jest w tobie pragnienie służby tym którzy potrzebują pomocy,...jeżeli wierzysz, że w chorym bliźnim czeka na Ciebie Chrystus i chciałbyś się Jemu oddać na służbę to Kamilianie czekają na Ciebie (zobacz: www.kamilianie.eu). W naszych domach zakonnych w Burakowie (Warszawa) i Taciszowie (Gliwice) jest możliwość weekendowego pobytu zainteresowanych misją naszego Zakonu. Chętnych prosimy o kontakt - oscampowol@interia.pl lub telefoniczny pod numerami: O. Czesław Hensel M.I. ul. Poniatowskiego, 14 05-092 Łomianki TEL. (022) 751 23 61 oscampowol@interia.pl
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej