Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Księdzem będziesz?

     Kiedy próbuję odpowiedzieć sobie na pytanie, kiedy zrodziło się moje powołanie, chronologicznie poukładać pewne fakty, jakoś to wszystko uporządkować przyczynowo-skutkowo, to nijak nie idzie tego ugryźć. Jest to jakaś tajemnica Pana Boga. Dlaczego wybiera takich, a nie innych ludzi, to jest tylko Jemu wiadoma sprawa. Jestem święcie przekonany, że też ma to związek z Jego poczuciem humoru.

     Decydujące momenty

     Łatwo jest przywołać sam moment wstąpienia do zakonu i jakieś wydarzenia poprzedzające. Jednak wiele jest przyczyn pośrednich, wydarzeń, które miały miejsce w dalszej przeszłości. Chociażby historia z Pismem Świętym, które podczytywałem u babci, czy potem u nas w domu.

     Pamiętam, że najbardziej porażający był dla mnie 10 rozdział z Ewangelii św. Mateusza: mowa misyjna rozesłania Apostołów, rozesłania uczniów. Jak natrafiałem na ten fragment, to po prostu go pochłaniałem i wiedziałem, że tu chodzi o życie i śmierć. Nie jest tak prosto. Małe dzieci nie rozumieją przenośni, jak jest napisane, to tak jest. I ja myślałem, że skoro tak napisali, to znaczy, że tak ma być. To wyruszenie Apostołów bez laski, bez sandałów, bez czegoś tam..., to była taka wizja, że ho, ho...

     Pustelnia

     Będąc starszym chłopcem, trochę pracowałem. Było to związane z uprawianym przeze mnie sportem (karate), który odgrywał dużą rolę w moim życiu. Każdy wyjazd na zawody wiązał się z kosztami, więc wykorzystywałem wakacje, aby zarobić w pewnym ośrodku wczasowym, gdzie pracowała też moja mama, a ja mogłem tam pracować w zmywalni, albo na sali jako kelner.

     Po skończeniu "podstawówki" dorabiałem tam przez wszystkie wakacje, aż do czasu studiów i wstąpienia do zakonu. Taka robota jest związana z samotnością. Na stołówce jestem sam, ludzie przychodzą trzy razy dziennie na godzinę. Przecież z krzesłami nie będę gadał. Rodzeństwo gdzieś tam sobie kursowało po innych częściach świata, a ja tam siedziałem, więc czasu na myślenie było sporo.

     Można było życie przemyśleć od A do Z. Po dwóch miesiącach w tym lesie pobożność wzrastała mi do granic niemożliwości. Środek lasu i ptaszki pięknie śpiewają, taka pustelnia. Może to trochę mocne słowo "pustelnia", ale mimo wszystko wydaje mi się, że coś w tym jest. Gdzieś tam już rodziły się myśli związane z powołaniem.

     Moment decydujący był przy okazji matury. Dokąd iść? Co robić? Należało wybrać coś neutralnego, więc poszedłem na Uniwersytet Gdański na zarządzanie i marketing, bo po tym można robić podobno wszystko. Jednak po dwóch miesiącach już wiedziałem, że to nie jest to. Zaraz na początku pojawiały się jakieś rozwiązania pośrednie: "Może wybiorę drugi kierunek studiów, może zacznę teologię studiować". Cały czas coś krążyło po "łbie"... i wpadały w ręce różne książki, np. Kwiatki św. Franciszka, której to lektury szkolnej w "ogólniaku" nie zdążyłem przeczytać, a wtedy akurat był czas, podczas I roku studiów. Także książka o bracie Zenonie Żebrowskim, która okazała się być bardzo "wporzo". Jest w niej zdjęcie; krótko ostrzyżony gość z wielką brodą, Japonia... Pomyślałem sobie: "Ale gość, pojechał do Japonii, na pewno karate itd. ... "wporzo typ". Potem się okazało, że on ma coś wspólnego z Kwiatkami św. Franciszka, bo jest też z tej bandy franciszkańskiej. Jeszcze gdzieś tam po drodze Maksymilian, i że oni mają coś ze sobą wspólnego. Wszystko zaczynało układać się w pewną całość.

     Jedna całość

     Sporo myśli nazbierało się we "łbie", które gdzieś tam krążyły po tej pustelni (środek lasu). Takie myśli nurtują, denerwują. Krążąc z głową nabrzmiałą pytaniami, rozważając różne możliwości, wpadłem do Warszawy. Miałem jeszcze wakacje, był 1 września. Chodząc po Starówce, spostrzegłem kościół. Było to przy ul. Zakroczymskiej. Zaczęło mi się niepokojąco za dużo zgadzać. Okazało się, że kościół ma odpust tego samego dnia, co ja mam urodziny i jest pw. Stygmatów św. Franciszka. Poszedłem na furtę i pytam: "Czy ja mógłbym z kimś porozmawiać o życiu zakonnym?" Brat oczywiście zadzwonił: "Tak, tu kandydat do zakonu" - mówi. "Jaki kandydat do zakonu. Ja chciałem tylko porozmawiać" - odpowiadam. "Dobra, dobra. Zaraz przyjdzie". Przyszedł o. Grzegorz Bartosik, wtedy był wikariuszem i mówi: "Co tam?" "Wie ojciec, coś mi po głowie chodzi, czy macie tu jakieś rekolekcje, jakieś dni skupienia, jak to się w ogóle robi, jak się przychodzi do zakonu? Ja nie byłem nigdy żadnym ministrantem, w oazach żadnych nie byłem, więc ja nie wiem, czy tak można w ogóle? "Co robisz?" "Na I roku studiów..." "A wiesz, ja to bym od razu przychodził". "Dobra, to też od razu przyjdę". Była to odpowiedź na ten szereg pytań, wszystkie nagromadzone myśli, wrażenia, modlitwy.

     O co w ogóle chodzi?

     Przychodząc na postulat, nie do końca byłem przekonany, czy powinienem być mnichem. Chciałem zobaczyć, o co w ogóle chodzi, czy mi coś nie odbija, czy to nie jest jakiś sposób na ucieczkę ze studiów itd. ... W okolicach 20 września zaczynał się postulat, ja rozmawiałem z o. Grzegorzem 18 września, a więc siłą rzeczy spóźniłem się. Rodzice, rodzina byli święcie przekonani, że jak wrócę z tych moich wojaży po Polsce, to pójdę na II rok. Nie wyprowadzałem ich z błędu dosyć długo, jeszcze przez następnych 5 dni.

     Kiedy pojechałem do Gdańska po papiery, po świadectwo maturalne itd., wszyscy byli przekonani, że ja jadę się dowiedzieć, czy mam miejsce w akademiku. Miejsce było, ale ja tylko zabrałem papiery. Potem była krótka, ale dynamiczna rozmowa w domu, bo jak dziecko mówi, że idzie do zakonu i na pytanie: "Kiedy?", odpowiada: "Za 3 dni", to jest mocne. Mocne, ale jakoś to mężnie wszyscy znieśli.

     Podczas postulatu w procesie rozeznawania zaczęło się w jakiś dziwny sposób wszystko składać. Nabierałem przekonania, że to nie jest wcale takie głupie, że być może to, co sam w tej głowie, pod czaszką hodowałem, co rodziło się w sercu podczas wakacji, wcześniej i przez prawie cały rok studiów, że te odczucia są prawdziwe - naprawdę wygląda to poważnie. Wtedy poczułem drżenie serca. Z taką wielką wolnością traktowałem czas postulatu, na zasadzie, że ja tu jestem, ale nie muszę tu być, zaś na inne osoby, które przychodziły (razem na postulacie było nas ok. 25), patrzyłem z przerażeniem. Myślałem sobie, że ja się nie nadaję, bo oni wszyscy dokładnie wiedzieli, że przyszli do zakonu, że postulat to jest etap nr 1. Ja postulat przeżywałem jako etap pt. "Zobaczymy".

     Jednak samo pójście na nowicjat było już z wielkim przekonaniem.

     No i co?

     Pamiętam, jak z myślą o powołaniu chodziłem po górach i mówiłem sam do siebie: "No i co? Księdzem będziesz?" "Tak".

     Tak do siebie gadałem w Dolinie Chochołowskiej. "Tak? Księdzem będziesz? To powiedz kazanie na ślub, powiedz!"

     Wdrapywałem się i gadałem kazanie ślubne. "To co byś powiedział?" "Może powiedziałbym to i to... i to by było dobre..." Sam ze sobą dywagowałem.

     Rok temu błogosławiłem pierwszy raz w życiu małżeństwo. Było to małżeństwo niecodzienne, dlatego że chłopak z Republiki Południowej Afryki, a dziewczyna z Polski. On baptysta, ona katoliczka, więc na ślub trzeba było mieć dyspensę z Kurii Biskupiej. Było to na Dąbrowie w Łodzi. Wtedy już byłem diakonem i o. Edward powiedział: "Ty może byś wziął ten ślub, pobłogosławił? Po angielsku trzeba będzie ich pytać o zgodę". Odpowiedziałem: "Pierwszy raz". "No to co z tego? Ty dasz jakoś tam radę". No i dobra.

     Pamiętam do dziś moje słowa: "Drodzy państwo młodzi, muszę wam się przyznać do jednej rzeczy. To kazanie, które chcę wam wygłosić, nie jest już świeże. Ułożyłem je lat temu siedem, prawie". Kazanie było po polsku, tylko część gości była z RPA.

     Wahanie gdzieś zawsze jest, taka myśl: "A co będzie, jak się okaże, że człowiek się pomylił, że to kompletnie nie jest to, co Pan Bóg mu przygotował?" Takiej walki jest sporo.


O. Tomasz Szymczak OFMConv


Tekst pochodzi z pisma
Młodzieżowego Ruchu Rycerstwa Niepokalanej
Rycerz Młodych


Panie, Ty znasz mnie i przenikasz. Rekolekcje dla młodzieży Panie, Ty znasz mnie i przenikasz. Rekolekcje dla młodzieży
Carlo Maria Martini
Rekolekcje, które pomogą Ci poznać siebie, swój charakter i powołanie. Skierowane są głównie do młodzieży, ale cenne będą dla wszystkich tych, którzy nie boją się odpowiedzi na pytania: kim jestem i kim Ty jesteś, Panie? nawet jeśli odpowiedź wymagać będzie zmiany sposobu myślenia i postępowania... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 ...: 04.10.2009, 20:39
 fajne:)
 seb:): 04.10.2009, 13:20
 Zapraszam na sowjego bloga: www.badz-dla-pana.blog.onet.pl
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej