Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Powołanie jako dialog

     W środowiskach formacyjnych słyszy się czasem wyznanie: Mam powołanie! Czy jednak powołanie można posiadać, mieć je w sobie? Czy nie przychodzi ono raczej "z góry", często nawet w sposób zaskakujący i niezrozumiały? Jak pomóc osobom, które są przekonane, że jest inaczej?

     Z powołaniem jest podobnie jak z planetami Układu Słonecznego, które nie funkcjonują samodzielnie, ale według określonego porządku (heliocentrycznego). Choć przez wieki uważano, że ziemia stanowi centrum wszechświata, to jednak Kopernik udowodnił, iż jest inaczej. Świat nie kręci się wokół Ziemi. Nie świeci ona nawet własnym światłem, gdyż sama w sobie jest ciemnością. To ziemia krąży wokół Słońca i "żyje" jego światłem. Podobnie jest z powołaniem. Nie rodzi się ono nigdy samoistnie i nie jest owocem ludzkich przemyśleń. Zawsze ma odniesienie do Boga.

     Powołanie jest darem uprzedzającej łaski. To Bóg bezinteresownie wybiera, obdarza miłością i zaprasza, by pójść za Nim. Ludzka decyzja jest zawsze wtórna. Nie tyle rodzi się z inicjatywy człowieka, ile raczej stanowi odpowiedź na wcześniejszy wybór przez Boga. Każde autentyczne powołanie ma z natury "charakter relacyjny", strukturę dialogiczną - oznacza (po)wołanie i odpowiedź (zob. PDV, 12.36). Aby wejść w dynamikę powołania, trzeba duchowej wrażliwości i pogłębionej relacji z Jezusem, dobrej znajomości siebie, emocjonalnej równowagi oraz wewnętrznej wolności. Przymioty te pozwalają usłyszeć i przyjąć Boże wezwanie, aby - jak Abraham - stać się pielgrzymem, który pozwala się prowadzić Bogu.

     Słuch wiary i więź z Jezusem

     Realizacja powołania domaga się dobrego "słuchu wiary" oraz wrażliwości na działanie Ducha Świętego. To On jest Reżyserem i pierwszym Formatorem, który zaprasza do dialogu i współpracy. Bez tych umiejętności powołaniowy dialog przeradza się w monolog. Zamiast prowadzić do osobistej i zażyłej więzi z Chrystusem, pozostaje powierzchowną, często jedynie zewnętrzną formą obrzędowości, która nie dotyka ludzkiego serca. Brak pogłębionej relacji z Jezusem stwarza poważne ryzyko, że wybór powołania będzie tylko ludzkim pomysłem na życie, a nie odpowiedzią na zaproszenie ze strony Pana.

     Przyglądając się otaczającej rzeczywistości, można dostrzec, że kierowanie się "słuchem wiary" jest obecnie znacznie utrudnione. Cywilizacyjne przyspieszenie, ilość i różnorodność docierających bodźców oraz konsumpcyjny styl życia sprawiają, że coraz więcej ludzi, zwłaszcza młodych, choruje na "wewnętrzną głuchotę". Nie potrafią milczeć i pozostawać w świecie ciszy, trudno im słuchać samych siebie i drugiego człowieka, a tym bardziej Boga. Wielu nie jest w stanie zaangażować się w to, co aktualnie robi, oraz ma trudności z nazywaniem i wyrażaniem przeżywanych uczuć. Wszystko to pokazuje, jak bardzo młode pokolenie jest dziś zagubione, jak mało zna siebie i jak często brakuje mu duchowego zakorzenienia.

     Współczesny człowiek potrzebuje powrotu nie tylko do Boga, ale również do samego siebie. Na pewno osoby powołane do kapłaństwa i życia zakonnego zaproszone są do tego, by uczyć się "być" i słuchać. Szkoła słuchania zaczyna się od nauki milczenia. Człowiek duchowy - jak uczy Paweł VI w adhortacji Evangelica testificatio - "uważa chwile milczenia za wymóg Bożej miłości i pewna samotność jest dla niego zwykłą koniecznością. Poszukiwanie bliskiego kontaktu z Bogiem niesie z sobą naturalną potrzebę uciszenia całej istoty" (46). Milczenie staje się przestrzenią duchowego dojrzewania, drogą do siebie i do Boga, drogą, po której On sam przychodzi. Nie jest ono nigdy celem samym w sobie, ale stanowi środek, swoisty pomost, dzięki któremu można przekroczyć próg tego, co zewnętrzne i powierzchowne. Postawa wyciszenia sprzyja budowaniu osobistej więzi z Jezusem i pogłębianiu duchowej wrażliwości. Dzięki niej można wyruszyć w pielgrzymkę wiary, która zawsze rozpoczyna się we wnętrzu człowieka. Nie wyraża się bowiem w działaniu zewnętrznym i nie zaczyna od wyjścia z domu. To, co najważniejsze, dokonuje się w sercu, w którym mieszka i przemawia Bóg.

     Poznanie serca

     W ludzkim wnętrzu powstają rozmaite poruszenia, zarówno naturalne, jak i nadprzyrodzone. Część z nich człowiek dobrze zna, niektóre tylko przeczuwa, wielu nawet nie dostrzega i dlatego nie może ich rozumieć. By się nie zagubić w labiryncie wewnętrznych doświadczeń, by odnaleźć i wybrać właściwą drogę, potrzebna jest umiejętność duchowego rozeznawania. W przeciwnym razie można być miotanym ukrytymi potrzebami i pragnieniami, nie wiedząc nawet kiedy i dlaczego. Ażeby posiąść sztukę rozeznawania, wcześniej trzeba nauczyć się dostrzegać i rozróżniać przeżywane poruszenia. Bez tej sprawności łatwo można się zagubić lub nazwać Bożą wolą to, co jest tylko naturalną reakcją ludzkich uczuć. Prawdę tę wydają się potwierdzać dramatyczne historie osób, które po latach "poprawnie" przeżytej formacji rozpoczęły kapłańską posługę z głową pełną wzniosłych ideałów, a potem, w codziennym życiu, niespodziewanie szybko wartości te porzuciły, tracąc skarb powołania, który Pan ukrył w glinianych naczyniach (zob. 2 Kor 4,7).

     Duchowy rozwój i wzrost w powołaniu nierozerwalnie łączą się z głębszym poznaniem własnego serca. W biblijnym rozumieniu serce jest wewnętrznym centrum człowieka, miejscem obecności rozumnej i wolnej osobowości, przestrzenią objawiania się Boga. Tam realizują się procesy poznawcze i podejmowane są decyzje. Człowiek duchowy musi niejako "zamieszkać" w domu własnego serca, by w nim rozpocząć dialog z Bogiem. Jak poucza prorok Jeremiasz, nie jest to zadanie proste. Konsekwencje grzechu pierworodnego oraz negatywny bagaż życiowych doświadczeń sprawiają, że "serce jest zdradliwsze niż wszystko inne i niepoprawne" (Jr 17,9). Nie przypomina ono przestronnej i wypełnionej światłem świątyni, gdzie Stwórca swobodnie spotyka się ze swym stworzeniem, ale bywa podobne do tajemniczej i niezbadanej jaskini, w której można się zagubić.

     Ten, kto pragnie żyć powołaniem w sposób pełny i uniknąć pułapek "zdradliwego serca", powinien podjąć formacyjny trud poznawania i porządkowania swojego wnętrza. Zadanie to można porównać do pracy speleologa, który odkrywa i bada nieznane jaskinie. Podobnie osoby powołane muszą "zejść do jaskini" swojego serca, poznać je i oczyścić, czyniąc możliwym do zamieszkania. Tak trudnego zadania nikt nie wykona samodzielnie. Realizuje się je tylko dzięki Bożej i ludzkiej pomocy. Ciemne miejsca dobrze jest prześwietlić sakramentalną łaską oraz światłem słowa Bożego. Ono staje się "lustrem", w którym można ujrzeć i poznać swoje prawdziwe oblicze. Posiada nadprzyrodzoną moc, która wszystko odnawia i porządkuje. Osobista modlitwa, połączona z regularną praktyką kierownictwa duchowego i spowiedzią, pozwalają na stopniowe poznawanie własnego serca. Jeśli zaś okaże się ono zbyt dotkliwie zranione i nieprzeniknione, koniecznym staje się poddanie go nie tylko światłu Bożej łaski, ale także profesjonalnej (psychologicznej) pomocy ludzkiej.

     Emocjonalne trudności i ich duchowe konsekwencje

     Osobowość człowieka od najmłodszych lat kształtowana jest przez bardzo wiele czynników. Historia życia formuje w każdym pewną emocjonalną strukturę, która określa indywidualny sposób myślenia, postrzegania oraz interpretowania otaczającej rzeczywistości. Wszystkie odbierane "sygnały" przechodzą jakby poprzez filtr osobistej wrażliwości. Nie dociera więc do człowieka informacja "czysta", ale zawsze jakoś interpretowana. To między innymi sprawia, że istnieje tak wiele odmiennych punktów widzenia, opinii i sposobów reagowania. Wspomniane "zakłócenia" interpretacyjne przyczyniają się do powstania rozmaitych zniekształceń w postrzeganiu Boga, innych ludzi, świata oraz samego siebie. Gdy trudności pojawiają się w odniesieniu do innych osób, zawsze istnieje możliwość, by poprzez spotkanie i dialog weryfikować i korygować błędy. Kiedy jednak owe zniekształcenia pojawiają się w relacji z Bogiem, wtedy znacznie trudniej o weryfikację. Łatwo wówczas popaść w duchową iluzję, która skutecznie blokuje rozwój życia wiary.

     Przywołane trudności można zaobserwować na przykładzie osób o zaniżonym poczuciu własnej wartości. Ludzie ci nie podchodzą optymistycznie do życia, wiele w nich niepewności i lęku, szybko się załamują i tracą nadzieję. Trudno im współpracować z innymi i prowadzić partnerski dialog. Częstą formą obrony, "radzenia" sobie z tym, co trudne, jest przyjmowanie roli ofiary, kogoś gorszego i poszkodowanego, lub przeciwnie, lepszego i mocniejszego. Gdy przywołane nastawienia utrwalą się, wówczas łatwo można popaść w fałszywą pokorę bądź pychę. Obie postawy są zaprzeczeniem prawdy. Fałszywa pokora jest przesadną koncentracją na własnej biedzie, zaś pycha - jej przeciwieństwem, które prowadzi do wyniosłości oraz iluzorycznego przekonania o własnej wyjątkowości.

     Dramatyzm obu sytuacji wyrasta z ich zafałszowania. Człowiek, który go doświadcza, żyje jakby poza sobą i nie dotyka realiów swojej egzystencji, sam dokładnie nie wie, kim jest. Zamykając się na Boga oraz innych ludzi, doświadcza duchowej izolacji, która rodzi w nim przykry stan osamotnienia i niezrozumienia. To z kolei prowadzi do zgorzknienia, poczucia krzywdy i odrzucenia.

     Opisane sytuacje są "atrakcyjnym" polem działania złego ducha, który skrzętnie wykorzystuje ludzkie słabości. Nie musi on wówczas pociągać do zła, wystarczy, że przytrzyma osobę w jej wyniosłości lub zgorzknieniu. Człowiek zamknięty w ciasnej i ciemnej skorupie swojej biedy nie może wzrastać i rozwijać się, jego uwarunkowanie (w rzeczywistości on sam) nie pozwala, by dotknęło go Boże światło uzdrowienia. Stając na modlitwie przed Bogiem, będzie "nędznym robakiem", upokorzonym, niegodnym uwagi i miłości albo duchowym aktywistą, który musi zapracować na to, by spokojnie i bez poczucia winy się modlić. Będzie więc podejmował ciągle nowe wyzwania i prace, by nigdy nie stawać przed Panem z pustymi rękoma. Dopiero zmęczenie da mu poczucie pokoju i satysfakcji. Upodobni się wówczas do starszego syna z ewangelicznej przypowieści, który całe życie pracował dla ojca i zawsze pozostawał najemnikiem. Choć był synem i mieszkał w rodzinnym domu, to jednak - we własnym odczuciu - nie był domownikiem; czuł się akceptowany za to, co robi, ale nigdy kochany dlatego, że jest (por. Łk 15,11 nn.).

     Wewnętrzna wolność i emocjonalna równowaga

     Pozytywne i twórcze przeżywanie powołania domaga się wolności. Im bardziej człowiek jest emocjonalnie uporządkowany, zdolny do przekraczania siebie, otwarty na innych ludzi i samego Boga, tym więcej jest podatny na Jego działanie. Widać to wyraźnie w życiu świętych, którzy pozwalali się prowadzić Bogu. Łaska Boża "przelewała" się przez ich życie bardzo obficie. Dzięki wierze przeżywanej w wolności serca pozwalali Bogu działać, to On był Reżyserem ich życia. Nie byli skoncentrowani na sobie, nie stawiali warunków i nie czekali na to, aby Bóg zaspokoił ich potrzeby. Przeciwnie - z pasją szukali Bożej woli i wypełniali ją. Wewnętrzna wolność uzdalniała ich do współpracy z łaską i czyniła życie tak bardzo pięknym i owocnym, że świętym.

     Człowiek pozbawiony wewnętrznej wolności staje się niewolnikiem samego siebie. Jego obawy, lęki i pragnienia koncentrują go na sobie w taki sposób, że wszystko zaczyna kręcić się wokół osi własnego "ja". Podejmowane powołanie i wszystkie związane z nim dzieła zostają podporządkowane człowiekowi. Nawet misternie budowana religijność pozostaje wówczas religijnością "monologu", która zamyka się na doświadczenie Boga. Zamiast otwierać się na Tego, który jest źródłem uświęcenia i przemiany, człowiek zbyt mocno zajęty jest sobą, prowadząc nieustanny dialog z własnymi potrzebami i ranami. Osoba obdarzona powołaniem, a jednocześnie tak uwarunkowana emocjonalnie, nie pyta: "Panie, co chcesz, abym czynił?", ale raczej oczekuje, aby Bóg odpowiedział na jej potrzeby i spełnił neurotyczne pragnienia. Zdarza się wówczas, że modlitwa - z adoracji Boga - przemienia się w emocjonalny "koncert życzeń".

     W ten sposób w życiu osoby powołanej powstaje paradoksalna sytuacja: zamiast służyć i oddawać chwałę Bogu, w mniejszym czy większym stopniu służy samej sobie. W konsekwencji dochodzi do swoistej, często niezauważalnej, reorientacji powołania, gdzie Bóg przestaje być najwyższym celem, a staje się środkiem do zaspokajania nieuświadomionych potrzeb. Możliwość współpracy z łaską powołania jest wówczas znacznie ograniczona, a czasem nawet zupełnie niemożliwa. Powołanie przeżywane w taki sposób, choć na początku było przyjmowane z optymizmem i radością, szybko staje się niezadowalające i trudne, zarówno dla danej osoby, jak i wspólnoty, w której ona przebywa.

     Relacja z Bogiem, która nie wyrasta z wyzwalającego doświadczenia miłości, nie może pogłębiać się i przynosić duchowych owoców. Tylko człowiek wyzwolony i wewnętrznie uporządkowany buduje otwarte i twórcze relacje. Im więcej wolności od siebie i emocjonalnej równowagi, tym mniej duchowych ograniczeń, roszczeń i warunków stawianych Bogu. Każda osoba powołana, która chce żyć ewangelicznymi wartościami, zaproszona jest do tego, by dobrze poznać i uporządkować swój wewnętrzny świat. Jeśli natomiast doświadcza trudności emocjonalnych i związanych z nimi ograniczeń, najpierw musi zatroszczyć się o powiększenie zakresu wewnętrznej wolności. Dopiero, kiedy doświadczy uzdrowienia serca, "uwolni" się od siebie i bardziej otworzy, będzie mogła duchowo wzrastać. Wtedy też w jej życiu dokona się swoisty przewrót kopernikański. Przestanie koncentrować się na sobie i kręcić wokół własnej osi, a odnajdzie się na orbicie odwiecznego Słońca i zacznie żyć Jego światłem. Wówczas wybór powołania, modlitwa i całe życie duchowe będą nie jałowym monologiem, ale pięknym, twórczym i owocnym dialogiem z Panem.


Ks. Wojciech Rzeszowski

- (ur. 1966), teolog, ojciec duchowny w Prymasowskim
Wyższym Seminarium Duchownym w Gnieźnie


Tekst pochodzi z kwartalnika
formacji kapłańskiej Pastores


Biblia i powołanie Biblia i powołanie
Carlo Maria Martini
Książka jest wnikliwą prezentacją powołań biblijnych. Ale jej celem jest coś więcej niż zapoznanie czytelnika z postaciami historycznymi. Na przykładzie bohaterów biblijnych, ich trudności i zapału, genialnych posunięć i ułomnych kalkulacji autor odkrywa tajniki życia duchowego... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 ania: 22.04.2010, 09:35
 swietne przeslanie bardzo za nie dziekuje... wezme je sobie do serca.pozdrawiam.
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej