Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Pierwsze i drugie zakochanie

     Od samego początku mojego życia Bóg okazywał mi swoją miłość i łaskę. Jak się później dowiedziałem od mamy, urodziłem się z pewnymi problemami dotyczącymi nerek i moje małe życie wisiało na włosku; zostałem ochrzczony w szpitalu. Wiem teraz, że modlitwa mamy i taty sprawiła, że Bóg Ojciec przyjął mnie do swojego Kościoła. Jezus przez przykład wiary rodziców wchodził w moje życie jako przyjaciel.

     Mając 6 lat, wstąpiłem w szeregi ministrantów. Ministrantem byłem aż do wstąpienia do zgromadzenia zakonnego salwatorianów. Pamiętam zdarzenie, kiedy będąc jeszcze małym brzdącem, przez cały czas trwania Mszy św. pytałem, co robi ksiądz? - nie dawało mi to spokoju, więc kuzynka musiała całe 40 minut "tłumaczyć dla mnie Mszę św.". Wtedy jednak nie myślałem o kapłaństwie... Od urodzenia miałem problem z tzw. refluksem moczowym, czyli powrotem moczu do nerek, co stanowiło poważne zagrożenie dla mojego zdrowia i życia; często jeździłem z mamą do lekarza i poddawałem się bolesnym zabiegom, a Jezus ze swoimi planami czekał i słuchał naszej modlitwy o zdrowie. Modlitwa została wysłuchana przez wstawiennictwo sł. Bożego kard. Wyszyńskiego. Pamiętam, gdy kolejny raz stawiłem się u lekarza i usłyszałem wiadomość: "Refluks zniknął". Muszę przy tym powiedzieć, że groziła mi poważna operacja. Bóg i Jego Matka sprawili cud, który na pewno pozwolił mi w pełni sił kroczyć dalszą drogą. Dziś widzę, że mało dziękuję Bogu za Jego wielkie miłosierdzie nade mną, więc teraz chcę Go uwielbiać za Jego miłość. Chrystus opiekował się mną, choć wtedy o tym nie wiedziałem, jednak z perspektywy czasu widzę to wyraźnie. Jeszcze jedno zdarzenie z dzieciństwa. Pierwsza komunia św. to dla każdego wielkie przeżycie, dla mnie również. Pamiętam, że całą noc z soboty na niedzielę nie spałem, nie zmrużyłem oka nawet na chwilę; cały czas, tak jak dziecko potrafi, myślałem. Myślałem jednak nie o prezentach: o zegarku z ośmioma czy szesnastoma melodyjkami - myślałem o Nim, o Jezusie i Matce Bożej. I nadszedł ten dzień, i po raz pierwszy Jezus zagościł w moim sercu. To była wielka radość. Jezus Chrystus przyszedł do mnie - małego dziecka.

     Jako ministrant nie pojmowałem całej głębi sakramentów, jednak sercem czułem, że tu jest Ktoś, kto bardzo mocno mnie kocha. Po przeprowadzce do Elbląga nastąpił nowy etap działania Boga w moim życiu. Jako dorastający człowiek czułem się trochę zagubiony i napełniałem się kompleksami. Dodatkowo trafiłem na klasę, która miała wyjątkowo złą opinię w szkole. Nadal byłem ministrantem, później lektorem. W tym czasie Chrystus był przy mnie, ale ja Go nie zauważałem, coraz bardziej wpadając w kompleksy, szczególnie kompleks niższości. I wtedy Chrystus znów pokazał mi drogę wyjścia: wspólnotę młodych ludzi przy naszej salwatoriańskiej parafii. Zobaczyłem, że Jezus jest po prostu miłością bezwarunkową, że nie muszę przed Nim udawać kogoś, kim nie jestem, że mnie rozumie.

     Dzięki mamie zdecydowałem się wejść do wspólnoty tych młodych ludzi, których wówczas prowadził ks. Artur Mieleszko SDS. Bóg postawił na mojej drodze kapłana, który mnie zafascynował swoim świadectwem życia. Bogu chwała! Bóg ze swoją łaską znów przyszedł do moich zranień i kłopotów. Tym razem posłużył się sakramentem bierzmowania, który rozpalił we mnie Ducha św. i zabrał dręczące mnie kompleksy. Tak Jezus rozpoczął we mnie przygodę wiary ze swoim Duchem. Zacząłem wówczas poznawać Odnowę charyzmatyczną. Doświadczyłem, że mogę być świadkiem Jezusa, który żyje! W szkole, do której chodziłem, wśród kolegów z klasy nie wyczuwałem większego zainteresowania Kościołem i Bogiem, dlatego pewnego razu, gdy mój kolega zauważył w moim piórniku obrazek Matki Bożej i w obecności innych zaczął mnie wyśmiewać, "odpaliłem" mu, że w swoim piórniku, jeśli go w ogóle ma, może nosić (przepraszam za wyrażenie) gołe panienki. Miałem nadzieję, że zrozumiał, iż nie kpi się z wiary innych. I tak było przez trzy z czterech lat szkoły średniej. Czułem, że Jezus musi być poznany przez innych, by mogli doświadczyć Jego miłości. Tę myśl wypowiadałem najczęściej w dyskusjach na katechezie, języku polskim, przy każdej nadarzającej się okazji. Wtedy też doświadczyłem wielkiej łaski Pana Jezusa.

     Zawsze po lekcjach chodziłem na adorację Najświętszego Sakramentu do kościółka św. Jerzego przy ul. Bema w Elblągu. Tam w ciszy i skupieniu powierzałem Jezusowi swoje lekcje, mamę, tatę, braci i wszystkie sprawy; tam sam na sam z Miłością Odwieczną uczyłem się tej miłości na co dzień. Tam Bóg w swoim Synu przez Ducha św. dawał mi siłę i moc do niesienia moich małych krzyży (szczególnie matematyki). Jezu, dzięki Ci za ten czas!

     Pewnego dnia, podczas Mszy św., na której służyłem, usłyszałem wyraźnie głos w sercu: "Może i ty chciałbyś dokonywać przeistoczenia, jak to właśnie czyni ten kapłan?". Pomyślałem: "Ja, nie to nie możliwe, skądże takie myśli!!?". Ale tak już zostało. Głos Chrystusa odzywał się odtąd coraz silniej. Z czasem zacząłem myśleć o kapłaństwie, ale było to jeszcze nie umocnione. Bóg dał mi też doświadczenie swojej miłości; pokazał, że mnie miłuje. Uczynił to na dwa sposoby ludzki i swój - Boski.

     Pierwszym było doświadczenie przyjaźni z dziewczyną, z którą "chodziłem" 4 lata. Jezus pokazał mi piękno ludzkiego uczucia, w którym On sam jest obecny; dzięki zafascynowaniu i w pewnym sensie zakochaniu, Chrystus uczył mnie delikatności, taktu, umiejętności słuchania drugiego człowieka, pocieszania, czekania, piękna spotkań. To wszystko jest Jego darem, który ofiarował mi rękami bliskiej mi osoby. Dzięki Tobie, Panie! Dziękuję Ci za tę osobę, którą postawiłeś przy mnie - dziękuję Ci za jej dar. Jeśli kiedyś spotkacie się ze stwierdzeniem: "ksiądz nie był nigdy zakochany", nie wierzcie temu zbyt łatwo.

     Drugie zakochanie, w Ewangelii i kapłaństwie, przyszło, gdy zakończyłem rekolekcje ewangelizacyjne Odnowy w Duchu św. (REO). Tam reflektując swoje życie, oddałem je Jezusowi jako jedynemu mojemu Panu i Zbawcy; dzięki modlitwie o uzdrowienie zostałem też uleczony z moich urazów i grzechów; dzięki modlitwie o wylanie darów Ducha św. otrzymałem dar mowy (przepowiadania). Później była już tylko Eucharystia i wielka radość wśród tańców i śpiewów, że "Jezus Chrystus naszym Panem jest".

     Podczas składnia świadectw przez innych, i przez cały czas trwania tego świętego czasu, miałem przed oczami kapłana, który prowadził te rekolekcje, marianina, ks. Andrzeja Jerominka. On również był dla mnie świadkiem, podobnie jak wielu ludzi z parafii i wspólnoty.

     Jezus postawił na mej drodze salwatorianów, którzy przez świadectwo wiary i życia pociągali... Najpierw chciałem być taki jak oni, a później chciałem być tak jak Chrystus, chciałem być wszystkim dla wszystkich, mówić i głosić w imię Pana, uzdrawiać, pocieszać, sprawować Eucharystię, zjednoczyć się z Jezusem... i nadal tego pragnę.

     W moim sercu zobaczyłem, że Jezus jest Bogiem, którego nie sposób nie kochać i nie wpaść w Jego ojcowskie dłonie, że jestem całkowicie zależny od Niego, bo On do końca mnie umiłował.

     Nadszedł w końcu dzień, gdy po zdaniu matury i złożeniu wymaganych dokumentów, trzeba było rozpocząć czas nowicjatu. Jeszcze na pielgrzymce na Jasną Górę polecałem się Matce Zbawiciela, by już jesienią rozpocząć nowicjat w Trzebini. W domu nie było płaczów i "tragedii". Wszyscy wiemy, że Chrystus nikomu nic nie zabiera, lecz zawsze daje więcej niż się tego spodziewamy.

     Czas nowicjatu był dla mnie czasem poznawania życia z Jezusem Zbawcą w zakonie. Uczyłem się żyć i trwać przy Nim 24 godziny na dobę, "dla Boga i ludzi". Ojciec pokazywał mi wtedy, że salwatorianinem jest się przez krzyż.

     Wiem, że Bóg powołał mnie, abym dzięki Jego łasce, będąc kapłanem i zakonnikiem, salwatorianinem, niósł Go innym. Dzisiaj Chrystus uczy mnie dróg wiary przez doświadczenie mojej grzeszności, przebaczenia, umiłowania Eucharystii i kapłaństwa, bym mógł być dla braci miejscem, w którym odnajdą miłość i pokój. Poprzez rekolekcje ignacjańskie doświadczyłem, że miłość Boga jest wieczna; zawsze i wszędzie jest ze mną - mimo moich nałogów i wad, grzechów i zaniedbań. On mocą swej męki i zmartwychwstania powołał mnie, bym opatrywał rany serc złamanych, bym obwoływał rok łaski od Pana, z więzienia wypuścił zamkniętych.

     Krzyż Chrystusa jest drzewem życia i w jego cieniu składam Tobie, Jezu, moje życie, które niech Cię wielbi w Twoim Kościele, a swoją łaską umocnij we mnie czystość, ubóstwo i posłuszeństwo, abym mógł wypełnić Twoje powołanie i dać ludziom wiarę, nadzieję i miłość.


Szymon Szepietowski SDS

Salwatorianin, kleryk Wyższego Seminarium Duchownego
Salwatorianów w Bagnie k/Wrocławia.


Zeszyty Formacji Duchowej



Święta Joanna Beretta Molla Święta Joanna Beretta Molla
Piotr Molla, Elio Guerriero
Joanna lubiła wycieczki w góry, jazdę na nartach. Często chodziła do teatru i filharmonii, przed wyjściem z domu nakładała delikatny makijaż, ubierała się zgodnie z najnowszymi trendami mody — kochała życie. Dlaczego więc z pozoru zwykła matka rodziny została uznana świętą?... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 Wkurzona: 17.10.2015, 22:51
 Błogosławi że zranił ta dziewczynę z która chodził . Że zadał ból ludziom którzy go kochają . I On się nazywa sługa Bożym !! Pobudka
 Monika: 02.07.2015, 23:34
 Piękne świadectwo proszę księdza. Niech Pan Bóg księdzu Pobłogosławi. Monika
 :): 01.02.2010, 18:50
 Bóg zapłać!
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej