Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Pójdź za Mną

     Trwa przyjmowanie kandydatów na pierwszy rok do seminariów duchownych. Najczęściej ich pierwszy kontakt z seminarium dokonał się już wcześniej.

     Wielu, słysząc głos powołania, szukało informacji na intemetowych stronach, inni pytali znajomych księży. Byli też tacy, którzy pojechali na rekolekcje organizowane przez duszpasterstwo powołań, czy przez samo seminarium. Teraz zgłaszają się na rozmowę kwalifikacyjną z dumą na twarzy, jakby chcieli powiedzieć: "obiecałem, że przyjdę i dotrzymałem słowa!".

     Zdarzają się i tacy kandydaci, którzy przychodzą jakby przypadkiem, jeszcze bez wymaganych dokumentów. Ot tak, porozmawiać, zapytać. Takie działania świadczą nie o tym, że nie mają powołania, ale o trudnościach w podejmowaniu decyzji. Nie wiedzą, czy dadzą sobie radę, nie znają stawianych wymagań, szukają zatem pretekstu do kontaktu, do weryfikacji swoich wyobrażeń. Przychodzą i całą swoją postawą pytają: "czy mogę zaufać?".

     Przychodzą także i ci, którzy dokładnie wiedzą, jak powinna wyglądać ich droga, a do seminarium trafiają tylko dlatego, że tego wymaga prawo kanoniczne. Kiedyś jeden z kandydatów pyta! przed przyjęciem, co ma zrobić, aby zakończyć formację i studia jak najszybciej, bo chciałby pracować na eksponowanym stanowisku w diecezji. Taka postawa również nie świadczy o braku powołania, ale właściwa jest dla promocji kadr we współczesnym świecie. Wiele trzeba się napracować, aby uświadomić młodemu człowiekowi, że tym wyżej zajdzie w ewangelicznej karierze, im głębiej zjednoczy się z Jezusem.

     Jakakolwiek jest postawa osób zgłaszających się do seminarium, wszyscy oni zasługują na szacunek. Najpierw dlatego, że to sam Bóg powołuje. Gdy miody człowiek staje przede mną i mówi o swoich zamierzeniach, czuję się jak osoba, której dano dotknąć cennego przedmiotu. Bierze się go delikatnie, aby nie zniszczyć kruchej materii i nie nadużyć zaufania właściciela. Muszę dostrzec tę wielką treskę Pana, który przysyła do naszej szkoły swojego ucznia. Chylić czoła trzeba także przed historią człowieka, często pogmatwaną, bolesną albo naiwną, o której kandydat opowiada z wypiekami na twarzy. To nic, że wiele w niej błędów, wiele upadków. Ale to jego historia, jego droga, zza której uśmiecha się Bóg, jakby mówił: "wyobraziłbyś sobie coś takiego?".

     Rozmowa kwalifikacyjna nie jest prosta. Przełożony nie tylko ma z życzliwością przyjąć kandydata, ale także musi rozpoznać wszystkie "za i przeciw". Musi pamiętać, że kapłaństwo ma służyć wspólnocie Kościoła, a nie jedynie prywatnemu uświęceniu. Musi być zatem jak ojciec, który z wielką serdecznością, ale równocześnie ze stanowczością kieruje swoje dziecko na właściwą drogę. Jest przecież strażnikiem dróg powołania. A i kandydat przychodzi z bijącym sercem. Nie tylko musi złożyć dokumenty, zaprezentować swoją prośbę i osobę, ale także bardzo poważnie wyłożyć racje, dlaczego chce być księdzem, dlaczego chce iść właśnie tą drogą.

     Prawdą jest, że nie przyjmujemy wszystkich. Każda prośba badana jest osobno, dokładnie. Najpierw przez przełożonych seminarium, potem przez biskupa diecezji. Szukamy tych, których Bóg rzeczywiście powołuje. Nie ma w tym wartościowania, dzielenia na dobrych i złych, szukamy nie ideałów, ponadprzeciętnych, ale ludzi, którzy weszli z Chrystusem w szczególny dialog: "Zapraszam, czy chcesz? - Tak, chcę!". Jakże trudne dla przełożonego seminarium jest zakomunikowanie kandydatowi, że nie został przyjęty. Zwłaszcza teraz, gdy liczba zgłaszających się jest mniejsza i bardzo zależy nam, aby nie brakowało studentów w seminarium. W ciągu roku akademickiego cała wspólnota modli się o powołania, pracujemy z młodzieżą, zwłaszcza z ministrantami i lektorami, bo z tego kręgu jest najwięcej powołań, odwiedzamy parafie podczas niedziel seminaryjnych. I całe to zabieganie trzeba zamknąć stwierdzeniem: "przepraszam, nie mogę Pana przyjąć"? Pozostaje wytrwała modlitwa i świadomość, że szukam dobra, które Bóg zsyła: dla kandydata, dla innych ludzi, dla Kościoła.

     A Duch Święty ciągle pobudza serca młodych. Prowadzi ich przez spotkania z ludźmi, przez zmagania ze słabościami, czasem przez fascynacje pracą duszpasterzy albo przez głębokości własnych upadków. To On jest głównym sprawcą napływu kandydatów do naszej szkoły. Można sobie wyobrazić, że czas wakacji to Jego ulubiony okres. Wykorzystuje przyrodę, spotkania z ludźmi, rekolekcje, oazy, pielgrzymki, aby szeptać do serc i umysłów. Pyta, co jest dla człowieka najważniejsze, ile chciałby dać za sensowne życie? I zaprasza w drogę - trudną, ale pasjonującą. Drogę do służby. My w seminarium tylko pomagamy doczytać to zaproszenie.

     Tak pracuje seminarium w wakacje. Rzeczywiście może się wydawać, że to lekka praca, że przyjęcie kilku kandydatów to sprawa niewymagająca szczególnych działań. Jednak to, co zewnętrzne, niekoniecznie ujawnia wielkie emocje i trudności kandydatów oraz przełożonych, którzy szukają Bożych dróg. Przedstawiając cały ten proces chciałbym zachęcić do współpracy, prosić o zaangażowane się w nasze działania. Czas wakacji to czas gorącej modlitwy za powołanych.




ks. Piotr Klimek

Autor jest rektorem
Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji
Warszawsko-Praskiej Tekst pochodzi z Tygodnika

14 sierpnia 2011



   


Panie, Ty znasz mnie i przenikasz. Rekolekcje dla młodzieży Panie, Ty znasz mnie i przenikasz. Rekolekcje dla młodzieży
Carlo Maria Martini
Rekolekcje, które pomogą Ci poznać siebie, swój charakter i powołanie. Skierowane są głównie do młodzieży, ale cenne będą dla wszystkich tych, którzy nie boją się odpowiedzi na pytania: kim jestem i kim Ty jesteś, Panie? nawet jeśli odpowiedź wymagać będzie zmiany sposobu myślenia i postępowania... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 marin: 07.09.2011, 22:53
 pięknie napisane =)
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej