Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Nieprzewidziane powołanie

     Nie każdego dnia zdarza się, aby top-model porzuciła swoja karierę, żeby odpowiedzieć na wezwanie Pana. Co przydarzyło się Antonelli Moccia?

     Antonella była gwiazdą mody, osiągającą pełnię sukcesu. Pod imieniem Helia odwiedzała najbardziej znaczące domy mody włoskiej: Laura Biagiotti, Mila Schon, Trussardi, Lancetti, Centinaro, Siostry Fontana, Massimo Sansolini.

     Co się zdarzyło?

     "Wiara jest darem, nie koniecznością. Wiara, kiedy przybywa, przybywa i koniec. Reszta się nie liczy. Kiedy Ktoś puka, wszystkie drzwi się otwierają, także te wielkiej mody", czytamy we wstępie do jej książki "Wybrałam Boga" (Ho scelto Dio). Prześledźmy krok po kroku to niezwykłe powołanie.

     Antonella Moccia urodziła się w Melfi, w 1967 r. Swoje dzieciństwo wspomina jako bardzo pogodne, a szczególnie pamięta Pierwszą Komunię świętą, którą otrzymała z rąk afrykańskiego kapłana, zamordowanego później w Rwandzie.

     Po ukończeniu szkoły dla modelek w Rzymie, prezentuje się w różnych domach mody, gdzie, aby być zauważona, musi pokonywać wiele trudności. Z czasem jej imię zaczyna być znane i zaczynają nią interesować się wielcy styliści we Włoszech i Europie.

     Jednak Bóg miał inne projekty dla niej. Wspomina Antonella: "Kiedy opowiadam o mojej drodze powołania, opowiadam o dwóch odległych światach, które w pewnym momencie się spotkały - świat mody i świat wiary. Stałam się nieświadomym narzędziem, które przybliżyło te dwa skrajne światy. Nie jest prawdą, że świat mody nie pragnie Boga. Tak, jak nie jest prawdą, że świat nie szuka Boga".

     Można powiedzieć, że Wielki Rybak "złapał" ją na chorobę ojca. Podczas gonitwy między jednym występem a drugim, zaangażowaniu w pokazy, nagle musiała przerwać swoją aktywność, aby towarzyszyć swojemu ojcu, który zachorował na raka gardła. Szpitalne łóżko stało się dla niej drogą do Damaszku: "Na skutek zabiegu chirurgicznego tata mógł porozumiewać się tylko za pomocą gestów, a ja byłam jedyną osobą, która potrafiła go zrozumieć. Ze mną nie czuł się inwalidą, czuł się dobrze. Tak cierpienie wepchnęło mnie w nową rzeczywistość, kompletnie różną od tej, którą żyłam do tej pory. Ja, która decydowałam o swoim życiu, która miałam marzenia, nagle odkryłam, że to wszystko nie ma żadnej wartości. Patrzyłam na mego cierpiącego ojca, na człowieka, który przepracował 40 lat, aby utrzymać rodzinę, który złożył wiele ofiar..., ale który nagle odkrywa, że jest ciężko chory, to wszystko wydawało mi się bez sensu".

     Wielkie "dlaczego?"

     Wobec tego cierpienia Antonella stawiała sobie pytania o sens życia. Zdała sobie sprawę, że jej wewnętrzną pustkę może wypełnić tylko "coś najwyższego, coś, dla czego warto żyć".

     Trudno jest opowiadać o historii nawrócenia. Złożona jest ona z wielu momentów, okoliczności, które z zewnątrz wydają się mało znaczące, lecz zostawiają głęboki ślad i w końcu okazują się jako objawienie profetyczne. "Wróciłam do domu rozbita, zaczęłam robić zwykłe rzeczy, ponieważ cały czas pracowałam jako modelka. Przez wszystkie dni chodziłam do kościoła, ale nie wiedziałam, jak się modlić, co robić, czułam się winna. Czułam się, jakbym po stu latach spotkała starego przyjaciela, o którym nic nie wiem, a także nie wiem, jak się zachować wobec niego. Nie wiedziałam, co powiedzieć, od czego zacząć, jak powrócić do dawnych relacji". Antonella zaczęła odwiedząc dom sióstr Misjonarek Miłości. W tym miejscu, tak różnym od dawnego świata, Antonella odkryła nieznaną i głęboką radość, która ją oświecała: "Myłam, służyłam przy stole, pomagałam także siostrze gotować; z tą ostatnią wydawało się, że znamy się od lat".

     Prowadzona za rękę przez tę "teologię ścierki", ta jasnowłosa dziewczyna, o wielkich błękitnych oczach, którą wszyscy podziwiali za jej wdzięk i profesjonalność zawodową, weszła w świat ostatnich, odrzuconych, zdesperowanych, włóczęgów. Często płakała, ponieważ nie rozumiała, co się z nią dzieje: "...mówiłam sobie: jestem wariatką! Jezus mnie woła, a ja nie rozumiem! Nie wiedziałam, co robić". Była szczęśliwa, a jednocześnie zagubiona.

     Przybycie do domu...

     Zbliżał się wielki moment, w którym Jezus miał się objawić. Było to podczas weekendu poświęconego medytacji i modlitwie. Była to jej osobista Pięćdziesiątnica: Antonella, która zawsze identyfikowała się z Magdaleną z Ewangelii, podczas Eucharystii poczuła rozdarcie serca i zobaczyła w osobie celebrującego kapłana, Jezusa.

     Był to Duch Święty, ten wielki Nieznany, który ostatecznie zmienił jej serce i dopełnił cudu jej nawrócenia. Wyznaje: "Dzisiaj czuję, że wewnątrz mnie płonie ogień podobny do tego, który zstąpił na Apostołów. I tak dziś stałam się osobą konsekrowaną dla Ducha Świętego. Fakt ten napełnia mnie ogromną nadzieją, że wszystkie wydarzenia z przeszłości doprowadziły mnie do poznania Nieznanego, który zawsze we mnie mieszkał. Dzisiaj zrozumiałam, że każdy etap mojego życia był prowadzony jak po sznurku aż doprowadził mnie do teraz".

     Rodzina, począwszy od matki, nie potrafiła zaakceptować decyzji o tak radykalnej zmianie życia. Narzeczony był przerażony... W końcu przyszło światło i Antonella wykonała wielki krok. Posłuchajmy jej ostatniego wyznania: "Poprosiłam księdza szybko o spowiedź. Opowiedziałam mu wszystko o sobie. Rozmawialiśmy prawie trzy godziny i czułam, że znajduję się w obliczu Miłosierdzia Bożego. Podczas spowiedzi powiedział mi dosłownie: «Myślę, że jesteś powołana do życia konsekrowanego»... Pierwszym odruchem na jego słowa był instynktowny gest odrzucenia. Myślałam sobie: »To jest wariat! Nie wie, co mówi! Nie wie, kim jestem, nie zna mojego życia! Jak może mówić takie rzeczy?« A jednak on mi pokazał drogę: «Ty jesteś powołana do bycia zaślubioną Jezusowi». Lecz ja, mówiąc, że może się myli, czułam w sercu, że przybyłam do domu... To był wrześniowy dzień 1994 r., dzień św. Michała Archanioła".


Mariapia Bonanate

Tłum. z włoskiego o. Jerzy Szyran

Ryczerz Niepokalanej, czerwiec 2001


P?j?? drog? b?ogos?awie?stwa P?j?? drog? b?ogos?awie?stwa
Ks. Marek Dziewiecki
Nie ma kryzysu powo?a?, gdy? B?g, kt?ry powo?uje, nie jest nigdy w kryzysie. Kryzys mog? prze?ywa? jedynie ci, kt?rzy s? powo?ani. Dzieje si? tak wtedy, gdy nie przyjmuj? od Boga daru bogatego cz?owiecze?stwa i zaproszenia do ?wi?to?ci, czyli do ?ycia w spos?b b?ogos?awiony.... » zobacz wi?cej


   


Wasze komentarze:
 Artek: 17.11.2013, 00:03
 Kuba, historia tej kobiety to po prostu świadectwo nawrócenia. Każdy z nas musi podjąć decyzję czy pójdzie za światem czy za Panem Jezusem. Oczywiście droga każdego z nas różni się mniej lub bardziej od siebie ale jej celem zawsze jest Pan Jezus. Czy to duchowieństwo, małżeństwo, samotność, to chodzi o to aby kochać! Naśladować Pana Jezusa Chrystusa najlepiej jak się potrafi, promienieć Jego Światłością! Każdy z nas został przecież powołany do świętości. Więc bracia i siostry, miłujmy się jak nam przykazał najukochańszy, Bóg w Trójcy jedyny, prawdziwy, Jezus Chrystus!
 Kuba: 14.04.2013, 10:31
 Nie ma co się sugerować historią donny Antonelli. Kierownicy duchowi zwykle radzą głębokie przemyślenie sprawy i niepodejmowanie nerwowych decyzji. Poza tym każdy ma swoją drogę, Pan Bóg proponuje ale każdy ma prawo do własnej decyzji. A pochopna i zła decyzja w jakielkolwiek sprawie życiowej pociąga za sobą tylko cierpienie. Każdy ma swoje życie i wybiera sam, co najwyżej sugerując się wyborami innych a nigdy ich nie kopiując.
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej