Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Wisiałem na różańcu babci

     Marianinem jestem prawie połowę życia, a w obecnym roku przeżywam 21. rocznicę święceń kapłańskich.

     Pochodzę z Górnego Śląska. Świadomie wybrałem polskie zgromadzenie zakonne jako duchową rodzinę. Zanim dojrzałem do tej decyzji, upłynęło sporo lat, młodzieńczych poszukiwań, zbłądzeń. Od licealnych czasów, zafascynowany Jezusem z Nazaretu i chrześcijaństwem, musiałem przejść różne fazy doświadczeń relacji z Panem. Długo widziałem siebie w Kościele jako zaangażowanego świeckiego. Celibat był dla mnie wtedy "szklaną górą" - przecież mój ulubiony ksiądz wikary... ożenił się.

     Po licznych życiowych tarapatach, jak przerwane studia, wojsko, praca, otarcie się o ewentualne małżeństwo - wóciłem do wcześniejszych pasji. Na bazie katechetycznego kursu na przełomie lat 70. i 80. zacząłem pracować w Kościele jako świecki katecheta. Tym się żywiłem. Dożyła tego moja kochana babcia, na której różańcu "wisiałem" długie lata. Silnym impulsem dla mojej aktywności był nabierający rozpędu charyzmatyczny pontyfikat Jana Pawła II. W katechezie czułem się bardzo dobrze, a pomyśleć, że kiedyś moim wielkim ograniczeniem i strapieniem było jąkanie się.

     Stopniowo jednak narastał we mnie pewien niedosyt. Czułem się troszkę godzinowym najemnikiem. Przecież mogę więcej, mogę pójść na całość, mówiłem sobie coraz częściej. Pan prowadził. Czułem również bliskość, opiekę Jego Matki, Maryi. Szukałem jednak znaku... Dziś myślę, że Bóg był względem mnie nad wyraz hojny.

     Pierwszy raz dowiedziałem się o marianach z licheńskiego obrazka z modlitwą o powołania. Byłem bardzo zaskoczony. Opowiadałem na katechezie o różnych zakonach, a o marianach wtedy nie słyszałem.

    Najpierw był nowicjat. Z pomocą mego wielkiego dobrodzieja Jurka Pruchniaka, fizycznie upośledzonego mężczyzny, wytrwałem przez lata seminarium w Lubline. To Jurek towarzyszył mi swoją szczerą empatią, kiedy uśpiony tokiem wykładów, mogłem się "rozerwać" przy jego goleleniu, strzyżeniu, kąpaniu, sprzątaniu, praniu, spacerach, a przede wszystkim rozmowach o życiu.

     Kapłańską służbę, oprócz epizodu seminaryjnego prefekta, pełniłem przez 10 lat w Warszawie - jako duszpasterz i katecheta na Stegnach, a potem jako proboszcz na Pradze. Wielką zmianę przeżyłem w 2001 r., kiedy to prowincjał zaproponował mi posługę w Czechach. Jako Ślązakowi Czechy były i są mi bliskie. A zatem z Pragi do Prahy, znad Wisły nad Wełtawę... Ucząc się czeskiego, poznawałem kulturę, historię i specyficzną mentalność tego silnie zsekularyzowanego narodu.

     Od 2002 r. proboszczowałem w parafii św. Wojciecha na Nowym Mieście praskim. Stopniowo nasze mariańskie posługiwanie rozszerzyło się na dalsze parafie i kościoły.

     Nadszedł nowy punkt zwrotny: przenosiny do Hradka, gdzie znajduje się piękne maryjne sanktuarium Nawiedzenia NMP Obecność naszej PANI sprawia, że każdego dnia radośniej śpiewam z Nią "Wielbi dusza Pana i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy... Uczynił mi bowiem wielkie rzeczy".


ks. Edward Tomczyk MIC


Tekst pochodzi z pisma Rycerz Niepokalanej
Jesień 2011


Być samemu nie znaczy być samotnym Być samemu nie znaczy być samotnym
Wunibald Müller
W swoich rozważaniach autor zaprzecza obiegowym sądom na temat bycia samemu i bycia samotnym. Wskazuje na pozytywne aspekty samotnego zmagania się z codziennością i udowadnia, że właśnie wtedy, gdy pozostajemy sami, mamy możliwość poznania samego siebie i zobaczenia prawdziwej wartości życia... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 :): 09.11.2014, 17:38
 Bóg zapłać :)
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej