Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Chrystus wciąż powołuje...

     Pierwszą moją placówką duszpasterską na kontynencie amerykańskim była parafia - Misja pw. Trójcy Świętej w Chicago. Spośród różnych zajęć kapłańskich, szczególnie wspominam piątkowe wizyty w szpitalu powiatowym. Po przekroczeniu bramy wielkiego szpitala udawałem się do biura, gdzie w spisie pacjentów wyszukiwałem - trochę według nazwisk, a więcej "na wyczucie" - ewentualnych pacjentów Polaków. Następnie, w towarzystwie Jezusa Eucharystycznego, odbywałem podziemnymi korytarzami łączącymi budynki szpitalne, windami, schodami, długą 2 - 3 godzinną wędrówkę, w poszukiwaniu rodaków.

     Wzruszające były momenty, kiedy, dyskretnie zaglądając za parawan oddzielający łóżka pacjentów, pytałem: "Do you speak Polish? - Czy mówisz po polsku?" W tym momencie pojawiało się na twarzy zdziwienie, potem uśmiech, łzy i prawie zawsze pytania: "Jak mnie ksiądz tu odnalazł? Kto o mnie księdzu powiedział? Ja jestem tutaj taki samotny; rodzina w kraju..., nie mam pieniędzy..., bo choroba... itd. Wszyscy o mnie zapomnieli..." Wówczas odpowiadałem: "Widzisz, jednak nie wszyscy zapomnieli. Wiesz, kto mnie do ciebie przyprowadził? On - wskazywałem na Komunię Św. - Jezus Chrystus."

     W zdecydowanej większości chorzy spowiadali się, przyjmowali sakrament chorych i Komunię św. Po wspólnej modlitwie rozmawialiśmy o chorobie, a także o losie Polaka - emigranta.

     Często przychodził lekarz czy pielęgniarka, bo widząc księdza, chcieli skorzystać z jego pomocy jako tłumacza, aby porozumieć się z pacjentem. Zauważałem wówczas, jak w postawie dotychczas zagubionego rodaka, pojawiała się pewnego rodzaju duma okazywana służbie medycznej, że on nie jest sam, opuszczony, bezbronny, nie umiejący się dogadać, ale jest przy nim, i z nim - polski ksiądz.

     Każdy kapelan szpitalny mógłby wskazać wiele przejmujących przykładów dowodzących, jak bardzo potrzebny jest cierpiącym ludziom kapłan, i jak ta potrzeba zwielokrotnia się w rzeczywistości emigracyjnej, z dala od rodzinnego kraju.

     Pewnego tygodnia, na oddziale zakaźnym odnalazłem czterdziestoletniego mężczyznę, który bardzo cierpiał z powodu raka wątroby. Stan - według lekarzy - był beznadziejny, dawali mu jeszcze 2 -3 tygodnie życia.

     Po przygotowaniu, odbył spowiedź i przyjął do serca Chrystusa. Umocniony obecnością Pana, trochę się ożywił, zaczął rozmawiać, nawet żartować. Przy następnym spotkaniu przedstawił mi dokładnie przemyślany plan na najbliższe dni, gdy poczuje się silniejszy. Usiadłem na krawędzi łóżka i słuchałem: - Proszę księdza. Wiem już o tym, że za kilka dni zorganizują mi transport do Polski. Próbowali sprowadzić z kraju żonę, ale niestety nie dostała wizy, a raczej nie miała pieniędzy na bilet. Wszystko jest załatwione - ze szpitala ambulans zawiezie mnie na lotnisko w Chicago i stamtąd, LOTem do Warszawy. Na Okęciu będzie czekała karetka pogotowia, która zawiezie mnie do domu koło Piaseczna. Tylko jest pewien problem. Amerykanie żądają, by pojechała ze mną osoba towarzysząca - najlepiej pielęgniarka, ale to dużo kosztuje... - zawiesił głos i jakby poszukiwał w myślach innego rozwiązania.

     Przerwałem ciszę i powiedziałem: "ja ci będę towarzyszył".

     - Niemożliwe, ksiądz poleci ze mną?

     - Tak, polecę.

     - O rany, wspaniale. Jak będziemy już w domu, to każę żonie zabić królika, mamy ich dużo, i zjemy sobie dobry, polski obiad. Ja jestem na diecie z powodu chorej wątroby, ale mięso królika mi nie zaszkodzi. Zresztą, taka wyjątkowa okazja!

     Miałem przewidziane wizyty na jeszcze kilku oddziałach, więc delikatnie przerwałem i zaproponowałem, że uściślimy plany wyjazdu przy następnym spotkaniu.

     Kiedy za cztery dni, wezwany telefonicznie, wbiegłem na salę szpitalną, zobaczyłem na znajomym mi łóżku umierającego już człowieka. Pomodliłem się, i gdy ująłem jego wychudzoną, pożółkłą rękę, jakby szerzej otworzył zamglone już oczy i próbował coś powiedzieć, ale wargi szybko zastygały, więc ja starałem się dokończyć rozpoczętą rozmowę.

     Powiedziałem: "...jesteśmy gotowi do podróży. Za kilkanaście minut samolot oderwie się od ziemi i wzbije wysoko w niebo i polecimy... do Warszawy. Tam czeka nas wspaniały obiad... z królika..., bo wyjątkowa okazja."

     Jakby lekko uśmiechnął się i po kilku minutach przeniósł się do nieba na wiekuistą ucztę.

     Zbliża się czas egzaminów maturalnych, czas zakończenia nauki w szkołach.

     Wielu z was wchodzi w okres zastanawiania się nad wyborem drogi życiowej. Wśród licznych propozycji pojawi się i ta, którą Ojciec Święty Jan Paweł II nazywa "wielką tajemnicą" przerastającą nieskończenie człowieka.

     Powołanie kapłańskie czy zakonne jest tajemnicą Bożego wybrania: "Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem na to, abyście szli i owoc przynosili" (J 15, 16).

     Jeśli dociera do twojej świadomości taka myśl, to znaczy, że Pan widzi ciebie pośród tysięcy już powołanych i pracujących w Jego Kościele. Dzisiaj światu i Polsce potrzeba żywych, autentycznych świadków Chrystusa, którzy staną przy człowieku i będą wskazywać co robić, abyśmy czynili dobro i nie ulegali wpływom zła.

     Różne ukryte organizacje i siły nie szczędzą środków, aby zdobyć dla siebie młodego człowieka, by zawładnąć jego umysłem i sercem. Wielu, niestety, ulega tym podstępnym zabiegom i staje się ofiarami zniewolenia.

     Na kapłanach - pasterzach spoczywa wielka odpowiedzialność i zadanie: umacniania w wierze żyjących Kościele, i przywracania Chrystusowi tych, którzy się zagubili. Taka misja będzie dominowała przez najbliższe przełomowe lata.

     Do owego zmagania się ze złym, w imię prawdziwego szczęścia człowieka, a równocześnie do ukazywania w Jezusie Chrystusie źródła wszelkiego dobra, radości i nadziei na ostateczne zwycięstwo -zaprasza was, młodzi ludzie - Kościół, i również w tej misji, jaką pełni, Towarzystwo Chrystusowe.

     Mając na uwadze czekające nas wielkie zadania, modlimy się w Seminarium o nowych członków do naszej wspólnoty zakonnej i z nadzieją oczekujemy...


ks. Krzysztof Ośka TChr


Panie, Ty znasz mnie i przenikasz. Rekolekcje dla młodzieży Panie, Ty znasz mnie i przenikasz. Rekolekcje dla młodzieży
Carlo Maria Martini
Rekolekcje, które pomogą Ci poznać siebie, swój charakter i powołanie. Skierowane są głównie do młodzieży, ale cenne będą dla wszystkich tych, którzy nie boją się odpowiedzi na pytania: kim jestem i kim Ty jesteś, Panie? nawet jeśli odpowiedź wymagać będzie zmiany sposobu myślenia i postępowania... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 karolina17: 15.06.2008, 01:09
 ahh... piekna historia.. ja bylam zagubiona moje zycie nie mialo sensu w sercu panowal haos a teraz zaprzyjaznilam sie z Jezusem chce kroczyc Jego droga-droga zycia zakonnego-czuje ze wlasnie tam jestem potrzebna(: Czasem sie lekam... ale zawsze staram sie ufac Panu! <>< pozdrawiam serdecznie
 Łukasz: 16.05.2008, 08:00
 Przejmująca historia, poruszyła mnie. Kapłaństwo jest piękną przygodą, pomsyłem Boga na nasze życie, jeśli jest prawdziwe i wypływa z miłości do Jezusa Chrystusa objawiającej się w służbie drugiemu. Kapła jest z ludu dla ludu.
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej