Testy Psychotesty Zagadki Rebusy Cienie Pomoc Duchowa Zabawy Złudzenia Psychologia Quizy Triki
Pospolite ruszenie

     Pośrodku pokoju ustawiają się dwa rzędy krzeseł, tyłami do siebie. Wszyscy siadają, a kierownik nadaje każdemu nazwisko jakiejś miejscowości, imię własne, nazwę przedmiotu, przysłówka lub t. p. Wszystkie te nazwy spisuje sobie na kawałku papieru, następnie zaczyna chodzić dokoła krzeseł i komponuje opowiadanie, do którego wchodzą wszystkie nazwy osób grających, bez wyjątku. Wtedy, każdy z grających, którego nazwę opowiadacz wygłosi wstaje i idzie za kierownikiem. Po skończeniu opowiadania, gdy już wszystkie osoby wstały i idą za kierownikiem, ten ostatni może, o ile jest dużo pokojów, przeprowadzić je przez wszystkie pokoje, bacząc, ażeby wszyscy bez wyjątku szli za nim i nie zostawali w tym pokoju, gdzie odbywa się zabawa. Nagle kierownik, gdzie się podoba, woła: "pospolite ruszenie!" Wtedy każdy grających, nie wyłączając samego kierownika, powinien wpaść do pokoju, w którym gra się odbywała, i zająć byle jakie krzesło. Kto nie zdąży usiąść, płaci fant, kierownik proponuje inne nazwy, które spóźniony opisuje i teraz on tworzy opowiadanie, postępując j. w. aż do pospolitego ruszenia. Jest to zabawa nader ożywiona, niewielu bowiem jest amatorów dość trudnego opowiadania i każdy stara się co prędzej zająć miejsce.

     Weźmy kilka przykładów:

     Przypuśćmy, że kierownik nadał grającym następujące nazwy: godzina, Warszawa, tramwaj, koń, mikstura, gra, fortepian, poranek, zupa, koncert, tydzień, kolacja, perspektywa, doktor, dom.

     Opowiadanie da się ułożyć w ten sposób.

     Ponieważ mieszkamy nie w Warszawie, ale na prowincji i nie mamy tramwaju, przeto na koncert pani N odwiózł mnie koń dorożkarski; konisko ledwie powłóczył nogami, zgniewałem się tedy na dorożkarza, bo koncert miał się odbyć za godzinę niespełna, ale niepotrzebnie się tak śpieszył: gra pani N. była pospolitą, a przyznam się, że i artystka niemłoda, nieładna, oczy bez blasku, ale za. to fortepian był przepyszny. Zasnąłbym na tym koncercie gdyby nie perspektywa kolacji, na której miała być zupa żółwiowa, którą bardzo lubię... To też się najadłem tak, żem ledwo doszedł do domu. Gdy zaświtał poranek, musiałem wezwać doktora. Przepisał mi taką miksturę, że leżałem w łóżku przez cały tydzień.

     Przykład drugi. Przypuśćmy, że grających jest dwadzieścia osób, które otrzymały następujące nazwy: wieś, płaszcz, krok, zachwyt, Napoleon, spokój, strona, noc, konik polny, nieznajoma, odwaga, kapelusz, jezioro, niespodzianka, pasterz, lasek, światło, minuta, poezja, trawa.

     "Była prześliczna noc księżycowa. Spać mi się wcale nie chciało, wziąłem przeto kapelusz i wyszedłem na przechadzkę po lasku nad brzegiem jeziora. W ciszy, panującej ' dokoła, słychać było brzęczenie koników polnych, a z łąki pól dolatywały niejasne odgłosy, prawdopodobnie pasterzy. Z początku, idąc po nad brzegiem, wszedłem w głąb lasku. Tam rozesłałem płaszcz na zroszonej trawie: księżyc świecił wprost na mnie jakimś poetycznemu światłem, srebrząc drzew korony. Wszystko tchnęło prawdziwą poezja dookoła. Nagle, o jakie 10 kroków ode mnie, coś białego mignęło w krzakach. Z początku, niespodzianka ta przestraszyła mnie trochę, ale potem zacząłem się uważnie wpatrywać w tę stronę i opanował mnie zachwyt niezmierny. Była to moja śliczna nieznajoma, mieszkanka sąsiedniej willi. Stała w pozie Napoleona i wpatrywała się w księżyc, widocznie nie spostrzegając mojej obecności. Nie chciałem zakłócać jej spokoju i zachwycałem się nią w milczeniu. Postawszy kilka minut, skręciła na bok i poszła w stronę jeziora. Zdumiony byłem jej odwagą, ale że było już późno, udałem się przeto na spoczynek.

MR
Podziel się i innymi:


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy


Autor

Treść





Poprzedni[ Powrót ]Następny
 
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej